Strony

sobota, 27 lipca 2019

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" Enrico Galiano


Tytuł: Jeszcze będziemy szczęśliwi
Autor: Enrico Galiano
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 19 czerwca 2019
Ilość stron: 432
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 7/10

Gioia, wrażliwa siedemnastolatka, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami. Jej samotne życie nabiera barw, gdy pewnej nocy spotyka Lo. Tajemniczy chłopak lubi grać w rzutki w opuszczonym barze, zawsze ma przy sobie słoik kamieni i nie chce się spotykać z Gioią w miejscach publicznych. Któregoś dnia nagle znika. Okazuje się, że skrywa sekret, który może odkryć tylko Gioia. Podążając po śladach, dziewczyna dowiaduje się, że słowo miłość ma kilka różnych, nieraz zaskakujących odcieni i znaczen.
~lubimyczytac.pl

Muszę przyznać, że w dużej mierze sięgnęłam po ten tytuł ze względu na okładkę, która na swój sposób bardzo przyciągnęła moją uwagę. Sam opis wydał mi się przeciętny i wydawało mi się, że będzie to książka jakich wiele, niestety się nie pomyliłam...

Autor wykreował świat, w którym główną rolę gra Gioia Spada, dziewczyna uczęszczająca do szkoły i niezbyt popularna, można by się pokusić o stwierdzenie, że wręcz bardzo mało lubiana. W domu Gioia również nie ma lekko (problemy rodzinne), jednak ta stara się tym nie przejmować i żyje dalej, spędzając czas ze swoją wymyśloną przyjaciółką. Pewnego wieczoru Gioia spotyka na swojej drodze tajemniczego chłopaka, z którym po pewnym czasie zaczyna ją łączyć coś więcej niż tylko przyjaźń. I wtedy on znika... Szukając go dziewczyna odkrywa wiele szokujących informacji i czytelnik sam już nie wie, co się dzieje. Nie uważam, że było to złe- wręcz przeciwnie, byłam tak zszokowana i mile zaskoczona nagłym zwrotem akcji, że od tego momentu nie byłam w stanie się oderwać. Niestety muszę też zaznaczyć, że moim zdaniem, pod względem fabuły książka była raczej przeciętna. To wszystko już gdzieś było, nawet bohaterowie jakby tacy sami... Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach ciężko wymyślić coś nowego i nie obwiniam o nic autora, jednak dla mnie było to powtarzanie schematów. Dosyć ciekawych, ale jednak schematów.

Gioia jako główna bohaterka była postacią dosyć ciekawą. Z pozoru taką jak miliony innych szarych myszek w książkach, a jednak nieprzewidywalną i odbiegajacą od reszty. Potrafiła niejednokrotnie zaskoczyć czytelnika i dosyć szybko (sama nie wiem właściwie dlaczego) zaskarbiła sobie moje zaufanie. Polubiłam ją, dlaczego nie pytajcie. Miała dziwne momenty, kiedy wpadała na irracjonalne pomysły, ale polubiłam ją i jej kibicowałam. Luca natomiast to inna historia. Wiem, że nie do końca było z nim dobrze, a jednak nie mogę napisać, że to jedna z lepszych postaci. Był zmienny w charakterze, a tego nienawidzę. Ja wiem, że tak musiało być, ale nic nie poradzę na to, że nie przypadł mi do gustu. Z początku tajemniczy i mroczny, można by sądzić, że będzie z niego niezły bohater, ale z każdym kolejnym rozdziałem to uczucie i nadzieja na to przemijała.
Autor natomiast dodał wiele innych pobocznych postaci, bezpośrednich, zabawnych i kreatywnych, a każdego z nich ogromnie polubiłam. Wnosili wiele humoru, ciepła i zmuszali do refleksji, a takie osoby szanuję i podziwiam. Cieszę się, że znalazło się dla nich miejsce, nie odbiegając od wątku głównego.



Krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w szybkim przeczytaniu książki. Fajna sprawa, wielki plus. Najlepsze jednak w tym tytule były momenty. Wielokrotne chwile, kiedy autor zmuszał mnie do refleksji i przytaczał niezwykle ciekawe i pouczające historie. Najważniejsze jednak, że zupełnie mnie tym nie przytłoczył, chociaż było tego naprawdę sporo. Czytałam to i czekałam na te momenty cały czas, ogromnie podziwiam za tak wiele cytatów o życiu. Można by rzec, że cała książka opiera się na tych cudownych momentach, ja sama zaznaczyłam bardzo wiele z tych cytatów. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem.

Nie żałuję, że przeczytałam ten tytuł. Chociaż nie powalił mnie na kolana i nie zarwałam przez niego nocy, to była to dobra i pouczająca lektura. Trochę mnie rozczarowała końcówka, liczyłam po prostu na inne zakonczenie, ale wiem, że całość będę wspominać bardzo pozytywnie. Nie odradzam, a wręcz zachęcam do sięgnięcia. Można wiele dobrego wyczytać i zrelaksować się w chłodny wieczór.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

wtorek, 23 lipca 2019

"Milion nowych chwil" Katherine Center


Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 416
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 9/10

„Milion nowych chwil” to niezapomniana historia miłosna o odnajdywaniu radości nawet w najtrudniejszych okolicznościach.

Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość: narzeczonego, którego uwielbia, wymarzoną pracę i obietnicę doskonałego życia tuż za rogiem. Nagle wszystko, na co tak ciężko pracowała, obraca się wniwecz. Trafia do szpitala, gdzie zmuszona jest stawić czoła świadomości, że nic już nie będzie takie, jak wcześniej. Odnalezienie się w nowej sytuacji jest trudne, a sprawy nie ułatwią skrywane przez lata rodzinne sekrety…
„Milion nowych chwil” to książka, która zrobiła z Katherine Center gwiazdę literatury kobiecej w Stanach Zjednoczonych. To pełna uroku i nadziei romantyczna powieść, która z każdą stroną coraz bardziej rozmiękcza serca czytelników.

~lubimyczytac.pl

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Przeczytanie opisu i opinii innych tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziło. Nic dziwnego skoro każdy tak bardzo zachwala sobie ten tytuł.

Fabuła tej cudownej książki skupia się na losach Maggie, dziewczyny, której w życiu niewiele brakuje do szczęścia. W Walentynki, kiedy jej ukochany wreszcie się jej oświadcza, ulega ona poważnemu wypadkowi, w wyniku którego zostaje w szpitalu przez długi czas. Kiedy wreszcie dziewczyna dochodzi do siebie dowiaduje się, że prawdopodobnie nigdy nie będzie już chodzić. Nagle jej życie diametralnie się zmienia, a ona sama nie widzi już w nim celu. Ukochany coraz rzadziej ją odwiedza, a bliscy w dosyć dziwny sposób próbują ją zdeterminować do walki.
Muszę przyznać, że nie wiem czego konkretnie spodziewałam się po tej książce. Otrzymałam jednak pełną życiowych chwil historię, która od samego początku przypadła mi do gustu. Próby odzyskania przez główna bohaterkę władzy w nogach i powrotu do pełni sił, były opisane w dosyć interesujący, ale niestety momentami zbyt medyczny sposób. Wiele terminów naukowych zlewało się ze sobą i zwyczajnie mnie nudziło. To chyba jednak jedyna wada, jaką mogłabym znaleźć pod względem fabuły, która sama w sobie była dosyć unikatowa, ja osobiście się z taką jeszcze nie spotkałam. I mimo iż większa część akcji rozgrywa się w murach szpitala, to ani trochę nie dało się tego odczuć. Autorka zgrabnie manewrowała sytuacjami i czytelnik czytał całość z przyjemnością. A temat był ciężki. Jednak znalazły się chwilę śmiechu i radości, czego też się nie spodziewałam. Wplecenie jednak cudownych postaci musiało stworzyć coś tak dobrego.



Główną bohaterką była Maggie, o której już co nieco Wam odpowiedziałam wyżej. Polubiłam ją od samego początku, mimo że jej humorki niejeden raz mnie irytowały. Nie czułam do niej litości- wiedziałam, że to silna kobieta i potrzebuje i ona chwili użalania się nad sobą. Zdecydowaną jednak większość czasu autorka ukazała ją jako mądra i silną kobietę, która walczy i się nie poddaje. Jej postać, mimo wielu chwil zwątpienia i niechęci do życia, wniosła wiele ciepła i radości do książki. Jej siostra Kit to już inna sprawa. Czarna owca w rodzinie, która od wielu lat nie utrzymuje kontaktu z resztą, zjawia się nagle, kiedy dowiaduje się o wypadku młodszej siostry. To typ postaci, którą uwielbiam w każdego rodzaju książkach: pewna siebie, bezpośrednia i zabawna. Co myśli to mówi, nie boi się poruszać tematów tabu, a wręcz obraca je w żart, czy zwyczajnie strzela pytaniami z nimi związanymi, jak z karabinu. Zawstydza ludzi, wywołując u czytelnika uśmiech na całej twarzy. Ją również pokochałam od pierwszych stron z jej udziałem i mocno jej we wszystkim kibicowałam. Oczywiście pojawiło się również kilka męskich postaci, ale niestety żadna z nich w stu procentach nie przypadła mi do gustu. Narzeczony Maggie, który spowodował wypadek, a co za tym idzie, paraliż u swojej kobiety, w momencie ucieczki (nawet chwilowej) z miejsca wypadku, stracił wszystko w moich oczach. Każda kolejna scena z nim tylko mnie utwierdzała w przekonaniu, że wręcz go niecierpię. Terapeuta Maggie- Ian- też nie do końca skradł moje serce. Jego dosyć zmienne humorki nie przypadły mi do gustu i nawet jego tłumaczenia się przeszłością nie mogły tego naprawić.


Jeżeli chodzi o wątek miłosny, to jego fabuła była dosyć oklepana i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Reszta jednak pod każdym względem złapała mnie za serce. Milion nowych chwil okazała się uroczą i jednocześnie pełną bolesnych momentów książką, która warta jest uwagi. Autorka zwróciła uwagę na wiele istotnych problemów, ale opisała je w zabawny i sposób. Cieszę się też, że przy tak ciężkim temacie, udało się pani Center wpleść tyle wspaniałych postaci i tyle dobrego. Jestem zadowolona z lektury i chociaż nie powaliła mnie ona na kolana, to była cudowna. Zdecydowanie polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

czwartek, 18 lipca 2019

"Margo" Tarryn Fisher



Tytuł: Margo
Autor: Tarryn Fisher
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 11 stycznia 2017
Ilość stron: 352
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 4/10


Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zaplacić.

~lubimyczytac.pl

Do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę autorki i chociaż nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, to nie była również zła. Dlatego teraz, po pewnym czasie, nie miałam oporów przed sięgnięciem po kolejny tytuł pani Fisher. Nic jednak nie mogło przygotować mnie na to co otrzymałam...

Autorka skupiła się na życiu tytułowej Margo, dziewczyny z miasteczka Bone- pełnego narkomanów, patologicznych rodzin. Ona sama wychowuje się z matką, która sprzedaje swoje ciało, ale to brak zainteresowania z jej strony najbardziej rani dziewczynę. Kiedy los daje jej okazję na ucieczkę z miasta, ta nie waha się ani chwili. Zabiera pieniądze i już jej nie ma. I tutaj zaczyna się akcja. Uwaga spoilery! Margo nagle zmienia się w seryjną wręcz zabójczynie. Już wcześniej zdarzyło jej się zabić dwie osoby, a teraz po kolejnej jedyne co myśli to, uwaga cytuję "muszę przestać zabijać ludzi". Na luzie i spokojnie, tak sobie tylko o tym myślę przy okazji... Wiedziałam, że pani Fisher lubi pisać bezpośrednio i poruszać trudne i nietypowe tematy, ale sposób w jaki opisała historię Margo po prostu nie przypadł mi do gustu. Bardzo zirytowało mnie to, że opis z tyłu okładki zupełnie nie zgadzał się z treścią. To już przekreśliło tą książkę w moich oczach, a każde kolejne zawirowania w fabułę tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie polubię się z tym tytułem. Droga wybrana przez dziewczynę swoją drogą, ale ta zmienność w fabule i brak jej wytłumaczenia był nie do zniesienia. Sama już nie wiem czy cokolwiem co tam przeczytałam było prawdą, czy tylko wytworem wyobraźni Margo.


Śmiało można zauważyć, że postać Margo zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jej zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze. Nastolatka, która z dnia na dzień staje się morderczynią, która szczegółowo planuje zbrodnie, a potem z zimną krwią pozbawia życia swoje ofiary. I najgorsze jest to, że myśli iż zbawia świat. Nie, nie i jeszcze raz nie. Brak mi słów, to po prostu nie było to. Zupełnie nie to. Musicie tylko wiedzieć, że jak najszybciej chce zapomnieć o tej dziewczynie.


Po ogromnych oczekiwaniach co do tej książki, po kolejną boję się sięgnąć. Specyficzny styl autorki trochę mnie do siebie zraził. Czytało mi się opornie i długo, nie mogłam zmusić się do skończenia. Chyba na pewien czas odpuszczę sobie twórczość tej pani.

niedziela, 14 lipca 2019

"Chłopak, którego nie było" Elżbieta Rodzeń


Tytuł: Chłopak, którego nie było
Autor: Elżbieta Rodzeń
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Między Słowami
Data wydania: 31 lipca 2019
Ilość stron: 400
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 7/10


Martyna od dawna czeka na swoją szansę w życiu. Pracuje ponad siły w nadmorskim pensjonacie rodziców i powoli przestaje wierzyć, że cokolwiek może się zmienić. Aż pewnego dnia spotyka na plaży tajemniczego mężczyznę…

James mógłby być spełnieniem marzeń każdej kobiety, jednak zwraca uwagę właśnie na Martynę. Jako pierwszy wierzy w nią bezgranicznie i postanawia pokazać jej inny świat. Przy Jamesie Martyna odzyskuje wiarę w siebie i w to, że szczęście jest możliwe. Żadne z nich nie ma wątpliwości, że rodzi się między nimi prawdziwa miłość, gorąca i szczera. Martynie nie daje jednak spokoju fakt, że James do złudzenia przypomina chłopaka, który kiedyś był dla niej całym światem…

~lubimyczytac.pl

W ubiegłym roku miałam okazję przeczytać jedną z książek autorki, która niezmiernie przypadła mi do gustu, dlatego też widząc ten tytuł nie wahałam się ani chwili. Nastawiłam się na romans z tajemnicą z w tle i taką właśnie historię otrzymałam. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami.

Fabuła skupia się wokół losów Martyny, którą poznajemy już jako dorosłą kobietę mieszkającą z rodzicami i zajmującą się sprawami ich hotelu, a konkretnie mówiąc: sprzątaniem tam. Jej najbliżsi nie wierzą w nią, jednocześnie nie dają jej szansy na rozwój. Przez jej chorobę, na którą rzekomo chorowała w dzieciństwie, jest teraz wykluczona nie tylko z życia towarzyskiego, ale i rodzinnego. Martyna jednak, chociaż bardzo jej przeszkadza owe zachowanie najbliższych, nie czuje się na siłach aby cokolwiek zmieniać w swoim życiu, dlatego też kiedy dostaje propozycje wyjazdu i nowej pracy, bardzo się przed tym wzbrania. Gdyby nie zawziętość jej nowego znajomego pewnie nigdy nie odważyłaby się na ten wyjazd i nie poznała Jamesa- chłopaka, który był tak podobny do jej dawnej miłości...

Muszę przyznać, że fabuła tej książki była bardzo nietypowa i oryginalna. Ja sama nigdy z podobną nie miałam styczności. Zawiłe losy bohaterów były w pewnym momencie tak przesłodzone, że czytało się to dosyć ciężko. Pomijam już fakt, że ta historia raczej nie mogła wydarzyć się naprawdę, są na to marne szansę, ale jej cukierkowatość mną wstrząsnęła. Z biednej Martyny dziewczyna w niecały rok stała się popularna, lubiana i przede wszystkim bogata. Miała wszystko o czym mogła tylko zamarzyć, a sama poza swoim talentem w pracy nie zrobiła zupełnie nic. To inni załatwili jej pracę, inni ją polecali. Ona sama tylko chciała niższą pensje bo dziwnie się czuła... Mnie to nie przekonało i uważam to za jedny, aczkolwiek ogromny minus książki. Reszta fabuły była naprawdę w porządku:  próba odkrycia tajemnicy z przeszłości i kwitnący związek dziewczyny. Całość utrzymana w przyjemnym stylu, ale autorka zdecydowanie dała się ponieść fantazji.



Muszę przyznać, że bohaterowie od razu przypadli mi do gustu. Mimo iż Martyna z początku dawała sobą pomiatać, każdy mógł obrazić ją przy innych w dowolny sposób, a ona reagowała wyłącznie ucieczką i płaczem, to w jakiś niewytłumaczalny sposób moje serce od razu zapałało do niej sympatią. Dzięki Bogu z biegiem akcji dziewczyna się zmienia i nie jest już szarą myszką, której można wszystko wcisnąć. James natomiast to biznesmen wielkiej klasy, gentleman i jednocześnie prosty chłopak, który boi się zranienia. Przeszłość dała mu mocno w kość i niejedna osoba nigdy by się po czymś takim nie podnosiła. On natomiast próbuje żyć dalej, mimo że obawia się zranienia innych. Kiedy spotyka Martynę w jakiś niewytłumaczalny sposób go do niej przyciąga i za wszelką cenę chce udowodnić jej i jej bliskim, że dziewczyna jest warta o wiele więcej niż myślą. Z początku jego zainteresowanie dziewczyną było dla mnie zbyt nadgorliwe, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej to rozumiałam. Skończyło się na tym, że kibicowałam im z całego serca i przeżywałam zakończenie ze ściśniętym właśnie sercem.

Cieszę się ogromnie, że miałam okazję przeczytać ten tytuł. Mimo słodkości w wielu momentach i nierealności pewnych chwil książkę czytało mi się nad wyraz przyjemnie i szybko. Nie ma tu zbyt wielu rzeczy, do których można by się doczepić. Autorka stworzyła piękną historię miłości dwojga zagubionych w życiu ludzi, którzy odnaleźli się pomimo tylu przeciwności i trudów w życiu. Pokazała nam co tak naprawdę w życiu się liczy i na co powinniśmy zwracać uwagę. Zmusiła do refleksji i zdecydowanie umiliła chłodny wieczór. Ze swojej strony jak najbardziej polecam,nawet pomimo tych kilku chwil przesłodzenia.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Premiera książki 31 lipca!

czwartek, 11 lipca 2019

"Zły król" Holly Black


Tytuł: Zły Król
Autor: Holly Black
Tom/seria: Okrutny książę (tom 2)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 27 luty 2019
Ilość stron: 400
Gatunek: fantastyka
Ocena: 6/10


Niemało trzeba sił, by zadawać cios za ciosem i nie poddawać się znużeniu. O tak, to pierwsza i najważniejsza lekcja: musisz być silna.
Gdy wyszło na jaw, że w żyłach Dęba płynie królewska krew, na Jude spadło brzemię odpowiedzialności za to, żeby jej braciszek po prostu dożył dnia, w którym będzie mógł założyć na swe skronie koronę

~lubimyczytac.pl

Całkiem niedawno udało mi się przeczytać pierwszą część tej magicznej serii. Zapewne wiecie, że owa nie do końca przypadła mi do gustu i miałam niemałe obawy co do kontynuacji. I nie pomyliłam się. Chociaż Zły Król był o niebo lepszy, to nadal nie było to.

Autorka po raz kolejny zaprowadziła nas do magicznego świata elfów, w którym aktualnie zagrywki polityczne nie mają końca. Chociaż na tronie zasiada już nowy władca to wiele stworzeń ma co do tego wątpliwości. I chociaż żadne z nich nie może kłamać, to nie jest wiadomo kto życzy źle królowi. Intrygom, knuciu i tajemnicom nie ma tu końca. Najpiękniejsze w tym było jednak to, w jaki sposób pani Black wszystko to opisywała. Mimo że śledziliśmy poczynania bohaterów od początku i znaliśmy ich plany, to ich zachowanie tak szokowało, że aż brak mi słów. Poważnie. Jude i jej pomysły były po prostu przegenialne i odbierały mi mowę jednocześnie sprawiały, że w napięciu czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. A akcji tutaj zdecydowanie nie brakowało. Pełno zwrotów owej akcji i ciągłe napięcie z powodu tak wielu istotnych kwestii. Cieszę się i zarazem smucę, że autorka nadal nie rozwinęła wątku romantycznego. Owszem, było go zdecydowanie więcej, ale dla mnie to i tak za mało. A końcówka? Nie mam słów, żeby to opisać. Błagam po prostu o kolejną część jak najszybciej!


Co do bohaterów tej części... Jude, ah ta Jude. Sama nie wiem co o niej sądzić, była to tak dziwna postać. Z jednej strony bardzo ją szanowałam za jej wysokie ambicje i dążenie do celu, z drugiej jednak jej sposób dążenia do tego celu był tak zaskakujący i nieprzystający dziewczynie, że czasem było to nie smaczne. Jej zachowanie kompletnie nie przypadło mi do gustu i jest to jedna z mniej lubianych przeze mnie głównych bohaterek. Cordian natomiast jako główny męski bohater ani trochę nie był lepszy. Zupełnie niezdecydowany, a takich bohaterów wręcz nienawidzę. Raz jest uwodzicielski, innym razem nawet nie spojrzy okiem na Jude. Męczyłam się bardzo, jedynie ta końcówka uratowała we mnie cokolwiek.


Chociaż wskazałam same minusy to nadal dziwnie mi pisząc, że była to zła pozycja. Być może chodzi o to, że dostałam od niej zupełnie coś innego, niż oczekiwałam. Marzyła mi się relacja od "nienawidzę Cię, do kocham Cię", ale w tej książce zupełnie nie o to chodzi. To tytuł pełen intryg, akcji i zawirowań. Leciutki romans jest tu zaledwie skromnym dodatkiem, lekką odskocznią. Żałuję, że autorka nie spełniła moich oczekiwań, ale co dziwne, pragnę więcej historii o Jude i Cardanie.

sobota, 6 lipca 2019

"Adwokat diabła" Andrew Neiderman


Tytuł: Adwokat diabła
Autor: Andrew Neiderman
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 336
Gatunek: horror
Ocena: 10/10

Kiedy Kevin Taylor dołącza do wziętej, ekskluzywnej firmy prawniczej na Manhattanie, specjalizującej się w prawie karnym spółki John Milton i Wspólnicy, oznacza to dla niego długo wyczekiwaną poprawę losu. Wreszcie może się wraz z żoną cieszyć wszystkimi luksusami, jakich oboje pragnęli – pieniędzmi, limuzyną z szoferem, a nawet olśniewającą siedzibą w strzelistym apartamentowcu w samym sercu Nowego Jorku. Kevin nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że związał się właśnie z podejrzanym, mrocznym stowarzyszeniem…
Jego nowy szef, John Milton, z miejsca przydziela mu zapowiadającą się na jedną z najgłośniejszych spraw roku, wręczając mu w tym celu dokumentację sporządzoną jeszcze przed popełnieniem zbrodni. Kevin rzuca się w wir pracy, lecz rychło dostrzega niepokojące, wręcz złowrogie szczegóły, jakie stopniowo wyłaniają się spod atrakcyjnej fasady jego nowej firmy. Gdy zauważa, że jego współpracownicy zwyciężają w każdej potyczce na sali sądowej, a wszyscy ich klienci zostają oczyszczeni z zarzutów, jego narastające podejrzenia przeobrażają się w autentyczny strach. Kevin, nie wiedząc o tym jeszcze, został ADWOKATEM DIABŁA i nie ma dla niego ratunku przed światem potępionych…
~lubimyczytac.pl

Zapewne wielu z Was słyszało już o tym tytule, czy to w wersji papierowej, czy jako ekranizacji. Mnie osobiście nigdy nie udało się obejrzeć filmu, nie miałam nawet na to zbyt wielkiej ochoty. Książka jednak od razu zwróciła moją uwagę i chociaż obawiałam się, że nie są to moje klimaty, to bardzo przyjemnie zostałam zaskoczona. Na dobrą sprawę nie byłam w stanie się oderwać, ale o tym już za chwilę. Zacznijmy od początku.


Fabuła książki skupia się na losach Kevina, prawnika, który nie czuje się najlepiej w obecnej firmie. Kiedy wygrywa ważną sprawę i dostaje propozycję z innej firmy prawniczej nie waha się długo. Jego życie chociaż nadal podobne, zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Zaczyna więcej zarabiać, przeprowadza się do luksusowego mieszkania. I chociaż teraz ma wszystko o czym marzył zaczyna odczuwać niepokój. Zachowanie wspólników i żony daje mu dużo do myślenia, a to co odkrywa mrozi mu krew w żyłach. Czy sama odważyłabym się na podjęte przez niego kroki? Wykluczone! Gdyby tylko dotarła do mnie prawda uciekałabym gdzie się da, a i to nie wiem czy cokolwiek by zmieniło. Sytuacja bez wyjścia? Najgorsze i zarazem najlepsze w książce. Kiedy emocji jest tak wiele, że aż się trzęsiesz. Kiedy wiesz zbyt wiele i roznosi Cię fakt, że nic z tym nie możesz zrobić. Kiedy widzisz co się dzieje i nie masz na to wpływu. To wszystko otrzymamy w tej książce, a zrazem jeszcze więcej. Ogrom emocji, o których już wspomniałam, ale i szybką akcję, zwłaszcza pod koniec. Od samego początku z zaskakującą łatwością czytało mi się ten tytuł. Prawniczego żargonu na próżno tu szukać w wielu miejscach co zdecydowanie ułatwiło mi sprawę. A każda kolejna strona była po prostu tak ciekawa, że nie zorientowałam się nawet kiedy nadszedł koniec. Jest mi zdecydowanie mało i czuję niedosyt. Chcę więcej! Z pewnością obejrzę też film gdyż jestem ciekawa czy może dorównać tak dobrej książce.

Tradycyjnie też parę słów o bohaterach. Głównym jak już wspomniałam wyżej jest Kevin, dorosły mężczyzna, który przede wszystkim pragnie dobra swojej żony. To dla niej decyduje się odejść do konkurencji, wszystko co robi, robi z myślą o niej. Jego zachowanie było bardzo naturalne, a on sam okazał się niezwykle przyjazną postacią. Polubiłam to od pierwszej chwili i zostało tak już do końca. Co do reszty mam wiele zastrzeżeń, zwłaszcza do jego żony, która tak diametralnie zmienia się podczas trwania akcji. Jedyna postać, do której czułam szczerą niechęć i odrazę. Pusta i myśląca wyłącznie o sobie, kobieta, której pieniądze uderzyły do głowy. Co dziwne bo przecież wcześniej też na nie nie mogła narzekać. No ale cóż... Tak musiało być i to właśnie dzięki niej tak wiele w tej książce było emocji.


Adwokat diabła okazała się niezwykle udaną książką. Zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy niewiele napisałam o niej konkretów, ale to przez targające mną emocje. I chociaż minęło już wiele godzin od jej przeczytania, ja nadal nie jestem w stanie się pozbierać po tym zakończeniu. Ogromnie się cieszę, że poznałam ten tytuł i z pewnością jeszcze do niego powrócę. Jak już wspominałam obejrzę również film bo wciąż potrzebuję więcej. Żałuję, że tak szybko się skończyło, ale zdecydowanie wszystkim polecam. Naprawdę warto!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Premiera 17 lipca!