piątek, 31 marca 2017

[3] Czas na film: Pasażerowie (2016)

Nawet zapaleni książkoholicy lubią od czasu do czasu obejrzeć film, niekoniecznie nagrany na podstawie książki. Ja ostatnio coraz częściej sięgam po ekranizacje i chyba nawet poświęcam im więcej czasu niż moim ukochanym książkom. Nie żałuję bo muszę trochę odsapnąć po stresie i skupianiu się w szkole, a czytanie niestety mnie teraz męczy. Tak więc przekładam się na filmy i co za tym idzie będą się tutaj częściej pojawiać posty tego typu. A jeżeli polecacie mi jakieś naprawdę dobre tytuły to chętnie poczytam.


Pasażerowie to film, który zaciekawił mnie od samego początku już od krótkich urywków w telewizji. Do kina się nie wybrałam bo nie miałam czasu, a przypomniałam sobie o nim potem zupełnie przypadkowo. I mimo iż od obejrzenia go minęło już sporo czasu to ja i tak często o nim myślę. Może zacznę od fabuły. Nie była ona jakoś niezmiernie ciekawa, przez większość czasu nie działo się zbyt wiele, ale to właśnie te momenty najbardziej mi się podobały. Końcówka według mnie była niepotrzebna, ale rozumiem, że film musiał mieć coś 'ciekawego' w sobie.
Bohaterowie- no cóż za wielu ich tu nie było, ale za to jacy ciekawi. Na pewno każdy kojarzy Jennifer Lawrence, za którą swoją drogą nie zbyt przepadam, a właściwie za jej piskliwym i ochrypłym jednocześnie głosem. Tutaj muszę powiedzieć, że najbardziej spodobała mi się jej fryzura i ubrania :D Czy dobrze odegrała swoją rolę to już kwestia gustu, ale jak dla mnie mogło być zdecydowanie lepiej. Drugi główny bohater poza swoją atrakcyjnością jakoś mnie nie przekonał, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że było źle. Za to barman-robot jak dla mnie był najlepszą postacią. Zagrał swoją rolę genialnie i mogłabym oglądać sceny z nim cały czas, a tak naprawdę nie robił w nich nic poza mówieniem! Wiem, że nie tylko ja zauważyłam jego talent bo na filmwebie jest on najlepiej ocenionym aktorem, grającym w tym filmie.
Trzeba także zaznaczyć, że wszystkie przedmioty, widoki były bardzo realistyczne i miło się oglądało. Bardzo lubię takie inteligentne technologie więc film ma u mnie dużego plusa.

Film idealny na wieczór, niekoniecznie na odstresowanie, ale przyjemny i mimo nieskomplikowanej fabuły łatwo się wciągnąć. Fani romansów na pewno znajdą coś dla siebie, ale fani fantastyki również nie będą zawiedzeni. Polecam!

niedziela, 26 marca 2017

#61 "Bez słów" Mia Sheridan




Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć? 

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?


Jest to moje drugie spotkanie z autorką i żałuję, że dopiero drugie. Nie mam pojęcia dlaczego zabrałam się za jej twórczość tak późno, bardzo żałuję, że tyle czasu to przekładałam. Śmiało mogę napisać, że jestem zauroczona jej stylem pisania i historiami, które wymyśliła. Zarówno w "Bez winy" jak i tutaj zapomniałam o realnym świecie i całkowicie wczułam się w sytuację. Od pierwszych stron polubiłam głównych bohaterów chociaż bardzo żałuję, że Archer był tak wykreowaną postacią z takim, że się tak wyrażę defektem. Wiem, że dzięki temu książka miała dużo ciekawych wątków, ale chyba wolałabym, żeby był 'normalny'. Nie było spojleru, ale na pewno jesteście ciekawi o co mi chodzi, prawda? Hah, w takim razie koniecznie musicie przeczytać! Mimo tego defektu Archer tak jak napisałam od razu zaskrobił sobie moją sympatię. To urocza postać, nawet nie potrafię napisać dlaczego tak samo jak Bree. Oboje mieli w sobie to coś co mnie przyciągało i sprawiało, że nie tylko często się uśmiechałam, płakałam, ale nie mogłam się oderwać. Tak, płakałam bo zakończenie odebrało mi mowę, a serce mnie zabolało. Już myślałam, że znienawidzę autorkę za koniec ich historii, a jednak tylko mnie nastraszyła i sprytnie zmieniła zwrot akcji.

Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne.

Oczywiście książka nie odbiega zbytnio od typowych romansów. Bohaterzy mają za sobą przykrą i traumatyczną przeszłość. On wyobcowany, nie uczestniczy w życiu społeczeństwa i nagle zjawia się ona, która próbuje do niego dotrzeć. Jak zwykle zaznaczam, że to nie spojler gdyż dowiadujemy się o tym na samym początku. Mimo tych licznych schematów książka była bardzo udana. Gdybym miała oceniać niestety mimo wszystko nie dałabym 10 na 10 gdyż jednak trochę za dużo mieliśmy tu przesłodzonych scen. Wiadomo, że każdemu romansowi przyda się trochę słodkości, ale bez przesady. Czasami tutaj przewracałam oczami, ale wszystko dało się wytrzymać. Całość jak najbardziej oceniam pozytywnie i już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z autorką. Jeśli jej kolejne książki będą tak dobre to śmiało dodam ją na listę najlepszych pisarek, a może nawet (jestem w szoku, że w ogóle tak pomyślałam) będzie moją ulubioną. Chyba muszę wrócić do książek Hoover bo już zapomniałam co dobre :D W każdym bądź razie książkę gorąco polecam!

środa, 22 marca 2017

#60 "Fatalna lista" Siobhan Vivian


Piękno i brzydota nie zawsze są kwestią wyglądu.
Wyobraź sobie, że gdy przychodzisz do szkoły, oczy wszystkich są wbite w jeden punkt.
W listę.
Czy znajdziesz na niej swoje nazwisko? A jeśli tak, to w której kategorii?
Co roku ktoś - nie wiadomo, kto - wybiera dwie dziewczyny z każdego rocznika. Jedna zostaje okrzyknięta najpiękniejszą, druga - najbrzydszą.
O tych spoza listy natychmiast się zapomina. Wybrane nagle znajdują się w centrum uwagi całej szkoły. 
Na liście są nazwiska ośmiu dziewcząt. W świecie po liście ich życie już nigdy nie będzie takie samo.


Myślę, że sporo z Was słyszało już co nie co o tej książce, a być może nawet już ją czytaliście. Przeglądając inne blogi zauważyłam raczej pozytywne opinie więc jak to ja uznałam, że nie ma na co czekać tylko sięgać. No i tu się zaczyna...

Ostatnio mam problemy ze skupieniem się więc siłą rzeczy trudno było mi dokończyć tą książkę i wcale nie pomagał mi fakt, że miała ona tak wiele bohaterów. Każdej dziewczynie z listy na początku poświęcono rozdział, męczące, ale dało się to przeboleć. Niestety potem okazało się, że wszystkie są głównymi postaciami i co rozdział było o kimś innym. Było to okropne gdyż cały czas musiałam wracać do listy i przypominać sobie mniej więcej kto, kim jest.

Ależ nie ma w tym nic dziwnego.Pragnie poczuć się piękna. Każda dziewczyna, która dzisiaj przyszła na imprezę, w głębi duszy tego pragnie. To dlatego tak strasznie emocjonują się listą i balem.

Pomimo tego całego zawirowania z ilością bohaterów trzeba przyznać, że ich historie w większości były bardzo ciekawe. Autorka w przemyślany sposób pokazała dwie strony życia w liceum i jego uczniów, ale nie tylko. Poruszyła też kilka innych prawdziwych, życiowych problemów. Oczywiście wątki miłosne również się tutaj znalazły, ale na szczęście było ich niewiele. Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Uważam, że był prosty i przyjemny, dzięki czemu nawet te trudne tematy czytało się szybko i lekko. Mimo wszystko jakoś tak nie potrafiłam wczuć się w sytuację i odnaleźć w historii. Oczywiście to z powodu tylu wątków, ale tego już nie zmienimy. Autorka powinna skupić się na wykreowaniu postaci, a nie za każdym razem gdy do którejś się przyzwyczaję, ona daje mi kolejną.

Na dzisiaj to tyle. Książki nie polecam, gdyż jest równie chaotyczna co mój post. Nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, ale nie chciałabym zrobić tego po raz kolejny. Słabe 5 na 10. A wy czytaliście? Jakie jest wasze zdanie?

piątek, 17 marca 2017

#59 "Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg

Wracam! W końcu spokojnie mogę sięgać po książki. Szczęśliwie zakończyłam już przygodę z Dostojewskim i teraz pora na moje klimaty. Czytanie po takiej lekko mówiąc męczarni jest samą przyjemnością także znowu wracam do gry. Nie załamujcie się, postanowiłam wrócić do dawno zapomnianej serii o filmach i tym razem urozmaicę trochę bloga. Fani filmów z pewnością będą mogli się częściej wypowiadać. A dzisiaj zapraszam na recenzję.



COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ.
Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów.
Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.


Zacznę od tego, że po opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Dochodzenia, szukania poszlak i przede wszystkim tego, że głównymi bohaterami będą policjanci, którzy prowadzą sprawę zaginięcia. Okazało się już od pierwszych stron, że to Inga była główną postacią i opisywała w mailach swoje codzienne życie. O jej zaginięciu dowiadujemy się na samym początku i wątek pojawia się znowu na końcu. Nie jest to żaden spojler, pokazuje tylko w jaki sposób autorka napisała książkę. Przyznam, że to bardzo ciekawy zabieg i świetnie jej się udał, bo wprowadziła mnie w historię i jej świat. Opisana była jej codzienność, ale autorka miała do tego wielki talent. Nic dodać nic ująć, zrobiła to tak genialnie, że mimo jej teorytycznej monotonności z dziećmi nie mogłam się oderwać.
Nawet miłość opiera się na świadomości, że to, co kochamy, może zostać nam odebrane. Dopiero zdając sobie z tego sprawę, kochamy intensywnie, kochamy na zawsze, kochamy całym sobą. Tylko gdy wiemy, że „zawsze” ma granice.
Inga jako główna bohaterka to był dobry pomysł. Co prawda wiadomo, że gustuję w nastolatkach, ale nie mogę napisać złego słowa na bohaterkę. Jak na swoją życiową sytuację radziła sobie i zachowywała się, że tak powiem na poziomie, bardzo roztropnie i odpowiedzialnie. Co prawda nie była ona idealną osobą, ale czego spodziewać się po znudzonej życiem matce?  Może i tego jeszcze nie rozumiem, ale potrafię sobie to wyobrazić, między innymi dzięki wspaniałemu stylowi autorki. Jestem pewna, że wielu osobom Inga nie przypadłaby do gustu, wręcz irytowała, za to wiele innych mogłoby się z nią utożsamić. Ja właściwie nie mam zdania. Była bohaterka, fajnie. Nie byłoby jej, byłby inny charakter, też byłoby fajnie. Mimo to książka należy do tych, które długo pozostaną w mojej pamięci aczkolwiek nie chciałabym przeczytać jej kolejny raz, znając zakończenie. Autorka przesyła wiele mądrych życiowych sentencji i w genialny sposób zauważa to co takie oczywiste, a jednak rzadko to dostrzegamy.

Chcąc nie chcąc muszę kończyć. Zaczynam pisać bez ładu i składu bo każde kolejne zdanie prowadzi do spojlerów. Niestety książka należy również do tych, które trudno opowiedzieć bez zdradzania ważnych informacji. Jeżeli czytaliście to chętnie poznam Wasze opinie. Ja z lektury jestem zadowolona i poleciłabym zwłaszcza dojrzałym czytelnikom.

sobota, 11 marca 2017

Parę słów o paru filmach

Hej! 
Jako, że jest to blog o książkach to normalne, że praktycznie cały czas pojawiają się tu ich recenzję. Pomyślałam jednak, że czasami warto trochę go urozmaicić i dodać coś zupełnie innego. Niby ostatnio nie miałam czasu, ale jednak udało mi się przeczytać sporo książek i obejrzeć kilka filmów. Dlatego też dzisiaj przedstawię Wam kilka propozycji i moje opinie.

Przełęcz ocalonych 


Schyłek II wojny światowej. Podczas krwawej bitwy o Okinawę amerykański sanitariusz odmawia noszenia broni i zabijania z powodów moralnych. 
Muszę powiedzieć, że byłam do niego na początku negatywnie nastawiona. Wojenne klimaty to nie jest historia dla mnie, ale po długich namówieniach i zachwalaniu brata w końcu obejrzałam ten film. NIE ŻAŁUJĘ. Nie był on genialny, prawdopodobnie tylko i wyłącznie z mojego powodu (ponieważ nie lubię tego gatunku). Jednak mimo że na początku paru rzeczy nie zrozumiałam zakończenie całkowicie mnie rozłożyło. Film robi się tym bardziej ciekawy, że jest oparty na faktach. Przyznam szczerze, że dzięki niemu troszeczkę polubiłam ten typ i jeżeli znalazłabym coś bliskiego temu konkretnemu tematowi to chętnie bym obejrzała. Poza tym główna rola według mnie zagrana jest genialnie, ten aktor nadaje się idealnie. Co prawda nie do końca zgadzałam się z jego poglądami i zdaniem, ale osób takich pozytywnych jak on chyba nie da się zrozumieć. Polecam bo film naprawdę świetny!
Przełęcz ocalonych FILMWEB

Pitch Perfect 



Beca, studentka pierwszego roku na Barden University, dołącza do damskiego chóru szkolnego, The Bellas, który startuje w zawodach a capella. 
Jest to film, który dawno temu znalazłam na jednym z mniej znanych kanałów telewizyjnych, na początku oglądałam go od połowy, ale już wtedy niezmiernie mnie zaciekawił. Świetne postacie, których zachowania i testy rozśmieszały mnie do łez i śpiew, który w ich wykonaniu mogłoby się słuchać godzinami. Jest to musical na najwyższym poziomie. Ja ich co prawda nie lubię, ale tutaj poprzeczka podniesiona jest wysoko. Covery zostały tu świetnie połączone w całość, dzięki czemu efekt całego filmu był jeszcze lepszy. Wątków miłosnych w obu częściach jest niewiele, ale za to w drugiej części jest on przezabawny. Polecam Wam zatem je obie, na odstresowanie się filmy idealne!
Pitch Perfect FILMWEB

Pokój 



Pięcioletni Jack od urodzenia mieszka z mamą w niewielkim pomieszczeniu, które nazywają pokojem. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy, że istnieje świat na zewnątrz. 
Od kiedy tylko zobaczyłam plakat tego filmu po raz pierwszy od razu wpadł mi w oko, potem po przeczytaniu opisu byłam jeszcze bardziej zaciekawiona. Niestety już w trakcie oglądania moja radość i ekscytacja mocno spadły. Główni bohaterowie byli okropni, ich zachowanie tak bardzo mnie drażniło, że tak naprawdę film oglądałam bo już zaczęłam. Najważniejszy wątek nie został tutaj wytłumaczony co jest okropne! Oglądałam tylko ze względu na to, a oni tak bardzo mnie zawiedli. Nawet nie wiem co mogę tu napisać, żeby było to kulturalne i nadające się do czytania. Po prostu jak dla mnie ten film to totalne dno i odradzam oglądanie go.
Pokój FILMWEB

poniedziałek, 6 marca 2017

#58 "Nevermore Kruk" Kelly Creagh

Hej!
Niestety nie mam za dużo czasu a z tą recenzją i tak już sporo zwlekam więc nie przedłużając zapraszam do czytania.

Uporządkowane życie Isobel, kapitan szkolnej drużyny czirliderek, właśnie zaczyna się walić. Pan Swanson, nauczyciel literatury, wymyślił następny ze swoich koszmarnych projektów. W parach. I kazał Isobel pracować razem z Panem-Ciemności-Varenem, niesympatycznym, wykolczykowanym gotem, z którym nikt z klasy nie zamienił nigdy bodaj jednego słowa. Może dlatego, że z kamieniami ciężko rozmawiać?
Przy bliższym poznaniu Varen okazuje się jeszcze mniej czarujący, niż się zapowiadało. Wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy. Ale ma to, czego rozpaczliwie potrzebuje Isobel – wiedzę na temat twórczości Edgara Allana Poego. Co więcej, jest gotów wziąć na siebie większą część zadania. Walcząc z uczuciem, że podpisuje cyrograf, Isobel przystępuje do projektu. W końcu wspólna praca nie będzie trwała wiecznie...
Albo będzie trwała, jeśli koszmar, który nosi w sobie Varen, wyrwie się na wolność. Wystarczy kilka dni, by przyjaciele odwrócili się od Isobel, kilka dni, by zmieniło się całe jej życie i kilka nieprzyjemnych słów, by najmroczniejsze marzenia zaczęły się urzeczywistniać. Uważaj, czego pragniesz – możesz to otrzymać.

Jak zapewne wiecie nie przepadam za bardzo za fantastyką. Doszłam jednak do wniosku, że w życiu należy próbować wszystkiego i dotyczy to też książek. Tak więc książkę przeczytałam i mogę dodać kolejną pozycję do tego gatunku. Powiem Wam, że nawet nie wiedziałam czego się spodziewać, ale nie było najgorzej. Od razu przygotujcie się na krótki i konkretny wpis.

Główna bohaterka, oczywiście popularna chilridekra będąca w związku z przystojnym chłopakiem, który gra w drużynie szkolnej. Banał. No, ale akurat tego typu początku to się spodziewałam. Teraz uwaga: musi zrobić projekt z najbardziej wyobcowanym chłopakiem w szkole. Znowu banał. To co piszę to nie spojlery, dowiadujemy się o tym na samym początku książki. No więc wróćmy dalej do banałów, a było ich całkiem sporo. Właściwie to większość książki się na tym opierała. Nie chcę tutaj za dużo przykładów wymieniać bo nie wiem kto, co uzna za spojler więc chyba ograniczę się do tych dwóch, ale możecie się śmiało domyślić co będzie dalej. Aczkolwiek tutaj muszę od razu zaznaczyć, że mimo tego schematu ta fantastyka bardzo mi się podobała i przyjemnie było poczytać trochę czegoś innego bo wbrew pozorom nie znam schematów fantastyki (o ile owe są) więc nie wiem czego się spodziewać. Tutaj też chcę napisać, że byłam bardzo zadowolona, że to czego byłam pewna tutaj było zupełnie odwrotne niż w romansach. Chłopak w ogóle nie starał się zdobyć dziewczyny i byłam aż z tego powodu wściekła, widać romanse zrobiły swoje.
Nie ma żadnych duchów. Są tylko durni chłopcy mający upodobanie do makabry i starcy, którzy lubią trzaskać drzwiami.
Główny wątek... Hmm... Trzeba to głośno 'powiedzieć': nie mam pojęcia jaki był główny wątek. Ich wspólny projekt raczej nie bo nie ma o nim mowy do końca książki. Tajemniczy drugi świat? Już bardziej, ale i tak nie mam pojęcia co się tam wyprawiało. Nie mogłam się za bardzo skupić i te wszystkie poboczne wątki trochę mnie rozpraszały, ale chyba zaczyna mi się podobać ten klimat i zacznę częściej czytywać takie historie. Ale wracając do głównego wątku, którego nie znam i tak trzeba przyznać, że fabuła była ciekawa i wciągająca. Może nie aż tak, że nie jestem w stanie się oderwać, ale jednak wciągająca.
Nie ma nic z wyjątkiem cierpienia i żalu, gdy myślimy o rzeczach i ludziach, których nie możemy mieć, o możliwościach, których nigdy nie zyskamy. 
No w sumie na dzisiaj to byłoby na tyle. Musicie wybaczyć mi te chaotyczne i krótkie wpisy, ale niestety szkoła nie daje o sobie zapomnieć. Teraz muszę zabrać się za lekturę więc Ci zmęczeni ciągłym wstawianiem recenzji będą prawdopodobnie mogli niedługo przeczytać coś innego. I od razu przepraszam osoby, które obserwuję za to, że nie zawsze jestem w stanie skomentować Wasze posty, ale wiecie, że po pewnym czasie staram się to nadrobić. Tak swoją drogą to uważam, że lepiej mieć garstkę osób, które się obserwuje (tak jak robię to ja) i czytać i komentować ich każdy wpis niż mieć ich dziesiątki i nie zajrzeć do nikogo.

Miłego dnia!

piątek, 3 marca 2017

#57 "Złe dziewczyny nie umierają" Katie Alender

Hej!
Niedawno romanse, ostatnio fantasy, a dzisiaj horror. Szaleję, ale trzeba czasami sięgnąć po coś innego bo nawet taka zapalona fanka miłości jak ja by się znudziła. No więc zapraszam, ale nie bójcie się nie będzie strasznie.




Alexis ucieka w fotografowanie i trzyma się na uboczu, jak niejedna nastolatka. Nie każdy jest urodzoną cheerleaderką. Zresztą jak się żyje z takimi rodzicami, nie ma w tym nic dziwnego. Młodsza siostra Alexis, trzynastoletnia Kasey, też jest specyficzna, z tym swoim zbzikowaniem na punkcie starych lalek. W sumie życie Alexis, choć trochę wyobcowane, nie odbiega od normy. Tak się przynajmniej wydaje…
Nagle sprawy wymykają się spod kontroli. Staje się jasne, że złowróżbne sygnały to był dopiero przedsmak prawdziwej grozy. Kasey zaczyna się zachowywać jeszcze bardziej niepokojąco niż wcześniej: jej błękitne oczy skrzą czasem zielonym blaskiem, pamięć odmawia jej posłuszeństwa, a słowa… słowa, które wypowiada, są żywcem wyjęte z dawnych epok. Kasey z radosnej kolekcjonerki lalek zmienia się w uosobienie zła. Dziwne rzeczy dzieją się też w domu. Drzwi otwierają się i zamykają, pchane niewidzialną ręką, woda sama się gotuje, klimatyzacja, choć wyłączona, przepełnia całe wnętrze chłodem.
Początkowo Alexis bierze te sytuacje za urojenia, ale wkrótce zdaje sobie sprawę, że wszystko dzieje się naprawdę i tylko ona może podjąć walkę z czającym się zagrożeniem i ratować siostrę. Tylko czy zielonooka potworna dziewczynka to wciąż ta sama osoba co wcześniej?


 Kiedy tylko książka pojawiła się w zapowiedziach nawet nie czytając opisu pomyślałam 'muszę ją mieć'.Czekałam, czekałam i w końcu (trochę po czasie) przed świętami Bożego Narodzenia ją kupiłam. I jak już ją miałam to ciągle odkładałam. Przeczytałam opis i mnie zamurowało. Nie wiem jak Wy, ale jedyna rzecz, której tak naaaaprawde się boje to właśnie opętania dlatego też tyle miesięcy bałam się sięgnąć po tą książkę. No i tu się zaczyna...

Ta książka w ogóle nie była straszna! Jak to ja trochę sobie dopowiadałam, zwłaszcza, że trochę czytało mi się nocą, ale książka sama w sobie nie miała żadnych strasznych elementów. Owszem dziwne zachowanie Kasey i samozamykające się drzwi nadawały klimat, ale nic poza tym. W całej historii znalazłam jeden jedyny moment, w którym przeszły mnie ciarki, ale to wszystko. Jestem bardzo zawiedziona aczkolwiek planuję w przyszłości sięgnąć po dalsze części gdyż liczę na więcej, a w zasadzie jakikolwiek strach.

Duchy są wszędzie. Nie sposób ich uniknąć. Próbujesz jedynie unikać tych, które chcą cię zabić.

Niestety w książce pojawia nam się wątek miłosny. Jest on tu zupełnie nie potrzebny i uważam, że rozprasza. Jak dla mnie autorka powinna w stu procentach skupić się na opętaniu bo nie wyszło jej to najlepiej. Przez całą książkę miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko i jest tylko wyobraźnią głównej bohaterki. Autorka opisała to wszystko tak pobierznie i naprawdę no miałam wrażenie, że to taki żart. Myślałam, że w sprawę włączą się jacyś łowcy demonów jak w filmie Obecność a tu takie rozczarowanie.

Niestety nie mam co tu więcej napisać. Książka okazała się słaba, a każda kolejna przeze mnie napisana rzecz będzie spojlerem więc dzisiaj recenzja na krótko. Czytaliście może?