piątek, 16 sierpnia 2019

"Współlokatorzy" Beth O' Leary


Tytuł: Współlokatorzy
Autor: Beth O'Leary
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 maja 2019
Ilość stron: 432
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 6/10


Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał noce zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby.
Ona właśnie zerwała ze swoim zazdrosnym chłopakiem i ledwo wiąże koniec z końcem, pracując w niszowym wydawnictwie, on bardziej dba o innych niż o siebie – nocami zajmuje się pensjonariuszami domu opieki, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy wyciągną jego niesłusznie skazanego brata z więzienia.
Na przekór wszystkim i wszystkiemu, dwoje niezwykłych współlokatorów odkrywa, że jeśli wyrzuci się wszystkie zasady przez okno, można stworzyć całkiem przyjemne i ciepłe domowe ognisko.

~lubimyczytac.pl

Kto nie słyszał chociaż raz o tym tytule? Swego czasu był on wszędzie, a każdy zachwalało go pod niebiosa. Nic dziwnego, że w końcu i ja musiałam na własnej skórze przekonać się co do wartości tej książki.

Muszę jednak przyznać, że czuję się mocno rozczarowana lekturą. Początek zapowiadał się naprawdę obiecująco: dwoje zupełnie obcych ludzi zamieszkuje ze sobą, mało tego, dzielą jedno łóżko. Nigdy się nie spotkali, nigdy ze sobą nie rozmawiali. Po pewnym czasie zaczynają wymieniać między sobą liściki na karteczkach samoprzylepnych, a potem to już wiadomo... Niestety, ale od tego momentu książka staje się jednym wielkim schematem i wszyscy bez problemu mogą domyślić się zakończenia. Autorka postanowiła też wprowadzić kilka dramatycznych scen, które same w sobie nie są złe, nawet ciekawe, a jednak czytało się je ciężko, ale o tym już za chwilę. Jeżeli więc mam podsumować fabułę Współlokatorów to czuję się ogromnie rozczarowana. Niedosyt to zbyt lekkie słowo. Czułam potencjał, który nie został wykorzystany, autorka poleciała za bardzo w schematy i to ją zgubiło.

Tiffy jako główna bohaterka nie do końca przypadła mi do gustu. Nie miałam żadnych zastrzeżeń gdyby nie jej zachowanie odnośnie byłego faceta. Można kogoś zranić, ale jako dorosła kobieta nie powinna płakać po każdym byle jakim spotkaniu z byłym mężczyzną. Nie oszukujmy się to trochę śmieszne, a mnie tylko denerwowało. Poza tym nie mam zarzutów względem jej wykreowania. Sympatyczna, dająca się lubić kobieta z problemami, czasami lekko szalona. Leon natomiast to postać dosyć przeciętna. Właściwie oboje byli bohaterami, którzy dosyć szybko wylecą mi z głowy. Tacy jakich wiele, z momentami mniej lub bardziej iryrujacymi.



Niestety połączenie zachowania obojga nie przypadło mi do gustu. Uciekanie jedno przed drugim, nadmierny lęk przed spotkaniem i płacz, tak częsty, zraziły mnie do całej ich historii. Naczytanie się tylu pozytywów również negatywnie zadziałało na moją ocenę i w gruncie rzeczy w tej chwili jestem bardzo rozczarowana. Daruję sobie resztę komentarzy, bo po tym przesłodzonym zakończeniu, brak mi słów.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Dzikie dziecko miłości" Aneta Jadowska


Tytuł: Dzikie dziecko miłości
Autor: Aneta Jadowska
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 15 maja 2019
Ilość stron: 528
Gatunek: fantastyka
Ocena: 8/10

Spokój? W słowniku Namiestniczki Thornu ten wyraz nie istnieje.
W mieście grasuje zabójca, a terytorium wilków skrywa masowe groby. Jedyny trop prowadzi do młodziutkiej wampirzycy.
Kim właściwie jest Daria? I jaką rolę odegrała w tej zbrodni?
Namiestniczka Dora Wilk i Roman, książę wampirów, jednoczą siły i gromadzą sojuszników, by rozwiązać tajemnicę przerażających morderstw i wymierzyć sprawiedliwość.
Gęsta intryga, kryminalne śledztwo, skomplikowane relacje i niezmiennie spora dawka sarkazmu.
W świecie Thornu jeszcze nigdy nie czaiło się tak wielkie zło.


~lubimyczytac.pl

Po twórczość Pani Jadowskiej miałam już okazję sięgnąć. I chociaż wtedy także nie byłam przekonana do fantastyki, to jej książka przypadła mi do gustu, a po kolejny tytuł od niej, sięgam z zaciekawieniem i dosyć sporym oczekiwaniem. W Dzikie dziecko miłości pani Aneta po raz kolejny wprowadziła mnie w losy Dory Wilk, namiestniczki magicznego świata. W tej części jej przygód miałam okazję podziwiać ją podczas uganiania się za seryjnym zabójcą. Muszę przyznać, że to było naprawdę coś. Odnalezienie tylu ciał i kilka mrocznych dodatków skutecznie mnie wciągnęło, a ciągła akcja tylko umilała czytanie. Jednak jest pewien haczyk. Nie lubię fantastyki i nadal nie jestem w stanie się do niej przekonać. Mimo że pod względem fabuły historia podobała mi się przeogromnie, to tytuł ten i tak oceniam dosyć nisko. Nie zrażajcie się jednak, to historia pełna zwrotów akcji i z szybkim tempem, a takie książki są najlepsze.



Po raz kolejny śmiało mogę stwierdzić, że pani Jadowska zachwyciła mnie kreacją bohaterów. Śmieli, pełni charyzmy i z ciętym językiem. Coś co uwielbiam. Poczucie humoru i sarkazm spływały na mnie jednocześnie, co było cudownym uczuciem. Bardzo polubiłam za to autorkę. Wykreowanie magicznego świata samo w sobie jest dosyć ciężkie, a dodanie do nich tyle ciekawych i nietuzinkowych bohaterów to już nie lada wyczyn. Jestem pod wrażeniem.



Oczywiście nie znajdziecie w tej krótkiej recenzji ani jednego słowa o wadach powyższego tytułu. Ja owego nie znalazłam. Fabuła była ciekawa, główny wątek naprawdę mnie zaintrygował, bohaterowie po raz kolejny przypadli mi niezmiernie do gustu, a i czytało się dosyć szybko. Niestety jednak ja osobiście męczyłam tą historię ponad tydzień. I nie chodzi tu o brak zainteresowania. Po prostu fantastyka to nie moje klimaty i jest to jedyna wada tej książki. Będąc szczera ze sobą nie mogę dać jej najwyżej noty, ale was serdecznie zachęcam do poznania tej książki!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"Bękarty z Pizzofalcone" Maurizio de Giovanni


Tytuł: Bękarty z Pizzofalcone
Autor: Maurizio de Giovanni
Tom/seria: Bękarty z Pizzofalcone (tom 2)
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 384
Gatunek: kryminał
Ocena: 8/10


Żona znanego notariusza zostaje zamordowana we własnym domu. Narzędziem zbrodni jest szklana kula, jedna z wielu, które zbierała kobieta. Nie ma śladów walki ani nic nie wskazuje na brutalne wtargnięcie. Czy ofiara znała mordercę? Pierwszym podejrzanym jest notariusz; ma kochankę, która domaga się, by porzucił żonę i związał się z nią oficjalnie.
Sprawą zajmuje się inspektor Lojacono przeniesiony do komisariatu w podupadłej dzielnicy Pizzofalcone, gdzie zgromadzono ekipę „bękartów”, czyli funkcjonariuszy niemile widzianych w innych placówkach. Mają zastąpić poprzednią obsadę, zamieszaną w skandaliczne przestępstwo narkotykowe. Jednocześnie dwoje policjantów sprawdza dziwne zgłoszenie dotyczące tajemniczego mieszkania w bloku, gdzie jak się wydaje, więziona jest młoda kobieta.
Czy przypadkowa zbieranina nieudaczników będzie w stanie zgrać się na tyle, by z sukcesem doprowadzić do końca obydwie te sprawy? Czy uda im się odzyskać zszarganą przez poprzedników reputację, by ocalić komisariat w Pizzofalcone?
~lubimyczytac.pl


Ten tytuł skusił mnie swoim tytułem. Nie wiem co w nim takiego szczególnego, ale od razu zwróciłam na niego uwagę i zapragnęłam go mieć. Liczyłam na dobry kryminał i w zasadzie nie zawiodłam się, chociaż mogło być zdecydowanie lepiej.



Fabuła książki skupia się wokół komisariatu w Pizzofalcone i jego pracowników- najgorszych z najgorszych, których nikt nie chce. Przynajmniej tak twierdzą. Każdy z nich ma swoją wadę, ale wspólnie starają się stworzyć nowe miejsce i lepszy zespół po poprzednim, przez który tak wiele już stracili na starcie. Kiedy w okolicy dochodzi do zabójstwa żony sławnego notariusza, sprawa ta staje się możliwością zyskania w oczach mieszkańców. Pracownicy Pizzofalcone za wszelką cenę starają się znaleźć sprawcę, zanim odbiorą im sprawę. Muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę, chociaż oklepany, jak to bywa często w kryminałach, przypadł mi do gustu. Brak wiary w komisarzy i ich pracę, brak wiary nawet w pracę kolegów, był czymś stosunkowo nowym i czytałam to z dreszczykiem emocji, czy aby może nie zdecydują się zamknąć owego miejsca. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że za nic w świecie nie mogłam zapamiętać imion bohaterów. Było ich dosyć dużo, wszystkie tak... egzotyczne? Po prostu inne, że nie dałam rady. Dlatego scenki myliły mi się, momentami nie wiedziałam co się dzieje. I chociaż akcja była szybka i intrygująca, mnie nie wciągnęła. A odnalezienie zabójcy? Z początku nie wiedziałam nawet kto nim był... Żałuję, że tak się stało, ale była to prawdopodobnie wina mojego braku skupienia się na początku. Samą jednak fabułę oceniam na plus, a wątki poboczne (jeden, który mnie mega zaciekawił nie został wyjaśniony) były miłym dodatkiem do reszty. Liczę na ich głębsze opisanie w dalszej części.n



Imion bohaterów dalej nie tylko nie pamiętam (nie umiałabym ich napisać), ale i mi się mylą, więc o nich samych napiszę krótko i na temat. Było wiele postaci, a każda miała pewien problem, nietypową, czasem mroczną przeszłość. Jedni, jak to bywa, przypadli mi do gustu mniej, inni bardziej. Nie znalazłam jednak osoby, która rażąco by mi się nie spodobała. Nie znalazłabym osoby, której bym nie polubiła. Każdy został wykreowany w swój specyficzny sposób i każdego z nich doceniłam i szanowałam. Z żadną jednak postacią się nie polubiłam, jedynie je tolerowałam. Ich historie mnie zaciekawiły, ale nic poza tym. Nie kibicowałam im jakoś szczególnie, ani nic w tym stylu. Chociaż nie mam tutaj na co narzekać, to nie mam również co zachwalać. Ot, bohaterowie jak bohaterowie. Muszą być, niech więc będą.

Nie chce żebyście myśleli, że książka ta zupełnie nie przypadła mi do gustu. Wymieniłam wiele jej wad i nieliczne zalety. Dla mnie liczy się wrażenie końcowe, a to wypadło zdecydowanie na plus. Podobał mi się klimat książki i styl autora. Pomimo wielu bohaterów i ich nietypowych imion czytało mi się szybko i przyjemnie, a szukanie zabójcy, tak jak i w innych książkach, zaplątało mi umysł przez większą część. Tutaj nie domyśliłam się kto nim może być, ale i nie zaskoczyło mnie jego ujawnienie. Nie było żadnego "wow" podczas czytania i nie przeżywałam niczego szczególnie, ale całość będę wspominać naprawdę dobrze. Mało tego, chciałabym jeszcze poznać dalsze losy bohaterów i ich osobiste historie, które jako jedyne naprawdę mnie zaciekawiły.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Odrobina brokatu" Shari L. Tapscott


Tytuł: Odrobina brokatu
Autor: Shari L. Tapscott
Tom/seria: Glitter and Sparkle (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: czerwiec 2019
Ilość stron: 
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10

Ta książka od razu zapowiada lekką i niezobowiazującą lekturę. Nie można w tej kwestii zaprzeczyć, zwłaszcza po przeczytaniu.
Lauren ma prosty plan na życie, którego się mocno trzyma. Nie brakuje jej wiele, tym bardziej kiedy prowadzi swojego bloga. Jej życie ulega zmianie w momencie pojawienia się w jej domu Harrisona- najlepszego przyjaciela jej brata, który uwaga (!) jest niezwykle przystojny. Zamieszkuje on domek gościnny rodziny Lauren, przez co ta cały czas się z nim widuje. I na tym poprzestanę opisywać fabułę. Zacznę dodawać swoje komentarze. Co najważniejsze odnośnie akcji, to to jaka jest cukierkowata. Ciągłe spotkania bohaterów były aż zbyt nierealne, mimo że aktorka wcale nie wymyślała "przypadkowych" spotkań. Co prawda widać było, że pani Tapscott chce zrobić z Harrisona niedostepnego i wodzącego za nos przystojniaka z donieszką słodziaka, ale sami zobaczcie jak to brzmi. To po prostu nie wykonalne. Albo jedno albo drugie!


Pod względem fabuły mam do zarzucenia całkiem sporo. Jak napisałam wyżej, do tego kilka nieścisłości. Ta książka miała być realna, a do tego jej całkiem daleko. Nie mówię, że była zła, ale po prostu zbyt... dla dziewczynek wierzących w bajkową miłość.


Do tej nie zbyt wciągającej fabuły możemy dodać nietypowych bohaterów. Dziwnych w zachowaniu i reakcjach. Ja wiem że to miało być zalotne i budować atmosferę, ale zupełnie się nie udało. Zbyt wielkie skrajności w zachowaniu Harrisona, sprawiły że, mimo iż na początku skradł moje serce, potem sprawił, że biło wolno z nudów. Lauren jako główna bohaterka też nie do końca spełniła moje oczekiwania. Niby z charakterem, a jednak taka jakaś nijaka.

Niestety cała książka nie przypadła mi do gustu w stu procentach. Czytało się szybko, ale niekoniecznie przyjemnie. Chyba po prostu oczekuję już od książek czegoś więcej, a z historii miłosnych dla nastolatek dawno wyrosłam. Autora niczym nie wyróżniła się z tłumu i jej Odrobina brokatu okazała się przeciętniakiem.


Czytaj dalej »

sobota, 27 lipca 2019

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" Enrico Galiano


Tytuł: Jeszcze będziemy szczęśliwi
Autor: Enrico Galiano
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 19 czerwca 2019
Ilość stron: 432
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 7/10

Gioia, wrażliwa siedemnastolatka, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami. Jej samotne życie nabiera barw, gdy pewnej nocy spotyka Lo. Tajemniczy chłopak lubi grać w rzutki w opuszczonym barze, zawsze ma przy sobie słoik kamieni i nie chce się spotykać z Gioią w miejscach publicznych. Któregoś dnia nagle znika. Okazuje się, że skrywa sekret, który może odkryć tylko Gioia. Podążając po śladach, dziewczyna dowiaduje się, że słowo miłość ma kilka różnych, nieraz zaskakujących odcieni i znaczen.
~lubimyczytac.pl

Muszę przyznać, że w dużej mierze sięgnęłam po ten tytuł ze względu na okładkę, która na swój sposób bardzo przyciągnęła moją uwagę. Sam opis wydał mi się przeciętny i wydawało mi się, że będzie to książka jakich wiele, niestety się nie pomyliłam...

Autor wykreował świat, w którym główną rolę gra Gioia Spada, dziewczyna uczęszczająca do szkoły i niezbyt popularna, można by się pokusić o stwierdzenie, że wręcz bardzo mało lubiana. W domu Gioia również nie ma lekko (problemy rodzinne), jednak ta stara się tym nie przejmować i żyje dalej, spędzając czas ze swoją wymyśloną przyjaciółką. Pewnego wieczoru Gioia spotyka na swojej drodze tajemniczego chłopaka, z którym po pewnym czasie zaczyna ją łączyć coś więcej niż tylko przyjaźń. I wtedy on znika... Szukając go dziewczyna odkrywa wiele szokujących informacji i czytelnik sam już nie wie, co się dzieje. Nie uważam, że było to złe- wręcz przeciwnie, byłam tak zszokowana i mile zaskoczona nagłym zwrotem akcji, że od tego momentu nie byłam w stanie się oderwać. Niestety muszę też zaznaczyć, że moim zdaniem, pod względem fabuły książka była raczej przeciętna. To wszystko już gdzieś było, nawet bohaterowie jakby tacy sami... Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach ciężko wymyślić coś nowego i nie obwiniam o nic autora, jednak dla mnie było to powtarzanie schematów. Dosyć ciekawych, ale jednak schematów.

Gioia jako główna bohaterka była postacią dosyć ciekawą. Z pozoru taką jak miliony innych szarych myszek w książkach, a jednak nieprzewidywalną i odbiegajacą od reszty. Potrafiła niejednokrotnie zaskoczyć czytelnika i dosyć szybko (sama nie wiem właściwie dlaczego) zaskarbiła sobie moje zaufanie. Polubiłam ją, dlaczego nie pytajcie. Miała dziwne momenty, kiedy wpadała na irracjonalne pomysły, ale polubiłam ją i jej kibicowałam. Luca natomiast to inna historia. Wiem, że nie do końca było z nim dobrze, a jednak nie mogę napisać, że to jedna z lepszych postaci. Był zmienny w charakterze, a tego nienawidzę. Ja wiem, że tak musiało być, ale nic nie poradzę na to, że nie przypadł mi do gustu. Z początku tajemniczy i mroczny, można by sądzić, że będzie z niego niezły bohater, ale z każdym kolejnym rozdziałem to uczucie i nadzieja na to przemijała.
Autor natomiast dodał wiele innych pobocznych postaci, bezpośrednich, zabawnych i kreatywnych, a każdego z nich ogromnie polubiłam. Wnosili wiele humoru, ciepła i zmuszali do refleksji, a takie osoby szanuję i podziwiam. Cieszę się, że znalazło się dla nich miejsce, nie odbiegając od wątku głównego.



Krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w szybkim przeczytaniu książki. Fajna sprawa, wielki plus. Najlepsze jednak w tym tytule były momenty. Wielokrotne chwile, kiedy autor zmuszał mnie do refleksji i przytaczał niezwykle ciekawe i pouczające historie. Najważniejsze jednak, że zupełnie mnie tym nie przytłoczył, chociaż było tego naprawdę sporo. Czytałam to i czekałam na te momenty cały czas, ogromnie podziwiam za tak wiele cytatów o życiu. Można by rzec, że cała książka opiera się na tych cudownych momentach, ja sama zaznaczyłam bardzo wiele z tych cytatów. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem.

Nie żałuję, że przeczytałam ten tytuł. Chociaż nie powalił mnie na kolana i nie zarwałam przez niego nocy, to była to dobra i pouczająca lektura. Trochę mnie rozczarowała końcówka, liczyłam po prostu na inne zakonczenie, ale wiem, że całość będę wspominać bardzo pozytywnie. Nie odradzam, a wręcz zachęcam do sięgnięcia. Można wiele dobrego wyczytać i zrelaksować się w chłodny wieczór.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

wtorek, 23 lipca 2019

"Milion nowych chwil" Katherine Center


Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 416
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 9/10

„Milion nowych chwil” to niezapomniana historia miłosna o odnajdywaniu radości nawet w najtrudniejszych okolicznościach.

Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość: narzeczonego, którego uwielbia, wymarzoną pracę i obietnicę doskonałego życia tuż za rogiem. Nagle wszystko, na co tak ciężko pracowała, obraca się wniwecz. Trafia do szpitala, gdzie zmuszona jest stawić czoła świadomości, że nic już nie będzie takie, jak wcześniej. Odnalezienie się w nowej sytuacji jest trudne, a sprawy nie ułatwią skrywane przez lata rodzinne sekrety…
„Milion nowych chwil” to książka, która zrobiła z Katherine Center gwiazdę literatury kobiecej w Stanach Zjednoczonych. To pełna uroku i nadziei romantyczna powieść, która z każdą stroną coraz bardziej rozmiękcza serca czytelników.

~lubimyczytac.pl

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Przeczytanie opisu i opinii innych tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziło. Nic dziwnego skoro każdy tak bardzo zachwala sobie ten tytuł.

Fabuła tej cudownej książki skupia się na losach Maggie, dziewczyny, której w życiu niewiele brakuje do szczęścia. W Walentynki, kiedy jej ukochany wreszcie się jej oświadcza, ulega ona poważnemu wypadkowi, w wyniku którego zostaje w szpitalu przez długi czas. Kiedy wreszcie dziewczyna dochodzi do siebie dowiaduje się, że prawdopodobnie nigdy nie będzie już chodzić. Nagle jej życie diametralnie się zmienia, a ona sama nie widzi już w nim celu. Ukochany coraz rzadziej ją odwiedza, a bliscy w dosyć dziwny sposób próbują ją zdeterminować do walki.
Muszę przyznać, że nie wiem czego konkretnie spodziewałam się po tej książce. Otrzymałam jednak pełną życiowych chwil historię, która od samego początku przypadła mi do gustu. Próby odzyskania przez główna bohaterkę władzy w nogach i powrotu do pełni sił, były opisane w dosyć interesujący, ale niestety momentami zbyt medyczny sposób. Wiele terminów naukowych zlewało się ze sobą i zwyczajnie mnie nudziło. To chyba jednak jedyna wada, jaką mogłabym znaleźć pod względem fabuły, która sama w sobie była dosyć unikatowa, ja osobiście się z taką jeszcze nie spotkałam. I mimo iż większa część akcji rozgrywa się w murach szpitala, to ani trochę nie dało się tego odczuć. Autorka zgrabnie manewrowała sytuacjami i czytelnik czytał całość z przyjemnością. A temat był ciężki. Jednak znalazły się chwilę śmiechu i radości, czego też się nie spodziewałam. Wplecenie jednak cudownych postaci musiało stworzyć coś tak dobrego.



Główną bohaterką była Maggie, o której już co nieco Wam odpowiedziałam wyżej. Polubiłam ją od samego początku, mimo że jej humorki niejeden raz mnie irytowały. Nie czułam do niej litości- wiedziałam, że to silna kobieta i potrzebuje i ona chwili użalania się nad sobą. Zdecydowaną jednak większość czasu autorka ukazała ją jako mądra i silną kobietę, która walczy i się nie poddaje. Jej postać, mimo wielu chwil zwątpienia i niechęci do życia, wniosła wiele ciepła i radości do książki. Jej siostra Kit to już inna sprawa. Czarna owca w rodzinie, która od wielu lat nie utrzymuje kontaktu z resztą, zjawia się nagle, kiedy dowiaduje się o wypadku młodszej siostry. To typ postaci, którą uwielbiam w każdego rodzaju książkach: pewna siebie, bezpośrednia i zabawna. Co myśli to mówi, nie boi się poruszać tematów tabu, a wręcz obraca je w żart, czy zwyczajnie strzela pytaniami z nimi związanymi, jak z karabinu. Zawstydza ludzi, wywołując u czytelnika uśmiech na całej twarzy. Ją również pokochałam od pierwszych stron z jej udziałem i mocno jej we wszystkim kibicowałam. Oczywiście pojawiło się również kilka męskich postaci, ale niestety żadna z nich w stu procentach nie przypadła mi do gustu. Narzeczony Maggie, który spowodował wypadek, a co za tym idzie, paraliż u swojej kobiety, w momencie ucieczki (nawet chwilowej) z miejsca wypadku, stracił wszystko w moich oczach. Każda kolejna scena z nim tylko mnie utwierdzała w przekonaniu, że wręcz go niecierpię. Terapeuta Maggie- Ian- też nie do końca skradł moje serce. Jego dosyć zmienne humorki nie przypadły mi do gustu i nawet jego tłumaczenia się przeszłością nie mogły tego naprawić.


Jeżeli chodzi o wątek miłosny, to jego fabuła była dosyć oklepana i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Reszta jednak pod każdym względem złapała mnie za serce. Milion nowych chwil okazała się uroczą i jednocześnie pełną bolesnych momentów książką, która warta jest uwagi. Autorka zwróciła uwagę na wiele istotnych problemów, ale opisała je w zabawny i sposób. Cieszę się też, że przy tak ciężkim temacie, udało się pani Center wpleść tyle wspaniałych postaci i tyle dobrego. Jestem zadowolona z lektury i chociaż nie powaliła mnie ona na kolana, to była cudowna. Zdecydowanie polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 18 lipca 2019

"Margo" Tarryn Fisher



Tytuł: Margo
Autor: Tarryn Fisher
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 11 stycznia 2017
Ilość stron: 352
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 4/10


Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zaplacić.

~lubimyczytac.pl

Do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę autorki i chociaż nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, to nie była również zła. Dlatego teraz, po pewnym czasie, nie miałam oporów przed sięgnięciem po kolejny tytuł pani Fisher. Nic jednak nie mogło przygotować mnie na to co otrzymałam...

Autorka skupiła się na życiu tytułowej Margo, dziewczyny z miasteczka Bone- pełnego narkomanów, patologicznych rodzin. Ona sama wychowuje się z matką, która sprzedaje swoje ciało, ale to brak zainteresowania z jej strony najbardziej rani dziewczynę. Kiedy los daje jej okazję na ucieczkę z miasta, ta nie waha się ani chwili. Zabiera pieniądze i już jej nie ma. I tutaj zaczyna się akcja. Uwaga spoilery! Margo nagle zmienia się w seryjną wręcz zabójczynie. Już wcześniej zdarzyło jej się zabić dwie osoby, a teraz po kolejnej jedyne co myśli to, uwaga cytuję "muszę przestać zabijać ludzi". Na luzie i spokojnie, tak sobie tylko o tym myślę przy okazji... Wiedziałam, że pani Fisher lubi pisać bezpośrednio i poruszać trudne i nietypowe tematy, ale sposób w jaki opisała historię Margo po prostu nie przypadł mi do gustu. Bardzo zirytowało mnie to, że opis z tyłu okładki zupełnie nie zgadzał się z treścią. To już przekreśliło tą książkę w moich oczach, a każde kolejne zawirowania w fabułę tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie polubię się z tym tytułem. Droga wybrana przez dziewczynę swoją drogą, ale ta zmienność w fabule i brak jej wytłumaczenia był nie do zniesienia. Sama już nie wiem czy cokolwiem co tam przeczytałam było prawdą, czy tylko wytworem wyobraźni Margo.


Śmiało można zauważyć, że postać Margo zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jej zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze. Nastolatka, która z dnia na dzień staje się morderczynią, która szczegółowo planuje zbrodnie, a potem z zimną krwią pozbawia życia swoje ofiary. I najgorsze jest to, że myśli iż zbawia świat. Nie, nie i jeszcze raz nie. Brak mi słów, to po prostu nie było to. Zupełnie nie to. Musicie tylko wiedzieć, że jak najszybciej chce zapomnieć o tej dziewczynie.


Po ogromnych oczekiwaniach co do tej książki, po kolejną boję się sięgnąć. Specyficzny styl autorki trochę mnie do siebie zraził. Czytało mi się opornie i długo, nie mogłam zmusić się do skończenia. Chyba na pewien czas odpuszczę sobie twórczość tej pani.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |