środa, 22 marca 2017

#60 "Fatalna lista" Siobhan Vivian


Piękno i brzydota nie zawsze są kwestią wyglądu.
Wyobraź sobie, że gdy przychodzisz do szkoły, oczy wszystkich są wbite w jeden punkt.
W listę.
Czy znajdziesz na niej swoje nazwisko? A jeśli tak, to w której kategorii?
Co roku ktoś - nie wiadomo, kto - wybiera dwie dziewczyny z każdego rocznika. Jedna zostaje okrzyknięta najpiękniejszą, druga - najbrzydszą.
O tych spoza listy natychmiast się zapomina. Wybrane nagle znajdują się w centrum uwagi całej szkoły. 
Na liście są nazwiska ośmiu dziewcząt. W świecie po liście ich życie już nigdy nie będzie takie samo.


Myślę, że sporo z Was słyszało już co nie co o tej książce, a być może nawet już ją czytaliście. Przeglądając inne blogi zauważyłam raczej pozytywne opinie więc jak to ja uznałam, że nie ma na co czekać tylko sięgać. No i tu się zaczyna...

Ostatnio mam problemy ze skupieniem się więc siłą rzeczy trudno było mi dokończyć tą książkę i wcale nie pomagał mi fakt, że miała ona tak wiele bohaterów. Każdej dziewczynie z listy na początku poświęcono rozdział, męczące, ale dało się to przeboleć. Niestety potem okazało się, że wszystkie są głównymi postaciami i co rozdział było o kimś innym. Było to okropne gdyż cały czas musiałam wracać do listy i przypominać sobie mniej więcej kto, kim jest.

Ależ nie ma w tym nic dziwnego.Pragnie poczuć się piękna. Każda dziewczyna, która dzisiaj przyszła na imprezę, w głębi duszy tego pragnie. To dlatego tak strasznie emocjonują się listą i balem.

Pomimo tego całego zawirowania z ilością bohaterów trzeba przyznać, że ich historie w większości były bardzo ciekawe. Autorka w przemyślany sposób pokazała dwie strony życia w liceum i jego uczniów, ale nie tylko. Poruszyła też kilka innych prawdziwych, życiowych problemów. Oczywiście wątki miłosne również się tutaj znalazły, ale na szczęście było ich niewiele. Styl autorki bardzo przypadł mi do gustu. Uważam, że był prosty i przyjemny, dzięki czemu nawet te trudne tematy czytało się szybko i lekko. Mimo wszystko jakoś tak nie potrafiłam wczuć się w sytuację i odnaleźć w historii. Oczywiście to z powodu tylu wątków, ale tego już nie zmienimy. Autorka powinna skupić się na wykreowaniu postaci, a nie za każdym razem gdy do którejś się przyzwyczaję, ona daje mi kolejną.

Na dzisiaj to tyle. Książki nie polecam, gdyż jest równie chaotyczna co mój post. Nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, ale nie chciałabym zrobić tego po raz kolejny. Słabe 5 na 10. A wy czytaliście? Jakie jest wasze zdanie?

piątek, 17 marca 2017

#59 "Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg

Wracam! W końcu spokojnie mogę sięgać po książki. Szczęśliwie zakończyłam już przygodę z Dostojewskim i teraz pora na moje klimaty. Czytanie po takiej lekko mówiąc męczarni jest samą przyjemnością także znowu wracam do gry. Nie załamujcie się, postanowiłam wrócić do dawno zapomnianej serii o filmach i tym razem urozmaicę trochę bloga. Fani filmów z pewnością będą mogli się częściej wypowiadać. A dzisiaj zapraszam na recenzję.



COKOLWIEK ROBI, GDZIEKOLWIEK JEST, CZUJE, ŻE JEGO OCZY JĄ ŚLEDZĄ.
Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów.
Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.


Zacznę od tego, że po opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Dochodzenia, szukania poszlak i przede wszystkim tego, że głównymi bohaterami będą policjanci, którzy prowadzą sprawę zaginięcia. Okazało się już od pierwszych stron, że to Inga była główną postacią i opisywała w mailach swoje codzienne życie. O jej zaginięciu dowiadujemy się na samym początku i wątek pojawia się znowu na końcu. Nie jest to żaden spojler, pokazuje tylko w jaki sposób autorka napisała książkę. Przyznam, że to bardzo ciekawy zabieg i świetnie jej się udał, bo wprowadziła mnie w historię i jej świat. Opisana była jej codzienność, ale autorka miała do tego wielki talent. Nic dodać nic ująć, zrobiła to tak genialnie, że mimo jej teorytycznej monotonności z dziećmi nie mogłam się oderwać.
Nawet miłość opiera się na świadomości, że to, co kochamy, może zostać nam odebrane. Dopiero zdając sobie z tego sprawę, kochamy intensywnie, kochamy na zawsze, kochamy całym sobą. Tylko gdy wiemy, że „zawsze” ma granice.
Inga jako główna bohaterka to był dobry pomysł. Co prawda wiadomo, że gustuję w nastolatkach, ale nie mogę napisać złego słowa na bohaterkę. Jak na swoją życiową sytuację radziła sobie i zachowywała się, że tak powiem na poziomie, bardzo roztropnie i odpowiedzialnie. Co prawda nie była ona idealną osobą, ale czego spodziewać się po znudzonej życiem matce?  Może i tego jeszcze nie rozumiem, ale potrafię sobie to wyobrazić, między innymi dzięki wspaniałemu stylowi autorki. Jestem pewna, że wielu osobom Inga nie przypadłaby do gustu, wręcz irytowała, za to wiele innych mogłoby się z nią utożsamić. Ja właściwie nie mam zdania. Była bohaterka, fajnie. Nie byłoby jej, byłby inny charakter, też byłoby fajnie. Mimo to książka należy do tych, które długo pozostaną w mojej pamięci aczkolwiek nie chciałabym przeczytać jej kolejny raz, znając zakończenie. Autorka przesyła wiele mądrych życiowych sentencji i w genialny sposób zauważa to co takie oczywiste, a jednak rzadko to dostrzegamy.

Chcąc nie chcąc muszę kończyć. Zaczynam pisać bez ładu i składu bo każde kolejne zdanie prowadzi do spojlerów. Niestety książka należy również do tych, które trudno opowiedzieć bez zdradzania ważnych informacji. Jeżeli czytaliście to chętnie poznam Wasze opinie. Ja z lektury jestem zadowolona i poleciłabym zwłaszcza dojrzałym czytelnikom.

sobota, 11 marca 2017

Parę słów o paru filmach

Hej! 
Jako, że jest to blog o książkach to normalne, że praktycznie cały czas pojawiają się tu ich recenzję. Pomyślałam jednak, że czasami warto trochę go urozmaicić i dodać coś zupełnie innego. Niby ostatnio nie miałam czasu, ale jednak udało mi się przeczytać sporo książek i obejrzeć kilka filmów. Dlatego też dzisiaj przedstawię Wam kilka propozycji i moje opinie.

Przełęcz ocalonych 


Schyłek II wojny światowej. Podczas krwawej bitwy o Okinawę amerykański sanitariusz odmawia noszenia broni i zabijania z powodów moralnych. 
Muszę powiedzieć, że byłam do niego na początku negatywnie nastawiona. Wojenne klimaty to nie jest historia dla mnie, ale po długich namówieniach i zachwalaniu brata w końcu obejrzałam ten film. NIE ŻAŁUJĘ. Nie był on genialny, prawdopodobnie tylko i wyłącznie z mojego powodu (ponieważ nie lubię tego gatunku). Jednak mimo że na początku paru rzeczy nie zrozumiałam zakończenie całkowicie mnie rozłożyło. Film robi się tym bardziej ciekawy, że jest oparty na faktach. Przyznam szczerze, że dzięki niemu troszeczkę polubiłam ten typ i jeżeli znalazłabym coś bliskiego temu konkretnemu tematowi to chętnie bym obejrzała. Poza tym główna rola według mnie zagrana jest genialnie, ten aktor nadaje się idealnie. Co prawda nie do końca zgadzałam się z jego poglądami i zdaniem, ale osób takich pozytywnych jak on chyba nie da się zrozumieć. Polecam bo film naprawdę świetny!
Przełęcz ocalonych FILMWEB

Pitch Perfect 



Beca, studentka pierwszego roku na Barden University, dołącza do damskiego chóru szkolnego, The Bellas, który startuje w zawodach a capella. 
Jest to film, który dawno temu znalazłam na jednym z mniej znanych kanałów telewizyjnych, na początku oglądałam go od połowy, ale już wtedy niezmiernie mnie zaciekawił. Świetne postacie, których zachowania i testy rozśmieszały mnie do łez i śpiew, który w ich wykonaniu mogłoby się słuchać godzinami. Jest to musical na najwyższym poziomie. Ja ich co prawda nie lubię, ale tutaj poprzeczka podniesiona jest wysoko. Covery zostały tu świetnie połączone w całość, dzięki czemu efekt całego filmu był jeszcze lepszy. Wątków miłosnych w obu częściach jest niewiele, ale za to w drugiej części jest on przezabawny. Polecam Wam zatem je obie, na odstresowanie się filmy idealne!
Pitch Perfect FILMWEB

Pokój 



Pięcioletni Jack od urodzenia mieszka z mamą w niewielkim pomieszczeniu, które nazywają pokojem. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy, że istnieje świat na zewnątrz. 
Od kiedy tylko zobaczyłam plakat tego filmu po raz pierwszy od razu wpadł mi w oko, potem po przeczytaniu opisu byłam jeszcze bardziej zaciekawiona. Niestety już w trakcie oglądania moja radość i ekscytacja mocno spadły. Główni bohaterowie byli okropni, ich zachowanie tak bardzo mnie drażniło, że tak naprawdę film oglądałam bo już zaczęłam. Najważniejszy wątek nie został tutaj wytłumaczony co jest okropne! Oglądałam tylko ze względu na to, a oni tak bardzo mnie zawiedli. Nawet nie wiem co mogę tu napisać, żeby było to kulturalne i nadające się do czytania. Po prostu jak dla mnie ten film to totalne dno i odradzam oglądanie go.
Pokój FILMWEB

poniedziałek, 6 marca 2017

#58 "Nevermore Kruk" Kelly Creagh

Hej!
Niestety nie mam za dużo czasu a z tą recenzją i tak już sporo zwlekam więc nie przedłużając zapraszam do czytania.

Uporządkowane życie Isobel, kapitan szkolnej drużyny czirliderek, właśnie zaczyna się walić. Pan Swanson, nauczyciel literatury, wymyślił następny ze swoich koszmarnych projektów. W parach. I kazał Isobel pracować razem z Panem-Ciemności-Varenem, niesympatycznym, wykolczykowanym gotem, z którym nikt z klasy nie zamienił nigdy bodaj jednego słowa. Może dlatego, że z kamieniami ciężko rozmawiać?
Przy bliższym poznaniu Varen okazuje się jeszcze mniej czarujący, niż się zapowiadało. Wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy. Ale ma to, czego rozpaczliwie potrzebuje Isobel – wiedzę na temat twórczości Edgara Allana Poego. Co więcej, jest gotów wziąć na siebie większą część zadania. Walcząc z uczuciem, że podpisuje cyrograf, Isobel przystępuje do projektu. W końcu wspólna praca nie będzie trwała wiecznie...
Albo będzie trwała, jeśli koszmar, który nosi w sobie Varen, wyrwie się na wolność. Wystarczy kilka dni, by przyjaciele odwrócili się od Isobel, kilka dni, by zmieniło się całe jej życie i kilka nieprzyjemnych słów, by najmroczniejsze marzenia zaczęły się urzeczywistniać. Uważaj, czego pragniesz – możesz to otrzymać.

Jak zapewne wiecie nie przepadam za bardzo za fantastyką. Doszłam jednak do wniosku, że w życiu należy próbować wszystkiego i dotyczy to też książek. Tak więc książkę przeczytałam i mogę dodać kolejną pozycję do tego gatunku. Powiem Wam, że nawet nie wiedziałam czego się spodziewać, ale nie było najgorzej. Od razu przygotujcie się na krótki i konkretny wpis.

Główna bohaterka, oczywiście popularna chilridekra będąca w związku z przystojnym chłopakiem, który gra w drużynie szkolnej. Banał. No, ale akurat tego typu początku to się spodziewałam. Teraz uwaga: musi zrobić projekt z najbardziej wyobcowanym chłopakiem w szkole. Znowu banał. To co piszę to nie spojlery, dowiadujemy się o tym na samym początku książki. No więc wróćmy dalej do banałów, a było ich całkiem sporo. Właściwie to większość książki się na tym opierała. Nie chcę tutaj za dużo przykładów wymieniać bo nie wiem kto, co uzna za spojler więc chyba ograniczę się do tych dwóch, ale możecie się śmiało domyślić co będzie dalej. Aczkolwiek tutaj muszę od razu zaznaczyć, że mimo tego schematu ta fantastyka bardzo mi się podobała i przyjemnie było poczytać trochę czegoś innego bo wbrew pozorom nie znam schematów fantastyki (o ile owe są) więc nie wiem czego się spodziewać. Tutaj też chcę napisać, że byłam bardzo zadowolona, że to czego byłam pewna tutaj było zupełnie odwrotne niż w romansach. Chłopak w ogóle nie starał się zdobyć dziewczyny i byłam aż z tego powodu wściekła, widać romanse zrobiły swoje.
Nie ma żadnych duchów. Są tylko durni chłopcy mający upodobanie do makabry i starcy, którzy lubią trzaskać drzwiami.
Główny wątek... Hmm... Trzeba to głośno 'powiedzieć': nie mam pojęcia jaki był główny wątek. Ich wspólny projekt raczej nie bo nie ma o nim mowy do końca książki. Tajemniczy drugi świat? Już bardziej, ale i tak nie mam pojęcia co się tam wyprawiało. Nie mogłam się za bardzo skupić i te wszystkie poboczne wątki trochę mnie rozpraszały, ale chyba zaczyna mi się podobać ten klimat i zacznę częściej czytywać takie historie. Ale wracając do głównego wątku, którego nie znam i tak trzeba przyznać, że fabuła była ciekawa i wciągająca. Może nie aż tak, że nie jestem w stanie się oderwać, ale jednak wciągająca.
Nie ma nic z wyjątkiem cierpienia i żalu, gdy myślimy o rzeczach i ludziach, których nie możemy mieć, o możliwościach, których nigdy nie zyskamy. 
No w sumie na dzisiaj to byłoby na tyle. Musicie wybaczyć mi te chaotyczne i krótkie wpisy, ale niestety szkoła nie daje o sobie zapomnieć. Teraz muszę zabrać się za lekturę więc Ci zmęczeni ciągłym wstawianiem recenzji będą prawdopodobnie mogli niedługo przeczytać coś innego. I od razu przepraszam osoby, które obserwuję za to, że nie zawsze jestem w stanie skomentować Wasze posty, ale wiecie, że po pewnym czasie staram się to nadrobić. Tak swoją drogą to uważam, że lepiej mieć garstkę osób, które się obserwuje (tak jak robię to ja) i czytać i komentować ich każdy wpis niż mieć ich dziesiątki i nie zajrzeć do nikogo.

Miłego dnia!

piątek, 3 marca 2017

#57 "Złe dziewczyny nie umierają" Katie Alender

Hej!
Niedawno romanse, ostatnio fantasy, a dzisiaj horror. Szaleję, ale trzeba czasami sięgnąć po coś innego bo nawet taka zapalona fanka miłości jak ja by się znudziła. No więc zapraszam, ale nie bójcie się nie będzie strasznie.




Alexis ucieka w fotografowanie i trzyma się na uboczu, jak niejedna nastolatka. Nie każdy jest urodzoną cheerleaderką. Zresztą jak się żyje z takimi rodzicami, nie ma w tym nic dziwnego. Młodsza siostra Alexis, trzynastoletnia Kasey, też jest specyficzna, z tym swoim zbzikowaniem na punkcie starych lalek. W sumie życie Alexis, choć trochę wyobcowane, nie odbiega od normy. Tak się przynajmniej wydaje…
Nagle sprawy wymykają się spod kontroli. Staje się jasne, że złowróżbne sygnały to był dopiero przedsmak prawdziwej grozy. Kasey zaczyna się zachowywać jeszcze bardziej niepokojąco niż wcześniej: jej błękitne oczy skrzą czasem zielonym blaskiem, pamięć odmawia jej posłuszeństwa, a słowa… słowa, które wypowiada, są żywcem wyjęte z dawnych epok. Kasey z radosnej kolekcjonerki lalek zmienia się w uosobienie zła. Dziwne rzeczy dzieją się też w domu. Drzwi otwierają się i zamykają, pchane niewidzialną ręką, woda sama się gotuje, klimatyzacja, choć wyłączona, przepełnia całe wnętrze chłodem.
Początkowo Alexis bierze te sytuacje za urojenia, ale wkrótce zdaje sobie sprawę, że wszystko dzieje się naprawdę i tylko ona może podjąć walkę z czającym się zagrożeniem i ratować siostrę. Tylko czy zielonooka potworna dziewczynka to wciąż ta sama osoba co wcześniej?


 Kiedy tylko książka pojawiła się w zapowiedziach nawet nie czytając opisu pomyślałam 'muszę ją mieć'.Czekałam, czekałam i w końcu (trochę po czasie) przed świętami Bożego Narodzenia ją kupiłam. I jak już ją miałam to ciągle odkładałam. Przeczytałam opis i mnie zamurowało. Nie wiem jak Wy, ale jedyna rzecz, której tak naaaaprawde się boje to właśnie opętania dlatego też tyle miesięcy bałam się sięgnąć po tą książkę. No i tu się zaczyna...

Ta książka w ogóle nie była straszna! Jak to ja trochę sobie dopowiadałam, zwłaszcza, że trochę czytało mi się nocą, ale książka sama w sobie nie miała żadnych strasznych elementów. Owszem dziwne zachowanie Kasey i samozamykające się drzwi nadawały klimat, ale nic poza tym. W całej historii znalazłam jeden jedyny moment, w którym przeszły mnie ciarki, ale to wszystko. Jestem bardzo zawiedziona aczkolwiek planuję w przyszłości sięgnąć po dalsze części gdyż liczę na więcej, a w zasadzie jakikolwiek strach.

Duchy są wszędzie. Nie sposób ich uniknąć. Próbujesz jedynie unikać tych, które chcą cię zabić.

Niestety w książce pojawia nam się wątek miłosny. Jest on tu zupełnie nie potrzebny i uważam, że rozprasza. Jak dla mnie autorka powinna w stu procentach skupić się na opętaniu bo nie wyszło jej to najlepiej. Przez całą książkę miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko i jest tylko wyobraźnią głównej bohaterki. Autorka opisała to wszystko tak pobierznie i naprawdę no miałam wrażenie, że to taki żart. Myślałam, że w sprawę włączą się jacyś łowcy demonów jak w filmie Obecność a tu takie rozczarowanie.

Niestety nie mam co tu więcej napisać. Książka okazała się słaba, a każda kolejna przeze mnie napisana rzecz będzie spojlerem więc dzisiaj recenzja na krótko. Czytaliście może?

niedziela, 26 lutego 2017

#56 "Czerwona królowa" Victoria Aveyard

Hej wszystkim!
Dzisiaj w końcu coś dla fanów fantasy, zapraszam.


– Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów – recytuje z pamięci Tyberiasz, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu i w dniu następnych urodzin masz wstąpić do wojska. Chodzisz do szkoły nieregularnie, osiągasz słabe wyniki i masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu. […]
– A mimo to jest w tobie coś więcej. – Król wstaje, ja zaś przyglądam się z bliska jego koronie. Jej końce są nieprzeciętnie ostre. Jak sztylety. – Coś, czego nie mogę pojąć. Jesteś jednocześnie Czerwoną i Srebrną. Ta osobliwość pociąga za sobą potworne konsekwencje, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Co zatem mam z tobą począć?

 Niestety nie mogłam znaleźć żadnego sensownego opisu więc skorzystałam z tego z lubimyczytać.pl. Może spróbuję napisać coś od siebie, ale nie wiem jak to wyjdzie. Mare, nastoletnia Czerwona niedługo skończy 18 lat i trafi do wojska tak jak jej starsi bracia. Jednak los sprawia, że pewnego dnia spotyka na swojej drodze Cala, tajemniczego chłopaka, który pomagając jej znaleźć pracę wywraca jej życie do góry nogami. Teraz Mare musi pilnować się na każdym kroku bo każda jej zła decyzja może kosztować ją życie.

No myślę, że nie było tak źle i trochę Was zaciekawiłam. Ja po przeczytaniu całej książki nie jestem  zachwycona. Być może to ze względu na to, że fantasy to nie moje klimaty, ale w życiu trzeba próbować wszystkiego, prawda? Mare, główna bohaterka oczywiście była wyjątkowa. Schemat, ale czego można spodziewać się po tego typu książkach? To już chyba musi być, lepiej skupić się na innych jej cechach. Na pewno była to ciekawa postać, nie raz mnie zaskakiwała, ale nie mogę napisać, że ją polubiłam. Miała w sobie coś takiego, co bardzo mnie irytowało. Nie lubię bohaterek, które na siłę próbują każdego ratować.

Stwarzanie nadziei, gdy w rzeczywistości jej nie ma, to okrucieństwo. Fałszywa wiara wywołuje rozczarowanie, ból i wściekłość, przez co niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze.

Autorka ma u mnie dużego plusa za pomieszanie mi w głowie. Na początku książki pojawił się tajemniczy chłopak i byłam pewna, że będzie to przyszły główny bohater. Jak się okazało byłam w wielkim błędzie a potem z każdą kolejną stroną zastanawiałam się z kim w końcu będzie Mare. Byłam pewna, że po przeczytaniu tylu schematycznych historii sama mogę dokończyć książkę, a jednak nie. Do końca czekałam na sceny 'miłości' z moim podejrzanym, a tu okazywało się, że ona coraz bardziej zbliżała się do innego. Jestem za to bardzo wdzięczna bo miło było odbiec od schematu. Oczywiście to nie spojler bo to co wydarzyło się na końcu (czego nawet odrobinę nie podejrzewałam) zmieniło wszystko, a wcale nie napisałam na czym polegało to zbliżenie.

Muszę przyznać, że sięgnęłam po tą książkę tylko ze względu na okładkę. Od dawna miałam na nią ochotę bo mieć taką ładną okładkę w swojej biblioteczce to sama przyjemność. No cóż, owszem zadowolona nie jestem, ale nie mogę powiedzieć, że było tragicznie. Po prostu nie trafiają do mnie sceny walki czy ćwiczeń z mocami jak to bywa w fantastyce. Jednak autorka miała bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Nie było tu scen z humorem co lubię, ale było nawet ciekawie. Myślę, że fani tego typu historii będą zadowoleni, ale ja chyba wolę więcej miłości, a mniej przemocy.
Czytaliście tą książkę?

czwartek, 23 lutego 2017

#55 "Bez winy" Mia Sheridan

Hej. 
Wiem, że ostatnio moje recenzje nie były najlepsze. Krótkie, chaotyczne i czasami bez sensu. Niestety nie miałam za dużo weny i nic mi się nie sklejało, ale dzisiaj trochę bardziej się postaram. Zapraszam.


Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.
Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…
Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.
Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

Od bardzo, bardzo dawna odkładałam tą książkę. Mnóstwo blogerów zdążyło już o niej napisać, większość zachwalała ją sobie a ja nadal nic. Nie spotkałam się wcześniej z twórczością tej autorki tak więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Muszę za to napisać, że książka przeszła moje najśmielsze oczekiwania i jestem nią zachwycona. 

Kira jako główna bohaterka od razu zyskała moją sympatię. Mimo że momentami byłam lekko zazdrosna bo halo spójrzcie tylko na pana z okładki! Tak czy inaczej nie sprawiała, że się irytowałam chociaż w wielu chwilach była taka słodka i urocza, że to aż nie realne. Grayson, którego utożsamiałam sobie z przystojnym panem z okładki również od początku przypadł mi do gustu (i to nie tylko ze względu na wygląd). Nie wiem jak to jest, ale dziewczyny jakoś bardziej pociągają ciemne charaktery i ja niezaprzeczalnie należę do tej grupy :D Grayson jako chłopak z przeszłością i zadziornym charakterem idealnie nadawał się do 'granej' przez siebie roli. Od pierwszych stron wczułam się w ich historię i wszystko (a nie zawsze tak jest) idealnie mogłam sobie wyobrazić. Trzeba przyznać, że czytając naprawdę zapominałam o realnym świecie a na myśl o zakończeniu książki czułam wielki smutek. 

Miłość nie zawsze jest łatwa nawet po płatkach róż. Potrafi boleć. Oznacza odsłonięcie się, całego siebie, każdej delikatnej części, i wystawienie na możliwość zranienia. Bo prawdziwa miłość to nie tylko kwiat, prawdziwa miłość również ciernie.

Tak jak już wspomniałam od początku cała ta historia bardzo przypadła mi do gustu. Główny wątek i propozycja, z którą po raz pierwszy spotkałam się w książce od razu mnie zaciekawiły. Każda nowa pojawiająca się postać dodawała czegoś nowego, ciekawego i ani razu się nie zawiodłam. Autorka idealnie wykreowała wszystkich bohaterów, każdemu dała coś ciekawego przez co cała historia była nienaganna i wciągająca. Zadziorne charakterki głównych bohaterów i ich częste 'kłótnie' nie tylko były intrygujące, ale i zabawne co w książce jest bardzo ważne i przyjemne. Oczywiście mamy tu też sporo uroczych i wiernych przyjaciół, ale wszystko jest napisane w taki prawdziwy i realny sposób, że nie ma się do czego doczepić. 
Czy to twój uśmiech? Naprawdę? - Udałam, że się otrząsam. - Przypomina bardziej obłąkaną hienę.
Podsumowując trzeba przyznać, że autorka ma talent. Po tylu przeczytanych przeze mnie romansach naprawdę jestem w szoku, że autorka zdołała wymyślić tak ciekawą i nie bardzo schematyczną historię. Na pewno sięgnę po inne jej pozycje i jestem pewna, że mnie nie zawiodą. Żałuję tylko, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej. Jeżeli ktokolwiek jeszcze nie czytał to niech to jak najszybciej nadrobi!