Strony

poniedziałek, 19 listopada 2018

"Marzenia z terminem ważności" Agnieszka Dydycz



Tytuł: Marzenia z terminem ważności
Autor: Agnieszka Dydycz
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 13 czerwca 2018
Ilość stron: 346
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 4/10

Anna, która od dawna marzy o wielkim świecie, opuszcza wreszcie sielską wieś i wraz z rodziną przeprowadza się do Warszawy. Życie w stolicy jednak jej nie rozpieszcza. Anna ciągle tkwi w korkach i wiecznie się spóźnia na spotkania. Jej mąż Misiek zaczyna romansować ze swoim... szefem. Dzieci wciąż marudzą, bo nie wiedzą, w co się ubrać do nowej szkoły.
Alicja, która marzy, by choć przez chwilę odpocząć od udręk wielkomiejskiego życia, z ulgą wyprowadza się ze stolicy. Nareszcie ma czas dla siebie, wysypia się i uczy... jazdy na rowerze, a jej syn Leon, który nie mówi, może wreszcie bezpiecznie pójść do szkoły. Tymczasem Jan, jej mąż, zaczyna stroić fochy. Twierdzi, że rezygnując z kariery, nadmiernie poświęca się dla rodziny. Tak naprawdę jednak bardzo chętnie korzysta z uroków wsi.
Siostry realizują więc to, co zaplanowały, ale czy na pewno chciały właśnie tego?
W tym samym czasie ich brat Aleks lata po świecie, szukając kobiety swoich marzeń, rodzice wstępują w związek małżeński, a babcia postanawia, że nie wyjdzie ponownie za mąż. Tak naprawdę tylko ona jedna potrafi w pełni cieszyć się życiem, bo inni wciąż jeszcze się tego uczą. A marzenia... Cóż, marzenia mają swój termin ważności. Warto więc sprawdzić przed użyciem, czy nadal są aktualne. I czy na pewno są nasze.
~lubimyczytac.pl

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem okladkową sroką. Na ten tytuł również skusiłam się ze względu na śliczną właśnie okładkę, ale jak widac nie należy oceniać książki po okładce. Czasami, niestety ale się tak zdarza.

Opis wydał mi się ciekawy, a że lubię sięgać po obyczajówki, lekkie i przyjemne, to się skusiłam. Niewiele ocen krąży po sieci, myślę "wyrobię sobie swoje zdanie". Niestety bardzo się męczyłam czytając. Wiele wątków, a autora wpadła na pomysł tradycji z nadawaniem dzieciom imion na literę A... także co tam się działo! Apolonia, Alicja, Anna, a postaci było naprawdę bardzo dużo. W pewnym momencie nie wiedziałam po prostu o kim czytam i jaka jest jego sytuacja. Sama fabuła nie była zła, wręcz przeciwnie. Dwie siostry postanawiają zamienić się miejscami i wraz z rodzinami przeprowadzają się: jedna na wieś, druga do Warszawy. Pokazano czytelnikowi uroki obu tych miejsc, ale zarówno zwrócono uwagę jak negatywnie wpłynąć może taka zamiana na życie rodziny. A pani Agnieszka wykreowała wielką i wielopokoleniową rodzinę, z przeróżnymi charakterami. W gruncie rzeczy gdyby nie jej styl pisania, ta lektura byłaby naprawdę fajna.
Zdaje sobie sprawę, że o samej fabule nie rozpisałam się szczegółowo, ale prawda jest taka, że wystarczy wiedzieć iż sporo się tam działo, a akcja była dosyć szybka. Czytelnik nie miał czasu się nudzić, ale natłok bohaterów i ich problemów był lekko przesądzony. Co za dużo, to nie zdrowo.

Bohaterowie... Oj tutaj mogłabym się rozpisać, ale nie mam ochoty aż tak negatywnie pisać o tym tytule. Znaczy to tyle, że postacie kompletnie nie przypadły mi do gustu. To wszystko było takie przesłodzone, że momentami miałam ochotę zwymiotować. Wielka i kochająca się rodzina. Najstarsza babka Apolonia, osiemndzisiątka na karku, która lubi być adorowana przez swojego narzeczonego więc przedłuża ślub i używa słownictwa na poziomie gimnazjalnej dziewczyny. "Fejsbuk, musi być dwadzieścia laików"- nie no to nie dla mnie. Jej córka, która ponownie wyszła za mąż... za swojego męża, z którym wzięła rozwód pokryjomu i dalej mieszkała, a żadne z dzieci o tym nie wiedziało. Również wielce wyluzowana para, na poziomie nastolatków bardzo często. Ich dzieci, każde inne i beznadziejne na swój sposób. Nijakie i zdawałoby się wręcz puste. Bo jaka żona myśl "Ciekawe, czy byłabym w stanie zdradzić Miśka. Sprawdzę później"- litości! A najgorsze w tym wszystkim było to, że relacje pomiędzy wszystkimi były tak słodkie, tak nierealnie piękne, że po prostu nie dało się tego czytać. Wieczne śmiechy, uśmiechy, radość i szczęście. Jakaś scena smutku, a sekundę później od razu zapomniane i przytulmy się i popłaczmy z radości. Jest mi bardzo żal, że autorka postanowiła ukazać taki nierealny obraz rodziny. Wszystkie kłótnie wybaczone, sama radość. Kolejna rzecz, ktorej wykonanie tak bardzo osłabiło całość.


Można się spodziewać, że styl pani Agnieszki nie należy do moich ulubionych. Miałam wrażenie, że czytam książkę napisaną przez gimnazjalistkę, która na siłę próbuje być cool. To bardzo wkurzało, nie wspominając już o tym slownictwie... Dodatkowo ta wszechstronna słodkość, która wylewała mi się bokiem. Widać, że pomysł był, ale wykonanie chyba przerosło autorkę. Szkoda, bo to mogła być naprawdę dobra historia.

Marzenia z terminem ważności mnie nie przypadła do gustu. Przesłodzona i mało realna historia, a na ten moment chyba oczekuję od książek czegoś więcej. Nie oznacza to natomiast, że ten tytuł wam odradzam. Jeżeli macie ochotę na coś lekkiego i słodkiego- zdecydowanie sięgnijcie. Być może wy będziecie zadowoleni, jeżeli tylko lubicie sielankowy obraz rodziny z lekką nutką problemów w tle.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu MUZA SA.

50 komentarzy:

  1. Zrezygnuję z lektury tej książki... Nie lubię wszechstronnej słodkości i infantylnego stylu. To nie dla mnie. Zamiast czerpać przyjemność z czytania, książka bardzo by mnie wkurzała.

    Pozdrawiam,
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety było tak i u mnie. Żałuję, bo zapowiadało się naprawdę fajnie.

      Usuń
  2. Fabuła jest mi znana i jakoś specjalnie do mnie nie przemawia. Odnoszę wrażenie, ze książka to powielanie znanych schematów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety można i tak to ująć, niemniej jednak jeżeli ktoś lubi takie schematyczne historie to będzie zadowolony :)

      Usuń
  3. Ja również czasem bywam okładkową sroką, więc rozumiem Cię doskonale ;). Ta okładka też mi wpadła w oko, ale dziękuję za Twoją przestrogę, już wiem, że nie warto sięgać po tę książkę. Za dużo jest takich samych, słodkich obyczajówek, żeby sięgać po kolejną książkę w tym stylu... A jeśli jeszcze dodać do tego słownictwo na poziomie gimnazjalisty, to ja zupełnie podziękuję ;).
    W każdym razie, dobrze, że przeczytałaś i zrecenzowałaś tę książkę, dzięki temu wiem czego unikać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka faktycznie przyciąga uwagę, dobrze by było, gdyby sama lektura tak Cię oczarowała, jak ona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety nie oczarowała, ale może inni mimo wszystko będą zainteresowani :)

      Usuń
  5. Być może kiedyś zaryzykuję i przekonam się, czy mnie ta książka się spodoba. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że ta książka jest mało realistyczna. Spodziewałabym się czegoś więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, niestety nie zawsze dostajemy to czego oczekujemy :/

      Usuń
  7. Szkoda, że się rozczarowałaś. Ale przynajmniej nas przestrzegłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam osoby, które mimo wszystko będą chciały podjąć "ryzyko" :D

      Usuń
  8. O nie, nic mnie bardziej nie irytuje niż widoczne, naciągane bycie na czasie. Już kiedyś miałam okazję czytać podobną książkę i okropnie mnie to raziło.

    OdpowiedzUsuń
  9. nie spotkałam się z tą książką, ale dobrze wiedzieć, że trzeba unikać. Nie lubię słodkich jak polana polewą wata cukrowa książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytuję obyczajówek, a przez tę bym chyba nie przebrnęła, jak jest za słodko to nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami lubię słodkie historie, ale tym razem oczekiwałam czegoś więcej.

      Usuń
  11. ja nawet po opisie fabuły jestem w stanie stwierdzić, że ta książka jest nie dla mnie i że szkoda mi na nią czasu, choć racja, okładka jest śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przesłodzone książki to nie dla mnie. Tak jak Ty, szukam w tym momencie czegoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wolę coś "mocniejszego" ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Twoje zarzuty z pewnością i mnie by drażniły, dlatego chyba sobie odpuszczę. Z jednej strony ciesze się, bo po dzisiejszych odwiedzinach blogów, jestem załamana ile muszę nadrobić książek. Skąd czasu i funduszy :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam na nią ochotę, ale raczej teraz nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak to mówią nie ocenia się ksiązki po okładce ( choć te potrafią kusić na całej lini) i jak widać cos w tym jest- przykro mi,że ksiązka Cię rozczarowała :-(

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię lekkie książki, ale nie lubię, gdy są słodkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak są słodkie to jeszcze da się wytrzymać, ale niech autorzy nie przesadzaja ;)

      Usuń
  18. Myślałam, że okaże się lepsza. Duża ilość bohaterów może faktycznie wprowadzić zamęt, tym bardziej że sporo imion jest na A :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Okładka totalnie mnie nie przekonuje, nie zerknąłbym nawet.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja zaczęłam lekturę, ale nie mogę się przekonać, by ją dokończyć :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Za przesłodzone podziękuję, akurat jestem na diecie bez cukru :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mimo iż książka nie przypadła ci do gustu, to ja skłonna byłabym dać jej szansę. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mam jej raczej w planach.

    Pozdrawiam serdecznie ♥♥
    Nie oceniam po okładkach

    OdpowiedzUsuń
  24. Szkoda, że słabizna.. Ale dzięki twojej recenzji, wiem, że się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło jeżeli pozostawisz po sobie ślad w formie komentarza- to bardzo motywuje! :)