Strony

środa, 25 kwietnia 2018

#156 "Begin again" Mona Kasten







Tytuł: Begin again
Autor: MonaKasten
Tom/seria: Begin Again (tom 1)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 28 lutego 2018
Ilość stron: 504
Kategoria: literatura młodzieżowa
  




Zarys fabuły

Allie za wszelką cenę chce zacząć życie od nowa. W tym celu postanawia się usamodzielnić i znaleźć mieszkanie. Po wielu próbach znajduje ciekawe mieszkanie, ale z jego właścicielem może być problem. Czy dziewczyna wytrzyma z aroganckim i pewnym siebie przystojniakiem?

Czyżbym wyczuwała schemat?

Muszę przyznać, że do tej pory nie za bardzo wiem co sądzę o tej książce. Czytając, miałam w głowie przeróżne plany na recenzję, ale one co chwila ulegały zmianie. A to wszystko przez autorkę, która nieźle namieszała mi w głowie. Zaczęło się dosyć oryginalnie- Allie wprowadza się do przystojnego chłopaka i można domyślać się jak historia potoczy się dalej. Potem zaczęło robić się dziwnie. Czułam, że niektóre momenty były wymuszone, były, żeby coś się działo. Momentami zalatywało schematem, ale już chwilę później wszystko obracało się o sto osiemdziesiąt stopni. Niejednokrotnie sama dopowiadałam sobie prawidłowe zakończenie danej sytuacji, ale w tą całą znaną już fabułę, autorka wplatała wiele interesujących wątków. Całość okazała się przedziwna i ocena tej książki jest bardzo trudna. Połączenie schematyczności z nietypowymi wątkami w tym przypadku nie wyszło na dobre.

Dramaty nigdy mnie nie opuszczą

Dosłownie w każdej książce musi się coś dziać. Wiadomo, tak po prostu musi być. Niektórzy potrafią opisać je w cudowny sposób, że nie da się oderwać, inni natomiast piszą, żeby coś było. Sądzę, że autorka leży gdzieś pośrodku, jednak schylałabym się do tej drugiej opcji. Wiem, że te wszystkie sekrety i ciężka przeszłość budowały całą historię, ale ciężko się to czytało. Główny bohater zachowywał się czasami gorzej niż kobieta podczas miesiączki. Nie wiedziałam już czy mam przewracać oczami czy odłożyć książkę.

Bohaterowie jakich mało

Zarówno i Kayden, i Allie byli bardzo nietypowymi bohaterami. Ich zachowanie dawało wiele do życzenia i czasami zastanawiałam się czy oni tak na serio. Dziewczyna potrafiła rozpłakać się w sekundę, a Kayden obrazić w minutę. Potem złości i nieporozumienia narastały, że aż wylewały się z książki. Nie lubię mężczyzn, którzy nie wiedzą czego chcą. Albo nie, wiedzą, ale nie potrafią się tego trzymać. Bo jeśli takowy dostanie to czego chciał to nie może ot tak zacząć strzelać fochy, nawet jeśli dziewczyna nie jest zupełnie niczemu winna. A ona nie może robić mu wiecznie na złość. Sądzę, że oboje byli siebie warci i niekoniecznie w dobrym sensie.

Moje odczucia

Jak narazie to chyba tylko narzekałam, ale to nie tak, że książka mi się nie spodobała. Czytało się szybko i przyjemnie, a pomimo wielu zbędnych nieporozumień i fochów, było naprawdę dobrze. Pośmiałam się, ale i serce na moment mi się zatrzymało. Emocji nie brakowało bo oprócz złości i irytacji było też uczucie sielanki. Nie mam pojęcia dlaczego, w końcu mieszkali w domu, wszędzie jakieś stresy, tu szkoła, tam rodzina, ale jednak ta atmosfera... Bardzo, bardzo przyjemna i utrzymywała się do samego końca.

Podsumowując

Sądzę, że jest to historia jak najbardziej warta poznania. Można by rzec, że to typowe romansidło, ale jednak nie do końca. Nie jest to zdecydowanie literatura wysokich lotów, ale jak na jeden wieczór najbardziej polecam, może i wam Begin Again przypadnie do gustu.

★★★☆☆

piątek, 20 kwietnia 2018

#155 "Odzyskane szczęście" Abbi Glines






Tytuł: Odzyskane szczęście
Autor: Abbi Glines
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Rosemary Beach (tom 6)
Data wydania: Pascal 
Kategoria: literatura obyczajowa i romans




Zarys fabuły

Della i Woods przeszli już wiele, ale prawdziwa próba ich związku ma się dopiero zacząć. Czy zdołają przetrwać wszystkie przeciwności losu i w końcu zaznają prawdziwego szczęścia?

Historii ciąg dalszy

Tak to już jest, że kiedy zacznę czytać książkę pani Glines mam ochotę na więcej i więcej. I chociaż jej książki wcale nie są świetne, zdecydowanie nie jest to literatura wysokich lotów, to jej styl sprawia, że ciężko jest mi się pożegnać ze stworzonym światem. Tutaj po raz kolejny było tak samo. Wczułam się od pierwszej strony i żyłam życiem bohaterów. Spotkanie reszty "znajomych" z Rosemary Beach było cudownym doznaniem i w kolejnym miesiącu zabieram się prawdopodobnie za resztę tej serii.

Słodko, słodko... I dramat!

Mimo tego, że nie mogłam się oderwać trzeba zaznaczyć, że wcale tak cudownie nie było. To znaczy było, ale tylko w samej historii. Cukierkowatość wręcz wylewała się z tej książki, a czułe słówka i sceny nie miały końca. To wcale nie było pozytywne bo momentami naprawdę miałam serdecznie dość. Woods był ponownie tak zaborczy, że to aż dziw, że Della z nim wytrzymywała. A ich zapewnienia o miłości? Bez przesady, nie potrzeba robić tego na każdej stronie. Dodatkowo dramaty. Ileż się tu ich nazbierało! Masakra jakaś. Niektóre były całkiem w porządku i miały jakiś sens, ale to co autorka zrobiła na koniec... Nie rozumiem, ale złamała mi tym serce. Tych wszystkich nieporozumień było równie wiele co w pierwszej części o tych bohaterach, ale o ile tam dało się to znieść, tak tu ledwo przeszło.

Moje odczucia

Trochę mi szkoda, że historia miłości Woodsa i Delli okazała się taka słodka. Nawet te dramaty i ciągłe nieporozumienia nie były w stanie obniżyć tego poziomu cukierkowatości bo w międzyczasie i tak musieliśmy czytać ich myśli, pełne zapewnień ogromnego uczucia. Nie żałuję jednak, że przeczytałam. Już teraz żałuję zakończenia tej serii, ale pocieszam się, że nie opuszczam jeszcze Rosemary Beach. Do tej pory mam taki niedosyt i dziwnie się czuje po tym co pani Glines wykombinowała na końcu. Myślę, że długo będę to przeżywała.

Podsumowując

Wydaje mi się, że dzisiaj trochę bez ładu i składu. Przepraszam, ale starałam się nie spojlerować, a to było naprawdę trudne bo wszystko, wszystko jest tu ze sobą połączone. Książkę polecam jak najbardziej jako luźna lektura na jeden wieczór. Czyta się zaskakująco szybko i przyjemnie, mimo licznych scen erotycznych. Nie jest to literatura wysokich lotów, jak już wspomniałam, ale autorka cały czas utrzymuje równy poziom. Jeżeli znacie i lubicie jej styl, to na pewno się nie rozczarujecie. Jeżeli miałoby to być wasze pierwsze z nią spotkanie, to polecam zacząć od pierwszego tomu. Ogólnie polecam bo naprawdę wciąga!

★★★☆☆

wtorek, 17 kwietnia 2018

#154 "Stinger. Żądło namiętności" Mia Sheridan





Tytuł: Stinger. Żądło namiętności
Autor: Mia Sheridan
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Septem
Data wydania: 18 marca 2016
Ilość stron: 430
Kategoria: literatura obyczajowa i romans





Zarys fabuły

Grace i Carson poznali się na wyjeździe. Ona, przyszła pani prokurator. On, gwiazdor filmów pornograficznych. Los splata ich drogi kilkakrotnie, ale trudno jest poradzić sobie z myślą, że więcej się już nie zobaczą. To miał być tylko jeden wspólny weekend, ale co począć, kiedy żadne z nich nie może zapomnieć o drugim?

Akcja toczy się...

Cieszyłam się sięgając po ten tytuł. Nastawiłam się na lekką i przyjemną literaturę z dodatkiem scen erotycznych. Nie spodziewałam się natomiast takiego... nieładu. Bohaterowie obiecali sobie jeden wspólny weekend, potem znikają ze swojego życia. Jak się to potoczyło to tajemnica, ale bardzo irytowały mnie przeskoki w czasie. Kilka miesięcy później tu, kilka miesięcy później tam. A sceny pomiędzy krótkie i czasami bez sensu. Owszem, niektóre wiele wyjaśniały, ale nie czytało się tego przyjemnie.

Słodko, słodko i irytacja

Słodkości tu nie brakowało, bohaterowie kiedy już tylko byli ze sobą, okazywali sobie uczucia na wiele uroczych sposobów. Oczywiście to zależy kto jak na to patrzy, dla mnie było to coś pomiędzy tandetą, a prawdziwym uczuciem. Z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że nie brakowało także irytacji. Zwłaszcza na Grace, której zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Nie chce go i nie może mieć, ale i tak pójdzie do niego (oczywiście z zamiarem urwania kontaktu), żeby dać się ponieść chwili. Masakra, nie było to ani ciekawe, ani przyjemne.

Moje odczucia

Czytając te książkę doznałam wiele skrajnych emocji. Podekscytowanie i zaciekawienie, które pojawiły się na początku, bardzo szybko opadły gdyż z każdą kolejną stroną poznawaliśmy tylko 'tajniki Carsona w łóżku'. Potem akcja znowu nabrała tempa, ale jak zobaczyłam te liczne przeskoki czasowe, znowu mi się odwidziało czytanie tej książki. Sama końcówka, kiedy to pojawiło się rozwiązanie wątku kryminalnego była w miarę interesująca, ale chyba na tym możemy zakończyć. Całość okazała się słaba i bardzo nużąca. Przeczytanie tego tytułu zajęło mi wiele dni, a i tak ledwo dobrnęłam do końca. Jak na tego typu literaturę, książka chociaż pod względem fabuły była ciut więcej niż przeciętna, to wykonaniem autorka nie zachwyciła.

Podsumowując

Wiem, że dzisiejsza recenzja jest beznadziejna. Jestem z niej tak niezadowolona, że zastanawiałam się nawet czy po prostu tego tytułu nie ominąć na swoim blogu. Próbowałam, naprawdę próbowałam wielokrotnie coś naskrobać, ale za nic nie jestem w stanie zrobić tego dobrze. Ta historia była taka nijaka, taka mi obojętna, że nie mam zielonego pojęcia co o niej napisać. Cokolwiek wartego wspomnienia, dawno wyleciało mi z głowy więc znajdziecie tu same ogólniki. Osobiście nie zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę, ale i nie odradzam. Kto wie, może was zachwyci znacznie bardziej niż mnie?

★★☆☆☆

niedziela, 15 kwietnia 2018

#153 "Ogniste oczyszczenie" Francesca Haig





Tytuł: Ogniste oczyszczenie
Autor: Francesca Haig
Tom/seria: Ogniste oczyszczenie (tom 1)
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2015
Ilość stron: 352
Kategoria: literatura młodzieżowa






Zarys fabuły

W świecie po Wybuchu rodzą się tylko bliźnięta. Każde z nich bez wyjątku zostaje rozdzielone i trafia do innej grupy społecznej. Alfy stoją u szczytu władzy, a Omegi muszą zadowolić się biednym życiem na nieurodzajnych ziemiach. Jednak łączy ich jedna ważna rzecz. Są połączeni. Jeśli jedno z bliźniąt umrze- drugie podzieli natychmiast jego los. Nic więc dziwnego, że kiedy Zach porywa Cass, aby ta nie była w stanie mu zagrozić kiedy stoi u szczytu władzy, dziewczyna buntuje się i zamierza stawić czoła niebezpieczeństwu.

A zapowiadało się tak pięknie...

Musicie przyznać, że wątek bliźniąt połączonych ze sobą w nietypowy sposób, zapowiadał się naprawdę ciekawie. I chociaż nie zbyt często sięgam po tego typu literaturę to to bardzo mnie zaintrygowało. Ludzie zostali podzieleni na dwie grupy: Alfy i Omegi. I chociaż jedne miały zdeformowane ciała, to i tak zawsze oboje byli zależni od siebie. Nigdy nie umierała tylko jedna osoba- oni odczuwali to samo i to samo się z nimi działo. Niestety na tym autorka zakończyła swoją pomysłowość. Każda kolejna strona była schematem powielanym przez dziesiątki autorów. I właściwie mogłabym nie przeczytać nic, a i tak wiedziałabym jak zakończy się ta historia.

Bohaterowie i ich dziwne relacje

Przez całą książkę nie zżyłam się dosłownie z żadnym bohaterem. Nie wiem jak mam to opisać. Oni po prostu sobie byli. Nie czułam do nich przywiązania i nie przeżywałam z nimi dramatów czy sukcesów. Tak samo było z ich relacjami/związkami czy jakkolwiek to nazwać. Były bo były, czasami nawet nie wiedziałam czy one rzeczywiście są czy ich nie ma. Nie chodzi o to, że autorka źle ich wykreowała czy dała za mało opisów. Właściwie nie wiem w czym był problem, po prostu to nie było to. I gdziekolwiek i z kimkolwiek bohaterka by się znalazła było to takie, żeby było. Wiem, zagmatwane i bez sensu, ale mam wrażenie, że ta książka była tak sobie o wszystkim i o niczym.

Moje odczucia

Nie będę się dzisiaj za dużo rozpisywać. Chciałabym żebyście wiedzieli, że męczyłam się z czytaniem i zajęło mi to stosunkowo dużo czasu, a wszystko to przez... czcionkę! Tak, naprawdę. Nie była mała, ale to nie była też to typowa czcionka wykorzystywana w książkach. Może i nie było tam żadnych zawijasów i innych upiększaczy, ale niejednokrotnie musiałam się przyglądać i zastanawiać, co tam właściwie jest napisane. Nie ukrywam też, że mimo tej schematyczności, czasami autorka potrafiła zaskoczyć, ale niestety działo się to bardzo rzadko. W połączeniu z nijakimi bohaterami możecie sobie to tylko wyobrazić. Na pewno nie zamierzam sięgać po kontynuacje bo naprawdę jest to historia tak schematyczna, że aż brak słów.

Podsumowując

Jeżeli lubicie schematy i bohaterkę ratującą świat, to jest to książka idealna dla was. Mnie niestety nie zachwyciła ona nawet w połowie swoich możliwości, ale nie narzekam, że przeczytałam. Początkowy pomysł na fabułę z bliźniętami był strzałem w dziesiątkę, ale na tym wszystko co pozytywne, według mnie, się kończy. Niemniej pamiętajcie, że nie jest to wcale zła książka. Po prostu taka jakich już wiele.

★★★☆☆

piątek, 13 kwietnia 2018

[15] Czas na film: Planeta Singli (2016)


Z polskimi filmami jest u mnie podobnie jak z książkami. Nie przepadam za nimi i z góry mam co do nich uprzedzenia. Ale zarówno z filmem jak i z książką próbuję się zmierzyć, a moja niechęć stopniowo słabnie. Dzisiaj zapraszam was i zachęcam do przeczytania paru zdań na temat zaskakującego filmu Planeta Singli.

Historia banalna, a może i nie. To zależy, z której strony na to spojrzeć. Ona, słodka i niewinna nauczycielka, która nie potrafi znaleźć swojej drugiej połowy. On, pewny siebie podrywacz z niezłym dorobkiem na koncie. Popularny mężczyzna proponuje układ nauczyciele. Ta będzie chodziła na randki, a on będzie opisywał to w swoim telewizyjnym show. Koniec końców udaje mu się namówić dziewczynę i akcja się rozkręca.



Przyznam wam szczerze, że totalnie nie spodziewałam się tego co dostałam. Liczyłam na tandetny romans i kiepską próbę rozśmieszenia odbiory, ale okazało się zupełnie inaczej. Chociaż fabuła nie zachwycała oryginalnością to jej wykonanie można ocenić tylko i wyłącznie na plus. Śmiałam się do łez, a wraz z końcem filmu czułam pustkę. Nie chciałam tego zakończyć, mimo że sama już na początku mogłam dopowiedzieć sobie zakończenie.

Nie tylko wątek dwóch głównych bohaterów był udany, ciekawy i interesujący. Również relacja najlepszej przyjaciółki nauczycielki i jej męża (oczywiście tu jak zwykle w komediach Tomasz Karolak) była intrygująca. Nie tylko nie sposób było się oderwać, ale i niejednokrotnie umierało się ze śmiechu. Intrygi i kłamstewka w ich związku pojawiły się nagle, ale ich reakcja na nie można spokojnie zaliczyć do tych udanych. Gra aktorska uważam (mimo iż się na tym nie znam za bardzo) była na wysokim poziomie. Dzięki aktorom poczułam się jakbym naprawdę żyła w ich świecie bo przeżywałam wszystko równie mocno co oni.

Kochani, jak najbardziej polecam wam Planetę Singli. Jest to przezabawna historia, od której ciężko się oderwać. Każdy wątek ma w sobie coś ciekawego i nie sposób zakończyć oglądanie bez uśmiechu na twarzy. Jedna z lepszych polskich komedii jakie oglądałam i na pewno jeszcze do niej wrócę!


Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu i nie są moją własnością. 

wtorek, 10 kwietnia 2018

#152 "Urok Grace'ów" Laure Eve


Tytuł: Urok Grace'ów 
Autor: Laure Eve
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Feeria Young 
Data wydania: 19 lipca 2017 
Ilość stron: 408
Kategoria: fantasy, fantastyka, science fiction 


Zarys fabuły 

W szkole do, której chodzi River, największą popularnością cieszy się rodzina Grace'ów. Są bogaci, piękni i każdy chce się z nimi przyjaźnić. Wszyscy wiedzą też, że ich rodzina jest magiczna. Magiczna bo potrafią niejedno wyczarować, a River za wszelką cenę chce stać się jedną z nich.

Zagmatwane to wszystko 

Od samego początku miałam wrażenie, że coś z tą książką będzie nie tak. Nie wiem, będzie słaba, bez ładu i składu czy po prostu mi się nie spodoba. No i okazało się, że wszystkiego po trochu. Nie potrafiłam się za nic na niej skupić, i to wcale nie z mojej winy. Miałam wrażenie, że autorka sama nie wiedziała o czym chce pisać, a jakiegoś najważniejszego punktu brak. Nie miałam pojęcia do czego zmierza ta cała historia, a jakby w połowie stało się coś "wow" (wcale nie wow), żeby potem znowu ziało nudą i znowu coś "wow". Tak jakby akcja trwała byle tylko trwała, a autorka domyślała niby to ciekawe wątki, żeby cokolwiek się działo, a historia miała jakiś cel. No z tej strony książka okazała się totalna klapą, nie zainteresowała mnie ani trochę.

Czarujący bohaterowie

Grace'owie nie tylko byli nieziemsko piękni, ale też wobec każdego, potrafili posługiwać się magią. Nikt nie miał na to namacalnych dowodów, ale jak to ludziom, wystarczają im pogłoski i dziwne, niewyjaśnione zdarzenia (które swoją drogą także nie były ciekawe). Grace'owie i ich rodzina wcale nie zasiali ziarna zainteresowania w moim sercu chociaż czułam, że autorka bardzo chce opleść ich aurą tajemniczości. Niestety, tutaj też okazało się to porażką. Nie wykreowała ich w sposób dokładny, czasami miałam wrażenie, że najzwyczajniej w świecie opisując jakąś scenę, zamieniła czy pomyliły jej się zachowania i osobowość bohaterów. Jeżeli od początku kreuje się kogoś na buntownika to nie można tak bez powodu, tylko na chwilkę, zamienić go w kogoś zupełnie innego.

River, czy jak jej tam było na imię 

To całkiem zabawna sytuacja. Czytam sobie czytam i nagle główna bohaterka postanawia zmienić sobie imię. Ot, tak, tylko dlatego, że obecne ponoć do niej nie pasuje. I wiecie co? Ja do teraz nie mam zielonego pojęcia jak ona nazywała się wcześniej. A co też mnie zastanawia to fakt, że o ile dobrze pamiętam, matka ani razu nie zwróciła na to uwagi, a na pewno była świadkiem sytuacji gdzie ktoś nazywa jej córkę innym imieniem. Nie wiem nawet czy ona sama jej tak nie nazwała, ale za to nie dam sobie ręki uciąć. Wybaczcie, ale ta fabuła była tak zagmatwana, że nie pamiętam z niej nic szczególnego.

Moje odczucia 

Książka namieszała mi w głowie. Skusiła mnie cudowną okładką, ale jak widać tym razem nie pokryło się to z treścią. Jestem rozczarowana bo autorka wiele kwestii potraktowała po macoszemu, a zakończenie... Po prostu się skończyło. Zero wyjaśnień, nic. Rozumiem, że jest też tom drugi (albo przynajmniej ma być), ale żeby totalnie nic nie wyjaśnić? Dodatkowo ci bohaterowie, niby kreowani na cudowne postacie, a jednak wyszło totalne przeciwieństwo. Tam działo się tyle na raz, tyle powinno szokować, a miałam wrażenie, że przechodziliśmy nad takimi sprawami obojętnie. Nie ma tu żadnych pozytywnych uczuć z mojej strony.

Podsumowując 

Chociaż tylko się żaliłam i narzekałam to nie mogę ocenić tej książki najgorzej jak się da. Nie była ona koszmarna, ale jednak bardzo słaba i nudna. Uważam, że autorka nie ma największego talentu, a na rynku jest wiele utalentowanych pisarzy, na których warto zwrócić uwagę. Ja na pewno z tą panią nie spotkam się ponownie.

★★☆☆☆

niedziela, 8 kwietnia 2018

#151 "Przypadkowe szczęście" Abbi Glines


Tytuł: Przypadkowe szczęście 
Autor: Abbi Glines 
Tom/seria: Rosemary Beach (tom 5)
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 10 września 2014
Ilość stron: 320
Kategoria: literatura obyczajowa i romans 


Zarys fabuły 

Delia chce odpocząć od dotychczasowego życia i za namową przyjaciółki wybiera się w podróż samochodem. Nie wiem jaki jest jej cel, ale kiedy los ponownie kieruje ją w stronę Rosemary, dziewczyna czuje, że to miejsce jest dla niej. Jest tam też Woods- nieziemsko przystojny chłopak, który zaciekawił ją już podczas pierwszego pobytu w miasteczku.

Rosemary Beach powraca! 

Dawno temu zauroczyłam się inną historią z tego świata. Potem zaczęłam czytać kolejną i kolejną. Nie mam pojęcia jak to się stało, że tyle tomów jeszcze przede mną! Tyle cudownych historii i ten klimat, a ja po prostu zapomniałam o całym tym nadmorskim miasteczku. Nie spodziewałam się, że dzisiejsza część rozbita jest na jeszcze jedną, ale jestem jak najbardziej na tak! Chociaż książka miała wiele wad to pani Glines jak zawsze potrafiła sprawdzić, że nie dało się oderwać. To cudowne miasteczko, gdzie każdy zna każdego, ale królują tu bogacze więc nie zawsze jest tak przyjemnie. Piękne widoki i elitarne kluby są tu na porządku dziennym, ale jest to jak najbardziej ciekawe!

Znowu jaskiniowiec

W dosłownie każdej części z tej serii, mężczyzna, któremu spodobała się biedniejsza dziewczyna, zamienił się w jaskiniowca. To momentami naprawdę było dziwne i lekko mówiąc chore. Nie będę tu spojlerować, ale przytoczę kilka przykładów: nie może jej mieć, ale nikt inny się do niej nie zbliży, pracuj jak najmniej, albo najlepiej wcale bo ciągle muszę cię mieć przy sobie. A słodkości? O jeju jej! Ileż ich tu było! Aż się wylewały bokami. Czułe słówka były tu na porządku dziennym, a podczas doznań erotycznych możecie sobie wyobrazić tylko ich dialogi. To zdecydowanie nie było fajne!

Intrygi i nieporozumienia 

Jak rozumiem intrygi w książkach i potrafię je zrozumieć, tak nieporozumień w większości nie znoszę. Dlaczego bohaterka/bohater nie może powiedzieć czegoś wprost, tylko kręcimy się w kółko wokół tego samego, a po drodze tyle niepotrzebnego cierpienia i płaczu. A przecież prawda i tak zawsze wyjdzie na jaw! Ah.. No nie zrozumiem tego nigdy, ale coś musiało się dziać. A intrygi? Całkiem ciekawe. Nie powiem, że na wysokim poziomie bo lekko schematyczne, ale jednak całość wyszła dobrze.

Moje odczucia 

Wiem, że dużo ponarzekałam, ale musicie wiedzieć, że jak każda książka tej autorki, wciągnęła mnie bez reszty. Od razu zżyłam się z bohaterami i znalazłam się w ich świecie. To nie żarty, pióro pani Glines zawsze tak na mnie działa. Ten tom pochłonęłam w kilka godzin i ciągle mi mało! Żałuję tylko, że wszystko jest tu bardzo schematyczne i przesłodzone. Niemniej jednak i tak przeczytam wszystkie części serii! :)

Podsumowując

Uważam, że jest to książka idealna na wieczór i na oderwanie się od rzeczywistości. Przyjemna na swój sposób i wciągająca na maksa! Polecam, ale zastrzegam, że nie jest to literatura wysokich lotów.


"Czasami nasze niedoskonałości sprawiają, że stajemy się wyjątkowi. "

"Pomimo rzeczy, przez które musiałaś przejść nadal jesteś w stanie rozświetlić pokój, kiedy do niego wchodzisz. Kiedy na Ciebie patrzę, widzę radość. Widzę życie. Widzę moją przyszłość."




★★★☆☆

piątek, 6 kwietnia 2018

#150 "To nie jest Twoje dziecko" Małgorzata Falkowska


Tytuł: To nie jest Twoje dziecko 
Autor: Małgorzata Falkowska 
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 15 lutego 2018
Ilość stron: 320
Kategoria: literatura obyczajowa i romans 

Zarys fabuły 

Anna i Paweł to kochające się małżeństwo. Mają w życiu wszystko: dobrą pracę, zabezpieczenie finansowe i swoją miłość. Do pełnego szczęścia brakuje im tylko potomka. I chociaż bardzo się starają to w żaden sposób nie udaje im się spełnić tego marzenia. Kiedy do ich prywatnej kliniki zgłasza się Michalina- młoda dziewczyna w ciąży, która nie chce swojego dziecka, młode małżeństwo postanawia skorzystać z okazji na powiększenie rodziny.

Nic dobrego nie może z tego wyniknąć

Zapewne bardzo kontrowersyjny temat i każdy ma swoje zdanie co do takiego "oddawania" dziecka. Ja o takich przyszłych rodzicach jak Paweł i Anna nie potrafię źle myśleć- pragną oni po prostu mieć ukochane dziecko, które otaczą wielką miłością, a jeżeli czekają już na nie tyle czasu to chociaż nie jest to najlepszy sposób, to jeszcze jestem w stanie ich zrozumieć. Natomiast co do matek pokroju Michaliny to nie umiem stanąć po ich stronie. Nawet gdyby życie kładło mi same kłody pod nogi, nie oddałabym swojego dziecka. Ale o tym właśnie chcę napisać. Bo Michalina na początku wcale nie wygląda mi na taką co to sypia z każdym, a dziecka nie chce bo nie będzie mogła się bawić. Jest to dziewczyna, która w życiu przeszła wiele, a teraz pragnie skupić się tylko i wyłącznie na studiach. Na imprezy razem z innymi studentami nie chodzi bo nauka jest dla niej ważniejsza. Kiedy jeden jedyny raz postanowiła się zabawić, skończyło się to niechcianą ciążą. Małżeństwo Anna i Paweł musieli spać jej z nieba niczym anioły, aby mogła pozbyć się kłopotu. Ale wiadomo, że z takiej sytuacji nic dobrego nie może wyniknąć.

Zmiana, zmiana, zmiana

Chciałabym napisać tu o czymś oczywistym, ale jakże istotnym. Przemiana bohaterów. Wiadomo, że oczekiwanie dziecka, które nosi w sobie inna kobieta wpłynie na każdego z nich na swój sposób, a niektóre relacje mogą ogromnie się zmienić. Zacznę tutaj od Pawła, jednego z trzech głównych bohaterów tej historii gdyż on według mnie zmienił się najmniej. Od samego początku był dla mnie co najmniej dziwną postacią. Kochał żonę nade wszystko, ale tym samym był jak ciepłe kluchy. Sam nie okazywał zbyt często swoich uczuć, aby tylko ukochana nie poczuła się źle. Wszystko robił pod jej dyktando często zapominając o swoim dobrze. Jak dla mnie do książki nie wniósł zbyt wiele, jednak jego postać była na swój sposób ważna. Dzięki niemu Anna, do której teraz przejdę, mogła tak szybko się rozwijać. I nie chodzi mi tu o nic dobrego. Zaczynając czytać tę historię było mi jej nawet szkoda. Kobieta, która tak bardzo pragnie dziecka, ale nie może go mieć. Kiedy zaproponowała swojej pacjentce układ, byłam w szoku, że jest ona zdolna do czegoś takiego. Po prostu inaczej ją widziałam. W ciągu tych kilku miesięcy ta bohatera przeszła w moich oczach wielką przemianę (chociaż uważam, że już wcześniej musiała taka być). Zrobiła się jednocześnie chłodna i ciepła. Bezwzględna jeżeli chodzi o swój plan zostania matką i nadzwyczaj namiętna w związku. Ale jej zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Co ona potrafiła zrobić! Byłam w takim szoku, że po tych wszystkich rzeczach została zimną kobietą, która potrafi spojrzeć mężowi i Michalinie w oczy. Właśnie, Michalina. Dziewczyna, która na początku nie zaskrobiła sobie mojej przychylności. Kiedy tylko zorientowała się, że dla dziecka, małżeństwo jest w stanie zrobić wszystko, zaczęła wygłaszać sobie w głowie przeróżne scenariusze. Wtedy momentalnie spadła w moich oczach jednak plus dla niej, że w końcu nic z tych zaplanowanych rzeczy nie urealniła. Ona może i nie zmieniła się drastycznie, ale jednak warto wspomnieć, że i na niej ta cała sytuacja odcisnęła wielkie piętno. W końcu to ona nosiła przez dziewięć miesięcy pod sercem dziecko.

Zakończenie

Przyznam szczerze, że spodziewałam się naprawdę wielu zakończeń. Wydawało mi się, że wpadłam na każdy możliwy scenariusz, a jednak końcówka okazała się dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Taki zwrot akcji nie przeszedł mi na myśl z czego bardzo się cieszę bo czytając ostatnie strony po prostu niedowierzałam. Coś okropnego dla każdego z bohaterów, a ja do teraz, mimo że ochłonęłam przez noc, nie mogę przestać o tym myśleć. Wielka szkoda, że to wszystko musiało się tak potoczyć, ale dzięki autorce, która tak, a nie inaczej wykreowała bohaterów, nie mogliśmy się niczego domyślić. Wielkie brawa!

Moje odczucia

Wiecie, że nie często sięgam po polskie książki. Przez prawie dwa lata prowadzenia tego bloga ukazało się tu może raptem pięć recenzji polskich autorów. Staram się to zmienić ostatnio i jestem przeszczęśliwa, że jak na razie trafiam na same perełki. Tę książkę czytało mi się bardzo szybko gdyż oprócz po prostu dobrego stylu, autorka wolała zastosować króciutkie, a często rozdziały. Dla mnie strzał w dziesiątkę, każdego bohatera mieliśmy po równo i często. Jeżeli chodzi o emocje to było ich całkiem sporo przy czytaniu. Niepewność jaką w końcu decyzje podejmie Michalina czy może jednak zmieni zdanie, w końcu jest to ona jest matką. Strach przed tym co Anna może jeszcze wymyślić. Współczucie dla Pawła, który wielu spraw nie jest świadomy. I przerażenie. Szok związany z zakończeniem tej historii. Coś niesamowitego jak autorka mnie wciągnęła w tą historię.

Podsumowując 

Jestem zadowolona z lektury chociaż to znowu nie było to coś "wow". Było dobrze, naprawdę dobrze, ale bez szału. Jest to książka, o której będzie się długo myślało, ale jednak nie na zawsze.

"Anna też się cieszy. Inaczej niż ja, ale jest szczęśliwa. Chodzi po domu i głaszcze ten swój brzuch, jakby to w nim rozwijał się płód. Ten, którego tam na pewno nie ma..."

★★★★☆

środa, 4 kwietnia 2018

#149 "Bez wytchnienia" Michał Matuszak


Tytuł: Bez wytchnienia
Autor: Michał Matuszak
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Białe Pióro
Data wydania: 10 października 2017
Ilość stron: 321
Kategoria: literatura współczesna

Zarys fabuły

Ludzie od wielu lat toczą ze sobą wojny na tle religijnym, ale to co dzieje się teraz nie wszystkim odpowiada. Widać wyraźny podział pomiędzy wyznawcami różnych religii, ale nad wszystkim stara się zapanować Rada. Nie wszyscy jednak zgadzają się z jej rządami, a to nie może doprowadzić do niczego dobrego.

Wiara z czystego serca

Przyznam szczerze, że obawiałam się sięgnąć po tę książkę. Temat przyszłości, gdzie głównym wątkiem jest religia nie do końca do mnie przemawiał. Adam- piętnastoletni chłopak, od małego jest wychowywany pod czujnym okiem ojca katolika. Musi uczęszczać do kościoła i brać udział w ważnych dla swojej religii wydarzeniach. Adam, chociaż jest jeszcze dzieckiem, powinien myśleć już o swojej przyszłości, co zdecydowanie mu nie odpowiada. Nie chce myśleć ani o przyszłej żonie, ani o dzieciach. Chłopak nie czuje się dobrze w swoim otoczeniu, a wielu ma do niego o to pretensje. Ludzie zauważają, że chłopak wyróżnia się mniejszym zaangażowaniem w swoje chrześcijańskie obowiązki i zaczyna mieć przez to kłopoty. Przyznam wam, że nie spodziewałam się, że autor ukaże to w ten sposób. Wiedziałam że ludzie w obliczu różnych sytuacji potrafią zachowywać się skrajnie różnie, ale to co niejednokrotnie czytałam, wprawiało mnie w osłupienie.

Rada- dobra czy zła?

Bardzo ciekawym wątkiem okazała się instytucja Rady. I chociaż samej jej nie mieliśmy za wiele to z pogłosek i komentarzy mogliśmy wiele wywnioskować. A osoby dla niej pracujące? Pozostawiają wiele do życzenia. Niby wszyscy stoją po jednej stronie i tak wierzą w Boga, oddają się mu w całości, czczą jego imię, a to jak potrafili traktować bliźniego... Nie znajdę nawet na to słów. Intrygi, szantaże i sabotaże były tu na porządku dziennym, a przecież wszyscy uważali się za takich poprawnych chrześcijan.

Moje odczucia

Czytając ten tytuł raz się nudziłam, raz nie mogłam się oderwać. Kiedy autor wprowadzał nowe, świetnie zapowiadające się wątki, byłam podekscytowana, ale z drugiej strony czułam, że zaczyna zalatywać schematycznością. Najczęściej okazywało się, że wątek był ciekawy, ale jednak nie do końca, ale trzeba przyznać, że pan Matuszak potrafił zaskoczyć. W takim sensie, że kiedy już wprowadził nas w schemat, to w niedługim czasie od niego odbiegał dzięki czemu kiedy zbliżała się nuda, on nas z niej wyciągał. Cała historia była utrzymana w podobnym tempie więc akcja rozwijała się jak dla mnie trochę nierównomiernie. Niemniej jednak historia Adama zmusiła mnie do zastanawienia się nad sensem świata w jakim on się znajduje i potwierdziła, że ludzie potrafią być bardzo dwulicowi i okrutni.

Podsumowując

Uważam, że książka nie była zła. Mnie nie porwała, ale sądzę, że to dlatego iż nie dojrzałam do jej poważnego tematu. Religia i konflikty na jej tle zapowiadały się naprawdę dobrze, ale to nie było głównym problemem tej historii. Autor pokazał zachowanie ludzi, którzy podobno, tak bardzo oddani są Bogu. Pomysł był ciekawy, ale tym razem nie dla mnie. Uważam jednak, że starsi i dojrzalsi czytelnicy znajdą coś dla siebie i docenią w stu procentach tę historię.

Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi.


"Prawda najczęściej wyłania się w impulsie. Instynkt nie blefuje, jest prawdomówny do bólu, wywlekając na wierzch najmroczniejsze demony."

"Bóg osądzi twoją postawę i możesz liczyć na sprawiedliwy wyrok. Z pewnością dostaniesz to, na co zasłużyłeś. Bóg stworzył każdego z nas, by bronił Jego nauk."


★★★☆☆

wtorek, 3 kwietnia 2018

Podsumowanie marca + nowy wygląd bloga


Jak minął Wam marzec? U mnie przeleciało nie wiadomo kiedy. Do ukończenia szkoły został mi już mniej niż miesiąc, matura zbliża się ogromnymi krokami, a ja co? Czytam! Proszę Was, trzymajcie za mnie kciuki bo z takim podejściem to może być różnie :D
Jeżeli chodzi o książkowe wyniki, to jest całkiem nieźle. Dziewięć przeczytanych, z czego większość historii naprawdę dobrych.


PS. Przepraszam za jakość, nie wiem co się stało.



"To nie jest Twoje dziecko" Małgorzata Falkowska
"Ogniste oczyszczenie" Francesca Haig
"Bez wytchnienia" Michał Matuszak 



Dodatkowo odwiedziliście mnie 4 483 razy i przybył mi cały jeden obserwator.

☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Teraz pora na część drugą. Jeżeli korzystanie z komputera/laptopa to na pewno zwróciliście uwagę na nowy wygląd bloga. Jak wam się podoba? Czekałam na niego bardzo długo bo praktycznie od stycznia próbowałam coś zmienić, ale jako że jestem totalnym zerem w te klocki, to poprosiłam o pomoc. Ronnie, cudowna i niezwykle utalentowana dziewczyna z bloga ronniecreators.blogspot.com, ponownie podjęła się zaprojektowania dla mnie wyglądu mojego bloga. Po wielu próbach w końcu się udało i teraz jest cudownie ♡ Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję! A Was zapraszam na jej stronę (ronniecreators.blogspot.com) bo dziewczyna wykonuje kawał dobrej roboty i wstawia tam wiele wskazówek, jak ulepszyć wygląd swojego bloga.

Dzisiaj to byłoby na tyle. Po krótkiej przerwie już wracam do blogosfery i nadrabiam recenzje bo trochę się ich uzbierało. Zaczytanego kwietnia!