sobota, 8 czerwca 2019

"Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" Stefan Darda


Tytuł: Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót
Autor: Stefan Darda
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 15 maja 2019
Ilość stron: 320
Gatunek: kryminał
Ocena: 5/10

Chociaż minęło już całkiem sporo czasu od przeczytania tego tytułu, nadal nie do końca wiem co mogłabym o nim napisać. Czuję ogromny niedosyt, a jednocześnie ciekawi mnie ciąg dalszy. Być może gdy zacznę od początku wszystko się rozjaśni.

Fabuła skupia się na śmierci przemyskiego fryzjera. Popełnił on samobójstwo jednak jego krewny nie do końca wierzy w taką wersję wydarzeń i stara się udowodnić, że wujek sam z siebie nie mógł targnąć się na swoje życie. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że autor wcale nie skupił się w stu procentach na tymże wątku. Miało się wrażenie, że wręcz przy okazji wspomina o nowo odkrytych dowodach i podejrzeniach. Pan Darda pomieszał za to wątek kryminalny z odrobiną fantastyki, o której raczej tylko mowa bo samej jako takiej w ogóle nie było. Tylko podejrzenia i domysły, jednak czytając opis z tyłu książki odniosłam wrażenie, że będzie to mocno fantastyczna historia. Nic bardziej mylnego. Domyślam się jednak, że w dalszej części autor rozwinie swój pomysł, czego jestem szczerze ciekawa. W tej części zainteresował mnie tylko historią pewnego chłopca i jego mamy, ale niestety to za mało. Ogólnie rzecz ujmując pod względem fabuły było słabiutko. Momentami miałam wrażenie, że sam pan Darda nie wie co jest celem jego historii. Niech was to jednak nie zmyli. Myślę, że autor świetnie przygotował sobie grunt pod dalszą część i ja, chociaż nie specjalnie zaciekawił mnie początek serii, na kontynuację czekam z niecierpliwością. Czuję, że dopiero tam pan Darda rozwinie skrzydła i pokaże na co naprawdę go stać.

Pora na kilka słów o bohaterach. Z żalem stwierdzam, że żadna z postaci nie przypadła mi do gustu. Nie pamiętam nawet imienia głównego bohatera, a jedyne co zostało mi w pamięci z nim związane, to fakt, że był on zbyt szlachetny, co było po prostu nierealne w stopniu, w jakim on się zachowywał. Nie chcę przytaczać tu konkretnej scenki, mnie on po prostu do siebie nie przekonał. Drugą postacią był pan Ludwik, starszy pan, który mówił z wyraźnym akcentem. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że autor każde wypowiedziane przez niego zdanie zapisywał dokładnie tak jak on to wymawiał. Nie dało się tego szybko czytać, a żeby zrozumieć sens, czy w ogóle cokolwiek zrozumieć trzeba było mocno się skupić. Denerwowało mnie to niezwykle bardzo, żałuję, że autor zdecydował się na taki krok. Wprowadzenie też kilku postaci, których najpierw mocno podejrzewał nie wiadomo o co, aby potem zupełnie o nich zapomnieć również nie było dobrym pomysłem. Przynajmniej według mnie.


Z rzeczy pozytywnych mogę jeszcze śmiało napisać, że pan Darda w przyjemny i czytelny sposób nakreślić historię Przemyśla i kilku związanych z nim osobowości. Nie ukrywam, że na swój sposób nawet mnie zaciekawił i co najważniejsze nie wciskał czytelnikowi zbędnych informacji na siłę. Naturalnie wplatał to w tekst i bawił się historią miasta. Wyszło bardzo dobrze, trzeba to przyznać. Kolejnym I najważniejszym atutem autora i książki była końcówka. Dosłownie ostatnie informacje, ale nadzwyczaj ciekawe. Mnie, chociaż całość zupełnie nie przypadła do gustu, zaciekawiono na tyle, że planuję sięgnąć po ciąg dalszy.

Sięgając po ten tytuł spodziewałam się fantastyki z przekraczaniem czasu, przemieszczaniem się w nim. Otrzymałam natomiast historię o samobójstwie i niewiarze w to zdarzenie, następnie próbie udowodnienia tego. Wszystko ciągnęło się dosyć długo i wcale wciągające nie było. Kilka pobocznych wątków, mniej lub bardziej ciekawych, ale to wciąż za mało. Wierzę jednak, że autor pokaże na co go stać w dalszej części i mocno kibicuje mu, żeby się udało. Czuję, że druga część może spodobać mi się o wiele bardziej i z ciekawością na nią czekam. Warto jednak poznać tę część i przygotować sobie grunt. Spróbujcie i dajcie znać jak wrażenia.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

niedziela, 2 czerwca 2019

"Ostatnie dni Jacka Sparksa" Jason Arnopp


Tytuł: Ostatnie dni Jacka Sparksa
Autor: Jason Arnopp
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 19 września 2018
Ilość stron: 360
Gatunek: horror
Ocena: 7/10


Ostatnie dni Jacka Sparksa to książka, która zaciekawiła mnie swoim opisem. W tajemniczych okolicznościach ginie popularny dziennikarz, który był w trakcie pisania książki o zjawiskach nadprzyrodzonych, w które niw wierzył. Już samo to brzmi niezwykle interesująco, a zapowiedź współczesnego horroru tylko podsyca. I tak też było. Z początku akcja rozwijała się dosyć wolno, otrzymaliśmy parę stron wstępu i od razu na starcie lekkie zagmatwanie gdyż historię opisuje brat Jacka, który zaznacza, że słowa tamtego nie zawsze zgadzały się z rzeczywistością. Okej, nie dla każdego zabrzmi to skomplikowanie, ale ja należę do osób, które po czymś takim doszukują się czegoś w tekście. Nie mniej jednak kiedy sprawy bierze w swoje ręce tytułowy Jack, zaczyna robić się naprawdę ciekawie. Czytając to wieczorem niejednokrotnie miałam ciarki na plecach. O czym piszę? Po krótce w fabule chodzi o to, że dziennikarz nis wierzy w zjawiska nadprzyrodzone i próbuje udowodnić, że nie istnieje nic poza światem nam dobrze znanym. Już na początku bierze on udział w egzorcyzmie młodej dziewczynki, gdzie nie zachowuje się przyzwoicie. Można śmiało domyślić się co odpowiada na to byt nadprzyrodzony. Od tej pory nic nie jest już takie samo, a z Jackiem nie dzieje się najlepiej. Akcja nabiera tempa, a czytelnik nie wie już co jest prawdą, a co wymysłem mózgu Jacka.

Nie zamierzam streszczać Wam fabuły, to co najważniejsze napisałam powyżej. Warto jeszcze tylko dodać, że niektóre sceny naprawdę zawracały w głowie, co było dziwne i jednocześnie niepokojące. Jak osoba mająca "zaburzenia" odbiera świat i jak widzą go ludzie ją otaczający. Kiedy jednak poskładałam to wszystko w całość... To było coś. Dopracowane w każdym szczególe. Może nie powalało na kolana, ale trzymało w napięciu.



Oczywiście niezwykle ważna jest tutaj postać Jacka Sparksa- tytułowego bohatera. Muszę przyznać, że nie zaskarbił on sobie mojej sympatii w żadnym momencie książki. Poznałam go jako wielkiego snoba mającego o sobie zbyt wielkie mniemanie i zakończyłam przygodę z nim dokładnie tak samo, a może nawet moje zdanie o nim jeszcze bardziej się pogorszyło. Zdaję sobie sprawę, że wykreowanie takiej postaci było tutaj koniecznie- osoba pewna siebie, niewierząca w życie pozagrobowe i przede wszystkim mająca swoje zdanie, była tutaj po prostu potrzebna. Jak inaczej Jack mógłby przekonać czytelnika do celu, do którego zmierzała książka? Musiał szydzić z tego co uważał za nieprawdziwe i śmiać z tego co uważał za śmieszne. Mimo to nie będę pozytywnie go wspominała. Każda kolejna dołączająca do niego postać nie była w stanie długo z nim wytrzymać i siłą rzeczy robiła się nieprzyjemna, a ja potrzebuję i pozytywnych bohaterów. Niestety pan Sparks i takich potrafi zmienić...

Pomimo niezbyt zachęcających bohaterów nie mówię książce nie. Była to dobra lektura, na poziomie. Trzymała w napięciu i mieszała czytelnikowi w głowie. Sprawiała, że sam nie wiedziałeś już czy to co opisuje autor miało rzeczywiście miejsce, czy może tylko zadziało się w głowie głównego bohatera. Nakręcała na wymyślanie przeróżnych scenariuszy zakończenia. I co najważniejsze postawiła świat i istoty nadprzyrodzone w nowym świetle. W którą dokładnie stronę? To zależy już od czytelnika. Na pewno jednak jest to tytuł, któremu warto dać szansę. Wielbiciele gatunku z pewnością będą zadowoleni.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

piątek, 31 maja 2019

Teoria wielkiego podrywu


Z początku nie byłam przekonana do tego serialu. Oglądając pojedyncze jego epizody nie czułam się zaintrygowana a żarty bohaterów wydawały mi się niesmaczne. Kiedy jednak zaczęłam od pierwszego odcinka, zrozumiałam bohaterów i zakochałam się w ich świecie. Zbudowanie tak nietypowych postaci i stworzenie na ich bazie serialu... To był strzał w dziesiątkę. Dopracowane pod każdym względem, każdy szczegół charakteru; a kiedy łączyło się to w poszczególnych momentach po prostu nie wyrabiałam ze śmiechu. Wspaniałe uczucie!

Fabuła serialu skupia się na czwórce przyjaciół, którzy chociaż są bardzo wykształceni, nie znają się na kobietach. Powoli poznajemy ich losy i rozwijanie się w tej dziedzinie, co swoją drogą było jednocześnie zabawne, urocze i dziwne. Głównym bohaterem miał zapewne zostać Sheldon, najwyżej też oceniony aktor (9.6 z kilku tysięcy głosów), który moje serce raz skradał, innym razem nie zachęcał do oglądania. Sheldon to mężczyzna, który zmienia się diametralnie podczas całego serialu. Jego zachowanie doprowadzało mnie do łez śmiechu tak wiele razy, że nie jestem w stanie tego zliczyć. A w połączeniu z odzywkami jego najbliższych... Sami sobie wyobraźcie.



Oglądając ostatni odcinek miałam łzy w oczach. Nie tylko dla tego jak wiele zmieniło się w życiu bohaterów, ale przede wszystkim dlatego, że to już koniec. Powrót do starych odcinków nigdy nie będzie już tym samym i chociaż nadal będę mogła żyć w ich cudownym świecie to moje serce będzie odczuwało wielką pustkę.

Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. Całość tak bardzo mi się podobała, że ciężko to opisać. Bohaterowie tak doskonale wykreowani i zabawni, że ciężko to opisać. Fabuła tak wyśmienita, że ciężko to opisać. Po prostu... Polecam. Polecam i jeszcze raz polecam.

*zdjęcia pochodzą z Internetu i nie są moją własnością.
Czytaj dalej »

niedziela, 19 maja 2019

"Matka" S. E. Lynes


Tytuł: Matka
Autor: S. E. Lynes
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 20 maja 2019
Ilość stron: 352
Gatunek: thriller/kryminał
Ocena: 9/10


Christopher nie skrzywdziłby nawet muchy. W każdym razie nie celowo. Nadal w to wierzę. Nawet pomimo tych wszystkich wydarzeń…
Christopher Harris jest samotnym chłopakiem. Chłopakiem, który nigdy nie pasował do swojej rodziny i od zawsze czuł, że coś go w życiu omija. Aż do dnia, w którym odkrył aktówkę na strychu rodzinnego domu. Poznał wówczas sekret o swojej matce. Tego dnia wszystko się zmieniło. Oto w końcu Christopher ma szansę na szczęście. Szczęście, którego będzie bronił za wszelką cenę.
A jaką cenę ty byłbyś skłonny zapłacić za idealną rodzinę?


Matka to książka, która niestety nie urzekła mnie sobą od pierwszych stron. Dosyć ciężko było mi się wczuć w świat bohaterów i ich losy. Imiona, chociaż zupełnie inne, zlewały mi się w jedno, tak samo jak miejsca akcji. Dlaczego? Nie pytajcie bo nie wiem. Zupełnie tego nie rozumiem bo pod względem pióra autorce nie można niczego zarzucić. Ewidentnie trzymała się planu i wbrew temu co napisałam, niczego nie mieszała. Być może z braku skupienia pierwsze sto stron przeleciało mi jakgdybym dopiero sięgnęła po całość. Szło mi opornie, ale czułam, że zakończenie wszystko mi wynagrodzi. I moi drodzy, nie pomyliłam się!

Autorka postawiła na mroczną historię z dreszczykiem emocji. Budowała w czytelniku napięcie, któremu przez długi czas nie dawała ujścia. Czytając, czułam, że coś jest nie tak. Z głównym bohaterem, z otoczeniem. I chociaż wydawać by się mogło, że książka zmierza donikąd: ot, relacja matki z synem po wielu latach, to sięgając po ten tytuł trzeba nastawić się na coś zdecydowanie więcej. To, co zaserwowano mi pod koniec po prostu rozsadza głowę. I już teraz czuję, że ta recenzja jest chaotyczna i nie zmierza do niczego sensownego, ale widocznie tak już jest po przeczytaniu książek, które wywierają na tobie takie wrażenie: nie sposób się o nich w żaden sposób wysłowić, mimo że tak bardzo zależy ci na przedstawieniu jej w dobrym świetle, jak na to zasługuje. Właśnie to dzieje się teraz tutaj. Matka wywarła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Jej fabuła zaczynająca się niewinnie i powoli, z czasem przeradza się w misternie utkaną historię z wieloma szczegółami i ciągłą nutką grozy w tle. Ten nieopuszczający cię dreszczyk emocji... Coś niesamowitego!


Oczywiście nie można pominąć Christophera- głównego bohatera, który tak wiele wniósł do lektury. Jest to młody chłopak, który nie znalazł jeszcze swojego miejsca na ziemi. Czuje, że z rodziną nic go nie łączy, a w momencie znalezienia dokumentów adopcyjnych tylko się w tym utwierdza. Kiedy wyprowadza się z domu już wtedy mamy okazję poznać pierwsze oznaki jego drugiej, dziwnej strony. Towarzyszył mi niepokój i obawa, kiedy czytałam niektóre fragmenty z nim. Byłam pewna, że z jego osobą jest coś nie tak, na co składało się wiele rzeczy. Dodatkowo autorka umiejscowiła całość w czasach zabójstw Rozpruwacza, a niezdrowe zainteresownie tym Christophera mówiło samo za siebie... Najlepsze s tym wszystkim były jednak szczegóły. Jego pojedyncze myśli, zachowania i czułe gesty względem nie tych osób, do których powinien je kierować. Przyprawiało mnie to o gęsią skórkę i mdłości, mimo to było to na plus.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać ten tytuł. Matka zrobił na mnie ogromne pozytywne wrażenie pod koniec i czapki z głów dla autorki za wymyślanie tak ciekawej historii. Jestem pewna, że wymagało to wiele trudu, ale zadowolenie czytelnika jest chyba największą nagrodą. Zdecydowanie polecam!

Premiera już jutro!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper.
Czytaj dalej »

niedziela, 12 maja 2019

Chilling Adventures Of Sabrina


Zachęciły mnie liczne zachwyty nad tym tytułem. Czytałam na okrągło "co tu się dzieje", "co za akcja!". Tak oto i ja mogę napisać, że serial ten już znam. Niekoniecznie natomiast przypadł mi on do gustu. Na bieżąco też nie jestem. Pierwszy sezon za mną, a reszty jakoś nie mam ochoty nadrabiać.

Chyba najgorszym co mnie spotkało w tym serialu, była scenografia. Przez cały czas miałam wrażenie, że jest to bardzo sztuczne, nie tylko pod względem gry aktorskiej, ale właśnie z powodu tła. Ciężko mi to opisać, ale nie potrafiłam się wciągnąć. Nie spodobała mi się fabuła, lekko straszna, ale przede wszystkim mimo ciągłej akcji... leniwa. Czy to możliwe? Mieliście tak kiedykolwiek? Ciągle się coś działo, nieustannie nowe wątki się pojawiały, a ja mimo to czułam, że nic się nie dzieje. Zatem pod tym względem nie jestem zadowolona. Być może kolejne sezony wciągną mnie bardziej.


Warto tu także wspomnieć co nieco o grze aktorskiej głównych postaci. Co do samej Sabriny nie mam zbyt wielu zastrzeżeń. To że jej nie polubiłam to swoją drogą, ale nie wydawała mi się sztuczna i płytka, wręcz odwrotnie. Moje obawy wzbudzała jedna z jej ciotek, która mimo iż była ciepłą postacią, to jej odegranie roli budziło moje przerażenie. Nie mogłam ani tego słuchać ani oglądać. Problem ten, chociaż nie aż tak duży, powtarzał się wielokrotnie, przy innych. Dla mnie to nie zdało egzaminu i to chyba tyle w tym temacie.


Spokojnie można uznać, że Chilling Adventures of Sabrina nie przypadło mi do gustu. Myślę, że z ciekawości poznam dalsze odcinki i być może moja opinia się zmieni. Na razie jednak pozstaje lekki niesmak i zdecydowany niedosyt.

*wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu i nie są moją własnością.
Czytaj dalej »

niedziela, 5 maja 2019

"Czy już zasnęłaś" Kathleen Barber


Tytuł: Czy już zasnęłaś
Autor: Kathleen Barber
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 5 czerwca 2019
Ilość stron: 352
Gatunek: thriller/kryminał
Ocena: 9/10

Josie przez ostatnie dziesięć lat próbowała uciec od wydarzeń z przeszłości. Jej ojca zamordowano we własnym domu, matka porzuciła dwie córki, by wstąpić do sekty, a siostra ją zdradziła. Kiedy Josie udało się wreszcie ułożyć życie w Nowym Jorku i znaleźć właściwego faceta, przeszłość powróciła w najgorszy z możliwych sposobów.

Rodzinna tragedia nieoczekiwanie staje się tematem najpopularniejszego internetowego podcastu. Reporterka Poppy Parnell robi oszałamiającą karierę na śledztwie, które sprawia, że sekrety z życia Josie lądują na ekranach smartfonów ludzi w całym kraju. Jej przeszłość, tajemnice i nazwisko stają się hasztagami na Twitterze. Czy da się ocalić przyszłość, jeśli przeszłość stała się najpopularniejszym trendem w social mediach?
~lubimyczytac.pl

Kto z nas nie lubi mrocznych historii z tragedią w tle i mroczną przeszłością? Chociaż mogłoby wydawać się, że takich książek jest już od groma i w niczym nie są nas w stanie zaskoczyć, to sięgając po Czy już zasnęłaś na własnej skórze przekonujemy się, że nie warto wierzyć w schematy. Autorka zgrabnie przeprawiła mnie przez tajemnice i zagadki rodziny Burhman'ów, sprawiając, że jej dramat pochłonęłam w dwa dni.

Fabuła książki skupia się na rodzinie Burhman'ów, a właściwie jej pozostałych członków. Josie, jedna z bliźniaczek, wiedzie w miarę spokojne życie, kiedy wkrada się do niego Poppy Parnell, dziennikarka śledcza, która pragnie na nowo zbadać sprawę jej zamordowanego przed laty ojca. Można by się zastanawiać co takiego w tym złego? Ważny jest jeden szczegół: zabójca jej ojca od ponad dziesięciu lat odsiaduje swój wyrok. W związku z tym podkast dziennikarki budzi wiele kontrowersji, a w samej Josie zasiewa ziarno niepewności co do niewinności sprawcy. Z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej- ludzie rozmawiają wciąż o sprawie, co ma wielki wpływ na jej rodzinę. Ich ponowne spotkanie nie wróży niczego dobrego, o czym każde z członków szybko się przekonuje. 

Streściłam wam po krótce fabułę, gdyż uważam, że jest ona naprawdę warta uwagi. Nie powaliła mnie co prawda na kolana, ale na prawdę niezwykle przyjemnie mi się to czytało. Wciąż czułam dressczyk emocji i niepewności, głównie ze względu na siostrę bliźniaczkę Josie, ale o tym później. Warto zaznaczyć, że autorka zdecydowanie wiedziała co robi. Manipulowała czytelnikiem i mąciła mu w głowie. Kiedy byłam pewna zakończenia, pani Barber zaskakiwała mnie na nowo, kolejnym zwrotem akcji. Pod względem fabuły nie mam nic do zarzucenia. Tempo było idealne, wszystko miało ręce i nogi. Szacunek za wymyślanie tak zagmatwanej historii i zakończenia jej z powodzeniem.


Tym razem koniecznie muszę naszkicować delikatny portret dwójki z bohaterów dokładniej. Zacznę od Lanie, siostry bliźniaczki głównej bohaterki. Była to postać, która od początku nie wzbudziła mojej sympatii i od początku miałam zastrzeżenia co do jej zachowania. Pokazano ją czytelnikowi jako niewdzieczną nastolatkę, obracajacą się w złym towarzystwie, aby po latach próbować "wcisnąć nam" poukładaną panią domu. Nie dałam się nabrać i myślę, że nikt by nie dał sobie tego wcisnąć. Mało tego pani Barber wielokrotnie zmieniała jej zachowanie, przez co czytelnik nie wiedział co ma myśleć. Jej wybuchy agresji i napady złości były czasami nieznośne, ale słowa wypowiedziane przez nią w chwilach obłędu, przyprawiały o gęsią skórkę. Dlaczego o niej wspominam? Bo ta postać tak wiele namąciła... Nie pałałam do niej sympatią, chociaż nie ukrywam, że pod koniec serce zaczęło mi mięknąć. Takie postacie wzbudzają we mnie mieszane uczucia, bo wiem jak istotne są w historii, a jednak wolałabym żeby ich nie było.

Drugą jakże odrażającą i denerwującą postacią była Poppy Parnell (już teraz czuję niechęć do aktorki Octavi Spencer, która wcieli się w jej rolę w serialu, chociaż ją uwielbiam). Nie mam dla nien żadnego wytłumaczenia i nie przekonuje mnie jej chęć rozwiązania sprawy. Jej zachowanie udowodniło mi, że zależy jej na rozgłosie, o czym ona sama zaprzeczała. Jednak jaka osoba, która chce tylko "dotrzeć do prawdy" nęka rodzinę ofiary, na siłę wchodzi do ich domu? A kiedy odgrzebuje coś istotnego, co prawdopodobne stanie się wielką sensacją, informuje o tym z chytrym uśmieszkiem na twarzy? Mnie tym nie kupiła, wręcz przeciwnie. To jedna z postaci, która chociaż sama w sobie nie pojawiała się aż tak często, będzie jedną z moich znienawidzonych.

Cieszę się, że miałam okazję przeczytać ten tytuł. Miałam ochotę na tego typu literaturę i nie zawiodłam się. Dostałam wszystko, czego powinno oczekiwać się od kryminałów/thrillerów. Mimo że książka nie powaliła mnie na kolana, to nie mam jej też nieczego do zarzucenia. Z pewnością jej fabuła nie wyleci mi prędko z głowy, a ja sama jeszcze wiele dni o niej nie zapomnę. Zdecydowanie polecam!

Premiera już 5 czerwca!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.
Czytaj dalej »

środa, 1 maja 2019

"Kto mieszka za ścianą?" Cara Hunter



Tytuł: Kto mieszka za ścianą?
Autor: Cara Hunter
Tom/seria: Detektyw Adam Fawley (tom 2)
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 27 marca 2019
Ilość stron: 420
Gatunek: thriller/kryminał
Ocena: 10/10

Ledwo żywe kobieta i dziecko zostają znalezione zamknięte w piwnicy. Nikt nie wie, kim są i skąd się tam wzięły. Kobieta nic nie mówi i nie ma żadnego raportu o zaginięciu, który pasowałby do ich profilu. Starszy człowiek, który jest właścicielem również twierdzi, że nigdy ich wcześniej nie widział. Mieszkańcy spokojnej dzielnicy Oksfordu są zszokowani tym, że coś takiego mogło się wydarzyć tuż pod ich nosem. Do śledztwa przystępuje detektyw Adam Fawley. Z czasem okazuje się, że każdy skrywa jakąś tajemnicę i nie ma niewinnych. Czy zastanawiałeś się kto mieszka za twoją ścianą? Czy wiesz, co ukrywa? Cara Hunter idealnie połączyła thriller psychologiczny z klasycznym policyjnym śledztwem, a gęsto utkane zwroty akcji nie pozwalają na chwilę odpoczynku.
~lubimyczytac.pl

Całkiem niedawno miałam okazję czytać książkę tej samej autorki "Kto porwał Daisy Mason?", która okazała się świetną historią. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko na rynku pojawiła się najnowsza książka pani Hunter ,musiałam ją mieć. Nie żałuję, wręcz przeciwnie. Z pewnością ten tytuł na długo pozostanie w mojej pamięci.

Autorka po raz kolejny udowodniła, że ma niebywały talent i potrafi zaciekawić czytelnika od pierwszych stron. W swojej najnowszej pozycji postawiła na dwie niezwykle ciekawe sprawy, zgrabnie między nimi lawirując i jednocześnie je ze sobą łącząc. Przez cały czas sprawiała, że zastanawiałam się czy owe przestępstwa mają ze sobą cokolwiek wspólnego i o co może tutaj chodzić, gdyż naprawdę niektóre momenty były bardzo zagmatwane, ale to tylko na plus! Ciągła akcja i pojawiające się co chwila nowe informacje z dreszczykiem w połączeniu z krótkimi scenkami, sprawiały że nie sposób było się oderwać i nie sposób było przestać o tym myśleć. Do tego wprowadzenie kilku mocnych bohaterów z charakterem uczyniło ten tytuł wręcz perfekcyjnym. A zakończenie? Rozsadza głowę!


Już czuję tą spójną i jakże dającą się czytać recenzję. Nic konkretnego nie napisałam i prawdopodobnie to się nie zmieni. To jedna z tych pozycji, która miesza ci w głowie i ciężko wyrazić się o niej jakkolwiek. Nawet po paru dniach po przeczytaniu. Dzisiaj będzie bardzo krótko, ale konkretnie. Kto mieszka za ścianą? to książka ze wspaniale skrojoną fabułą, od której nie sposób się oderwać. Ze wspaniałymi bohaterami idealnie wpasowanymi w wykreowany świat, z charakterem i charyzmą. Z takimi bohaterami, których zachowanie nie prędko wyjdzie ci z głowy, którzy szokują i zaskakują. 

Jestem bardzo zadowolona z przeczytania tej książki, brak mi słów aby to opisać. Zdecydowanie polecam każdemu i proszę o wybaczenie za tą recenzję. Samej mnie się nie podoba, ale nie uda mi się wyskrobać niczego lepszego. Po prostu sięgnijcie po tą książkę! 
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |