poniedziałek, 11 listopada 2019

"Wczoraj" Felicia Yap



Tytuł: Wczoraj
Autor: Felicia Yap
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo W. A. B.
Data wydania: 2 sierpnia 2018
Ilość stron: 416
Gatunek: fantastyka, kryminał
Ocena: 8/10

Claire to monoska. Podobnie jak trzy czwarte Brytyjczyków jej pamięć krótkotrwała obejmuje zaledwie jeden dzień. Awans społeczny zawdzięcza małżeństwu z Markiem, duosem, którego pamięć sięga dwa dni wstecz. Mark jest znanym pisarzem, właśnie stawia też pierwsze kroki w polityce. Są razem szczęśliwi, a przynajmniej to właśnie Claire zapisała w swoim dzienniku. Do czasu, gdy nurt rzeki Cam wyrzuca na brzeg kobiece ciało. W policyjnym śledztwie wszystkie tropy prowadzą do Marka...
~lubimyczytac.pl

Ta książka kurzyła się na mojej półce już od wielu miesięcy. Nie ukrywam, że na jej przeczytanie miałam wielką ochotę, ale zawsze po drodze wpadał jakiś inny tytuł. W końcu jednak się zmobilizowałam i sięgnęłam. Żałuję tylko, że tak długo to odwlekałam.

Pomysłem na fabułę autorka kupiła mnie od razu. Rozwiązanie morderstwa w świecie, w którym pamiętasz tylko dzień poprzedni lub dwa dni wstecz. Jak można funkcjonować w takiej rzeczywistości? Bardzo ładnie i nieskomplikowane pani Yap nam to wytłumaczyła. A samo rozwiązywanie zagadki? Dla mnie jak najbardziej udane. Nie ukrywam, że nie polubiłam pana komisarza, ale nad resztą narzekać nie mogę. Sądzę, że jak na debiut literacki, jest to udany debiut. Późniejsze sceny sprawiły, że nie byłam w stanie się oderwać. Powolne nawarstwianie tajemnic, które potem wybuchają, jednocześnie nie przytłaczając czytelnika. A sama fabuła na końcu? Brak słów! Co tam się działo to nawet nie jestem w stanie tego opisać. Uwielbiam książki, które sprawiają, że nie wiem już w co mam wierzyć. Ta taka była i dlatego jest zdecydowanie warta uwagi.


Nie można tu nie wspomnieć o bohaterach. Chociaż nie zżyłam się z żadnym z nich, ciężko było mi do kogokolwiek zapałać pozytywnym uczuciem, kiedy każdy skrywa jakąś mroczną tajemnicę, to trzeba przyznać, że bawiłam się dobrze. Wykreowanie takich charakterów miało swój cel, ale też jedną zasadniczą wadę: nie wyczułam tam żadnej dobrej, szczerej z dobrego serca postaci. Trochę nad tym ubolewam, ale zakończenie zrekompensowało mi wszystko. Może i nie podam konkretów, bo każdy na swój sposób był do siebie podobny i po dłuższym przemyśleniu wszyscy zlali mi się w jedną całość. Dziwne, ale tak właśnie to czuję. Dziwniejsze jest jeszcze bardziej to, że nawet mi się to podobało.

Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne książki pani Felicii bo pomysłem na fabułę skradła moje serce od pierwszych stron. Wymyślenie tak szczegółowego i misternego planu zasługuje na zauważenie i pochwałę. Jako czytelnik jestem jak najbardziej zadowolona i pragnę więcej takich mrocznych historii na rynku. Ze swojej strony nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić Wam ten tytuł.
Czytaj dalej »

niedziela, 3 listopada 2019

"O północy w Czarnobylu" Adam Higginbotham


Tytuł: O północy w Czarnobylu
Autor: Adam Higginbotham
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Data wydania: 2 października 2019
Ilość stron: 536
Gatunek: literatura faktu
Ocena: 8/10


Nikołaj Fomin nie miał pojęcia o energii jądrowej i fizyce nuklearnej – tej ostatniej uczył się na kursie korespondencyjnym. Anatolij Diatłow trzymał się swoich tez nawet wtedy, gdy zostały obalone. Wiktor Briuchanow, pierwszy dyrektor, chciał zrezygnować ze swojej funkcji, ale podanie zostało podarte na jego oczach.
Nikt nie wiedział, że do budowy elektrowni kazano użyć materiałów, które nie były nawet produkowane w ZSRR, a wcześniejsze wypadki i incydenty kwalifikowano jako ściśle tajne. Prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego – aż do teraz.

~lubimyczytac.pl


Nie ukrywam, że temat Czarnobyla i katastrofy, która miała tam miejsce, od zawsze mnie ciekawił. Oglądałam wiele filmów dokumentalnych, a teraz miałam okazję przeczytać co nieco o tej tragedii. I chociaż wiecie, że nie zaczytuję się w tego typu literaturze, to temu tytułowi nie byłam w stanie się oprzeć.

Z początku przerażała mnie zarówno ilość stron, jak i słownictwo. Mimo dużej czcionki ciężko było mi się wczytać, gdyż kilkakrotnie nieraz musiałam powtarzać przeczytane zdania. Specjalistyczne słownictwo dla takiego laika jak ja było ciężkie do przebrnięcia, momentami zwyczajnie mnie nudziło. Ba, zdarzały się nawet chwile, kiedy nie miałam pojęcia o czym właściwie czytam. Jednak w tym wszystkim najważniejsze było to, że nie mogłam się oderwać. Ten dokument został napisany w sposób mimo wszystko przystępny, autor pomieszał historię reaktora z losami ludźmi, którzy mieli z nim styczność. Nie powiem, że wszystko to powaliło mnie na kolana z wrażenia, ale na pewno mocno mną wstrząsnęło.


Okazuje się, że pomimo zgłębiania tematu, o wielu rzeczach nie miałam pojęcia. Dowiadywanie się o tylu bezsensownych i okropnych śmierciach poruszyło mną dogłębnie. Wszyscy wiemy jakie skutki może mieć zepsucie się takiego reaktora, ale jednak czytanie konkretnych przypadków, miejsc i przede wszystkim imion... Bolało. A najstraszniejsza jest w tym ludzka głupota i chęć bycia nieomylnym. Jak mało warte jest dla niektórych ludzkie życie można przekonać się, czytając właśnie ten tytuł.

Wiem, że szczegółów raczej zbyt wielu nie podałam, ale i jakie mogłabym tu przytoczyć? Ta książka to dokument, pokazujący szczegółowo losy mieszkańców i pracowników. To książka, która porusza temat niezwykle ważny, gdzie sam autor nie boi się pisać prawdy, przytoczyć okrutnych zachowań. To książka, która pokazuje jakie wartości były ważne dla ludzi na wysokich stanowiskach, jak bezduszni potrafili oni być. Pokazuje jakie skutki miało zatajanie "nic nieznaczących" drobnych awarii. To dokument, który poruszył mnie całą. Mimo ciężkiego słownictwa, długich, czasami nie mających dla mnie sensu opisów, czułam, że muszę poznać tą historię do końca. Jestem to winna tym ludziom, którzy tak wiele stracili. Sądzę, że jeżeli ktokolwiek, chociaż odrobinę interesuje się tym tematem, po ten tytuł sięgnąć powinien.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

sobota, 26 października 2019

"Rytuały wody" Eva Garcia Saenz de Urturi



Tytuł: Rytuały wody
Autor: Eva Garcia Saenz de Urturi
Seria/tom: Trylogia białego miasta (tom 2)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Data wydania: 30 października 2019
Ilość stron: 534
Gatunek: kryminał
Ocena: 9/10

W górach zostaje znalezione ciało zamordowanej kobiety w ciąży. Została utopiona w zabytkowym celtyckim kotle z wodą i powieszona za nogi na drzewie. Sprawca ewidentnie inspirował się pochodzącym sprzed wieków rytuałem potrójnej śmierci. Okazuje się, że śledczy Kraken znał ofiarę — to jego pierwsza dziewczyna.
Już pierwsze zabójstwo nasuwa przypuszczania, że mogą nastąpić kolejne. Wszystko wskazuje też na to, że na celowniku mordercy znajdują się przyszli rodzice, a jego ofiarą może stać się także sam Kraken. Śledztwo zostaje utajnione, policjanci boją się zbiorowej paniki, która ogarnęła Vitorię zaledwie kilka miesięcy wczesniej...
~lubimyczytac.pl

Na ten tytuł czekałam od dawna. Pierwsza część skradła moje serce, a ta nie pozostała jej dłużna. Po raz kolejny autorka zwaliła na czytelnika bombę, po której ciężko się pozbierać. Tym razem w mieście dochodzi do zabójstwa ciężarnej kobiety, która okazuje się dawną znajomą Unai'a. Kilka dni później w ten sam sposób zostaje zamordowany jego przyjaciel. Okazuje się, że wszyscy z grupki znajomych są teraz w niebezpieczeństwie, a sam główny bohater najbardziej. Czy było to naciągane? Minimalnie, gdyż Unai za bardzo i za często się narażał. Był to jednak dla mnie jedyny minus całej tej historii i do niczego innego doczepić się nie mogę. Po raz kolejny otrzymałam szybką i wartką akcję. Zwrotów jej było tutaj multum, nie mogłam odetchnąć. Co chwila także na jaw wychodziły nowe wątki w śledztwie, a moje serce przestawało na chwilę bić. Takich momentów było bardzo wiele, aż sama jestem w szoku. Fabuła sztosik, nic dodać nic ująć. Dopracowane w każdym calu, każdym szczególe. Czytelnik może się tylko o wyłącznie zachwycać.



Po raz kolejny też mieliśmy okazję obserwować bohaterów Unaia, Albę i innych z poprzedniej części. Nie ukrywam, że wiele szczegółów wyleciało mi z głowy, ale autorka umiejętnie przywracała mi tą pamięć, nie zamęcając aktualnych problemów. Jeżeli chodzi o postaci, to możecie się śmiało domyślić, że jestem z nich równie zadowolona, co z fabuły.  Byli tak samo dobrze wykreowani, jak poprzednio. Po raz kolejny miałam okazję obserwować ich doskonałą grę aktorską, nie domyślałam się, kiedy zaczynało dziać się coś podejrzanego. A kiedy na jaw wychodziła prawda, a nic nie znacząca dla mnie osoba okazywała się kimś zupełnie innym? Byłam w szoku. Tylko tyle i aż tyle. Przez cały czas czytania książki nie opuszczały mnie emocje. Ciągle coś się działo, a jednak nie było to naciągane, czy nie przytłaczało. Było idealnie.



Wiem. Wiem, że kolejny raz jest to opinia dosyć chaotyczna. Ale jest to także kolejny raz, kiedy książka wywołuje we mnie tak wiele emocji. W tym przypadku na szczęście pozytywnych. Rytuały wody skradły moje serce od pierwszych stron, kiedy to już akcja nabierała tempa. Od pierwszych stron po raz kolejny pokochałam zespół i po raz kolejny chciałam, aby autorka nie kończyła tak szybko książki. W tym wypadku te ponad pięćset stron to zdecydowanie za mało i mam nadzieję tylko, że kolejna część ukaże się jak najszybciej. Ze swojej strony gorąco polecam! 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 17 października 2019

"Sieci widma" Leszek Herman


Tytuł: Sieci widma
Autor: Leszek Herman
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Data wydania: 2 października 2019
Ilość stron: 608
Gatunek: kryminał/thriller
Ocena: 5/10


Początek czerwca. Piątek. Terminal Promowy w Świnoujściu. Dochodzi 22.45, gdy ostatni samochód znika w czeluściach ładowni, a zaraz potem zamykają się za nim stalowe wrota. Kilkanaście minut później rozlega się dźwięk syreny okrętowej i wielki biały prom odrywa się od nabrzeża…
Rejs do Ystad i rozpoczynające się wakacje splatają ze sobą losy kilkorga pasażerów. Młode małżeństwo z sześcioletnim synkiem wybiera się w sentymentalną podróż do Norwegii. Sześcioro młodych ludzi jedzie na szaloną wakacyjną wyprawę do Skandynawii. Zdesperowana młoda dziewczyna porzucona przez żonatego mężczyznę udaje się za nim w pogoń, licząc, że nie wszystko jeszcze stracone. Małżeństwo w średnim wieku płynie odwiedzić mieszkającą w Szwecji córkę. Wszyscy zostawiają za sobą na lądzie różne sprawy, różne strachy i mniejsze lub większe problemy, które i tak wkrótce dopadną każdego z nich na morzu.
Ta noc na promie miała być po prostu miła i atrakcyjna. Stała się jednak prawdziwie przerażająca – z powodu tego, co wydarzyło się tydzień wcześniej w Szczecinie, a także kilka lat wcześniej w Rotterdamie…

~lubimyczytac.pl

Po dwóch tygodniach mogę się w końcu pochwalić przeczytaną książką! Dawno już niczego nie czytałam tak długo, ale cóż... Bywa.

Sieci widma skupia swoją fabułę na promie oraz w Szczecinie, przeplatają ze sobą losy kilkunastu osób. Czytelnik ma okazję poznać losy wielu bohaterów, którzy z różnych przyczyn udają się w rejsc po Morzu Bałtyckim. Nikt z nich nie spodziewa się jakichkolwiek komplikacji, każdy liczy na dobrą zabawę lub odpoczynek. Los chciał jednak inaczej i stopniowo jesteśmy przygotowywano na katastrofę. Czy było to rzeczywiście umiejętne budowanie napięcia? Nie dla mnie. Nie czułam tego. Przewidziałam dosyć szybko co może się stać dlatego wiele rzeczy nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Emocji w ogóle jakoś mi tu było mało. Nie będę szczera, pisząc, że to wina autora w stu procentach. Od początku miałam uprzedzenie do tej książki i chyba nawet nie próbowałam znaleźć w niej niczego pozytywnego. Czułam, że autor próbował i się starał. Rozbudował fabułę, może nawet za bardzo bo rozwlekał wszystko niemiłosiernie w czasie. I chociaż owa fabuła była na swój sposób naprawdę ciekawa i wciągająca, to sposób pisania pana Hermana nie przypadł mi do gustu, a co za tym idzie i książka. A te częste opisy pracy na promach, ich załogi i sprzętu? Zdecydowanie nie!

Jak już wspomniałam bohaterów było tutaj całkiem sporo, a co za tym idzie dosyć ciężko było się bliżej zapoznać z którymkolwiek z nich. Jak w każdej książce pojawiły się te gorsze i te lepsze. Wielu z nich polubilam, byli dobrze wykreowani i z charakterem. Inni natomiast swoją chęcią wiedzy wszystkiego i koniecznością bycia wszędzie doprowadzili mnie do szału. Tak więc rozstrzał był tutaj ogromny, ze skrajności w skrajność prowadził mnie autor. Czy było to dobre? Z pewnością czasami takie postaci są potrzebne, ale tutaj miałam wrażenie, że niektórych osób mimo wszystko wcale mogłoby nie być. Mimo tego, że każda z nich miała znaczący udział w fabule.



Można by pomyśleć, że jestem zupełnie niezadowolna z lektury i rozczarowana na najwyższym poziomie. Otóż nie! Sama nie wiem, ale na swój sposób ta książka mi się podobała. Miała swoje momenty, gdzie nie mogłam się oderwać, jednak w głównej mierze męczyłam się z czytaniem. Skończenie tej cegiełki zajęło mi dwa tygodnie, a jest to dla mnie bardzo długo. Nie wiem już co myśleć. Jestem skołowana i chyba muszę się porządnie przespać po lekturze tej książki. Na ten moment uważam, że jest to przecietniak i sami muscie wybrać, czy chcecie po niego sięgnąć.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

sobota, 5 października 2019

"Ps Kocham Cię na zawsze" Cecelia Ahern


Tytuł: Ps Kocham Cię na zawsze
Autor: Cecelia Ahern
Seria/tom: Ps I Love You (tom 2)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Akurat
Data wydania: 16 października 2019
Ilość stron: 448
Gatunek: literatura piękna
Ocena: 7/10


Akcja „PS Kocham Cię na zawsze” rozpoczyna się siedem lat po śmierci Gerry’ego. Jego żona Holly Kennedy poukładała swoje życie na nowo. Ma stabilną pracę i zamierza zamieszkać ze swoim nowym partnerem, Gabrielem. Ciara, siostra Holly, namawia ją do udziału w podcaście, w którym miałaby opowiedzieć o swoich doświadczeniach po śmierci Gerry’ego i o listach, które jej zostawił. Ta jednak obawia się powrotu do traumatycznych wydarzeń, które zostawiła już za sobą…
~lubimyczytac.pl

Czy jest tutaj ktoś kto nie zna filmu/książki Ps Kocham Cię? Ja osobiście dawno temu się w nim zakochałam, dlatego też po kontynuację tej historii sięgnęłam w ciemno. Zaintrygowało mnie co może dziać się teraz w życiu Holly, która straciła męża. Jak sobie radzi w życiu? Przyznam szczerze , że liczyłam chyba na więcej wspomnień o Gerrym, nadal chciałam abym mogła śledzić ich wspólne chwile. Ta książka opowiada natomiast o czymś zupełnie innym. Opowiada o dojrzałej kobiecie, która myśli, że odkryła już siebie. Jednak nowo odkryty klub sprawia, że Holly dopiero teraz w pełni potrafi ruszyć przed siebie. Jednocześnie autorka przypomina nam Gerrego i to, jakim cudownym był człowiekiem, a jednocześnie sprawia jakby wcale nie było go w tej części. Czułam niedosyt. Z drugiej strony ten zabieg otworzył mi oczy na nowe życie Holly. I jakie trudne było uświadomienie sobie, że ja zwykły czytelnik nie mogę poradzić sobie z pójściem kobiety do przodu. Miałam w sercu dziwne uczucie, mimo że wiedziałam iż ona wcale nie chce zupełnie zapomnieć o mężu. To wszystko było takie skomplikowane... Muszę też zaznaczyć, że cały ten Klub nie do końca mi się spodobał- dlaczego? Nie pytajcie, sama nie wiem. Po prostu oczekiwałam chyba czegoś innego. Miało to za to inny wpływ na mnie, ale o tym poniżej.

Zanim zacznę bliżej powyższy temat, chciałabym wspomnieć o bohaterach. Nie znam wersji papierowej pierwszej części, więc wzoruje się na filmie, Holly natomiast nie do końca przypadła mi do gustu i chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o jej niezdecydowanie. Rozumiem, że sytuacja w której się znalazła była trudną, ale mimo to wiecie, jak nie lubię takich postaci. Pod innymi względami wszystko było idealne. To nadal ciepła, kochająca osoba. Chce pomagać innym, chociaż sama nie ma w życiu lekko. Próbuje zaznać szczęścia, pomimo wiecznie czającego się w pobliżu ducha zmarłego męża. Współczułam jej, pragnęłam jej szczęścia, a jednocześnie mnie irytowała. Cała ja i moje uczucia. Najważniejsze jednak w tej książce były dla mnie jej przyjaciółki, rodzina. To postaci barwne, zabawne, charakterne. Takie osoby, które rozładowują napięcie i wnoszą humor do historii, a jednocześnie jest to zupełnie naturalne i przyjemne. Kto nie kocha takich bohaterów? Czułam się z nimi jak w domu, jakby byli moją rodziną.


Wracam do obiecanego wątku. Bardzo ważne w tej historii były dla mnie emocje. Emocje, których tutaj nie brakowało, które wylewały się z kartek i trafiały prosto do mojego serca. Chcę napisać, że autorka kilkakrotnie sprawiła, że zabolało mnie serce. Kilkakrotnie łzy leciały mi ciurkiem po policzkach i nie jeden raz zmusiła mnie do dłuższej refleksji. Po lekturze tej książki czuję lekki strach. Chce jak najwięcej czasu poświęcić bliskim, nikt nie wie kiedy nadejdzie jego godzina. Autorka ukazała to w sposób, który po prostu odbiera mi mowę. Moje serce nadal nie bije równo, czuję że minie sporo czasu zanim zapomnę o bohaterach tej historii. Chciałabym żebyście i Wy ją poznali, mimo tego że mnie ona wcale na kolana nie powaliła. Dla mnie była napisana przeciętnie, ale z pięknym przesłaniem, które złapało mnie za serce.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

środa, 2 października 2019

"Szeptacz" Alex North


Tytuł: Szeptacz
Autor: Alex North
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Data wydania: 16 października 2019
Ilość stron: 480
Gatunek: kryminał
Ocena: 10/10

Pisarz Tom Kennedy nie potrafi pogodzić się z nagłą śmiercią żony. Tęsknota za nią staje się szczególnie dotkliwa w momentach, gdy nie może znaleźć wspólnego języka ze swoim synem. Obaj mają nadzieję, że zmiana otoczenia pozwoli im uporać się z traumą.
Senne Featherbank wydaje się idealne, by zacząć wszystko od nowa. Ale miejscowość ma swoją mroczną przeszłość. Dwadzieścia lat wcześniej seryjny morderca zamordował tu pięciu kilkuletnich chłopców. Prasa nadała mu przezwisko Szeptacz, ponieważ w nocy miał w zwyczaju szeptać pod oknami swych ofiar.
Kiedy dochodzi do zaginięcia małego chłopca, koszmar sprzed lat powraca. Prowadzący śledztwo detektywi dostrzegają niepokojące podobieństwo do sprawy Szeptacza...
~lubimyczytac.pl


Myślałam, że kiedy prześpię się z emocjami towarzyszącymi mi po przeczytaniu książki, będzie lepiej, że będę w stanie napisać cokolwiek sensownego. Nic bardziej mylnego. Nadal buzuje we mnie tak wiele, że nie mogę się skupić. Ten tytuł mnie poruszył, długo o nim nie zapomnę.

Fabuła książki skupia się na losach rodziny Kennedy'ch- syna Jake'a i ojca. Przeprowadzają się oni do nowego domu, gdzie po pewnym okresie na jaw zaczynają wychodzić przerażające sekrety. W okolicy ponadto grasuje porywacz dzieci, a zamknięty w sobie Jake nie współpracuje w żaden sposób z ojcem. Dochodzi przez to do istotnych nieporozumień, które mogą mieć fatalny wpływ na życie obojga. Muszę przyznać, że od pierwszej strony zbudowano nastrój grozy i dreszczyk oraz niepokój nie odpuszczały mnie ani na moment. Ponadto każda kolejną stroną nie tylko wciągała mnie bardziej i bardziej, ale i przerażała mnie. Zaginięcia chłopców były tu strzałem w dziesiątkę, a połączenie ich z mordercą sprzed dwudziestu lat? Mistrzostwo. Wszystko wyszło idealnie, na nic nie narzekam. Ta historia wciągnęła mnie na maksa pod każdym względem! Akcja, jej tempo- wszystko było dobrze. Ciekawie, szybko i na temat. Oczywiście pojawiło się kilka pobocznych wątków, ale były one równie ciekawe, co te główny.

W książce pojawiło się wielu bohaterów, nie miałam jednak problemu z rozróżnieniem kto jest kim. Za to, co u mnie jest rzadko spotykane, polubiłam każdego. Nawet złe charaktery. Kibicowałam wielu osobom, z mnóstwem się zżyłam. Ich historie były na tyle ciekawe, że z przerywniki przyjmowałam z radością, w końcu wracałam do innej ciekawej postaci. Bez cienia wahania mogę napisać, że postaci były wykreowane idealnie i do swojej roli pasowały jak ulał. Po raz kolejny nie mam nic konkretnego do napisania, za to po raz kolejny się powtórzę: było świetnie!



Nie jestem zadowolona z tego co napisałam. Chciałam pokazać Wam jakie wrażenie wywarła na mnie ta książka i z całej siły zachęcić Was do jej przeczytania. Wyszło jak wyszło i nic konkretnego nie napisałam. Nic na to nie poradzę! To było tak dobre, że nie mam czego opisywać. Mam tyle emocji w sobie, tyle we mnie siedzi i buzuje nadal. Chcę więcej! Wszystko było tak jak trzeba, musicie mi uwierzyć. Po prostu sięgnijcie i dajcie szansę tej książce. Gwarantuję, że po jej przeczytaniu sami nie będziecie w stanie napisać zupełnie nic. 😉


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 30 września 2019

"Kształt gruszki" Magdalena Kołosowska



Tytuł: Kształt gruszki
Autor: Magdalena Kołosowska
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Feeria
Data wydania: 16 czerwca 2017
Ilość stron: 328
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 3/10

Iga jest w rozsypce. Właśnie straciła pracę, a narzeczony ulotnił się wraz z zawartością jej konta. Zostały po nim tylko długi do spłacenia i ogromny żal i lęk przed przyszłością. Dlatego odsunęła się od bliskich i w samotności stara się dojść do siebie. Ktoś się jednak o nią martwi. Gdy pewnego dnia wraca do domu, pod drzwiami swego mieszkania spotyka dawnego przyjaciela (i nie tylko), który, zmartwiony brakiem wieści od niej, postanowił osobiście sprawdzić, co u niej słychać. Wieczór kończy się dla nich zupełnie inaczej, niż oboje planowali... Rano ich drogi się rozchodzą. Nie spotkają się przez kolejne kilka lat. Paweł nie wie – i ma nigdy się nie dowiedzieć! – że po ostatniej wspólnej nocy połączyło ich zdecydowanie więcej niż tylko wspomnienie. Po latach spotkają się ponownie, ale czy dzieląca ich tajemnica nie będzie zbyt wielka, by ich znajomość mogła przetrwać?
~lubimyczytac.pl

Sięgając po ten tytuł spodziewałam się szybkiej lektury, na góra dwa dni. Duża czcionka i spory margines- to dawało mi wręcz pewność, że książkę pochłonę w chwilę. Niestety styl autorki tak bardzo nie przypadł mi do gustu, że wyszło zupełnie inaczej. Tydzień męczyłam Kształt gruszki i nie mogłam się za nic zmusić pośpieszenia tego.

Fabuła, muszę przyznać, była nawet ciekawa. Spotykają się po latach (a może miesiącach?), spędzają razem noc, po której zostaje dziecko. Rozstają się na kolejne cztery lata, on nie wie nic o dziecku. Znowu na siebie wpadają. I to byłoby nawet ciekawe, gdyby nie pani Kołosowska i jej chęć do ciągnięcia na siłę wątku. Chociaż tu był praktycznie tylko jeden wątek, ale to za moment. Chodzi o to, że jedyne co pamiętam po lekturze tej książki to dwa zdania: "powiedz mu!" i "nie powiem!". I tak w kółko. Cała radość z czytania znikała mi przy tych scenach. A potem kolejny dramat i kolejny... Jakby dojście do happy end'u musiało być aż tak nieznośnie wyboiste. Tak więc fabuła skupia się głównie na nie powiedzeniu Pawłowi, że ma dziecko i próbą uratowania Igi. Nie chcę wspominać o dialogach, ale muszę. Ciągłe powtarzanie imion bohaterów nie mogło być poytywne. Czytając, miałam ochotę rzucić książką w ścianę.


Bohaterowie tej historii wcale nie byli lepsi od fabuły. Irytujący, zmienni. Ona, która za wszelką cenę chciała utrzymać istnienie córki dla siebie, jednocześnie marzyła i na różne sposoby chciała przekazać wiadomość o dziecku Pawłowi. On, który mówi że kocha ją od zawsze, ale w najważniejszym momencie ucieka i nie chce mieć z nią nic wspólnego. Zostawię to bez komentarza. Właściwie to nie mam już nic do powiedzenia jeżeli chodzi o ten tytuł. Jedno wielkie rozczarowanie. Nie potrafię znaleźć w tym tytule niczego pozytywnego, mimo że bardzo się starałam. Przespałam się z tą recenzją, ale nadal nie potrafię skleić zupełnie niczego. Ani sensownego, ani długiego. Nie ma co na siłę pisać, w tej chwili to wszystko. Nie polecam.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |