czwartek, 18 października 2018

Czas na film!

Hej! Dawno już nie było niczego nie związanego z książką, ale nie ukrywam, że nie mam zbyt wiele czasu wolnego i po prostu nie chce mi się niczego pisać. Mam ochotę tylko oglądać i czytać, ale żeby naskrobać coś sensownego... No niestety ostatnio mi to nie wychodzi. Nie chce natomiast zaniedbać i opuścić całkowicie bloga, dlatego też narazie pojawiają się często recenzje, które po prostu mnie nie zadowalają. Miejmy nadzieję, że szybko mi to minie, a dzisiaj mam dla was kilka filmów, które udało mi się obejrzeć pomiędzy serialem Lucyfer.

Ps. Jeżeli ciekawi was po krótce fabuła, kliknijcie w link, który przekieruje was do strony Filmweb.


41 dni nadziei


Długo długo zbierałam się do obejrzenia tego filmu bo interesował mnie już od zapowiedzi. Po obejrzeniu muszę przyznać, że się nie zawiodłam, ale i nie jestem w pełni usatysfakcjonowana. Historia oparta na faktach, dramat dwojga młodych i zakochanych ludzi, którzy wybierają się w niezwykle długi rejs zwykłym jachtem. Po drodze spotykają ogromny huragan, który sieje spustoszenie zarówno na łódkę, jak i w ich życiu. Nie ukrywam, że uwielbiam filmy o przetrwaniu więc taki rozwój sytuacji to dla mnie gratka, ale jednocześnie cały czas miałam w głowie myśl, że to wydarzyło się naprawdę. Przeżywałam to mocno, ale zakończenie wbiło mnie w fotel. Dosłownie, potem musiałam wstać bo aż tak się przejęłam. Gra aktorska nie była może znakomita, ale dało się oglądać. Było naprawdę dobrze i ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci. Po końcowych informacjach poczytałam nawet trochę na temat tej pary i nie ukrywam, że podziwiam!

The kissing booth


Niedawno przeczytałam książkę o tym samym tytule i wiecie, jakie wywarła na mnie wrażenie. Dno. Nie wiem dlaczego podejrzewałam, że film będzie lepszy, ale miałam ochotę go obejrzeć. No i co? Wytrzymałam ledwo godzinę. Było to tak nudne, tak głupie i tak słodkie, że myślałam iż zwymiotuje. Kilka dni później równie głupia postanowiłam, że dokończę bo nie lubię tak ukrywać niczego w połowie i tu już było minimalnie, ociupinkę lepiej. Bo się kłócili i mniej ich było razem. Dało się oglądać, ale jednym okiem. Wygrałam, ale nigdy więcej nie powrócę. Aktorzy zagrali okropnie, zwłaszcza główna bohaterka i te jej miny... Boże, to była jakaś maskara. Miałam wrażenie, że musi do łazienki momentami. Tylko Lee zagrał na tyle przyzwoicie, że wytrzymałam. Niestety nie polecam w ogóle ani książki ani filmu. Nie ma co tracić czasu.

W blasku nocy


Tutaj również najpierw postawiłam na książkę, żeby zaraz obejrzeć film. Po niezwykle emocjonującej wersji papierowej sądziłam, że nie uronię łzy, ale nie udało mi się. Płakałam nawet bardziej bo zakończenie było pokazane w bardziej wzruszający sposób. Uważam, że cała ta historia była ciekawa i oryginalna, a chociaż za aktorką nie przepadam to nawet przypadła mi do gustu. Pośmiałam się, ale i popłakałam. Bardzo życiowy i wzruszający film, który długo pozostawał w mojej pamięci. Polecam obie wersje bo są bardzo podobne.

Światło między oceanami


W końcu udało się obejrzeć! Najpierw były plany na książkę, ale zaczęłam od filmu, który swoim zwiastunem mocno mnie zaciekawił. Chociaż początek był nudnawy, to kiedy akcja się rozkręciła ciężko było się oderwać. Piękna i wzruszająca historia o dwójce ludzi, którzy podejmują jedną jedyną decyzję, która zaważy na całym ich życiu. Piękne tło i ciekawa gra aktorska. Emocje towarzyszące na każdym kroku. Sama nie wiedziałabym jak się zachować i chociaż rozumiałam po krótce każdego z bohaterów to miałam wątpliwości co do ich wyborów. Główna bohaterka na koniec ogromnie spadła w moich oczach, ale ogólnie rzecz ujmując obydwoje zagrali naprawdę świetnie. Naprawdę polecam! 


Czytaj dalej »

niedziela, 14 października 2018

"The kissing booth" Beth Reekles


Tytuł: The kissing booth
Autor: Beth Reekles
Tom/seria: The kissing booth (tom 1)
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 7 lipca 2018
Ilość stron: 400
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Kiedy Elle postanawia zorganizować na szkolnym festynie budkę z całusami, nie ma pojęcia, że sama w niej usiądzie – ani że swój pierwszy pocałunek przeżyje z aroganckim Noah. Jej życie wywraca się do góry nogami. Czy ten romans przyniesie Elle happy end czy złamane serce?
~lubimyczytac.pl

Postanowiłam, że i tym razem postawię na książkę, a film obejrzę później. Obawiam się, że okazał się to nienajlepszy pomysł aczkolwiek słuchając opinii o ekranizacji śmiem sądzić, że najlepiej było wcale nie poznawać tej historii. To była maskara.

Elle i Lee to przyjaciele od niepamiętnych czasów. Robią wszystko razem, myślą o tym samym, razem chorują i obchodzą razem urodziny. Już teraz brzmi tandetnie i słabo. Ona się przy nim nawet przebiera i wyznają sobie na okrągło braterską miłość. Nie potrafią się na siebie gniewać i nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Aż do momentu, kiedy Elle zaczyna spotykać się z Noah, bratem swojego najlepszego przyjaciela. I oczywiście tutaj standard: on najprzystojnieszy w szkole, popularny, ciemny charakter, który lubi bójki. Maskara razy dwa, bardziej oryginalnie się nie dało, prawda? Spotykają się w tajemnicy, ale to nawet nie było by takie złe gdyby nie fakt, w jaki sposób zachowuje się ten "zbuntowany chłopak". Nagle jest słodki, uroczy i troskliwy. Ale to nic. Najlepsze było na początku, kiedy to Noah był aż nadto opiekuńczy i pojawiał się ZAWSZE kiedy do Elle zbliżał się chłopak. Wdawał się w bójki z byle powodu, albo po prostu ją zabierał z danego miejsca bo taki miał kaprys. Błagam, serio? Cała ta fabuła była tak banalna i schematyczna, że to aż bolało. A te niedociągnięcia w charakterze bohatera tylko dolały oliwy do ognia. Nie wspominam nawet o cukierkowatości i kiczowatości, która przewijała się z każdą stroną. Coś okropnego. Jak lubię takie słodkie i schematyczne historie od czasu do czasu poczytać, tak do końca tej ledwo dobrnęłam.

Elle... Była postacią... Nie wiem. Była wkurzająca, ale czasami ją rozumiałam, jednak w głównej mierze mnie denerwowała. Jedyny plus tej historii i jej samej to fakt, że od początku nie owijano w bawełnę, że Noah jej się podobał. Ale to tyle. Wkurzała się na niego, a jednocześnie czułam, że podobało się jej to całe zmienne zachowanie chłopaka. Latała za nim i sama pakowała się w dziwne sytuacje, a potem krzyczała, kiedy ktoś zwracał jej uwagę. Koszmar. Lee, jej najlepszy przyjaciel i brat Noah, był zdecydowanie najcenniejszą postacią. Należy do tych przyjaciół typu: śmieszny, błyskotliwe i zabawne riposty, niezorganizowany. Lubię takie osoby więc nic dziwnego, że to właśnie jego polubiłam. Troszczył się o Elle, ale bez przesady i miało to wyczucie. Nie to co Noah... Jak już wspominałam, najpierw złościł się na dziewczynę o byle co i nie dopuszczał do niej żadnego chłopaka, potem był słodki i uroczy (na swój sposób). Pierwszy"czarny charakter", którego nie polubiłam. O tyle dobrze, że autorka nie postanowiła połączyć jeszcze uczuciem Elle z drugim bratem...


Niestety bardzo czuło się, że tę książkę napisała nastolatka. Była okropnie schematyczna i cukierkowata, na dodatek nie miała za dużego przekazu. Styl Reekles zupełnie nie przypadł mi do gustu. Słownictwo typu "Bosz" czy ciągłe "zachichotał" u bad boya nie było dla mnie do przyjęcia. A nadopiekunczość przyjaciół, kiedy Elle tylko na chwilę odeszła od stołu, a wszyscy martwili się czy wszystko w porządku, też mnie odrzuciła. Jakoś w momencie, kiedy Elle dała jasno do zrozumienia ojcu, że przed 17 spała z chłopakiem, którego ten nie lubi, a on to olał... No cóż, brak mi słów!

The kissing booth okazała się okropnie słabą młodzieżówką, która zabija swoją kiczowatością. Cisną mi się na usta same najgorsze przymiotniki więc lepiej się powstrzymam, ale cóż, jeżeli lubicie słodkich bad boy'ów i ciągłe dziwne sytuacje, to śmiało, sięgnijcie! Obawiam się tylko ekranizacji, ale no ciekawość każe mi sprawdzić.
Czytaj dalej »

wtorek, 9 października 2018

"W blasku nocy" Trish Cook


Tytuł: W blasku nocy
Autor: Trish Cook
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 11 lipca 2018
Ilość stron: 272
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 8/10

Siedemnastoletnia Katie, cierpi na groźną chorobę: nie może mieć kontaktu ze słońcem. Dlatego na dwór wychodzi wyłącznie po zmroku. Co noc gra na gitarze w podziemiach lokalnej stacji kolejowej. Pewnego razu spotyka Charliego, w którym kiedyś skrycie się podkochiwała. Rozpoczyna się romans, a dziewczyna za wszelką cenę usiłuje ukryć przed Charliem chorobę.
~lubimyczytac.pl

Kiedy swego czasu było o tym tytule głośno, nie spodziewałam się, że i ja to poznam. Za aktorką widniejacą na okładce nie przepadam więc wyobrażanie jej sobie jako głównej bohaterki wydało mi się trudną i ciężką próbą, ale się przemogłam. Nie mogłam przejść obojętnie obok tak ciekawej i oryginalnej fabuły.

Katie cierpi na niezwykle rzadką chorobę XP przez co nie może przebywać na słońcu. I chociaż może wydawać się, że życie w nocy może być spełnieniem marzeń każdego, to dla niej jest to utrapieniem. Nie może wieść życia typowej nastolatki, mimo że bardzo tego pragnie. Tak samo mocno jak spotkać się z Charliem- chłopakiem, którego codziennie obserwuje, i w którym jest skrycie zakochana. Katie nie wie, że jeden wieczór może na zawsze zmienić jej życie i kiedy już spotyka chłopaka swoich marzeń, zaczyna wierzyć, że może oczekiwać od siebie i życia czegoś więcej niż siedzenie w domu i nauka online. Muszę przyznać, że była to naprawdę piękna i wzruszająca historia, jakich mało. Chociaż momentami zalatywało schematycznoscią i przewidywalnością, to i tak niezwykle miło było to czytać. Miło i szybko bo skończyłam w pół dnia. Bardzo wczułam się w fabułę i sytuacje bohaterów, autorka stworzyła niezwykły klimat i tło, od których ciężko było się oderwać. Jednocześnie wplotła sporo wątków i chociaż każdy mocno przeżywałam to mam wrażenie, że żadnego nie poznałam wystarczająco mocno i szczegółowo, co jest dziwne bo każdemu z nich poświęcono tyle samo czasu i uwagi. Być może to mi po prostu jest za mało.

Katie jako główna bohaterka była całkiem w porządku. Tak jak napisałam wcześniej niekoniecznie lubię tę aktorkę, ale nawet byłam w stanie ją sobie wyobrazić w tej roli. Postać książkową bardzo polubiłam i mocno jej kibicowałam. Jednocześnie wylałam morze łez nad jej losem i tym co musi w życiu przechodzić. Charlie był uroczym i czarującym chłopcem, ale takim jakich od groma w książkach. Czuły, dobry i wszystko co najlepsze, z świetnymi wynikami, które nagle ulegają zniszczeniu i trzeba o nie ponownie zawalczyć. Banał. Ale nie ukrywam, że miało to swój urok i nawet go polubiłam. Chwilę uwagi trzeba też zdecydowanie poświęcić tacie i przyjaciółce Katie, którzy według mnie byli tutaj najlepszymi i najciekawszymi postaciami. Pokochałam jej rodzica miłością bez podtekstów gdyż był to tak przemiły i skrzywdzony przez los człowiek, że to jego na koniec najbardziej żałowałam, to jego najbardziej było mi szkoda. Kochający, ciepły i opiekuńczy- świetna postać. Morgan natomiast to przyjaciółka, jakke ostatnio często pojawiają się w książkach, ale to te najlepsze postacie. Pyskata, bystra i spontaniczna. Bezkonkurencyjnie najlepsza!



Styl autorki bardzo mi się spodobał, oprócz początku gdzie boahterka zwracała się bezpośrednio do czytelnika, był lekki i przyjemny. W trudnych momentach znajdowaliśmy chwilę na humor, a oprócz tego zaserwowano nam cały wachlarz emocji. Radość, smutek, rozpacz, szczęście i dumę. Łzy lały się ze mnie strumieniem, ale i sporo się pośmiałam. Żałuję tylko, że na koniec tej pięknej historii nie wypowiedziała się Morgan, przyjaciółka. Byłam ciekawa jak ona zareagowała na ten zwrot wydarzeń, ale niestety po całości olano ten wątek. Szkoda, można było poświęcić chociaż stronę na epilog, ale w głębi duszy rozumiem dlaczego zakończono ten wątek w taki sposób. 

W blasku nocy okazała się cudowną historią miłości dwojga nastolatków, którym życie cały czas stawia kłody pod nogi. Zabawna i zarazem wzruszająca książka, która na koniec zmusza do refleksji. 
Czytaj dalej »

sobota, 6 października 2018

"Księga kłamstw" Teri Terry


Tytuł: Księga kłamstw
Autor: Teri Terry
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Młody Book
Data wydania: 10 maja 2017
Ilość stron: 392
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 9/10

Na pogrzebie matki Quinn dokonuje niewiarygodnego odkrycia. Ma siostrę bliźniaczkę, Piper, podobną do niej jak dwie krople wody. Ale dlaczego siostry zostały rozdzielone? Dlaczego Piper mieszkała z rodzicami w pięknym domu, podczas gdy Quinn, niczym niebezpieczne zwierzę, zamknięto u babci w Dartmoor?
Przed siostrami stopniowo odkrywa się mroczna przepowiednia. Z czasem staje się jasne, że jedna z nich kłamie.
~lubimyczytac.pl

Na początku roku poznałam książkę Zresetowana tej autorki i nie przypadła mi ona zbyt mocno do gustu. Sceptycznie zatem podeszłam i do tego tytułu gdzie dodatkowo nie często sięgam po ten gatunek ( bo do końca młodzieżówka to to nie jest). Ale że w bibliotece za dużego wyboru nie było, to wzięłam i wiecie co? Nie żałuję!

Piper i Quinn to bliźniaczki, które nie mają pojęcia o istnieniu tej drugiej (tak przynajmniej twierdzą), a dowiadują się o tym na pogrzebie matki. To właśnie wtedy zaczyna się cała akcja i historia tej dwójki. Już od samego początku można poczuć dreszczyk emocji, kiedy dziewczyny ukrywają się na zmianę bądź zamieniają rolami. To wtedy wychodzi na jaw, że bliźniaczki nie należą do zwyczajnej rodziny, a od pokoleń ciąży nad nimi klątwa. Jak wielka i mroczna nie dowiecie się ode mnie, ale za to jaka ciekawa. Równie ciekawa co wątki do niej dodawane: rodzinne tajemnice, kłótnie i spory. A na koniec najwazniejsze: która z dziewczyn jest tą o mrocznym charakterze? No nie ukrywam, że bardzo wciągnęła mnie ta historia pod każdym względem. Może rozczarowało mnie leciutko zakończenie, ale pod względem całości jestem w stanie przymknąć na to oko. Fabule nie mam nic do zażucenia- była mega!

O bohaterach słów kilka. Piper nie polubiłam od samego początku. Chociaż była identyczna jak Quinn to różniły się bardzo charakterem. Piper tak bardzo mąciła, była aż nadto dociekliwy i chyba to tak mi się w niej nie spodobało. Quinn natomiast była raczej bierna i na wszystko się zgadzała, co znowu nie stawia jej w najlepszym świetle, ale lepszym niż siostrę. Najbardziej zapamietałam ich babcię- kobietę starą i mądrą, która chociaż ogromnie surowa, to dbała o dobro wnuczek. A ja zrozumiałam to dopiero pod koniec. Żałuję, że poświęcono jej tak mało w książce (tak naprawdę było tego całkiem dużo, ale dla mnie to i tak za mało) podobnie jak Zakowi, chłopakowi jednej z sióstr. Był w porządku, ale jednak mnie irytował. Czym? Nie mam pojęcia, ale momentami chciałam po prostu, żeby zniknął.


I tak oto dochodzimy do końca tej jakże długiej i wyczerpującej recenzji. Tak naprawdę uważam, że nie ma co pisać na siłę więcej. Co chciałam wam przekazać przekazałam, a chętni na pewno się jacyś znajdą. Styl autorki podobny mam wrażenie, ale temat podpadł mi zdecydowanie bardziej. Czytało się bardzo szybko i przyjemnie, szkoda że nie ma kontynuacji i dokładniejszego zakończenia.

Księga kłamstw okazała się zaskakująco dobrą lekturą na wieczór. Pełna emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, zagadek i tajemnic. Jednocześnie uczy i zmusza do refleksji, a zakończenie każe ci zastanowić się nad ciągiem dalszym tej historii.
Czytaj dalej »

wtorek, 2 października 2018

Podsumowanie września

Hej, hej już w październiku! Jak wam minął pierwszy miesiąc szkoły? Ja nadal wakacje, ale jakby już nie wakacje. Praca pochłania połowę mojego czasu, a jak teraz dojdą też studia to aż boję się pomyśleć, jak odbije się to na moim czytaniu. Oczywiście nie zamierzam poprzestać i zaniedbać bloga, jednak posty mogą pojawiać się zdecydowanie rzadziej, co mogliście już zauważyć. Ale przejdźmy do rzeczy: we wrześniu udało mi się przeczytać sześć książek, z czego zadowolona jestem. Dodatkowo nawiązałam współpracę z dwoma nowymi wydawnictwami, co tylko cieszy i oby było ich więcej bo sprawia to przecież taką radość, kiedy masz co czytać i twoja kolekcja się powiększa ❤❤



Tak to się kończy okazała się nudną i nijaką książką. Czytałam ją bardzo długo bo nie potrafiłam się zmusić do jej wzięcia. Wolałam leżeć i patrzeć w sufit niż dalej ją kontynuować, co już samo mówi za siebie. Nie ocenię jej niżej bo tak naprawdę nie było tam niedociągnięć, czy innych okropnych rzeczy, jakie mogą popełnić autorzy. Jedyne co tam było to ogromna NUDA.



Najlepszy powód, by żyć okazała się dosyć nudnawą i nie najlepszą książka. Piękna okładka i ciekawy opis to jedyne pozytywne rzeczy, które mogę znaleźć w tej historii. Mimo że nie była ona tragiczna, to styl autorki sprawił, że ciężko było mi czytać ją szybko. Nie polecam, ale i nie odradzam. Ot, taki przeciętniak z irytującym słownictwem.



Obserwuję Cię to wspaniała i wciągająca historia. Nie da się odłożyć jej w trakcie czytania. Kiedy już zaczniesz, musisz dobrnąć do końca. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać, a wam wszystkim serdecznie polecam.



Chłopak taki jak ty okazał się świetną i niezmiernie ciekawą historią. Wciągającą z mrocznym klimatem, dramatami, ale i humorem w tle. Ta książka pokazuje co w życiu jest ważne i co tak naprawdę się liczy, a większość tego mamy na wyciągnięcie ręki- wystarczy po to tylko sięgnąć.



Na ratunek okazała się świetną książką. Chwytającą za serce, ale i taką, przy której da się odpocząć i zrelaksować. Idealna na chłodny wieczór, dzięki której możemy znaleźć się w innym miejscu. Pouczająca i zapadająca w pamięć.



Stany małżeńskie i pośrednie okazała się książką dosyć przeciętna, z przecietnymi bohaterami i problemami. Dla mnie, nastolatki, okazała się nie dość dobrą historią, ale jestem pewna, że osoby starsze, bardziej doświadczone życiem, mogą się całkiem dobrze bawić przy tej lekturze. Książka mogłaby okazać się miłą odskocznią od codzienności, zabawić, ale i zmusić do refleksji.

Najgorszą książką zdecydowanie okazała się Tak to się kończy, której nie polecam nikomu. Co do tej najlepszej to ciężko mi wybrać bo wahałabym się nad trzema najwyżej ocenionymi pozycjami. 

Zapraszam was też na mojego Instagrama: truskawkowe_ksiazki. Miłego dnia ❤❤
Czytaj dalej »

sobota, 29 września 2018

"Stany małżeńskie i pośrednie" Dorota Kassjanowicz


Tytuł: Stany małżeńskie i pośrednie 
Autor: Dorota Kassjanowicz
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 4 lipca 2018
Ilość stron: 476
Kategoria: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 6/10

Weronika po urodzeniu synów nie ma już dawnego ciała, za to stała się wcieleniem wielofunkcyjności. W ferworze codziennych obowiązków i wobec wiecznej nieobecności męża w domu już zapomniała, że jest kobietą. Przyjaciółki Weroniki również nie mają łatwo. Dla Agaty, nauczycielki matematyki, praca w szkole jest zdecydowanie poniżej ambicji. Chciałaby coś w swoim życiu zmienić, ale zawsze kończy się tylko na chęciach... Jowita na co dzień jest stylistką-wizażystka, lecz tak naprawdę marzy o wystawach swoich grafik w galeriach całego świata. Ale najbardziej o poprawieniu relacji z nastoletnią, zbuntowaną córką. Na szczęście może liczyć na zakochanego w niej Szweda, Erlinga. Jeżeli tylko uda mu się wreszcie wrócić z obserwacji żubrów w Białowieży... Izka, wiolonczelistka, gra w orkiestrze w filharmonii, natomiast na jej nerwach gra – oczywiście pragnąca wyłącznie jej dobra – matka, która czeka na zięcia. Ale nie tak łatwo go znaleźć, gdy ciągle dopada cię synestezja, więc widzisz słowa i ludzi w różnych kolorach.
~lubimyczytac.pl

Nie ukrywam, że od początku nie liczyłam na coś naprawdę dobrego, a tylko na lekką dla nastolatki historię o trudach dorosłego życia. I pod tym względem się nie zawiodłam. Spędziłam przygodę z przyjaciółkami, z których każda miała inne, własne problemy i próbowała na swój sposób je rozwiązać. Mniej rozsądnie lub bardziej. Od niektórych wątków ciężko było się oderwać, ale w gruncie rzeczy książka minęła bez większego echa. Nie pozostanie na pewno długo w mojej pamięci.

Zacznijmy od wcale nie prostej fabuły. Przeplatające się losy przyjaciółek, tak naprawdę na początku ciężko było się zorientować o kim mowa i jak plasuje się sytuacja bohaterki. Tutaj pomógł mi tylny opis, na który co i rusz zerkałam. Potem, kiedy już wczułam się w historię i mniej więcej orientowałam się co się dzieję, było łatwiej i przyjemniej. Chociaż niekoniecznie od razu zakochałam się w bohaterach, a właściwie to prawie żadnej nie polubiłam, to ich wątki na swój sposób nawet mnie zaciekawiły.  Dorosłe kobiety: mężatka z dziećmi, rozwódka, samotna "stara panna", a w tle ich rodzina, która bardzo chętnie wtrąca się w ich życie i wyraża swoje opinie. Było to momentami zarówno zabawne, jak i zmuszające do refleksji. Nie ukrywam, że najbardziej poruszyła mnie historia Weroniki- mężatki z dwojgiem dzieci, której mąż nie szanował. Dostawałam ataku wściekłości za każdym razem, kiedy miała miejsce scena z nim związana. Oczekiwał i oczekiwał, obrażał, a w zamian nie dawał nic. Dziwię się tej kobiecie, że mimo to nadal chciała z nim zostać i nie rozumiem, ale co najzabawniejsze to właśnie ją polubiłam najbardziej. Chociaż była to postać nijaka bez własnego zdania i opinii, wiecznie chcąca dogodzić mężowi, to właśnie ona zyskała moją największą aprobatę. Być może dlatego, że nie wypowiadała się w taki sposób jak reszta, ale o tym za chwilę. Inne wątki również były ciekawe, ale na pewno nie aż tak, jak ten Weroniki. Reszta nie przyprawiała mnie o tak silne uczucia i jakoś nie mogłam się wczuć. Wiedziałam co się dzieje i nawet jednej lekko kibicowałam, ale to za mało. Romanse, praca, trudne macierzyństwo- to wszystko było fajne, połączone w ciekawy sposób, chwilami zabawne i wzruszające, ale patrząc na to po przeczytaniu, czuję, że szybko wyleci mi z głowy.

Tak jak wspomniałam wyżej, najbardziej polubiłam Weronikę i o niej lekko już się rozpisałam. Co tak bardzo przeszkadzało mi w innych postaciach? Myślę, że był to ich język. Bluźnienie, chociaż nie agresywne, raczej takie początkowe litery tych wyrazów, jednak liczne, mocno mnie odrzucały. Od blisko czterdziestoletnich kobiet z dziećmi lub nie, oczekiwałam raczej bardziej... wyniosłego języka? W każdym bądź razie nie tylko ich styl wypowiadania się tak mocno mnie zranił, ale ich postawa do życia. No bo jak matka z córką nastolatką może pozwolić sobie na lekką i praktycznie dorywczą pracę, o której utrzymanie nawet się nie stara? Nie mówiąc już o jej podejściu do wychowywania dziecka. I jak samotna panna (tak nazywana przez matkę), kiedy już ma szansę na prawdziwy i szczęśliwy związek stara się zrobić wszystko, żeby to się nie udało? Wybaczcie, ale dla mnie coś takiego nie przejdzie. A żałuję bo gdyby nie język bohaterek i to całe lekkie podejście do życia bohaterek byłaby to naprawdę dobra książka.


Co do stylu autorki... Przeszkadzało mi tylko takie wykreowanie postaci i słownictwo użyte w książce. Przeżyłabym nawet to podejście bohaterów do życia bo tak mieli zostać ukazanie, ale jeżeli mam być szczera to wolałabym, żeby to wszystko wyglądało inaczej. Inaczej potoczyły się losy każdej z bohaterek I żałuję, że nie doczekała się kontynuacji losów mojej ulubionej bohaterki, czego byłam tak bardzo ciekawa. 

Stany małżeńskie i pośrednie okazała się książką dosyć przeciętna, z przecietnymi bohaterami i problemami. Dla mnie, nastolatki, okazała się nie dość dobrą historią, ale jestem pewna, że osoby starsze, bardziej doświadczone życiem, mogą się całkiem dobrze bawić przy tej lekturze. Książka mogłaby okazać się miłą odskocznią od codzienności, zabawić, ale i zmusić do refleksji.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

Czytaj dalej »

niedziela, 23 września 2018

"Na ratunek" Nicholas Sparks


Tytuł: Na ratunek
Autor: Nicholas Sparks
Tom/seria: Wszystkie kolory miłości
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 12 maja 2016
Ilość stron: 400
Kategoria: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 8/10

Denise Holton samotnie wychowuje czteroletniego Kyle'a. Chłopiec cierpi na zaburzenia mowy, ale źródło choroby nie jest znane. Denise spędza całe dnie, ucząc syna mówić, wieczorami pracuje jako kelnerka. Pewnego dnia podczas burzy samochód, którym jadą, wpada w poślizg i rozbija się na drzewie. Matka traci przytomność, a zdezorientowany malec wysiada z auta i gubi się w lesie. Tam odnajduje go strażak, Taylor McAden. Dramatyczna przygoda zbliża do siebie Denise i Taylora, a zamknięty w sobie Kyle wyraźne odżywa. Po kilku miesiącach zaczynają się jednak problemy...
 ~lubimyczytac.pl

Muszę przyznać, że ostatnio bardzo polubiłam twórczość Sparksa. We dwoje, którą miałam okazję przeczytać, okazała się tak dobrą książką, że po kolejny tytuł nie wahałam się sięgnąć. Nie oczekiwałam też wiele mimo wszystko, a jednak zostałam bardzo mile zaskoczona. 

Denise samotnie wychowuje synka, który ma problemy z mową. I chociaż kobieta kocha go ponad wszystko, spędza z nim każdą wolną chwilę na nauce, to nie sposób nie zauważyć, jak bardzo chłopiec odstaje od reszty rówieśników. Tragiczny wypadek zmienia jej dotychczas poukładane życie w ciąg niespodziewanych zdarzeń. Kiedy jej syna odnajduje przystojny strażak, który wcześniej pomógł jej wydostać się z samochodu, oboje zaczynają się częściej spotykać. Z pozoru niewinne spotkania przeradzają się w coś więcej. Ale jak można stworzyć z kimś prawdziwy związek, jeżeli nie chce się angażować bardziej niż to konieczne? A Taylor właśnie taki był. Oczywiście cała ta z początku ciekawa fabuła okazała się nie taka znowu wciągająca. Chociaż czytało się szybko i było przyjemnie, to nie zabrakło momentów irytacji. Mianowicie podejście i zachowanie Taylora. Mnie osobiście bardzo irytują mężczyźni, którzy są czuli i troskliwi, ale kiedy nadchodzi poważny moment, uciekają gdzie pieprz rośnie. To jedno teoretycznie małe zdarzenie, sprawiło, że cała fabuła diametralnie opadła w moich oczach. Reszta, to jest : nauka i relacja z Kayle'm- świetnie i prawdziwie oddana; przyjaźnie drugopanowe- cudowne, wzruszające i nienaciągane; dramat, z którego autor jest znany: bolesny, ale pouczający. Nie jestem w stanie znaleźć tu wielu minusów. Historia była piękna, ale nie do przesady. Cuierkowatość znaleźliśmy dopiero w epilogu, a chociaż po drodze było sporo nagłego szczęścia, to zdystansowana główna bohaterka, sprawiała, że wszystko wydawało się bardziej realne i prawdziwe, dzięki czemu mogliśmy się poczuć, jak gdybyśmy tam byli.


Cała historia umiejscowiona została w małym miasteczku, w którym każdy zna każdego. W życiu realnym to irytujące, ale tutaj okazało się strzałem w dziesiątkę. Uroczy i swojski klimat, dodatkowo przemili bohaterowie, którzy stworzyli jedną wielką rodzinę. Coś wspaniałego. Denise, jako główna postać była wykreowany idealnie. W idealny sposób pokazała nam wady i zalety życia z dzieckiem pokroju Kayle'a- chłopcem odstającym od reszty rówieśników. Była ciepłą i pełną siły kobietą, ale jak każdemu z nas zdarzały jej się chwilę słabości. Ona jednak szła dalej i dbała, aby jej dziecku niczego nie zabrakło. Stawiała to na pierwszym miejscu, dlatego też była tak ostrożna w relacjach z Taylor'em, co tylko dodawało jej plusów. Sam Taylor natomiast to postać bardzo skomplikowana. W jednym momencie czuły i troskliwy, aby zaraz stać się oziębłym i oddalić się od Denise i Kayle'a. Pokochałam bo w momentach dbania o chłopca i ukochaną, ale znienawidziłam, kiedy bez powodu się od nich odsunął. "Demony przeszłości" dawno mi się przepadły, a jego zachowanie nie było dla mnie uzasadnione. W ogólnym rozrachunku bohater ten znajduje się u mnie po środku- nie wiem, jak to ocenić. 

Oprócz sielankowego nastroju i klimatu tworzonego przez miasteczko i jego mieszkańców, urok całej historii zdecydowanie dodawał również Kayle- przeuroczy chłopiec, który od razu skradł moje serce. To też pękało, kiedy mały nie potrafił się wysłowić, ale kiedy już coś mówił rozpierała mnie duma i serce rosło. Ale pamiętajmy, że emocje nie kończyły się tylko tutaj. Wzruszająca historia z dzieciństwa Taylora, owe demony przeszłości również mnie rozbroiła, ale ta właśnie historia sprawiła, że mężczyzna jeszcze bardziej spadł w moich oczach. A dramaty uwielbiane przez pana Sparksa? Niespodziewany, ale za to jaki bolesny. Nie lubię to za to, a jednak kocham. Niewiarygodne.

Na ratunek okazała się świetną książką. Chwytającą za serce, ale i taką, przy której da się odpocząć i zrelaksować. Idealna na chłodny wieczór, dzięki której możemy znaleźć się w innym miejscu. Pouczająca i zapadająca w pamięć.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |