Strony

piątek, 30 listopada 2018

"Podrabiany talent" Emilia Bury


Tytuł: Podrabiany talent
Autor: Emilia Bury
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2018
Ilość stron: 392
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10


Piętnastoletnia Adrianna Mickiewicz, czując się gorsza od swojej wszechstronnie utalentowanej kuzynki, wykorzystuje niezwykłą okazję i zapisuje się do szkoły muzycznej. Niestety, szybko okazuje się, że dziewczyna nie grzeszy talentem wokalnym, a podczas zbliżającego się festiwalu muzycznego będzie śpiewać z playbacku. To jednak jedno z najmniejszych jej zmartwień – kiedy już dojdzie do upragnionego wyjazdu na festiwal, Ada wraz z rówieśnikami zostanie zakwaterowana w mrocznej, dziewiętnastowiecznej willi, 
z której w niewyjaśnionych okolicznościach znikają kolejni lokatorzy, a przerażające dźwięki dochodzące z zamurowanego przed lat pomieszczenia nie pozwalają na spokojny sen... Czy Adzie uda się rozwikłać ukrytą w starych murach zagadkę?

~lubimyczytac.pl

Kto z nas nie lubi historii z mrocznym budynkami w tle? Kto z nas nie lubi intryg, mrocznych postaci i otaczających bohaterów kłamstw? Ta książka oferuje to wszystko, jednak wykonanie sprawia, że ręce opadają. Jak z tak wyśmienitej fabuły można stworzyć ledwie dającą się czytać przygodę?

Piętnastoletnia Ada wraz z kilkoma uczniami ze szkoły wyjeżdża na festiwal Apollo, na którym wszyscy mają prezentować swoje wokalne umiejętności. Zakwaterowani zostali w ogromnej i starej willi, w której z każdym dniem robi się coraz dziwniej. Tajemnicze odgłosy, mieszkańcy zaczynają znikać i w końcu pojawiają się przerażające postacie. Czuć na kilometr spisek, a główna bohaterka stara się za wszelką cenę rozwiązać zagadkę starego domu. No przyznajcie sami, że brzmi to naprawdę ciekawie! Na wątku śpiewania z playbacku skupiono się bardzo mało, występ był, a w następnej linijce wszyscy byli już w zupełnie innym miejscu. Tak było praktycznie cały czas i mimo że mocno mi to przeszkadzało, to nadal z zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń. Ciężko było, oj bardzo ciężko było mi się skupić na czymkolwiek gdyż miałam wrażenie, że autorka o wszystkim pisze pobieżnie i byle dalej (ale o tym później). Sama fabuła i jej pomysł były naprawdę ciekawe i mnie osobiście wciągnęły. Cały czas się coś działo, wiele wątków zupełnie niepotrzebnych, jednak do wytrzymania. Intrygowały mnie odgłosy dochodzące z zamurowanego pomieszczenia, mroczne i przerażające postacie atakujące Adę i przede wszystkim tłumaczenia moich podejrzanych. Wiedziałam, że coś się święci i miło było do końca zastanawiać się kto stoi za tymi wszystkimi okropnościami.

Bohaterowie... Oj, tu mogłabym się nieźle i niekoniecznie pochlebnie rozpisać, ale postaram się być konkretna. Ada- główna bohaterka, która doprowadzała mnie do furii. Właściwie wszystko to jest winą autorki, ale skoro tak chciała wykreować jedną z najważniejszych postaci to trudno. Zacznę od tego, że wkurzało mnie to, w jak szybkim tempie dziewczyna o wszystkim zapominała i przechodziła do codzienności. Zaatakował Cię w nocy potwór, który chciał zaciągnąć Cię do szafy i niewiadomo co z Tobą zrobić? O nie, dobrze, że jak ZAWSZE ktoś Ci pomógł i możesz spokojnie położyć się spać, a rano śmiać się i wygłupiać z innymi. Przecież takie zdarzenia są ostatnio u Ciebie na porządku dziennym i nawet o tym nie myślisz, wiedząc, że dzisiaj w nocy będzie to samo. Po prostu koszmar. Tak wiele nierealności wystąpiło w twj historii, że aż oczy bolą. Śpiewam z playbacku, ale nie szkodzi, aktorka i tak niewiele poświęca uwagi temu wątkowi więc o każdym koncercie mamy ledwo jedno zdanie i lecimy dalej rozwiązywać zagadkę. A W międzyczasie dam się wykorzystywać kilku dzieciom bo poznały moją tajemnicę, o której i tak sporo osób już wie. Bardzo mądrze.
Wybaczcie, ale to właśnie między innymi  przez Adę moja ocena o książce jest tak niska. Każda z postaci przechodziła do porządku dziennego niesamowicie szybko, jakby atakujące stwory i znikający ludzie byli czymś zupełnie normalnym. A najbardziej rozbawiła mnie matka Ady, która wysłuchując tych rewelacji przez telefon, nie kazała jej wrócić. Sami przyznacie, że to boli i nie da się przejść obok tego obojętnie. Tym bardziej, że autorka prawdopodnie nie zamierzała napisać fantastyki, a zwykły kryminał.


Drugą i bardzo istotną sprawą, która zaważyła na mojej ocenie, jest styl autorki. Miałam wrażenie, że czytam słowa z lekkością napisane przez nastolatkę. Naprawdę, to było fatalne pod względem wykonania. Proste, pełne powtarzających się imion dialogi na poziomie gimnazjalisty, albo i gorzej. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale mnie akurat się to po prostu nie spodobało. Nie jestem tego fanką i zwracam na to uwagę. Tak samo było z przeskakiwaniem między scenami. Pani Emialia na niczym szczególnie się nie zatrzymywała. W przeciągu dwóch linijek bohaterka potrafiła być w kilku miejscach, a czegoś takiego wręcz nienawidzę. Najgorsze niestety było to, że toczy się mega ważna rozmowa i nagle zostaje urwana tekstem "Olka zawołała mnie na zbiórkę, musiałam iść, zjedliśmy lody, było fajnie". Niedosłownie to, ale wiecie o czym mówię. Przejście z tak ważnej rzeczy do błahostki to nie jest dobry sposób na zatrzymanie czytelnika ze sobą. Przykro mi, ale jestem na nie pod tym względem. Zdecydowanie za często zdarzały się też sytuacje, w których dziewczyna mogła podsłuchiwać tajemnicze rozmowy. To nie był szczyt oryginalności.

Podrabiany talent to książka ciężka do jakiejkolwiek oceny. Jej fabuła była dla mnie strzałem w dziesiątkę i zaintrygowała mnie na tyle mocno, że dokończyłam całość. Jednak styl autorki pozostawiał tak wiele do życzenia, że aż brak słów. Dialogi na poziomie gimnazjalisty, przeskakiwanie scen w zbyt szybkim tempie i nieakcentowanie ważnych wątków, sprawiło, że nie mogę książki ocenić wyżej, mimo że bym chciała. Nie pozostaje mi nic innego jak trzymać kciuki za rozwój kariery pisarskiej autorki i poprawienie swojego stylu. Bo pomysł jest i to naprawdę dobry.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

wtorek, 27 listopada 2018

"Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne." Aneta Jadowska


Tytuł: Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne.
Autor: Aneta Jadowska
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 24 października 2018
Ilość stron: 408
Gatunek: fantastyka
Ocena: 8/10

Dora Wilk, Nikita, Witkacy, Karma, Malina, Roman, Baal i inni przybywają z nowymi historiami. Burzliwe przygody i ciepłe opowieści – wszystko, czego trzeba, by przegonić zimową chandrę
~lubimyczytac.pl

Fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem, a jednak pani Jadowska mile mnie zaskoczyła. Tak przyjemnych opowiadań z nietypowymi bohaterami nie miałam jeszcze okazji czytać.

Zarówno za fantastyką, jak i opowiadaniami, nie przepadam. Muszę jednak przyznać, że historie Pani Anety bardzo przypadły mi do gustu. Widać, że autorka ma wielką wyobraźnię i dużo pomysłów, które potrafi wykorzystać. Fabuła chociaż różna w każdym opowiadaniu, cały czas utrzymana w przyjemnym, lekko świątecznym klimacie. Każde opowiadanie zawierało w sobie sporo przygody, a w połączeniu z nadnaturalnymi postaciami i przebojowymi bohaterami, było co czytać.

Bardzo spodobał mi się fakt, że autorka postawiła na pewnych siebie i zadziornych bohaterów. To był strzał w dziesiątkę i bawiłam się przez to wyśmienicie. Postaci było sporo, jednak każdej poświęcono dużo czasu, przez co czytelnik nie czuł się zagubiony i zawsze wiedział o kim mowa. Dodatkowo na końcu znaleźć można pewien portrecik postaci z podpisami, co tylko ułatwiało życie.

Zdaję sobie sprawę, że ani o fabule, ani o bohaterach nie rozpisałam się szczególnie dużo i konkretnie. Prawda jest taka, że nie chce wam zbyt wiele zdradzać i zabierać frajdy z czytania. A bohaterów było tak wiele, w końcu kilka opowiadań tutaj mamy, że nie wiedziałabym od kogo zacząć i kogo wyróżnić. Co warto zaznaczyć to że fabuła każdego z opowiadań była ciekawa i wciągająca. Jedne zabawne z motywem świąt, inne poważniejsze z wątkiem kryminalistycznym w tle. Bohaterowie wyjątkowi, zabawki, pewni siebie i z charakterkiem. Nic dziwnego, że z takiego połączenia musiało wyjść coś dobrego.


Bardzo spodobał mi się styl autorki. Lekki i zabawny. Pani Jadowska nie bała się trudnych i nieprzyzwoitych słów, ale w kontekście całości wyszło to naprawdę nieźle. Czytało mi się szybko i przyjemnie, żałuję tylko, że opowiadania były tak krótkie bo mocno wciągały.

Dynia i Jemioła okazała się zaskakująco przyjemną lekturą z postaciami fantastycznymi w tle. Lekka, przyjemna i przede wszystkim zabawna. Czego chcieć więcej?

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.

sobota, 24 listopada 2018

Dark


Na blogu pojawiła się nowa stronka seriale, na której mam zamiar zamieszczać obejrzane przeze mnie właśnie seriale. Napisałam tam, że nie będą one pojawiały się często, ale Dark obejrzałam w jeden dzień więc nie ma na co czekać, trzeba się pochwalić.
Pomyślałam też, że warto by pisać o każdym sezonie z osobna, ale jako że ten dzisiejszy ma narazie tylko jeden, to problem rozwiązany.

Nie wiem, czy słyszeliście o tym tytule, ja sama postanowiła, że go obejrzę tylko i wyłącznie ze względu na cudowny plakat. No totalnie moje klimaty i nie zastanawiałam się długo. Ale wiecie co? Nie żałuję, a co tam się działo! Od początku bo już mnie ponosi, za dużo emocji.
Ciężko napisać mi cokolwiek, żeby nie zdradzić wam czegoś bardzo ważnego, ale nie mam pojęcia jak się za to inaczej zabrać. Może nie będę wdawać się w szczegóły, a opowiem o grze aktorskiej i tym podobnych. A standardowo pierwsza fabuła. Zdecydowanie oryginalna! Pierwsze odcinki mogą na to nie wskazywać, ale uwierzcie mi, że to co potem będzie się tam działo, czasami ciężko pojąć umysłem. A jeszcze gorzej wytłumaczyć (wiem z doświadczenia, kiedy próbowałam opowiedzieć chłopakowi patrzył na mnie jak na wariatkę 😂). Poznajemy kilka rodzin i kilka wątków, ale wszystko się ze sobą łączy. Całość jest nie tylko niezwykle tajemnicza, ale i niezwykle ciekawa. Mnie ciężko było się oderwać, musiałam obejrzeć całość na raz. Plączę się, wiem, ale tak ciężko mi nie streszczać. Brak mi słów, jak bardzo wciągnęła mnie ta zagmatwana fabuła i o dziwo, nie przeszkadzał mi nawet język niemiecki w tle.


Bardzo dużo dowiedzieliście się o fabule, prawda? Przepraszam, ale wywołała we mnie tyle emocji... Chciałabym, żebyście wiedzieli, że to naprawdę dobry serial, nie tylko ze względu na powyższe. Gra aktorska również była znakomita, a co najważniejsze nie zagrał tam nikt mi znany, dzięki czemu historia wydawała się bardziej realna. Nie było nawet jednego aktora, którego bym nie polubiła. Owszem, zdarzało się, że nie byłam zachwycona, ale raczej pojedyńczymi wątkami niż całością ich gry. Nie mam tutaj zbyt wiele do zarzucenia. Co natomiast najważniejsze to klimat serialu. On robił najwięcej i przez to bałam się oglądać samej po ciemku, chociaż w gruncie rzeczy nie działo się nic naprawdę strasznego. Mimo to częsty półmrok, las, mgły i przyprawiająca o ciarki melodia, sprawiały, że to było coś. Przez CAŁY czas czuło się niepokój, a w filmie o fabule lekko kryminalnej to przecież bardzo istotne. Dodatkowo tło- cudowne widoki, ani grama sztuczności, czy użytku komputera. Nie czuło się tego ani odrobiny, wręcz nie można było oderwać wzroku. Naprawdę, naprawdę było to mega dobre i zasługuje na rozdźwięk.


Dzisiaj bardzo chaotycznie, mimo że starałam się odczekać prawie tydzień po obejrzeniu z napisaniem opinii, ciężko mi naskrobać cokolwiek sensownego. To tylko kolejny dowód na to, jak dobry jest ten serial. Zdaje sobie sprawę, że nie każdego może tak zachwycić jak mnie, ale w tym momencie liczy się przecież moja opinia. A ja jestem zauroczona i wszystko co najlepsze. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon bo to co się stało... Jestem jednocześnie przerażona i podekscytowana jak dziecko.

A Wy oglądaliście Dark, albo słyszeliście o nim?

Wspominałam wcześniej, że zacznę House of Cards, ale jakoś nie miałam ochoty. Za to w najbliższym czasie możecie się spodziewać opinii o The Good Doctor. 😊

*wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu i nie są moją własnością*

środa, 21 listopada 2018

"Kto porwał Daisy Mason?" Cara Hunter


Tytuł: Kto porwał Daisy Mason?
Autor: Cara Hunter
Tom/seria: Detektyw Adam Fawley (tom 1)
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 3 października 2018
Ilość stron: 400
Gatunek: kryminał
Ocena: 10/10

Ośmioletnia Daisy Mason znika z domu w czasie sąsiedzkiej zabawy na przedmieściach Oxfordu. Policja bezskutecznie poszukuje kogoś, kto widziałby cokolwiek z całego zajścia. Czy obca osoba byłaby w stanie porwać dziewczynkę nie zostawiając po sobie żadnego śladu?
Gdy do akcji wkracza detektyw Adam Fawley, jego podejrzenia w pierwszej kolejności kierują się w stronę rodziny porwanej dziewczynki. Rodzice Daisy ewidentnie ukrywają jakąś tajemnicę, a jej cichy i wycofany braciszek zdaje się wiedzieć coś, o czym nie chce jednak mówić.
Fawley wie, że przy większości zaginięć sprawcą jest ktoś dobrze znany ofierze. Z każdą kolejną godziną szanse na znalezienie Daisy maleją. Czy detektywowi uda się przebić przez gąszcz rodzinnych kłamstw i odnaleźć dziewczynkę, zanim będzie za późno? A może tym razem statystyka się myli?
~lubimyczytac.pl

Kto nie zwróciłby uwagi na taką cudowną okładkę? Okładkowe sroki, jak ja, byłyby zachwycone, a najlepsze, że treść okazała się jeszcze lepsza. I tak- to jest możliwe! Dawno nie czytałam tak wciągającego i poruszającego kryminału. Coś wspaniałego.

Sądziłam, że po tylu już przeczytanych mrocznych historiach nic nie będzie mnie w stanie zaskoczyć, ale grubo się myliłam. Cała fabuła opiera się na rozwiązaniu zagadki zniknięcia Daisy, ośmioletniej dziewczynki. Podczas przyjęcia zorganizowanego przez jej rodziców, na którym to ostatnio była ona widziana, najwidoczniej ktoś porwał dziewczynkę. Akcja od samego początku ma sprawne tempo i ciężko było się oderwać. Czytelnik wczuwa się w rolę detektywa, samemu próbując rozwikłać zagadkę i nie pominąć żadnego istotnego szczegółu. A kiedy już jesteś pewny kto jest sprawcą, wszystko wywraca się do góry nogami. Niesamowicie autorka potrafiła mieszać w głowie. Co tsm się działo to aż ciężko wyrazić mi słowami, ile emocji, ile podejrzeń. Przerobiłam w głowie każdy scenariusz, ale co chwila ukazywały się nowe, wstrząsające wiadomości i poszlaki. Cała fabuła była rozbudowana, ale wszystko łączyło się w idealną całość, gdzie powoli, krok po kroku, każdy element wskakiwał na swoje miejsce. Naprawdę, dawno nie miałam okazji czytać czegoś tak dobrego. Pod względem fabuły nie mam nic do zarzucenia, a wręcz przeciwnie- jestem nią mocno zauroczona. Takich kryminałów powinno być zdecydowanie więcej!

Bardzo zaskoczyło mnie to, że główny bohater, czyli osoba prowadząca dochodzenie w sprawie Daisy, był tak mało opisany. Może inaczej: o nim samym było niewiele, jedynie jedna ciekawa sprawa z przeszłości. Sama nie wiem jak się z tym czuję. Zazwyczaj przeszkadza mi kiedy autor skupia się bardziej na problemach detektywa niż na samym śledztwie, ale kiedy po raz pierwszy otrzymałam coś innego, czułam się dziwnie. Nie mówię jednak, że było to coś złego. Dzięki temu książka prkatycznie w całości poświęcona jest sprawie Daisy, a czytelnik ani trochę nie czuje się tym przytłoczony więc w gruncie rzeczy był to dobry zabieg. Jeżeli chodzi o samych bohaterów to było ich sporo, jal to bywa w kryminałach. Najbardziej skupić powinniśmy się na rodzicach Daisy bo to oni zostali napiętnowani przez społeczeństwo zaraz po zaginięciu dziecka. Wcale się temu nie dziwię ponieważ autorka pokazała nam obraz rodziny upośledzonej. Upośledzonej w sensie uczuciowo. Chyba każdy z członków pogubił się gdzieś po drodze, a w momencie kiedy ich poznajemy, ciężko jest zapałać do nich sympatią. Matka, Sharon, to kobieta, która nie zasługuje na miano matki. Jej postawa budzi odrazę, a swoimi czynami i chorymi podejrzeniami odpycha każdego. Żal mi osób, które za wszelką cenę muszą być w centrum uwagi, nawet kiedy od dawna nie wiedzą już co się dzieje z ich życiem, a ona właśnie taka była. Jej mąż to facet na równym jej poziomie. Pod maską dobrej rodziny oboje stworzyli sobie swój własny koszmar, z którego nie potrafią już się wyrwać. Każdy ma swoje tajemnice, a żale i podejrzenia musiały doprowadzić do tego co się w końcu wydarzyło.


Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Czytało mi się bardzo szybko i ciężko było się oderwać nawet w chwilach zwykłych rozmów niedotyczących dochodzenia. Bawiłam się znakomicie, a książka okazała się wielkim sukcesem. Fabuła... brak mi słów, żeby udowodnić wam jak dobre to było. Tyle się działo, wielu podejrzanych, co chwila nowe dowody. Jednocześnie nadal utrzymanie to na poziomie i nie znalazłam jednego momentu, w którym mogłabym się nudzić. W zakończenie? Spodziewałam się wielu rzeczy, ale to co otrzymałam wbiło mnie w fotel. Dosłownie. Dontej pory nie wierzę, że pani Hunter potrafiła stworzyć coś tak dobrego, jednocześnie wciąż trzymajacego się kupy. To było po prostu niesamowite.

Kto porwał Daisy Mason? okazała się wspaniałą i niezwykle wciągająca lekturą, którą trzeba przeczytać za jednym podejściem. Nie da się od niej odejść, a emocje, które towarzyszą nam podczas czytania pozostają z nami na wiele dłużej po skończeniu. Wspaniała i przerażająca za razem historia. Pełna tajemnic, zagadek i problemów, które tylko wydaje Ci się, że potrafisz rozwiązać. Zakończenie pokaże jak bardzo się pomyliłeś. Zresztą nie tylko ty. Naprawdę polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.

poniedziałek, 19 listopada 2018

"Marzenia z terminem ważności" Agnieszka Dydycz



Tytuł: Marzenia z terminem ważności
Autor: Agnieszka Dydycz
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 13 czerwca 2018
Ilość stron: 346
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 4/10

Anna, która od dawna marzy o wielkim świecie, opuszcza wreszcie sielską wieś i wraz z rodziną przeprowadza się do Warszawy. Życie w stolicy jednak jej nie rozpieszcza. Anna ciągle tkwi w korkach i wiecznie się spóźnia na spotkania. Jej mąż Misiek zaczyna romansować ze swoim... szefem. Dzieci wciąż marudzą, bo nie wiedzą, w co się ubrać do nowej szkoły.
Alicja, która marzy, by choć przez chwilę odpocząć od udręk wielkomiejskiego życia, z ulgą wyprowadza się ze stolicy. Nareszcie ma czas dla siebie, wysypia się i uczy... jazdy na rowerze, a jej syn Leon, który nie mówi, może wreszcie bezpiecznie pójść do szkoły. Tymczasem Jan, jej mąż, zaczyna stroić fochy. Twierdzi, że rezygnując z kariery, nadmiernie poświęca się dla rodziny. Tak naprawdę jednak bardzo chętnie korzysta z uroków wsi.
Siostry realizują więc to, co zaplanowały, ale czy na pewno chciały właśnie tego?
W tym samym czasie ich brat Aleks lata po świecie, szukając kobiety swoich marzeń, rodzice wstępują w związek małżeński, a babcia postanawia, że nie wyjdzie ponownie za mąż. Tak naprawdę tylko ona jedna potrafi w pełni cieszyć się życiem, bo inni wciąż jeszcze się tego uczą. A marzenia... Cóż, marzenia mają swój termin ważności. Warto więc sprawdzić przed użyciem, czy nadal są aktualne. I czy na pewno są nasze.
~lubimyczytac.pl

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem okladkową sroką. Na ten tytuł również skusiłam się ze względu na śliczną właśnie okładkę, ale jak widac nie należy oceniać książki po okładce. Czasami, niestety ale się tak zdarza.

Opis wydał mi się ciekawy, a że lubię sięgać po obyczajówki, lekkie i przyjemne, to się skusiłam. Niewiele ocen krąży po sieci, myślę "wyrobię sobie swoje zdanie". Niestety bardzo się męczyłam czytając. Wiele wątków, a autora wpadła na pomysł tradycji z nadawaniem dzieciom imion na literę A... także co tam się działo! Apolonia, Alicja, Anna, a postaci było naprawdę bardzo dużo. W pewnym momencie nie wiedziałam po prostu o kim czytam i jaka jest jego sytuacja. Sama fabuła nie była zła, wręcz przeciwnie. Dwie siostry postanawiają zamienić się miejscami i wraz z rodzinami przeprowadzają się: jedna na wieś, druga do Warszawy. Pokazano czytelnikowi uroki obu tych miejsc, ale zarówno zwrócono uwagę jak negatywnie wpłynąć może taka zamiana na życie rodziny. A pani Agnieszka wykreowała wielką i wielopokoleniową rodzinę, z przeróżnymi charakterami. W gruncie rzeczy gdyby nie jej styl pisania, ta lektura byłaby naprawdę fajna.
Zdaje sobie sprawę, że o samej fabule nie rozpisałam się szczegółowo, ale prawda jest taka, że wystarczy wiedzieć iż sporo się tam działo, a akcja była dosyć szybka. Czytelnik nie miał czasu się nudzić, ale natłok bohaterów i ich problemów był lekko przesądzony. Co za dużo, to nie zdrowo.

Bohaterowie... Oj tutaj mogłabym się rozpisać, ale nie mam ochoty aż tak negatywnie pisać o tym tytule. Znaczy to tyle, że postacie kompletnie nie przypadły mi do gustu. To wszystko było takie przesłodzone, że momentami miałam ochotę zwymiotować. Wielka i kochająca się rodzina. Najstarsza babka Apolonia, osiemndzisiątka na karku, która lubi być adorowana przez swojego narzeczonego więc przedłuża ślub i używa słownictwa na poziomie gimnazjalnej dziewczyny. "Fejsbuk, musi być dwadzieścia laików"- nie no to nie dla mnie. Jej córka, która ponownie wyszła za mąż... za swojego męża, z którym wzięła rozwód pokryjomu i dalej mieszkała, a żadne z dzieci o tym nie wiedziało. Również wielce wyluzowana para, na poziomie nastolatków bardzo często. Ich dzieci, każde inne i beznadziejne na swój sposób. Nijakie i zdawałoby się wręcz puste. Bo jaka żona myśl "Ciekawe, czy byłabym w stanie zdradzić Miśka. Sprawdzę później"- litości! A najgorsze w tym wszystkim było to, że relacje pomiędzy wszystkimi były tak słodkie, tak nierealnie piękne, że po prostu nie dało się tego czytać. Wieczne śmiechy, uśmiechy, radość i szczęście. Jakaś scena smutku, a sekundę później od razu zapomniane i przytulmy się i popłaczmy z radości. Jest mi bardzo żal, że autorka postanowiła ukazać taki nierealny obraz rodziny. Wszystkie kłótnie wybaczone, sama radość. Kolejna rzecz, ktorej wykonanie tak bardzo osłabiło całość.


Można się spodziewać, że styl pani Agnieszki nie należy do moich ulubionych. Miałam wrażenie, że czytam książkę napisaną przez gimnazjalistkę, która na siłę próbuje być cool. To bardzo wkurzało, nie wspominając już o tym slownictwie... Dodatkowo ta wszechstronna słodkość, która wylewała mi się bokiem. Widać, że pomysł był, ale wykonanie chyba przerosło autorkę. Szkoda, bo to mogła być naprawdę dobra historia.

Marzenia z terminem ważności mnie nie przypadła do gustu. Przesłodzona i mało realna historia, a na ten moment chyba oczekuję od książek czegoś więcej. Nie oznacza to natomiast, że ten tytuł wam odradzam. Jeżeli macie ochotę na coś lekkiego i słodkiego- zdecydowanie sięgnijcie. Być może wy będziecie zadowoleni, jeżeli tylko lubicie sielankowy obraz rodziny z lekką nutką problemów w tle.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu MUZA SA.

piątek, 16 listopada 2018

"I że cię nie opuszczę" Michelle Richmond


Tytuł: I że cię nie opuszczę
Autor: Michelle Richmond
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9 maja 2018
Ilość stron: 488
Gatunek: thriller
Ocena: 9/10

Alice i Jake to młode kochające się małżeństwo. Alice odnosi sukcesy jako prawniczka, Jake jest terapeutą i współwłaścicielem poradni psychologicznej. Przed nimi wspólne życie pełne planów. W prezencie ślubnym od prominentnego klienta Alice nowożeńcy otrzymują zaproszenie do elitarnego klubu dla małżeństw, który działa pod nazwą Pakt. Jego celem jest wspieranie par w staraniach o szczęśliwy i trwały związek. Nierozerwalny. Za wszelką cenę…
~lubimyczytac.pl


Książki tego wydawnictwa uwielbiam i sięgam w większości w ciemno. Cudowna okładka, intrygujący opis- czegóż można chcieć więcej? Dałam szansę tej historii i nie zawiodłam się.

Co trzeba zaznaczyć już na samym początku to nietuzinkowa i oryginalna fabuła. Nie wiem jak wy, ale ja bynajmniej nie miałam okazji czytać wcześniej zbyt wielu książek o podobnej tematyce. Pakt, który zachęca młode małżeństwo do podpisania umowy, dzięki której mogą dołączyć do pozostałych przyjaciół, a ich związkowi nigdy już nie zagrozi rozpad. Czyż już teraz nie brzmi to wspaniale i ciekawie? Przyznam, że ja bawiłam się znakomicie. Od samego początku autorka potrafiła mnie zaciekawić. Akcja może nie rozwinęła się zaskakująco szybko i nie nabrała nagle niewiarygodnego tempa, ale cały czas czytałam w napięciu. Nigdy nie było wiadomo co takiego może się wydarzyć i momentami miałam wrażenie, że obawiam się bardziej niż główni bohaterowie. To że akcja nie była szybka nie znaczy jednak, że było nudno. O tym nie było mowy. Ciągły stres, obawa, że coś mogłaś zrobić nie tak, zaraz pojawią się w drzwiach i Cię zabiorą. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo na jak długo. Przerażające metody Paktu budziły we mnie odrazę i zwyczajnie lęk. A kiedy Alice i Jake zdali sobie sprawę, że całe to stowarzyszenie jest co najmniej dziwne było już za późno. Niebezpieczeństwo było zbyt wielkie.

Bardzo podobało mi się to, że cała historia opisywana była z punktu widzenia Jake. W końcu jakiś mężczyzna. Czytało się to nadzwyczaj przyjemnie, ale może to zasługa osobowości bohatera. Przyjemny mężczyzna, rozsądny i wiedzący, czego oczekuje od życia. Autorka nie idealizowała go w żaden sposób, a pokazała wręcz zwyczajnego, przeciętnego mężczyznę. Polubiłam go od samego początku, o wiele bardziej niż jego żonę. Co z nią było nie tak? Myślę, że problem tkwi w tym, że ona zbyt późno zorientowała się, że Pakt to coś złego. Niby nic złego, ale mnie drażniły sceny, kiedy ona była wręcz podekscytowana karami, które otrzymywała. Zdawała się też nie tylko być na nie gotowa, ale była z nich dumna. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Mimo wszystko razem z Jake'm tworzyli cudowną parę i do samego końca w nich nie zwątpliłam. Bardzo lubiłam chwile, kiedy autorka pokazywała siłę ich uczucia w drobnych gestach. 
Oprócz tego małżeństwa mieliśmy okazję poznać wielu członków Paktu, i każdy z nich był... no cóż, dziwny. Nie ukrywajmy, że osoby należące do organizacji o chorych działaniach, jednocześnie się z nimi zgadzający, są conajmniej dziwni. Wielki plus pani Richmond, że nieźle mnie myliła przez cały czas i na koniec miałam wielkie "cooo?". Świetna sprawa.


Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, wbrew ciężkiemu tematowi. Fabuła i bohaterowie zrobili swoje i nie mogłam się oderwać. Styl autorki przypadł mi do gustu i już nie mogę doczekać się Roku we mgle jej autorstwa. Jeżeli tak samo potrafi manipulować czytelnikiem i budować napięcie, to czuję kolejną zarwaną noc. Żałuję tylko zakończenia. Z jednej strony zaskakujące, a z drugiej lekko rozczarowujące. Nie spodziewałam się po prostu takiej możliwości, ale nie było tragedii.

I że cię nie opuszczę okazała się świetną lekturą na jedną noc. Pełną wrażeń i emocji, które nie opuszczają Cię do ostatnich stron. Chociaż akcja nie była wcale szybka, to autorka zaskakiwała czytelnika na każdym kroku. Oryginalna fabuła i nietuzinkowi bohaterowie to coś co lubię, a sam tytuł jest zdecydowanie warty poznania!

środa, 14 listopada 2018

"Potem" Guillaume Musso


Tytuł: Potem
Autor: Guillaume Musso
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: wrzesień 2012
Ilość stron: 368
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 5/10

Nowojorski adwokat Nathan Del Amico robi karierę kosztem zaniedbywanej rodziny. Jego żona, Mallory, decyduje się odejść, choć wciąż go kocha. Pewnego razu w kancelarii Nathana zjawia się Garrett Goodrich, chirurg, ordynator oddziału opieki paliatywnej, opiekun ludzi beznadziejnie chorych. Posiada on szczególny dar –dostrzega świetlistą aureolę nad osobami, które mają rychło zejść z tego świata. Rolą Posłańców, bo tak nazywani są ludzie obdarzeni podobną cechą, jest podtrzymywanie na duchu skazanych na śmierć. Goodrich w sposób zawoalowany mówi Nathanowi, że i on wkrótce umrze. Od tej pory Nathan inaczej patrzy na świat, zdaje sobie sprawę, że zawiódł ukochaną żonę. Stara się ułożyć stosunki z Mallory i córką, bierze na siebie winę za wypadek, którego nie spowodował. Ścigając się z czasem, nie od razu pojmuje, że jego przeznaczeniem jest zostać Posłańcem...
~lubimyczytac.pl

Zacznę od tego, że było to moje pierwsze spotkanie z autorem więc nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Co prawda naczytałam się wiele pozytywnych słów na temat jego twórczości, ale w gruncie rzeczy nie wiedziałam o jego stylu nic. Tak więc postanowilam się w końcu przekonać o co tyle szumu wokół tego nazwiska. I niestety spotkało mnie rozczarowanie.

Już sam opis wydał mi się nieciekawy, ale była to jedyna książka Musso w bibliotece więc się przemogłam. Z każdą stroną miałam nadzieję, że całość okaże się warta uwagi, ale do takiego momentu w ogóle nie doszło. Szanowany adwokat, którego imienia już po dziesięciu minutach po przeczytaniu nie pamiętam, spotyka mężczyznę, który twierdzi, że umie przepowiadać śmierć innych ludzi. No tu już zalatywało fantastyką, a ja szczerze nienawidzę, kiedy w książce jest to tak po macoszemu potraktowane. Same ich pierwsze spotkania były takie sztuczne i na siłę. Miałam wrażenie, że czytam historię napisaną przez nastolatka. Chciał pokazać, że adwokat się waha i nie wierzy w słowa tamtego, a wyszło śmiesznie, sztucznie i nieznacznie. Bo przecież jakoś musiał rozwinąć się ten wątek... Dodatkowo pojawiło się kilka sytuacji śmierci człowieka, w końcu to chciał udowodnić nowo zapoznany człowiek. I oto jak to wyglądało: zastrzelono ją na moich oczach o Boże nie! Załamię się przez pół dnia, a potem zupełnie o tym zapomnę i wrócę do normalnego życia. No w realnym świecie coś takiego nie miałoby miejsca, nie oszukujmy się, dlatego też ciężko było mi się wczuć i wciągnąć. Sama końcówka dosłownie, kiedy akcja zaczęła nabierać rumieńców i sensu była ciekawa, jednak na tle całej reszty fabuła pozostawiała wiele do życzenia.

Nathan (musiałam zerknąć jak się nazywał) jako główny bohater był postacią trafioną w ... 5 . Chyba nie można tak napisać, ale wiadomo o co chodzi. Na początku nie pałałam do niego pozytywnym uczuciem, był szorstki i dla własnych ambicji poświęcił swoją rodzinę. Z każdym jednak rozdziałem, kiedy widziałam jak bardzo kocha córkę i jak bardzo pragnie odzyskać żonę, coś się we mnie zmieniało. A potem wydarzył się pewien wypadek i chociaż wiem, że postąpił słusznie to w moich oczach ponownie spadł. Liczyłam chyba na inne zakończenie. Doktor Goodrich, który pojawił się z wiadomością i umiejętności przepowiadania śmierci był już zupełnie inną historią. Nie rozumiem w ogóle dlaczego wykreowano go w ten sposób. Pewny siebie, żeby potem wątpić. Wie wszystko, ale kiedy się go zapyta nie zna odpowiedzi. Jest go pełno, ale jakby go nie było. Pojawiał się niewiadomo kiedy, tak nagle w jednej linijce już jest, nawet nie zorientujesz się co się dzieje. Kompletnie mi się to nie podobało i rozstrajało mnie okropnie. W pewnych momentach nie wiedziałam nawet jaki jest cel tej książki. 


Niestety styl autora nie przypadł mi do gustu nawet w najmniejszym stopniu. Niektóre sceny były tak sztuczne, że miałam ochotę przerzucić tylko kartki. Innym razem postacie pojawiały się tak nagle i bez sensu, że tylko mieszało mi to w głowie. I chociaż znałam cel książki, to często zastanawiałam się do czego zmierza autor. Bo jak się okazało na końcu wielu wątków nie wyjaśnił, a z tego co widzę kontynuacji nie ma. Niemiłe zaskoczenie, mimo że i tak bym nie sięgnęła, ale inny może chcieliby poznać losy Nathana, co w końcu go spotka bo autor chyba sam nie był do końca zdecydowany co do tego.

Potem... okazała się nudną i nijaką książką. Historia prawnika, który dowiaduje się o swojej niedalekiej śmierci kompletnie mnie nie zainteresowała, a wręcz nudziła. Nie wniosła ona do mojego życia niczego szczególnego, wbrew zapewne oczekiwaniom autora nie zmusiła mnie do refleksji. Jedyny plus na ten moment to fakt, że już skończyłam i mogę oddać do biblioteki.

niedziela, 11 listopada 2018

"Cela 7" Kerry Drewery


Tytuł: Cela 7
Autor: Kerry Drewery
Tom/seria: Cela 7 (tom 1)
Wydawnictwo: Młody Book!
Data wydania: 29 marca 2017
Ilość stron: 472
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 9/10

Zamordowano uwielbianego przez tłumy celebrytę. Zatrzymana na miejscu zbrodni szesnastoletnia Martha Honeydew przyznała się do winy i zajęła miejsce w celi śmierci.
Przyszła pora, aby sprawiedliwości stało się zadość.
O losie dziewczyny decydują widzowie reality TV, którzy mają siedem dni na rozstrzygnięcie, czy oskarżona ma żyć, czy umrzeć. Nie ma już sędziów – jest publiczność z telefonami w ręku. Sprawa budzi ogromne emocje, bo po raz pierwszy w historii programu w celi śmierci znalazła się nastolatka.
Martha uparcie twierdzi, że jest winna, ale czy to ona pociągnęła za spust?
A może rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż obrazy, którymi karmią nas media?
~lubimyczytac.pl

Ta książka zaciekawiła mnie już dawno temu. Polowałam na nią długo, ale w końcu się udało. Cieszę się bo było warto.

Trzeba przyznać, że fabuła jest niezwykle ciekawa i oryginalna. Osadzonych w celi śmierci mogą uratować bądź skazać widzowie przed telewizorami. Nie ma sądu, nie zbiera się dowodów. Wszystko zależy od ludzi. Czy jest to dobry sposób i rzeczywiście dzięki temu mniej osób popełnia przestępstwa? Autorka w ciekawy i oczywisty sposób pokazała czytelnikowi, że w rzeczywistości taki plan nie ma nic wspólnego z prawdziwym i szczerym głosowaniem. Jeżeli masz pieniądze, śmiało oddaj głos. Zdarzają się przecież sytuacje, w których jedna osoba może oddać więcej niż jeden, ale to wszystko zależy od statusu materialnego osoby. Czy zatem jest to sprawiedliwe głosowanie? Dodatkowo wpleciono w tę historię wątek programu telewizyjnego, w którym widzowie mogą oglądać i słuchać wiadomości na temat oskarżonych. To było o tyle ciekawe i wywoływało tyle uczuć, że prezenterka, która prowadziła to całe show, przeinaczała doslownie wszystko na korzyść programu. Było widać, że uwielbia to całe osądzanie, a jej zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Coś okropnego, kiedy widziałaś co ona wyprawia, a jednocześnie cudownego bo wywoływało tyle uczuć. Jeżeli chodzi o wątek Marty to on oczywiście był ciekawy, ale z góry wiadomo było jak się zakończy, przez co nie wywoływały już tylu emocji. Ogólnie rzecz ujmując było naprawdę super pod względem fabuły!

Bohaterowie. Oczywiście jest główna bohaterka o imieniu Marta, która niekoniecznie podpadła mi do gustu. Irytowały mnie jej chore postanowienia, ona nie powie i koniec. Oczywiście trochę ją rozumiałam,ale w głównej mierze za nią nie przepadałam. Oczywiście najwięcej emocji wywołała we mnie pani prowadząca, którą momentami miałam ochotę zabić i posadzić na tym elektrycznym krześle. Jestem ciekawa dalszych wątków z nią bo czuję, że ona coś kombinuje. To samo było z Eve, doradczynią Marty z urzędu, która dawno temu straciła męża w całym tym chorym głosowaniu. Czuję, że jakaś związana z tym tajemnica jeszcze wyjdzie na jaw, ale jeżeli chodzi o samą bohaterkę, to polubiłam ją. Była miła i sympatyczna, starała się pomóc jak mogła, mimo że jej podobieczna wcale tego nie doceniała. Jej historia w przyszłości może być równie ciekawa co Pani prowadzącej.



Styl autorki był w porządku, czytało się bardzo szybko i wbrew trudnemu tematowi przyjemnie. Już mogę napisać, że należę do grona jej fanek za emocje, które licznie u mnie wywołała. Aż do teraz mnie ściska z wściekłości na myśl co ludzie mogą jeżeli tylko mają dobrą pozycję w społeczeństwie, ale niestety i w życiu prawdziwym tak jest.

Cela 7 okazała się świetnym początkiem serii,którą z pewnością bliżej poznam. Jest niezwykle ciekawa i wciągająca, jednocześnie wywołuje i czytelnika wachlarz emocji i nie pozwala się oderwać dopóki nie dotrzesz do końca. Polecam!

sobota, 10 listopada 2018

Lucyfer


Kolejny serial, który udało mi się obejrzeć. Oglądam ostatnio sporo, ale w momencie kiedy zostało mi pięć odcinków do końca, przerzuciłam się na filmy. No tylko ja tak potrafię 😂 W końcu jednak się zmobilizowałam i dobrnęłam.

Długo zastanawiałam się czy w ogóle zaczynać ten serial. Wiele osób bardzo mnie do tego namawiało, ale ja nie czułam się przekonana do diabła, który przybywa na ziemię aby prowadzić swój klub. Jak bardzo się pomyliłam, myśląc, że mogę się nudzić! Zacznę od tego, że kocham po prostu głównego bohatera ❤ Niedosyć, że przystojniak z niego, to jeszcze jest przezabawny. Ale o tym za chwilę, musiałam dać tylko upust swoim uczuciom do niego. Fabuła- tu się działo. Co odcinek nowa sprawa do rozwiązania. Zabójstwa, szantaże i intrygi. Czy już to nie jest wystarczająco ciekawe? Do tego dochodzą wątki boskie, dosłownie. Boskie postaci, które mieszkają pomiędzy ludźmi lub schodzą na ziemię załatwić sprawy powierzone przez Boga. Naprawdę się działo. Nie zabrakło też problemów miłosnych, które już nieco irytowały, ale wiadomo, że pierwsze sezony zazwyczaj są najlepsze, każdy kolejny jakby wymuszony. Chociaż to też nie do końca prawda, wszystko zależy. No ja bawiłam się znakomicie i nie nudziłam się w żadnym odcinku.


Główną bohaterką była również Chloe, która OKROPNIE mnie denerwowała. Nie rozumiem co mężczyźni w niej widzieli, ale pomińmy temat urody, nie mnie to oceniać. Jej zachowanie natomiast pozostawiało wiele do życzenia. Niby dobra detektyw, która rozwiązuje każdą sprawę, a jednak w życiu prywatnym nie do końca ma poukładane. Nie powiem, że była fatalna. Zdarzały się momenty, kiedy nawet ją aprobowałam, ale głównie zasłaniałam oczy patrząc na jej głupie zachowanie. Oprócz niej i Lucyfera w głównej obsadzie pojawiło się wiele postaci, każda ważna i ciekawa na swój sposób. Szczególnie polubiłam Mszę, demona, który przybył z Lucyferem na ziemię, niestety z każdym sezonem moje pozytywne uczucia do niej malały. Dlaczego? To trzeba by było chyba samemu obejrzeć, żeby zrozumieć. W większości przypadków było tak, że zmieniałam nastawienie do bohaterów. Chyba z żadnym od początku do końca nie zostały moje uczucia na jednym poziomie.

Nie pominę tutaj oczywiście samego Lucyfera, o którym mogłabym pisać godzinami. No kocham po prostu gościa. Praktycznie cały czas ubrany w garnitur- już za samo to mogłabym za niego wyjść 😂 Ale to jego zachowanie tak bardzo mi się spodobało i cieszę się, że nie tylko ja tak go doceniłam (9,7 ocena na filmwebie). Niejednokrotnie mało co się nie posikałam (przepraszam, musiałam to napisać) ze śmiechu w scenach z jego udziałem. Kogo obchodzi miejsce zbrodni i trup na podłodze? Lucyfer może strzelić sobie z nim selfie, albo pobawić się dowodami. Nie interesuje to zbyt wiele i udaje głupiutkiego, co nie tylko świetnie mu wychodzi, ale dzięki temu jest ogromnie uroczy. Nie znajdę słów jak bardzo pokochałam jego postać. Koniecznie musicie sami go poznać!


Ostanie dwa odcinki sezonu trzeciego (w tym momencie ostatniego) bardzo mnie rozczarowały. Coś niezwykle ważnego wyszło na jaw, a w tych właśnie ostatnich odcinkach tego nie wyjaśnili. Czuję się sfrustrowana i nie dotrzymam do premiery kolejnego sezonu. Umrę z niecierpliwości! Jedyna dobra sprawa, że fani się zebrali i jednak powstanie dalszy ciąg jego historii. Świetna sprawa bo serial warty jest obejrzenia i nie dziwne, że tyle osób tak dobrze to odebrało. 

Sama teraz zacznę prawdopodobnie oglądać House of Cards, chcę coś co jest już zakończone więc jeżeli macie takie dobre i sprawdzone seriale to dajcie znać 😉

Wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu i nie są moją własnością.

czwartek, 8 listopada 2018

"Kontener" Marek Bieńczyk


Tytuł: Kontener
Autor: Marek Bieńczyk
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 3 października 2018
Ilość stron: 304
Gatunek: literatura współczesna
Ocena: 3/10


Najpierw był pomysł by napisać książkę o oddechu. O zadyszce od natłoku zdarzeń, o nerwowym a może smogowym kaszlu. Tez o miarowym oddychaniu. W końcu o sztucznym oddychaniu, wstrzymywaniu oddechu, o ostatnim tchnieniu.

Czy w to miejsce powstała książka o pamięci? O podróży? Uciekaniu od siebie, przez Kanadę i podwarszawski las? O pożegnaniach? Czy może jednak o oddechu? Czyli o tym jak niewiele oddziela nas od nieistnienia.
~lubimyczytac.pl

Od dłuższego czasu rzucam się na głęboką wodę i rozszerzam swoje czytelnicze horyzonty. Dlatego też sięgam po coraz to nowe i inne gatunki, które z reguły omijam szerokim łukiem. Raz się udaje, innym razem jestem rozczarowana. Niestety dzisiaj wygrała opcja druga. 

Jestem przerażona myślą o napisaniu tej recenzji. Staram się z reguły rozpisać na ile tylko mogę wyczerpać temat nie spojlerując, ale tutaj nie mam nawet o czym. Czułam, że ta książka nie ma ani sensu ani fabuły. Dosłownie. Co autorowi przyszło na myśl, to napisał. Wiem, że tak naprawdę zupełnie nie o to chodziło, ale niestety ja jako młody czytelnik nie tylko nie byłam w stanie docenić jego twórczości, ale i zwyczajnie jej nie zrozumiałam. Męczyłam się okropnie. Wstyd przyznać, ale zdarzyło mi się pominąć kilka stron bo zwyczajnie bolała mnie głowa od tak licznej ilości dziwnych, czasami naukowych słów. Mam wrażenie, że książka ta była o wszystkim i o niczym. Autor oczywiście bardzo ładnie pisał, ale o tym co jemu znane. Przytaczanie słów, czy zachowań postaci zupełnie mi nieznanych bądź osób żyjących wieki temu zwyczajnie mnie nudziło. Owszem, pan Bieńczyk zauważał wiele istotnych kwestii, które są naturalne, ale nikt zdaje się o nich nie mówić i to z plusów byłoby dla mnie chyba wszystko. Tak jak wspomniałam wyżej: ja nie doszukałam się w fabule żadnego sensu, żadnej akcji. Każdy rozdział był o czymś innym, czymś bezsensownym i nietrzymającym się kupy. Dla mnie to nie wypaliło.

Zwyczajowo powinnam teraz napisać parę zdań o bohaterach, ale... tutaj ich nie było. Znalazłoby się kilka postaci, ale były to raczej krótkie epizody, o których dawno już nie pamiętam.


Styl autora to kolejna rzecz, za którą nie przepadam. Króciutkie rozdziały, a jeżeli były niezbyt dla mnie zrozumiałe i zaraz pojawiały się następne, to siłą rzeczy bardzo się męczyłam. Zbyt wiele naukowego, po prostu trudnego słownictwa również mnie denerwowało. 

Kontener okazała się trudną i niezrozumiałą dla mnie książką. Wysoka ocena na Lubimy Czytać i pozytywne recenzje zachęciły mnie do lektury, która mnie nie przypadła do gustu. Chciałabym żebyście nie sugerowali się moją oceną i sami sprawdzili, czy ten tytuł mógłby was zainteresować. W gruncie rzeczy jest go bardzo mądra i pełna interesujących wtrąceń książka, ale uważam, że dla nieco dojrzalszych czytelników, którzy są w pełni gotowi na jej zrozumienie. Mnie nie porwała, ale kto wie, czy za parę lat nie będzie inaczej?

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

poniedziałek, 5 listopada 2018

"Na krawędzi" A. F. Brady


Tytuł: Na krawędzi
Autor: A. F. Brady
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza SA
Data wydania: 17 października 2018
Ilość stron: 480
Gatunek: kryminał
Ocena: 7/10

Samantha James jest najlepszą terapeutką w nowojorskim ośrodku dla psychicznie chorych. Jest też alkoholiczką, ale potrafi to ukryć przed innymi pracownikami i pacjentami. Jednak wraz z pojawieniem się Richarda, tajemniczego pacjenta z kryminalną przeszłością, na perfekcyjnym wizerunku Sam pojawia się rysa. Pomiędzy tym dwojgiem rozpoczyna się dziwna i ryzykowna gra. Wkrótce nie wiadomo już, kto jest pacjentem, a kto terapeutą...
~lubimyczytac.pl

Ten tytuł zaintrygował mnie już w zapowiedziach swoją fabułą. Może nie jest ona wielce oryginalna, ale kto nie lubi mrocznych historii? Ja dałam się namówić i nie żałuję!

Sam jest jedną z najlepszych terapeutek w swoim miejscu pracy. Jest doceniana i szanowana przez innych pracowników i pacjentów.  Tym drugim pomaga rozwiązać problemy z alkoholem, przemocą, depresją, czy innymi ciężkimi przeżyciami. Nic dziwnego, że jest w tym tak dobra, skoro sama ma nie lada problemy w życiu. Otóż Samantha jest alkoholiczką. Pomyślicie, że to kolejna książka z oklepanym wątkiem. Nic bardziej mylnego! Ja sama się tego obawiałam, ale opisanie jej uzależnienia znacznie różniło się od innych historii. Nie zdradzę wam szczegółów, ale osobiście byłam bardzo zaskoczona takim obrotem spraw pod tym kątem. Żałuję natomiast, że tak niewiele mieliśmy wątków z Richardem. Okej, może przesadziłam i źle to zabrzmiało: żałuję, że nie było z nim tyle wątków ile bym oczekiwała. Sądziłam, że skoro w opisie jest mowa praktycznie tylko o nim i jego tajemniczej postaci, to autorka skupi się głównie na ich relacji. To wszystko było, ale momentami naprawdę niewiele, a bardziej skupiono się na życiu prywatnym Sam. Nie powiem, że było to złe bo tak naprawdę okazało się to nawet ciekawsze niż sam Richard, ale nastawiłam się na coś innego i teraz, czy chcę, czy nie , czuję się lekko zawiedziona. Warto też wspomnieć o poruszonym wyżej życiu Sam. Jej problemy naprawdę wciągały, a było ich tyle, że o matko! Nie znaczy to jednak, że było tego nie wiadomo ile, a czytelnik nie może już zorientować się co się dzieje. Nie, wszystko miało ręce i nogi, a pod kątem fabuły nie ma się praktycznie do czego przyczepić. 

Bardzo irytowała mnie postać Sam i w gruncie rzeczy to właśnie dlatego moja ocena jest tak niska. Jej postawa do życia była okropna, jak ona sama. Pomińmy już fakt, że pije ona w pracy i najwidoczniej niezbyt skutecznie się z tym ukrywa. Jej życie prywatne i to że nic z nim robiła, aby je polepszyć... No masakra. Mieć mężczyznę, który traktuje Cię jak ładnie pisząc, ścierkę, i być z nim nadal... Na dodatek on zdradza mnie, to ja zdradzę jego. No kompletnie nie rozumiem takiego podejścia, ale najwidoczniej tak miało być. Jeżeli autorka miała w planach wykreowanie nijakiej postaci, która za wszelką cenę chce ukryć fakt, że się stacza i nie obchodzi jej, że przez własne błędy mogą umrzeć lub umierają ludzie, to wyszło jej to znakomicie. Jeżeli natomiast chciała, aby czytelnik zaprzyjaźnił się z Sam, to nie ma mowy. Przynajmniej nie w moim wypadku. Niestety reszta bohaterów według mnie wcale nie była lepsza. Każde miało wiele wad, ale najbardziej chyba wkurzył mnie fakt, że większość dawała sobą pamiętać bądź widziała co się dzieje i niereagowała. Taka bierność jest okropna i żałuję, że nie stworzono chociaż jednego bardziej wyrazistego bohatera. Ta cześć według mnie u autorki zupełnie nie wypaliła i chociaż fabuła miała potencjał, to przez tych nijakich właśnie bohaterów jej wykonanie nie zachwyciło.


Bardzo odrzucał mnie momentami styl autorki. Liczne opisy obleśnych wręcz sytuacji to kolejna rzecz, za którą nie przepadam. Warto jednak zaznaczyć, że mimo tych całkiem licznych wad, które wymieniłam książka ta wcale nie była zła. Podobała mi się jej fabuła i to, że stale coś się działo. To, że według mnie za mało było jednego wątku nie oznacza, że źle mi się czytało. Problemy Sam, jak już wspominałam, okazały się nawet ciekawsze niż jej sesje z Richardem. Emocji też tutaj nie zabrakło i to nie tylko tych negatywnych po niezbyt przyjemnych opisach wymiocin, czy spoconych ciał. Oczekiwanie i ciągła niewiedza kiedy i czy w ogóle coś wyjdzie na jaw było rozwalające. Z każdą stroną myślałam "to już!", żeby chwilę potem autorka zaskoczyła mnie czymś nowym. Akcja była szybka i nieprzewidywalna, trzeba przyznać. W ostatnim dosłownie momencie zorientowałam się jak zakończy się ta historia i nie pomyliłam się. Ale przyjemnie było do samego końca nie podejrzewać nawet zakończenia. To świadczy tylko o tym, że autorka skutecznie potrafi odwrócić uwagę od rzeczy istotnych.

Na krawędzi okazała się zaskakującą lekturą. Nie znakomitą, ale na tyle dobrą, żeby nie uciekła Ci od razu z głowy. Pełną emocji i tajemnic, które na siłę próbują być pozostawione w ukryciu. Problem tylko w tym, że ludzie zauważają wiecej niż nam się wydaje.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza SA.



piątek, 2 listopada 2018

"Moja Jane Eyre" Hand, Ashton, Meadows


Tytuł: Moja Jane Eyre
Autor: Hand, Ashton, Meadows
Tom/seria: Ladyjanistki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 22 sierpnia 2018
Ilość stron: 512
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 8/10

Może ci się wydawać, że znasz tę historię. Sierota Jane Eyre, bez grosza przy duszy, rozpoczyna nowe życie jako guwernantka w Thornfield Hall. Tam spotyka mrocznego i tajemniczego pana Rochester.
Pomimo dużej różnicy wieku i jego nieznośnego temperamentu, zakochują się w sobie i, o zgrozo, ONA wychodzi za niego za mąż.
Ale czy to na pewno Jane Eyre?
~lubimyczytac.pl

Nie ukrywam, że obawiałam się lekko sięgnąć po ten tytuł. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie przepadam za książkami, których akcja rozgrywa się w zamierzchłych czasach. Cieszę się jednak, że spróbowałam czegoś nowego bo teraz mam zamiar czytać takich książek więcej. I cieszę się, że Moja Jane Eyre okazała się taką przyjemną lekturą.

Jane to sierota, która mieszka w szkole dla dziewcząt, w której panują okropne warunki. Wiele z mieszkających tam osób umiera nie tylko przez panujące choroby, ale i z głodu czy wyziębienia. Jane nie wie co zrobić ze swoim życiem, dlatego też nadal została w tym miejscu i maluje obrazy. Kiedy nadarza się okazaja aby została guwernantką, od razu z niej korzysta. Oczywiście warto zaznaczyć, że do opisanego przeze mnie momentu czytelnik zdążył się już mocno wczuć. Przyjaźń z Charlotte i jednocześnie z Heleną (duchem) już była ciekawym wątkiem, a pojawienie się Jane w obskurnym barze, gdzie była świadkiem polowania na ducha tylko dodało plusa. Bo na tym się nie skończyło. W tym miejscu wkracza przystojny mężczyzna, który tak jak Jane widzi duchy. Ale niech was to nie zmyli i nie przewracajcie oczami! Otóż ta historia prawdopodobnie wcale nie potoczy się tak jak sądzicie, co jest w tym wszystkim najlepsze. Potem akcja toczy się w zamku w Thornfield Hall, gdzie po prostu wszystko było ciekawe. Tajemnice, zagadki, nieporozumienia i intrygi były tam na porządku dziennym. Mało tego niezły dreszczyk emocji pojawiał się wielokrotnie. Jak mogłoby go zabraknąć w wielkim, ponurym zamczysku. Trzeba przyznać, że nie dało się nudzić. Akcja stale utrzymywała szybkie tempo, a już pod koniec nabrała takiego rozpędu, że nie dało się odejść bez dokończenia całości. Nie spodziewałam się, że czytając historię rozgrywającą się w czasach gdzie kobiety noszą gorsety, a mężczyźni są panami świata, mogę tak dobrze się bawić. I że mogę otrzymywać wszystko to, czego oczekuję od książki: romans, intrygi, tajemnice i szybką akcję. 

Chociaż najbardziej zaciekawił mnie wątek Jane, to ona sama już niekoniecznie została moją ulubioną bohaterką. Była w porządku, ale czegoś mi tu zabrakło. Irytowało mnie jej podejście do życia, ale rozumiem, że w tamtych czasach zauroczenie mężczyzna to naprawdę poważna sprawa, zwłaszcza jeżeli przytrafia ci się to po raz pierwszy w życiu. Cieszę się za to, że czytelnik miał okazję poznać dwie najlepsze przyjaciółki Jane, obie z charakterkiem, co bardzo lubię. Charlotte, momentami irytująca, ale zabawna i wiedziała czego oczekuje. Plus, plus bo takich mimoz i ciepłych kluch to nie lubię. Helena, duch i druga najlepsza przyjaciółka Jane, również przezabawna postać, którą nie dało się nie polubić. To w scenach z nią najwięcej się uśmiałam i żałuję, że nie było ich dużo więcej. Ogólnie rzecz ujmując wszyscy bohaterowie byli w porządku. Wiadomo, jednych lubi się mniej, innych bardziej, ale w tym wypadku żadnego nie dałoby się zsunąć na margines książki. Wszystkich potraktowano równo i każdemu poświęcono tyle samo czasu i widać było, że autorki postarały się pod tym względem.


Bardzo podobał mi się styl autorek. Lekki i przyjemny jednocześnie zabawny i poważny w odpowiednich momentach. Podobało mi się, że często również zwracały się bezpośrednio do czytelnika. Zdaje sobie sprawę, że opisywały one pewną historię i zasięgału różnych źródeł, ale miło było, kiedy wtrącały coś jeszcze od siebie.  

Moja Jane Eyre okazała się niezwykle ciekawą i zaskakującą lekturą, pełną zagadek, tajemnic i intryg, ale i humoru. Z ciekawymi wątkami, które niejednokrotnie zaskakiwały czytelnika i nie pozwalały się na długo oderwać. Cieszę się, że mogłam poznać historię Jane i myślę, że zagłębie się w nią dzięki tej książce jeszcze bardziej.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.