piątek, 10 sierpnia 2018

"Potomkowie" Tosca Lee


Tytuł: Potomkowie 
Autor: Tosca Lee
Tom/seria: Piętno Krwawej Hrabiny
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 26 października 2016
Ilość stron: 392
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction 
Ocena: 5/10

Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość: Emily, to ja. Ty.
Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości. Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…
Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią Krwawej Hrabiny Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana. Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz. Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień. Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić…
~lubimyczytac.pl 


Potomkowie to książka, która zaciekawiła mnie swoją fabułą. Okładkowy opis wydał się odpowiedni na moją chwilową chęć do innego gatunku. Coś innego niż literatura obyczajowa z nutką dramatu, tajemnicy i przygody. Muszę przyznać, że zaskoczono mnie już na samym początku. Akcja nabrała niewiarygodnie szybkiego tempa już od drugiego rozdziału. Ledwo mamy okazję w jakikolwiek sposób zapoznać się z główną bohaterką, a już wydarza się coś nie planowanego i bum! Uciekamy. I właściwie przez całą książkę nie dzieje się już zupełnie nic innego. Owszem, wpleciono trochę pobocznych wątków, z których jeden jedyny naprawdę mnie zaintrygował, ale poza tym nic. Ucieczka nie wiadomo już przed czym, co chwila zmienia się wszystko. Zarówno miejsce akcji, plany bohaterów, jak i cel całej tej niewiarygodnej fabuły. Jestem totalnie zawiedziona bo nie miałam nawet okazji zapoznać w jakikolwiek sposób bohaterów. Co prawda główna bohaterka nie posiadała wspomnień, ale nie zmienia to faktu, że autorka mogła poświęcić więcej czasu na opis jej zainteresowań czy chociażby wyglądu. A tu nic, od razu dzieje się akcja, po drodze spotykamy milion bohaterów, potraktowanych równie mocno po macoszemu. Jednym słowem: słabo.

Dzisiaj nie mam nawet w jaki sposób napisać cokolwiek o bohaterach. Nie mogę ani ich pochwalić ani napisać, że byli zli czy nijacy. Byli, ale jakby ich nie było. Nie potrafiłam rozpoznać nawet kto był kim, kto jaką miał rolę, kto był zły, kto dobry. Niektóre imiona były bardzo podobne więc dodatkowo to komplikowało sprawę. Przez całą książkę znalazłam ledwo jeden opis wyglądu i to wcale nie była główna bohaterka. Jednym słowem ponownie słabo.

"Słowa są wieczne. 
Chwile- ulotne. "

Jeżeli chodzi o styl to trudno cokolwiek mi napisać. Nie wiem, ale to niewiarygodnie szybkie tempo akcji bardzo mnie zraziło do całej książki i wpłynęło na dalsze czytanie. A było to czytanie z przymusu, nie miałam ochoty wracać do tego tytułu po zamknięciu książki. Było to tak naprawdę nudne i tak skomplikowane momentami, że nie wiedziałam co się dzieje. Wiedziałam zawsze tylko jedno: uciekają. Nie wiadomo przed kim, nie wiadomo w jakim celu, ale uciekają. I to tyle. A zapowiadało się ciekawie zarówno z celową utratą pamięci, jak i z tajemniczą przodkinią seryjną zabójczynią. Ale jedynie te zapowiedzi były fajne, ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Potomkowie okazała się niezwykle słabą i nijaką lekturą. Przeciętną i nie przemawiającą do czytelnika. Przez większość czasu nie dzieje się tam nic szczególnego, a główny i praktycznie jedyny wątek, jakim jest ucieczka, przejada się już w połowie. Pierwszy tom był tak słaby, że nie zamierzam sięgać po kontynuację. A wy znacie?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"Grzesznik" Artur Urbanowicz


Tytuł: Grzesznik 
Autor: Artur Urbanowicz 
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo GMORK
Data wydania: 7 sierpnia 2017
Ilość stron: 473
Kategoria: horror
Ocena: 8/10

Marek Suchocki "Suchy", boss suwalskiego półświatka, dowiaduje się, że jego najgroźniejszy konkurent wychodzi z więzienia. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, wraz ze swoimi wiernymi ludźmi postanawia raz na zawsze stawić mu czoło. Porachunki kończą się tragicznie – Marek spada ze schodów i doznaje silnego wstrząsu mózgu. Kiedy po tygodniowej śpiączce odzyskuje przytomność, okazuje się, że jego grupa została rozbita, a wszystkie pieniądze zarobione przez lata przestępczej działalności zniknęły. Jego przeciwnik, przez swoje brutalne i bezkompromisowe dokonania ochrzczony niegdyś przez media Grzesznikiem, daje się poznać jako genialny, niesamowicie inteligentny psychopata, który nie zna litości. Stawia Suchego przed wyborem – albo ustąpi, albo zostanie mu odebrane wszystko, czym tylko kiedykolwiek się cieszył. Na domiar złego, wkrótce po wypadku ujawniają się nowe, przerażające zdolności Marka…
~lubimyczytac.pl

Po udanym debiucie pana Artura, jakim było "Gałęziste", przyszła pora na drugą jego historię, która od początku wbudzała we mnie wiele emocji. Sam opis jednocześnie mnie odrzucił i niezmiernie zaciekawił. Świat gangsterski- zdecydowanie minus. Nie lubię niczego w tych klimatach i obawiałam się, jak rozwinąć może się ten wątek. Jednocześnie w opisie zasugerowano opętanie, co znowu mnie zachęciło z niewiadomych powód do tej lektury. Spodziewałam się nie wiadomo czego, taka jest prawda. Sięgnęłam po ten tytuł z obawą, ale jednocześnie ekscytacją. Okazało się jednak, że lektura przeszła moje najśmielsze oczekiwania i pozostawiła mnie w dziwnym otępieniu.
Zacznę standardowo od fabuły, której nie mogę nazwać przeciętną. Jako że nie sięgam po tego typu literaturę, a świat gangsterów jest mi obcy, to większość rzeczy opisanych była dla mnie względnie nowa. Oczywiście wiedziałam jakie są realia takiego świata i pod tym akurat względem nie czułam się zaskoczona. Brutalne czyny i nieprzyzwoite słownictwo były tam na porządku dziennym, jednak niejednokrotnie autor zaskoczył mnie bezlitosnością bohaterów. Zdaje sobie sprawę, że takie osoby naprawdę istnieją, ale niektóre przytoczone przez niego sytuacje aż zapierały mi dech w piersiach. Co oczywiście skutkowało tym, że emocji przy czytaniu nie zabrakło. Muszę też przyznać, że chociaż naprawdę miałam obawy, to nie skończyło się to źle. Pan Artur zaciekawił mnie od samego początku, co jest dla mnie szczerze dziwne, i czasami wręcz nie potrafiłam się oderwać. Mało tego, pochłonęłam ten tytuł w zaledwie dwa dni. Jak się okazało nie tylko nie przeszkadzali mi gangsterzy i ich porachunki, ale dodatkowo mroczne wątki wplecione w fabułę sprawiły, że wszystko to było strzałem w dziesiątkę. Mroczne zakamarki ludzkiego umysłu nie znają granic, co dokładnie potwierdza Grzesznik. A zakończenie? Po raz kolejny u tego autora czuję, że wszystko co przeczytałam wcale nie było prawdą. Nie wiem w co mam wierzyć, co wydarzyło się naprawdę, a co zostało tylko fikcją w umyśle. Brawo, coś genialnego!

Jak na gangsterskie tło przystało, muszą znaleźć się odpowiedni bohaterowie. Naszą główną postacią został Marek "Suchy" Suchocki, który rzadki półświatkiem twgo kalibru. Nie boi się on nikogo, zna swoją wartość i chociaż ma pod sobą grupę ludzi, raczej nie może nazwać ich prawdziwymi przyjaciółmi. Tak przynajmniej sądzą inni gdyż Suchy każdą potrzebną sprawę załatwia poprzez szantaż i groźby. Nie marnuje czasu na uprzejmości, działa. Dlatego też, kiedy pojawiają się plotki, że jego poprzednik wrócił i chce zająć jego miejsce, Marek nie poddaje się. Chociaż jego załoga powoli się wykrusza, on sam ma zamiar do końca bronić siebie, swojej pozycji i swojego honoru. Nawet kiedy sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli Suchocki nie daje za wygraną, co pokazuje, że to bardzo uparta osoba. Szczerze mówiąc nie przypadł mi do gustu właśnie tym wszystkim co opisałam. Była to postać oschła, zbyt pewna siebie nawet w momentach, kiedy racji nie miała, zbyt nieprzewidywalna i zbyt nieobliczalna. Nigdy nie było wiadomo, co w danym momencie strzeli mu do głowy i jak dalej potoczą się jego losy. Z jednej strony to oczywiście duży plus dla całej historii, ale koniec końców patrząc na to pod względem bohatera, wypadł.. kurcze, żal napisać, że słabo. Nie potrafię napisać tego tylko dlatego, że nie przepadam za takimi postaciami i z góry ich nie lubię. Nie mogę tego zrobić autorowi i wam i napisać kłamstwo. Muszę szczerze napisać, że jak na taką, a nie inną fabułę to Suchy był wykreowany idealnie. Oczywiście nie znam się, nie mam z takimi osobami w życiu realnym kontaktu, ale sądzę, że odegrał swoje role w świetny sposób. Więc wychodzi na to, że zarówno fabuła, jak i główny bohater wypadli naprawdę dobrze.

"Grunt to konkrety. Niezdecydowanie i wątpliwości są dla miękkich gości."

Już teraz wiem, że nie ocenię tej książki maksymalnie. Nie wiem dlaczego, od razu mówię. Sądzę, że styl autora po raz kolejny jest na całkiem wysokim poziomie i jego druga historia dorównuje pod tym względem debiutowi, ale jednak dla mnie to wciąż za mało. Bluźnierstwa, chociaż konieczne w tym środowisku, to rzucają się w oczy i często są tak nie potrzebne, że to aż razi. Wiem, wiem. Muszą być, ale co ja poradzę, że ich nadmiar tak mnie drażni. Zdziwiło mnie również, że pewna osoba, której zostało całkiem sporo poświęconego czasu w książce okazała się..nieprzydatna, że tak się wyrażę. Wiecie, czasami jesteście pewni, że wiecie kto uratuje bohatera na końcu, a tu proszę. Chociaż obstawiałam tą osobę, to okazało się zupełnie inaczej, co całkiem mnie zaskoczyło. Kolejny plusy. Dodatkowo ta mroczność. No nie ukrywam, że czytając w środku nocy trochę miałam ciary. Ale to dobrze! Przynajmniej były emocje. Pod tym względem nie ma czego tu zarzucić.

Grzesznik po sceptycznym podejściu, okazał się zaskakująco dobrą książką. Gangsterski świat pokazany od środka i nietypowi bohaterzy to zdecydowany plus tej historii, ale co w niej najbardziej urzeka to mroczność. Tajemniczość i niepokój towarzyszący nam na każdym kroku. Czytasz i nie wiesz już sama w co wierzyć, a w co nie. Kto jest prawdziwy, komu można zaufać. Coś genialnego i wbijającego w fotel. Naprawdę świetna historia, pełna zaskakujących zwrotów akcji. Jak najbardziej polecam.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorowi. 
Czytaj dalej »

sobota, 4 sierpnia 2018

PODSUMOWANIE LIPCA


Nie, nie czytałam w tym miesiącu książki Uwięzione, ale to zdjęcie tak mi się spodobało, że musiałam je gdzieś tutaj dodać. 😃 😃
Lipiec minął zaskakująco szybko, ale co się dziwić- wakacje zawsze szybko mijają.
U mnie nie działo się nic rewelacyjnego, a u Was?


We dwoje to niezwykle piękna i prawdziwa historia. To właśnie dzięki swojej realności, tak mocno skradła moje serce. Wciągnęłam się od początku i do samego końca nie byłam w stanie się oderwać. Bawiłam się znakomicie, ale zdarzały się momenty, kiedy z wrażenia bądź oburzenia, nie mogłam dalej czytać. Brak mi słów, żeby opisać jak bardzo zadowolona jestem z tej lektury. Brak mi słów, które są w stanie oddać cudowność tej książki i brak mi słów, żeby udowodnić wam jak bardzo na mnie wpłynęła. Po prostu uwierzcie, że naprawdę warto poznać ten tytuł. Jest tak dobry, że aż boję się, że nie. prawdziwy.

Gałęziste, jak na debiut to bardzo udana historia. Mroczna, tajemnicza i przyprawiająca o gęsią skórkę. Nietypowa fabuła, która niejednokrotnie ma miejsce w ciemnych lasach z przedziwnymi postaciami. I sytuacje, w które już sama nie wiem czy wierzę. Co jest prawdą, a co nie? Komu można zaufać, a kogo należy się bać? Do tej pory się nad tym zastanawiam i czuję, że mroczność tej książki i jej finał na długo pozostaną mi w pamięci.

Po tę książkę możecie sięgnąć. Nie odradzam, nie zachęcam. Sądzę jednak, że to historia jakich wiele i nic szczególnego w niej nie znajdziecie. Ot, przyjaźń dwóch kobiet, które zmagają się z przeciwnościami losu. To wszystko już było, nie ma więc co sięgać po kolejny przeciętniak tego typu.


Rodzinny dom to książka idealna na wieczór. Skłania do refleksji, uczy, ale i bawi. Pozytywnie zaskakuje i śmiało mogę powiedzieć, że już teraz nie mogę doczekać się dalszych losów tej rodziny. To niezwykle ciepła i urocza historia, która zdecydowanie przypadnie wielu z was do gustu.

Okazuje się, że Skrzywdzona to kolejna świetna powieść autorki. Lekki i przyjemny styl ułatwia czytanie, a wciągająca fabuła nie pozwala się oderwać. Niesamowite zwroty akcji i niespodziewane sytuacje podnoszą i tak już wysoki poziom, a bohaterowie nie odstają niczym od reszty cudowności książki. Wszystko jest dobrze, może bez wielkich fajerwerków, ale momentami naprawdę zapiera dech w piersiach. Polecam, jeśli lubicie mroczniejsze klimaty, czy po prostu pióro tej autorki, to sięgnijcie. Na pewno nie będziecie zawiedzeni.




Okazuje się, że powrót do tej serii był dobrym pomysłem. Chociaż teraz znalazłam w niej więcej niedociągnięć, czy po prostu rzeczy, które mi się nie spodobały, to nadal było warto. Co prawda za mało mojej ukochanej postaci, ale wiem, że szybko się to zmieni, a ja już nie mogę się doczekać. Nadal sądzę, że to jedna z fajniejszych serii, a to dopiero początek. Bawiłam się naprawdę dobrze, czytało się mega szybko i ciężko było się oderwać. Co to oznacza? Że warto sięgnąć! Polecam.

Sądzę, że jeśli lubicie młodzieżowe książki z nutką dramatów i intryg w tle, to ten tytuł będzie dla was idealny. To wbrew pozorom lekka i przyjemna lektura, od której momentami ciężko się oderwać. Jest naprawdę dobra, jednak nie ma efektu wow. Zobaczymy, może w dalszych częściach się to zmieni

Poza rytmem to cudowna, piękna i wzruszająca historia. Autorka stworzyła wspaniałych bohaterów, a od nich, ich problemów i szczęścia, nie sposób było się oderwać. Żałuję, że tę lekturę mam już za sobą, ale jestem pewna, że jeszcze kiedyś po nią sięgnę bo naprawdę warto. 

Without Merit okazała się drugą w historii książką pani Hoover, która mnie nie zachwyciła (właściwie trzecią, ale Never, Never nie było do końca tylko jej). Czuję się zasmucona i jest zła, że muszę to napisać, ale był to przeciętniak, w trochę lepszych wydaniu. Fabuła chociaż zachęcała, to okazała się zbyt powolna przez co nawet zaskakujące momenty okazały się nie zaskakujące. Bohaterowie byli dziwni pod każdym względem, a ich relacje i pomysły wcale nie przypadły mi do gustu. Jednym słowem: klapa. Szkoda, ale w tym przypadku nie mogę ocenić na nic więcej niż marne pięć chociaż z bólem serca. Nie znaczy to jednak, że po kolejne nowości Colleen nie sięgnę- wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej!

Sekret Julii, ponownie okazała się bardzo dobrą kontynuacją. Autorka nadal potrafi zaskoczyć czytelnika i nie pozwala odejść od lektury. Stworzyła niezwykle ciekawy świat i specyficznych bohaterów, których nie wiadomo czy lubić czy podejrzewać o coś złego. Jestem bardzo zadowolona z lektury, mimo licznych wad, jakie tam znalazłam. Muszę jednak przyznać, że nawet one nie są w stanie obniżyć mojej oceny tak dobrej fabuły i tak wspaniałego bohatera, jakim jest Warner. Nie mogę się już doczekać ostatniego tomu!


 Udało mi się podjąć kilka współprac, ale na wybranie egzemplarza muszę jeszcze trochę poczekać, ale i tak się cieszę z jakiegokolwiek odzewu. Chciałam zrobić kilka zdjęć nowości na mojej półce, ale część jest już pożyczona więc może następnym razem ❤️ ❤️

Kochani! Założyłam Instagrama związanego z książkami, moja nazwa to: ksiazki_truskaweczka i bardzo was proszę, moi książkowi przyjaciele o dodawanie mnie do znajomych. Proszę was o zaangażowanie bo to dla mnie ważne i  jeśli chcecie to możecie też podsyłać linki do siebie w komentarzach :) Czekam! 

Instagram: ksiazki_truskaweczka 
Czytaj dalej »

środa, 1 sierpnia 2018

"Sekret Julii" Tahereh Mafi


Tytuł: Sekret Julii
Autor: Tahereh Mafi 
Tom/seria: Dotyk Julii (tom 2)
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 17 lipca 2013
Ilość stron: 437
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction 
Ocena: 8/10

Julia w końcu czuje, że znalazła miejsce, do którego pasuje. Jest wśród ludzi do siebie podobnych, jednak nadal obawia się o swoją przyszłość. Boi się tego co potrafi, przez co nie potrafi się do końca zaaklimatyzować. A musi zrobić to szybko jeśli w nadchodzącej wojnie chce stanąć po właściwej stronie. 

Pisanie recenzji jakiejkolwiek kontynuacji nigdy nie jest łatwe. Już samo naskrobanie kilku zdań o fabule było dla mnie wyzwaniem, a co dopiero mam się rozpisać na jedną porządną stronę. Zastrzegam od razu, że BĘDĄ TU SPOJLERY więc osoby nie znające poprzedniej części lub całości, odsyłam do tomu pierwszego. A teraz zapraszam na właściwą recenzję. Zacznijmy od fabuły, jak zwykle. Trzeba przyznać, że kontynuacja po raz kolejny przypadła mi do gustu, a autorka utrzymuje swój poziom. Całkiem wysoki poziom. Oprócz mojego ukochanego Warnera, mieliśmy tu bardzo dużo interesujących wątków. Nie tylko miłość i ucieczka, ale i zorganizowana działalność, nietypowe przyjaźnie oraz walka. Chociaż tej ostatniej nie było za wiele, to samo jej planowanie i pojedyńcze akcje, których z reguły nie lubię, to tu naprawdę mnie wciągnęły. To wszystko trzymało się kupy, a z pozoru nie istotne wątki, które z czasem wychodziły na jaw, łączyły się w zaskakującą i logiczną całość. Fabuła cały czas była dosyć dynamiczna, a już w połowie książki nabrała niewiarygodnego tempa. Nie dało się oderwać, po prostu nie dało. 


"Wiedziałam, że słowa mogą ranić, ale nie wiedziałam, że mogą zabić."

Jak w poprzedniej części uważałam, że Julia jest w porządku, tak tutaj moje zdanie diametralnie zaczęło się zmieniać. Tym bardziej moja niechęć do jej wybranka Adama (którego nie lubiłam od początku) się wzmagała. W tej niestety części bardzo dużo pojawiało się scen typu: "kocham cię ale nie możemy być razem, to dla twojego dobra". Nie lubię tego, ale jeżeli pojawia się to w niewielkich ilościach, jestem w stanie to zignorować. Nie tym razem jednak, nie tutaj. Ciągnęło się to dosyć długo, tak samo jak sceny miłosne głównych bohaterów, które szczerze mówiąc po prostu przewijałam. Łącznie mogłam przerzucić z dziesięć stron, a jestem pewna, że niewiele straciłam. Cóż, wiem jednak, że moja ocena nie do końca jest obiektywna bo czytając miałam w głowie tylko Warnera, ale co ja na to poradzę? Po prostu kocham gościa. To arogancki, pewny siebie przystojniak, ubiegający się w garnitury. Czego można chcieć więcej? Jego cięty język i szczerość rozbroiły mnie już od pierwszego spotkania.


"Tak trudno jest być dobrym dla świata, który przez całe życie darzył nas wyłącznie nienawiścią.
Tak trudno jest widzieć dobro w świecie, który zawsze budził w nas strach."

Co warto jeszcze zaznaczyć, to fakt, że jak w pierwszej części mieliśmy sporo przekreślonych słów/zdań, kilka nawet linijek bez żadnych znaków interpunkcyjnych i ciągłe powtarzanie jednego słowa, czasami bez sensu, to tutaj istnieje to dalej. Wydaje mi się, że w podobnej ilości i jest to nadal tak samo denerwujące. Da się czytać, ale mnie osobiście to przeszkadza. Jednak z plusów można zauważyć, że jak już wspomniałam, autorka utrzymuje równie wysoki poziom zarówno w stylu, jak i w fabule. Co oznacza, że nadal jest naprawdę dobrze, a może być tylko lepiej bo już w trzeciej części mamy najwięcej Warnera!

Sekret Julii, ponownie okazała się bardzo dobrą kontynuacją. Autorka nadal potrafi zaskoczyć czytelnika i nie pozwala odejść od lektury. Stworzyła niezwykle ciekawy świat i specyficznych bohaterów, których nie wiadomo czy lubić czy podejrzewać o coś złego. Jestem bardzo zadowolona z lektury, mimo licznych wad, jakie tam znalazłam. Muszę jednak przyznać, że nawet one nie są w stanie obniżyć mojej oceny tak dobrej fabuły i tak wspaniałego bohatera, jakim jest Warner. Nie mogę się już doczekać ostatniego tomu!


Czytaj dalej »

wtorek, 31 lipca 2018

"Without Merit" Colleen Hoover


Tytuł: Without Merit 
Autor: Colleen Hoover 
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 20 czerwca 2018
Ilość stron: 320
Kategoria: literatura obyczajowa i romans 
Ocena: 6/10

Merit nie jest zwykłą nastolatką, jej życie diametralnie różni się od codzienności jej rówieśników. Żyje w stary kościele, przez co jej rodzina stale jest na językach mieszkańców miasteczka. Ma siostrę bliźniaczkę, która ma niepokojący gust do chłopaków, brata, którego woli unikać, matkę, która mieszka w piwnicy, nie chcąc wyjść na zewnątrz i ojca, który z nową żoną i synkiem mieszka na górze. Kiedy do ich domu wprowadza się nowy chłopak, jej życie jeszcze bardziej przewraca się do góry nogami. 

Wiecie, że pani Hoover to jedna z moich najukochańszych autorek, po której książki sięgam w ciemno. Nic dziwnego, że przyszła kolej i na Without Merit, której opis już na samym początku mnie zaintrygował. No bo jak takie skomplikowane życie mogłoby nie zaciekawić? Kiedy tylko zakupiłam swój egzemplarz i przekartkowałam go, moja ekscytacja opadła drastycznie. Nienawidzę, kiedy w książce znajdują się jakiekolwiek obrazki. Tak bardzo mnie to drażni, że i w tym przypadku nie mogłam obejść obok tego obojętnie. Jeżeli są gdzieś osoby podobne do mnie i także wolą czysty tekst ciurkiem, to pamiętajcie, że tego tu nie dostaniecie. Wbrew pozorom jest tu całkiem spoko takich obrazkowych przerywników. Nie oznacza to natomiast, że fabuła była zła, tak naprawdę nie miało to na nią wielkiego wpływu. Zdziwiło mnie tylko, że autorka część obrazów pozywała dosłownie, a inne tylko opisywała. Jeżeli już coś robić to do końca, a nie połowicznie. Wracając jednak do fabuły, to muszę przyznać, że chociaż była ciekawa to nie powaliła mnie na kolana. Od samego wręcz początku czułam jedynie bierność. Czytałam, ale bez większych emocji. Dopiero po ponad połowie książki zaczęło mnie mocniej przyciągać, a to i tak tylko w niektórych wątkach. Nie chodzi o to, że ta historia była nudna. Nie, jak zawsze pani Hoover wymyśliła na swój sposób cudownych bohaterów i cudowny świat. Jednak w tych wszystkich zamieszaniach i kłopotach zabrakło mi tego czegoś. 

Główną i zarazem tytułową bohaterką jest Merit. To bardzo specyficzna postać, której nie każdy może polubić. Mnie osobiście nie do końca skradła serce, bardzo często czułam do niej odrazę i po prostu smutek. Smutek z jej toku myślenia i postępowania. Zdaje sobie sprawę, że autorka wykreowała ją w ten właśnie sposób i to wszystko miało za zadanie zwrócić naszą uwagę na pewne problemy, ale biorąc pod uwagę całość, ta postać wypadła w moich oczach mało przekonująco. Podobnie było z resztą jej rodziny, która była co najmniej dziwna. I nie chodzi mi tu o ich sytuację mieszkaniową, a o ich zachowanie. Bo jeśli twoje dziecko ma poważne problemy i staje na krawędzi, z której zaczyna spadać, a ty na to nie reagujesz chociaż byłeś tego świadkiem... Coś jest nie w porządku i to bardzo mi się nie spodobało. Cała ta ich relacja była dziwna i niepokojąca i nie przemówiła do mnie ani odrobinę. Czuję się bardzo zawiedziona zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i o fabułę. Wszystko było dobrze, ale nic poza tym. A wiem, że panią Hoover stać na zdecydowanie więcej.


"Nie każda pomyłka zasługuje na konsekwencje.
Czasami jedyne na co zasługuje to przebaczenie. "


Z chwilą kiedy dotarłam do końca książki poczułam pustkę. Czułam się jakby ta historia miała się dopiero zacząć, a tu nagle już zakończenie. Chociaż zapowiadało się ciekawie, a styl autorki niczym nie odstawał od jej poprzednich historii, to w tym momencie z bólem serca i własnym niedowierzaniem muszę napisać, że jej nowość była po prostu przeciętna. Próbuję znaleźć w niej jakiekolwiek plusy i zaskoczenia, ale nie potrafię. To wszystko było takie... Nudne. Nie wciągało, nie powalało na kolana. Ot, zwykła historia dziwacznej rodziny i nic poza tym.

Without Merit okazała się drugą w historii książką pani Hoover, która mnie nie zachwyciła (właściwie trzecią, ale Never, Never nie było do końca tylko jej). Czuję się zasmucona i jest zła, że muszę to napisać, ale był to przeciętniak, w trochę lepszych wydaniu. Fabuła chociaż zachęcała, to okazała się zbyt powolna przez co nawet zaskakujące momenty okazały się nie zaskakujące. Bohaterowie byli dziwni pod każdym względem, a ich relacje i pomysły wcale nie przypadły mi do gustu. Jednym słowem: klapa. Szkoda, ale w tym przypadku nie mogę ocenić na nic więcej niż marne pięć chociaż z bólem serca. Nie znaczy to jednak, że po kolejne nowości Colleen nie sięgnę- wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej!


Czytaj dalej »

sobota, 28 lipca 2018

"Poza rytmem" Brittainy C. Cherry


Tytuł: Poza rytmem 
Autor: Brittainy C. Cherry 
Tom/seria: The Music Street Secrets (tom 1) 
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 6 czerwca 2018
Ilość stron: 400
Kategoria: literatura obyczajowa i romans 
Ocena: 9/10

Jasmine od dziecka fascynuje muzyka. I chociaż matka zmusza ją do ciągłego ćwiczenia, ona nie ma jej tego za złe bo przede wszystkim chce ją zadowolić. Pewnego dnia Jasmine zauważa na ulicy pięknego grającego chłopca. Od tej pory między nimi rodzi się prawdziwa przyjaźń, ale los na drodze każdego z nich stawia coraz trudniejsze przeszkody. Czy kiedy powrócą do siebie ponownie będą w stanie wrócić do tego co już było?

Pani Cherry to niezaprzeczalnie jedna z moich ulubionych pisarek. Wydaje mi się, że przeczytałam każdą jej ukazaną do tej pory książkę i na żadnej się nie zawiodłam. Poza rytmem w niczym nie odbiega od reszty jej historii, autorka cały czas utrzymuje niezwykle wysoki poziom i nadal niesamowicie potrafi zaciekawić czytelnika. W swojej najnowszej powieści postawiła na przyjaźń dwojga nastolatków, obojga niezwykle zakochanych w muzyce. Ona piękna i popularna, zadająca się ze śmietanką towarzyską, ale wcale tego nie pragnąca. Zmuszana przez matkę do śpiewania innego gatunku niż ten, który naprawdę kocha i do chodzenia na liczne zajęcia dla urozmaicenia swoich zdolności, dziewczyna wcale nie czuje się szczęśliwa. Pewnego dnia na rogu ulicy słyszy przepiękną melodię, a jego wykonawcę musi poznać. Zauważa drobnego i szczupłego chłopca, który w swoją grę wkłada całe serce. Urzeka tym Jasmine, a między nimi nawiązuje się przyjaźń. Trzeba tu zaznaczyć, że chociaż brzmi to dosyć banalnie, to wykonanie wcale takie nie było. Autorka wplotła w ich relację sporo nowości i nie banalności nawet w tych wątkach banalnych. Brzmi to dosyć dziwnie, ale tak właśnie jest z panią Cherry. Nawet w tych dla niektórych schematach potrafi znaleźć siebie i swój styl, tym samym wciągając czytelnika w stworzony świat.

Przepraszam za chaotyczność tej recenzji, ale książka ta wywołała we mnie tyle emocji, że ciężko mi ją w jakikolwiek sposób ugryźć. O samej fabule nie muszę nic dodawać. Nawet jeśli dla niektórych jest to coś powtarzającego się niejednokrotnie, to warto wiedzieć, że na tym koniec minusów. Wbrew pozorom to naprawdę ciekawa historia, a jej tempo jest zaskakująco dobre. Idealne do każdej sytuacji, tak, aby czytelnik nie był w stanie oderwać się chociażby na minutę.

Drugą sprawą są bohaterowie, którzy no cu tu dużo pisać, byli genialni. Od razu zaznaczę: u żadnego nie zauważyłam nawet jednej wady. Owszem, czasami zdarzały się sytuację, które nie przypadały mi do gustu i wtedy od ich zachowania mogłabym oczekiwać czegoś innego, ale nie o to chodzi. Na stworzoną dla nas historię oni byli idealni. Po prostu idealni i nic dodać nic ująć. Cieszę się, że zarówno Jasmine, jak i Eliotta miałam możliwość poznania.
Jeżeli chodzi o bohaterów pobocznych to sytuacja jest podobna. Każde z nich wykreowane oddzielnie tworzyło cudowną całość. Zupełnie inne charaktery, ale pasujące do siebie w chwilach niepowodzenia. Cudeńko.

Niestety znalazłam też ogrooooomny minus w tej historii. I pomijam tu fakt, że okładka nijak miała się do fabuły, ale jest tak cudowna, że jestem w stanie jej to wybaczyć. Chodzi mi o epilog. Jak ja nienawidzę, wręcz nie cierpię, kiedy na sam koniec słodkość wylewa mi się oczami. Wiecie o czym mówię? Ileś lat później i wiadomo... Słodycz, słodycz, słodycz. Z żalem, ale nie mogę dać maksa.

Fani autorki wiedzą, że w swoich historiach lubi ona dawać piękne i życiowe rady. Jeżeli to lubicie, to śmiało sięgajcie, i w tej książce tego nie zabraknie. 

Poza rytmem to cudowna, piękna i wzruszająca historia. Autorka stworzyła wspaniałych bohaterów, a od nich, ich problemów i szczęścia, nie sposób było się oderwać. Żałuję, że tę lekturę mam już za sobą, ale jestem pewna, że jeszcze kiedyś po nią sięgnę bo naprawdę warto. 
Czytaj dalej »

środa, 25 lipca 2018

"Ból za ból" Jenny Han, Siobhan Vivian


Tytuł: Ból za ból
Autor: Jenny Han, Siobhan Vivian
Tom/seria: Ból za ból (tom 1)
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 15 czerwca 2016
Ilość stron: 400
Kategoria: literatura młodzieżowa
Ocena: 8/10

Mary po latach powraca na wyspę Jar. Nie do końca odnajduje się w nowej szkole, szybko jednak znajduje przyjaciółki. I chociaż nie może pokazywać się z nimi publicznie, to wcale jej nie przeszkadza, przynajmniej z początku. Ważne jest to, że mając je po swojej stronie wreszcie może zemścić się na swoim dawnym prześladowcy, a i one tylko na tym korzystają. Okazuje się, że dawna przyjaźń może odżyć, jeśli tylko ma się wspólny cel: zemstę.

Ten tytuł od dawna za mną chodził. Teraz, kiedy ukazały się już wszystkie części w końcu mogłam się za niego zabrać. Zaskoczyła mnie fabuła, nie czytałam opisu, a zdążyłam już zapomnieć o czym miała opowiadać ta historia. Okazuje się, że i szkolnych klimatów w książkach mi brakowało. Mary, Lil i Kat to z pozoru trzy różne dziewczyny, a każda obraca się w innym kręgu. Od śmietanki towarzyskiej, nie lubianej do totalnej nieznajomej. Wydawałoby się, że nic je nie łączy i ciężko byłoby znaleźć im wspólny język, a co dopiero aprobatę innych. Autorki postawiły jednak na potajemne spotkania i intrygi, intrygi. Dużo intryg. W końcu to właśnie to jest głównym celem tej historii: zemsta. A żeby zemsta była udana, musi być dużo intryg i zamieszań. Nie ukrywam, że spodobał mi zarówno pomysł, jak i wykonanie. Może nie było to coś wow, ale na pewno było bardzo dobrze. Zresztą jak cała fabuła. Szkolne rozterki, czarne i wredne charaktery, popularna dziewczyna, która wszystko o czym marzy dostaje. Brzmi banalnie, ale wplecenie tu tej zemsty było idealnym pomysłem. Tym bardziej, że nie robiła tego najbardziej przewidywalna osoba, a siły połączyły trzy, z pozoru nie mające w tym celu dziewczyny.

Jako, że książkę napisały dwie autorki, obawiałam się nie spójności w tekście. Zdarzyło się, nie powiem, że nie, ale w gruncie rzeczy nie ma się do czego przyczepić. O fabule wiecie już wystarczająco, więcej zakrawa na spojlery więc już się ograniczę. Podsumuję to jednak dla pewność: ciekawa historia z ciekawymi wątkami. Najprościej i najlepiej. Jeżeli chodzi o bohaterów, to było ich całkiem sporo, jednak nie do przesady. Dało się czytać i nie pogubić. Poznaliśmy każdego, jednak to na tych głównych osobach autorki się skupiły, właśnie tak jak powinno być. Mary, dziewczyna, która wraca na wyspę po latach wydała mi się najfajniejszą z trzech spiskowczyń. Była skromna, ale wiem, że to życie ukształtowało ją tak, a nie inaczej. Było mi jej żal, ale to nie dlatego skradła moją sympatię. Była naturalna i za to dla niej największy plus. Lil, śmietanka towarzyska szkoły, już mniej miejsca zajęła w mojej półce ulubieni bohaterowie. Denerwowało mnie, że zamiast powiedzieć wprost swoje żale, udawała najlepszą przyjaciółkę i knuła zemstę. Tym bardziej wkurzał mnie fakt, że dawała sobą pomiatać i to w towarzystwie innych znajomych. Kat natomiast była dosyć dziwną postacią. Nie potrafię ocenić jej jednoznacznie. Z początku nie przypadła mi do gustu, potem się to zmieniło. I tak w kółko. Raz ją lubiłam, raz trochę mniej i nie wiem dlaczego tak się stało. Być może jej pewność siebie i to, że zupełnie nic jej nie obchodziło zdanie innych tak na mnie podziałały, tym bardziej, że szybko zmieniała w tym zdanie. No cóż, ale po to wymyśla się tylu bohaterów, żeby stanąć po stronie tych lepszych. W tym przypadku zdecydowanie wybieram Mary, oby w dalszych częściach było jej znacznie więcej.

Jeżeli chodzi o styl autorek, to nie mam im nic do zarzucenia. Typowa młodzieżówka, której akcja rozgrywa się w szkole. Oddane bardzo dobrze, zarówno dialogi, opisy, jak i sceneria. Nie ma do czego się przyczepić. Właściwie nie wiem dlaczego nie ma maksymalnej oceny dla tego tytułu. Było naprawdę ciekawie, ale jednak bez fajerwerków. Ot, zwykła dobra historia.

Ból za ból, jak na pierwszy tom serii zapowiada się naprawdę ciekawie. Zakończenie aż prosi się o szybkie sięgnięcie po kontynuację, a strach, że wszystkie intrygi mogą pójść na marne jest zatrważający. Naprawdę, boję się, że jedna z dziewczyn może się wycofać, co najbardziej mnie zasmuca i wręcz boli. Od początku miałam wrażenie, że ona nie powinna dołączać do tego spisku i próby zemsty i jak widać, być może wcale się nie pomylę. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, jak rozwiną się wydarzenia.

Sądzę, że jeśli lubicie młodzieżowe książki z nutką dramatów i intryg w tle, to ten tytuł będzie dla was idealny. To wbrew pozorom lekka i przyjemna lektura, od której momentami ciężko się oderwać. Jest naprawdę dobra, jednak nie ma efektu wow. Zobaczymy, może w dalszych częściach się to zmieni.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |