niedziela, 26 lutego 2017

#56 "Czerwona królowa" Victoria Aveyard

Hej wszystkim!
Dzisiaj w końcu coś dla fanów fantasy, zapraszam.


– Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów – recytuje z pamięci Tyberiasz, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu i w dniu następnych urodzin masz wstąpić do wojska. Chodzisz do szkoły nieregularnie, osiągasz słabe wyniki i masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu. […]
– A mimo to jest w tobie coś więcej. – Król wstaje, ja zaś przyglądam się z bliska jego koronie. Jej końce są nieprzeciętnie ostre. Jak sztylety. – Coś, czego nie mogę pojąć. Jesteś jednocześnie Czerwoną i Srebrną. Ta osobliwość pociąga za sobą potworne konsekwencje, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Co zatem mam z tobą począć?

 Niestety nie mogłam znaleźć żadnego sensownego opisu więc skorzystałam z tego z lubimyczytać.pl. Może spróbuję napisać coś od siebie, ale nie wiem jak to wyjdzie. Mare, nastoletnia Czerwona niedługo skończy 18 lat i trafi do wojska tak jak jej starsi bracia. Jednak los sprawia, że pewnego dnia spotyka na swojej drodze Cala, tajemniczego chłopaka, który pomagając jej znaleźć pracę wywraca jej życie do góry nogami. Teraz Mare musi pilnować się na każdym kroku bo każda jej zła decyzja może kosztować ją życie.

No myślę, że nie było tak źle i trochę Was zaciekawiłam. Ja po przeczytaniu całej książki nie jestem  zachwycona. Być może to ze względu na to, że fantasy to nie moje klimaty, ale w życiu trzeba próbować wszystkiego, prawda? Mare, główna bohaterka oczywiście była wyjątkowa. Schemat, ale czego można spodziewać się po tego typu książkach? To już chyba musi być, lepiej skupić się na innych jej cechach. Na pewno była to ciekawa postać, nie raz mnie zaskakiwała, ale nie mogę napisać, że ją polubiłam. Miała w sobie coś takiego, co bardzo mnie irytowało. Nie lubię bohaterek, które na siłę próbują każdego ratować.

Stwarzanie nadziei, gdy w rzeczywistości jej nie ma, to okrucieństwo. Fałszywa wiara wywołuje rozczarowanie, ból i wściekłość, przez co niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze.

Autorka ma u mnie dużego plusa za pomieszanie mi w głowie. Na początku książki pojawił się tajemniczy chłopak i byłam pewna, że będzie to przyszły główny bohater. Jak się okazało byłam w wielkim błędzie a potem z każdą kolejną stroną zastanawiałam się z kim w końcu będzie Mare. Byłam pewna, że po przeczytaniu tylu schematycznych historii sama mogę dokończyć książkę, a jednak nie. Do końca czekałam na sceny 'miłości' z moim podejrzanym, a tu okazywało się, że ona coraz bardziej zbliżała się do innego. Jestem za to bardzo wdzięczna bo miło było odbiec od schematu. Oczywiście to nie spojler bo to co wydarzyło się na końcu (czego nawet odrobinę nie podejrzewałam) zmieniło wszystko, a wcale nie napisałam na czym polegało to zbliżenie.

Muszę przyznać, że sięgnęłam po tą książkę tylko ze względu na okładkę. Od dawna miałam na nią ochotę bo mieć taką ładną okładkę w swojej biblioteczce to sama przyjemność. No cóż, owszem zadowolona nie jestem, ale nie mogę powiedzieć, że było tragicznie. Po prostu nie trafiają do mnie sceny walki czy ćwiczeń z mocami jak to bywa w fantastyce. Jednak autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Nie było tu scen z humorem co lubię, ale było nawet ciekawie. Myślę, że fani tego typu historii będą zadowoleni, ale ja chyba wolę więcej miłości, a mniej przemocy.
Czytaliście tą książkę?

czwartek, 23 lutego 2017

#55 "Bez winy" Mia Sheridan

Hej. 
Wiem, że ostatnio moje recenzje nie były najlepsze. Krótkie, chaotyczne i czasami bez sensu. Niestety nie miałam za dużo weny i nic mi się nie sklejało, ale dzisiaj trochę bardziej się postaram. Zapraszam.


Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

Od bardzo, bardzo dawna odkładałam tą książkę. Mnóstwo blogerów zdążyło już o niej napisać, większość zachwalała ją sobie a ja nadal nic. Nie spotkałam się wcześniej z twórczością tej autorki tak więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Muszę za to napisać, że książka przeszła moje najśmielsze oczekiwania i jestem nią zachwycona. 

Kira jako główna bohaterka od razu zyskała moją sympatię. Mimo że momentami byłam lekko zazdrosna bo halo spójrzcie tylko na pana z okładki! Tak czy inaczej nie sprawiała, że się irytowałam chociaż w wielu chwilach była taka słodka i urocza, że to aż nie realne. Grayson, którego utożsamiałam sobie z przystojnym panem z okładki również od początku przypadł mi do gustu (i to nie tylko ze względu na wygląd). Nie wiem jak to jest, ale dziewczyny jakoś bardziej pociągają ciemne charaktery i ja niezaprzeczalnie należę do tej grupy :D Grayson jako chłopak z przeszłością i zadziornym charakterem idealnie nadawał się do 'granej' przez siebie roli. Od pierwszych stron wczułam się w ich historię i wszystko (a nie zawsze tak jest) idealnie mogłam sobie wyobrazić. Trzeba przyznać, że czytając naprawdę zapominałam o realnym świecie a na myśl o zakończeniu książki czułam wielki smutek. 

Miłość nie zawsze jest łatwa nawet po płatkach róż. Potrafi boleć. Oznacza odsłonięcie się, całego siebie, każdej delikatnej części, i wystawienie na możliwość zranienia. Bo prawdziwa miłość to nie tylko kwiat, prawdziwa miłość również ciernie.

Tak jak już wspomniałam od początku cała ta historia bardzo przypadła mi do gustu. Główny wątek i propozycja, z którą po raz pierwszy spotkałam się w książce od razu mnie zaciekawiły. Każda nowa pojawiająca się postać dodawała czegoś nowego, ciekawego i ani razu się nie zawiodłam. Autorka idealnie wykreowała wszystkich bohaterów, każdemu dała coś ciekawego przez co cała historia była nienaganna i wciągająca. Zadziorne charakterki głównych bohaterów i ich częste 'kłótnie' nie tylko były intrygujące, ale i zabawne co w książce jest bardzo ważne i przyjemne. Oczywiście mamy tu też sporo uroczych i wiernych przyjaciół, ale wszystko jest napisane w taki prawdziwy i realny sposób, że nie ma się do czego doczepić. 
Czy to twój uśmiech? Naprawdę? - Udałam, że się otrząsam. - Przypomina bardziej obłąkaną hienę.
Podsumowując trzeba przyznać, że autorka ma talent. Po tylu przeczytanych przeze mnie romansach naprawdę jestem w szoku, że autorka zdołała wymyślić tak ciekawą i nie bardzo schematyczną historię. Na pewno sięgnę po inne jej pozycje i jestem pewna, że mnie nie zawiodą. Żałuję tylko, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej. Jeżeli ktokolwiek jeszcze nie czytał to niech to jak najszybciej nadrobi! 


niedziela, 19 lutego 2017

#54 "Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover

Cześć Wam!
Dzisiaj znowu będzie krótko i na temat gdyż nie mam za dużo czasu i weny, ale chcę coś napisać. Dzisiaj parę słów o kolejnej części Pułapki uczuć. Zapraszam.



Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa, zbyt wcześnie osieroconego.
Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak w momencie, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, mimo że wie, iż Layken może mu nie wybaczyć kłamstw.
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?

Tak jak wspominałam w recenzji poprzedniej części wiele osób było niezadowolonych z lektury tej książki. Doszły mnie też słuchy, że dwa kolejne tomy były jeszcze gorsze i są to jedne z najgorszych dzieł autorki. Przyznam szczerze, że nie wierzyłam. Przeczytałam prawie każdą historię pani Hoover i z każdej trochę bardziej trochę mniej, ale byłam zadowolona. Pierwszy tom Pułapki uczuć nie był zły jak mogliście przeczytać, ale na pewno niesamowicie słodki. No cóż po przeczytaniu opisu kolejnej części czekałam na wrzaski, złości i intrygi. Niestety nie doczekałam się większości a całość była okropna.

Gdybym był stolarzem, zrobiłbym ci okno do mojej duszy.
Ale zostawiłbym je zamknięte,
więc za każdym razem, gdy próbowałabyś przez nie zajrzeć,
widziałabyś tylko swoje odbicie.
Wiedziałbyś, że moja dusza,
jest odbiciem ciebie... 


Aż mi przykro, że muszę to napisać bo powtórzę się setny raz: Hoover to moja ulubiona autorka i sama nie mogę uwierzyć, że jakakolwiek jej książka mnie zawiodła. Nie wiem jak było, ale liczę na to, że to jej początki z pisaniem i zrzucę winę na to. Słodycz, słodycz i jeszcze raz słodycz. Aż się wymiotować tym chce i pisze to ja wielka fanka romansów. Niestety z bólem serca stwierdzam, że była to porażka. Jakby autorka chciała w życie już i tak bardzo niesprzyjające bohaterom wprowadzić nowe tragedie, które oczywiście kończą się happy endem. Te wszystkie całuski, przytulaski i inne słodkości były aż nierealne w takich ilościach. Nawet naprawdę zakochani się tak nie zachowują! Brak mi słów.

Oczywiście nie jest to tak, że książkę czytałam na siłę i nie mogłam wytrzymać. Niejednokrotnie zdarzały się chwilę gdy nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, ale znacznie częściej nie mogłam uwierzyć  nierealności sytuacji. Po raz kolejny powtarzam słodycz, słodycz, słodycz.

To jest warte całego bólu.
Każdych łez
Każdych błędów
Serce mężczyzny i kobiety, którzy się kochają
jest warte bólu całego świata. 

Nie wiem co mogę tu napisać jednocześnie nie spojlerując. Książkę czytało mi się szybko, ale niestety nie zbyt przyjemnie. Znalazłam w niej zarówno wiele plusów jak i minusów, ale jednak ta słodkość przewyżyła i książki nie polecam. Mimo to moje zdanie o autorce się nie zmienia i tą jedną serię jek wybaczę chociaż nie wiem czy sięgnę po kolejny tom.

piątek, 17 lutego 2017

#53 "Powietrze, którym oddycha" Brittainy C. Cherry

Hejo hej!
Jak podoba Wam się wygląd bloga? Jeszcze trochę go dopracowywałam, ale teraz jest już definitywnie skończony więc czekam na Wasze zdania! Mi się bardzo podoba, muszę tu podziękować Ronnie niezwykle pomocnej i miłej dziewczynie, dzięki której to wszystko się udało. Dzisiaj za to zapraszam po raz kolejny na recenzję.

 

Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem.
„Trzymaj się od niego z daleka”, mówili.
„Jest okrutny”.
„Jest zimny”.
„Życie go nie oszczędzało”.
Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo dostrzec w Tristanie potwora.
Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało. Sama czułam się bardzo podobnie.
Oboje wypełnieni pustką.
Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej.
Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości.
Może wtedy moglibyśmy nareszcie przypomnieć sobie, jak się oddycha.

Po pierwsze: okładka. Jest cudowna💛 Prawda? Od razu zwróciłam na nią uwagę i nie mogłam się od niej oderwać. Ma w sobie to coś co przyciąga. Sama książka również jest niezmiernie ciekawa i intrygująca i nie pozwala oderwać się do ostatnich stron. Powiem Wam, że na początku wiało schematami, ale wcale mi to nie przeszkadzało, mimo że kilka dało się znaleźć w książce.

Pokaż mi  cienie, które  nie dają ci spać. Pocałuj mnie swoim mrokiem.

Zapewne wiecie, że zdecydowanie gustuję w książkach o nastolatkach. Nie wiem dlaczego, ale tak jakoś się do nich przywiązałam. Tutaj główni bohaterowie mieli około trzydziestu lat i wcale, a wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz w ogóle tego nie odczułam. Momentami zachowywali się jak dzieci co tylko dodawało uroku historii. A jeżeli już jesteśmy w plusach to wielką zaletą książki była postać Faye, przyjaciółki głównej bohaterki. Ci, którzy książkę czytali na pewno zwrócili uwagę na jej specyficzne zachowanie i słownictwo. Było po prostu świetne! Nie tylko mnie rozśmieszało do łez, ale i w odpowiednich momentach wzruszało i prowokowało do rozmyślań. Uważam, że była to niezmiernie ciekawa postać i to dzięki niej cała książka wypadła rewelacyjnie.

 Tak naprawdę książka na końcu była już trochę schematyczna, ale nie mogę gniewać się na autorkę. Jest to moje drugie spotkanie z jej twórczością i ta historia spodobała mi się równie mocno co poprzednia (którą możecie zobaczyć z boku na pasku w popularnych postach). Polecam ją każdemu, przyjemnie mi się ją czytało, szybko zleciało i mogłam totalnie oderwać się od rzeczywistości. Jeżeli znacie jeszcze jakieś ciekawe książki tej autorki to dajcie znać.

poniedziałek, 13 lutego 2017

#52 "Pułapka uczuć" Colleen Hoover

Witam, witam!
Chwila wolnego w szkole to cud, dlatego skorzystałam z okazji i udało mi się przeczytać książkę. Jest to jedna z niewielu historii pani Hoover, której nie czytałam więc uznałam, że nie ma na co czekać i czas to nadrobić. Zapraszam na recenzję.


Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach.
Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.

Colleen Hoover to bezsprzecznie moja ulubiona autorka. Jej historie wciągają mnie już od pierwszych stron i trzymają do ostatnich. Wszystkie są na swój sposób słodkie, urocze a zarazem pełne bólu i smutku co bardzo lubię. Takie połączenie od zawsze mi się podobało, a Hoover wciągnęła to jeszcze na wyższy poziom. O książce nie miałam wcześniej pojęcia, dopiero przeglądając Wasze blogi dowiedziałam się o jej istnieniu. Dokładnie cztery osoby o niej napisały i wszystkie te cztery osoby oceniły książkę negatywnie. Byłam w kompletnym szoku i musiałam przekonać się sama. No i jak?

Książka powalająca nie była, trzeba to przyznać. Znalazłam w niej wiele minusów i przesłodzonych scen jednak całość niezmiernie mnie urzekła i jestem zadowolona z jej przeczytania. Jakie minusy znalazłam? Spotykali się zaledwie trzy dni z czego to spotykali to raczej tylko raz gdyż mieszkali na przeciwko siebie. Gdy doszło do ważnego momentu BUM i oni nie mogli być razem, był to dla nich taki koszmar bo przecież tak bardzo się kochali i takie cierpienie im to sprawiało... No to nawet ja wielka fanka romansów uważam to za mega słodkie! Oczywiście jest tu mnóstwo scen zazdrości co dodatkowo nie daje plusa książce. Ale, ale! Książka była super.

Ludzie  bez  przerwy  podejmują  spontaniczne  decyzje,  słuchając  swojego serca.  W  związkach  chodzi  o  dużo więcej niż tylko o miłość.

Drugi minus o jakim wspomnę nie jest może zbyt istotny, ale irytujący. Przynajmniej dla mnie. Wspomniałam już, że mieszkali na przeciwko siebie tak więc często się odwiedzali. Niby nic, ale główna bohaterka wchodziła tam kiedy chciała (nawet o północy), a gdy była tam sama potrafiła zaprosić koleżankę jak do siebie. Robiła tam różne rzeczy, ale to już sprawa gustu czy ktoś to popiera czy nie.

Zdecydowanym jak dla mnie plusem był następujący wątek: zakochują się w sobie, a chwilę później okazuje się, że on jest jej nauczycielem. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś podobnym w książce i w tej kwestii jestem totalnie zachwycona. Zresztą powtarzam książka nie jest zła po prostu momentami jest zbyt słodka.

Mogłabym pisać jeszcze o tej książce wiele, ale czuję, że to nie potrzebne. To co mieliście wiedzieć już Wam napisałam. Oczywiście planuję niedługo przeczytać kolejną część i liczę na to, że będzie tam o wiele więcej o ich związku. Książka jak dla mnie fajna, ale zdaję sobie sprawę że wielu nie przypadłaby do gustu.

piątek, 10 lutego 2017

#51 "Co mnie zmieniło na zawsze" Amber Smith

Hej wszystkim!
Ciągle piszę, że nie mam czasu, ale nie chcę zastopować bloga więc dzisiaj krótko i na temat. Zapraszam.


To nie liceum ją zmieniło. To gwałt.
Pewnego wieczoru najlepszy przyjaciel jej brata – niemal członek rodziny – sprawia, że świat Eden wywraca się do góry nogami. To, co kiedyś wydawało się proste, teraz jest skomplikowane. To, co kiedyś wydawało się prawdą, teraz jest kłamstwem. Ci, których kiedyś kochała, teraz budzą tylko jej nienawiść. Nic już nie ma sensu. Wie, że powinna powiedzieć komuś o tym, co się stało, ale nie może tego zrobić. Więc ukrywa to w sobie, głęboko. Ukrywa też to, kim kiedyś była – bo teraz jest już inna. Na zawsze.

Na pewno kojarzycie ten tytuł. Jest to stosunkowo nowa książka więc sporo blogerów zdążyło już napisać o niej kilka słów. Niestety nie mogłam znaleźć nigdzie dalszej części Delirium więc zabrałam się za coś innego. Nie wiem dlaczego była to akurat ta książka, nie byłam nią od początku zachwycona nawet po pozytywnych opiniach innych, ale no jakoś tak wyszło. Powiem Wam, że żałuję.

O wow, od razu tak ostro? No niestety, ta główna bohaterka. Brrr.. Ja wiem, że gwałt to okropna sprawa i nikomu jej nie życzę, ale to jak to ją zmieniło i to, że nie była w stanie o tym nikomu powiedzieć było okropne. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji i nie chcę być, ale uważam, że siedzenie przy jednym stole z moim gwałcicielem nie było by na moje nerwy. Starałabym się powiedzieć co się stało, żeby nie uszło mu to na sucho. Nie będę oceniać w tej kwestii, ale w zmianie jej zachowania już zdecydowanie się określę.

Zacznę od tego, że dziewczyna miała niecałe czternaście lat gdy zaczyna się akcja książki. Gdy zaczyna się zmieniać ma już ich piętnaście, ale to przecież pozwala na imprezy, alkohol, palenie i uprawianie seksu. No co prawda tak częściej i z byle kim to było już trochę później, około szesnastu lat, ale to przecież normalne... No nie wiem jak wy, ale mnie to po prostu irytowało tym bardziej, że każdego po drodze raniła. Zraziła do siebie praktycznie każdą osobę, do rodziców zaczęła mówić po imieniu. Ta zmiana była ogromna i okropna, obrzydziła mi całą książkę.

Spałam z    piętnastoma  różnymi  chłopakami. Czasami  wydaje mi  się,  że  to  za dużo,  a    kiedy  indziej,  że  wręcz za mało.  Ale każdy  z    nich  sprawia,  że  się  oddalam odrobinę  bardziej. Teraz jestem już  tak  daleko,  że  to  prawie  wystarcza. 

Sądziłam, że książka będzie opierała się na jej uczuciach po gwałcicie jednak okazało się, że opisane mieliśmy późniejsze lata jej życia. Cieszę się z tego powodu gdyż nie chciałabym się zbytnio dołować. Dobrze chociaż z tym. Tak naprawdę książkę doczytałam tylko dlatego, że chciałam dowiedzieć się czy wyjawi komuś prawdę o tym okropnym wydarzeniu, które ją spotkało.

Nie wiem jak podsumować ten post. Wiem, że jest napisany beznadziejnie, ale wiem też, że jeżeli odłożę go na potem to nie napiszę nic. Musicie mi wybaczyć następnym razem postaram się, żeby było lepiej. Książki nie polecam z mojego punktu widzenia, ale wiem, że większości będzie się ona podobała. To już kwestia gustu.

poniedziałek, 6 lutego 2017

#50 "Delirium" Lauren Oliver

Cześć wszystkim!
Pierwszy tydzień szkoły po feriach za mną, a nauki tyle, że szkoda gadać. A wcale nie zapowiada się, że będzie lepiej. Nie wiem jak to wyjdzie z czytaniem książek, idzie mi to coraz wolniej ze względu właśnie na brak czasu. No cóż mam nadzieję, że mimo wszystko jakoś mi się uda oderwać od szkoły i zatopić się w lekturze. Dzisiaj zapraszam na recenzję pierwszego tomu Delirium.


„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?

Wiele dobrego i wiele złego czytałam na temat tej książki. Dużo blogerów nie było nią zachwyconych, ale spora część bardzo ją zachwalała także jak to ja musiałam przekonać się na własnej skórze. No więc wzięłam się za czytanie. I już na początku mnie odrzuciło. Przez pierwsze strony bohaterka miała już tyle razy szczęście, tyle razy wszystko się jej upiekło, udało, że to było aż nierealne. Książka, w której występują zakazy i nakazy, a każda zła decyzja grozi śmiercią i musimy się pilnować, to dla mnie niezmiernie ciekawa książka. Tutaj niestety to niesamowite szczęście sprawiało, że całość wypadła w moich oczach dosyć słabo.

 Życie  nie  jest życiem,  jeśli  się  przez  nie  tylko  prześlizgniesz.  Wiem,  że  jego istota  polega  na  tym,  by  znaleźć  rzeczy,  które  mają  znaczenie,  i trzymać  się  ich,  walczyć  o  nie  i  nie  odpuścić.

 Na początku każdego rozdziału cytowane były słowa z ich (chyba) Biblii, książek, zasad. Napisałam chyba bo sama nie wiem. Kazali mi patrzyć na dane strony, no ale jak skoro ja nawet nie wiem o czym mowa? Dodatkowo w książce znalazłam kilka nie dopowiedzeń. Większość była mało znacząca i nie przeszkadzała mi w niczym, ale znalazła się i taka, która była o wiele ważniejsza. Mianowicie blizna po zabiegu na początku znajdowała się za uchem, a już następnym razem na szyi. Niby nic, a jednak przeszkadzało.

Oczywiście znajdziemy w książce również wątek miłosny i trzeba przyznać, że nie był on zły i nudny. Troszkę przewidywalny, ale wymyślono ich już tyle, że trudno mnie czymkolwiek zaskoczyć. Alex, jako bohater płci męskiej bardzo mi się podobał. Zarówno opis wyglądu jak i zachowania. Niestety Lena, główna bohaterka skutecznie zepsuła mi radość z ich związku. Nie wiem co takiego miała w sobie, ale od początku jej nie polubiłam.

Nie wiem czy wiecie, ale na podstawie książki nakręcono film/serial. Teoretycznie znalazłam film, ale praktycznie serial. I powiem Wam, że po pierwszym odcinku to chyba sobie odpuszczę. Nie wiem ile ich jest, może tyle ile części książki bo już w dziesięciu minutach pierwszego odcinka przytrafiło się 3/4 sytuacji z pierwszej części książki. Na dodatek gdyby nie wiedza jaką wyniosłam czytając, nie wiedziałabym nawet o co chodzi w tym serialu. Wszystko działo się w takim tempie, że ktoś kto nie czytał książki nie może wiedzieć co się dzieje.

Co do książki to wszystko podsumowując nie była to jakaś super historia. Nie jestem zachwycona, nie lubię głównej bohaterki, ale jakoś bardzo chcę przeczytać kolejną część. Pewnie to ze względu na ciekawą fabułę. W każdym bądź razie nie żałuję czasu, który poświęciłam na przeczytanie. Jestem ciekawa Waszych zdań więc piszcie w komentarzach!

czwartek, 2 lutego 2017

#49 "P.S I like you" Kasie West

Hej kochani!
Nie macie pojęcia jak cudownie było przeczytać coś normalnego po prawie dwóch tygodniach męczenia się z Lalką. Muszę przyznać, że ta ostatnia nie była wcale zła, sam wątek miłosny nawet mi się spodobał, ale za dużo jak dla mnie wątków pobocznych. Ale koniec z tym! Chwilowo nie chcę już o tym słyszeć. Dzisiaj kolejna recenzja książki  West.


Co robisz, gdy podczas lekcji chemii w głowie wirują ci zamiast pierwiastków fragmenty ulubionych piosenek?
Lily po prostu zapisała wers z ukochanego utworu na ławce. Niczego nie oczekiwała, a jednak następnego dnia zobaczyła, że ktoś dopisał kolejne zdanie. Ktoś, kto najwyraźniej zna tekst tej piosenki. Jak to możliwe, że w tej nudnej szkole ktoś także kocha alternatywne zespoły?
Wkrótce ławkowa korespondencja między Lily a tajemniczym miłośnikiem muzyki nabiera tempa. Rozmawiają nie tylko o muzyce, ale i o swoich problemach i stają się sobie coraz bliżsi. Kim jest ta tajemnicza bratnia dusza?

Jest to moje drugie spotkanie z autorką. Jako, że pierwsze bardzo mi się spodobało tak więc w niedługim czasie sięgnęłam po kolejną jej historię. Tutaj koniecznie muszę zaznaczyć, że JESTEM TOTALNIE ZAUROCZONA. Podczas czytania poprzedniej jej książki nie opuszczał mnie błogi nastrój, tutaj było podobnie aczkolwiek w niektórych momentach serce na moment mi się zatrzymywało. Od razu trzeba napisać, że jest to urocza, słodka i mega wciągająca historia.

Nie mam pojęcia co się stało, ale teraz po przeczytaniu zdaję sobie sprawę jaka była to przewidywalna książka, a jednak w trakcie niczego nie mogłam się domyślić. Może nawet nie próbowałam tak naprawdę, żyłam teraźniejszością i niezmiernie ciekawymi zdarzeniami. Wątek pisania do siebie anonimowych liścików na lekcji był dla mnie czymś nowym. Brak mi słów, nie mam pojęcia jak opisać jakie wrażenie zrobiła na mnie ta książka. Nie wiem co takiego ma w sobie ta autorka, ale już po raz drugi sprawia, że zapominam o realnym świecie, wczuwam się w sytuację bohaterów i nie mogę oderwać się do ostatniej strony.

– Cześć – powiedziałam.
 – Hej – odparł David z rękami w kieszeniach.
 – Co u ciebie?
 – W porządku. Sprałeś już siki ze skarpetki? 
– Wyrzuciłem ją.
 –  Aha. To też  rozwiązanie.

Wracając do wątku pisania listów: no nie spodziewałam się kto jest ich autorem aczkolwiek teraz zdaję sobie sprawę jak łatwe było to do przewidzenia. Jednak gdy dowiedziałam się kim jest ta druga osoba nie mogłam uwierzyć. Musiałam ten fragment przeczytać po raz drugi a i tak byłam lekko zawiedziona. Jak się okazało nie potrzebnie bo każda kolejna strona od tego momentu nie tylko mnie rozśmieszała, momentami zawstydzała (bo ja zawsze wstydzę się za głupie zachowanie bohaterów :D), ale jeszcze bardziej mnie wciągała. Gdy w pewnej chwili na zastępstwie ktoś zajął miejsce głównej bohaterki myślałam, że oszaleje i przez kilka stron przeżywałam odkrycie listów.

Całość autorka zaplanowała świetnie aczkolwiek jak dla mnie pewien moment upokorzenia na końcu i to co stało się później było zbędne, ale i tak jestem zachwycona. Tak, powtarzam się, ale nic na to nie poradzę. Ci, którzy jeszcze nie czytali koniecznie muszą to nadrobić nawet jeśli to nie Wasze klimaty. Czasami warto sięgnąć po coś innego, wiem z własnego doświadczenia. Zazwyczaj nie daję ocen książkom, ale gdybym miała zrobić to tutaj było by to oczywiście 10/10. Nie ma innej opcji. Polecam każdemu!