wtorek, 21 stycznia 2020

"Szepty zmarłych" Simon Beckett


Tytuł: Szepty zmarłych
                          Autor: Simon Beckett
Seria/tom: Dr David Hunter (tom 3)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Data wydania: 9 listopada 2016
Ilość stron: 360
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 9+/10

David Hunter, ceniony londyński antropolog sądowy, o śmierci wie wszystko. Po kolejnym śledztwie, którego omal nie przypłacił życiem, wraca do miejsca, gdzie uczył się zawodu: Ośrodka Badań Antropologicznych, nazywanego potocznie Trupią Farmą. Tam, z pomocą Toma Liebermana, mentora i przyjaciela, ma nadzieję odzyskać spokój i pewność siebie. Tam też rozpoczyna śledztwo w sprawie koszmarnego morderstwa. Sprawy nabierają tempa, gdy David ze ścigającego stanie się ściganym…
~lubimyczytac.pl

Obawiałam się sięgnięcia po ten tytuł. Nie znam poprzednich części z tej serii, nie planowałam ich zakupu. Książkę otrzymałam w prezencie i mimo mojego zdziwienia, że to trzeci tom, najwidoczniej nie było podstaw do obaw. Bez problemu zagłębiłam się w świat bohaterów, tylko nieliczne scenki przypominały mi, że coś tam miało miejsce wcześniej. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, dlatego nie wiedziałam czego oczekiwać. Otrzymałam natomiast pełną emocji historię, od której nie mogłam się oderwać. Śmiałe opisy zmarłych trochę mnie przygnębiały, ale bez tego książka nie była by tym czymś. Fabuła skupia się na Davidzie i jego znajomych, którzy próbują rozwiązać morderstwo. Z czasem okazuje się jednak, że ciał przybywa, a sam sprawca bawi się nimi. Dostarcza im tyle dowodów, ile sam uważa za słuszne, pokazuje to, na co ma ochotę. Muszę tutaj zaznaczyć, że było to opisane w niezwykły sposób, tak samo jak wychwytywanie szczegółów dotyczących ciał. Dla takiego laika jak ja większość nie miała od razu sensu, ale autor od razu umiejętnie, i co najważniejsze, idealnie wplatając w dalszy dialog, wyjaśniał o co chodzi. Tak dobrze napisanej, tak dobrze przemyślanej i szczegółowej fabuły nie czytałam już od dawna. Jestem pod wielkim wrażeniem, tym bardziej, że emocje nie opuszczały mnie od początku do końca. Ciągle coś się działo, nie w takim jednak stopniu, aby przytłoczyć czytelnika. A zakończenie? Serce waliło mi tak mocno i szybko, że aż rozbolała mnie głowa. Dosłownie musiałam omijać pewne fragmenty (potem do nich oczywiście wracałam) i poznać co będzie miało miejsce za moment, tak mnie to wciągnęło.

Nie ukrywam, że ciężko było polubić tu jakiegokolwiek bohatera. Bardziej czułam się jakby będąc jednym z lekarzy, niż czytelnikiem, który chce bliżej poznać się z postaciami. Były to raczej osoby o mocnych charakterach, które wiedzą czego się od nich oczekuje, i nie pozwalają sobie dmuchać w kaszę. Dlatego też nie zapałałam do nich sympatią, a ich samych uważam raczej za osoby zimne, nawet Davida.



Cała książka wzbudziła we mnie wiele emocji, zafunfowano mi ich skrajny wachlarz. Od obrzydzenia opisami szczątków i czynności z nimi związanymi, do niedowierzania w wyrachowanie i pomysły zabójcy. Samo zakończenie wbiło mnie w fotel, zupełnie nie tego się spodziewałam. Byłam w kompletnym szoku jak autor umiejętnie oszukał wszystkich. Nie mam tu już nic do dodania. Ta książka pozostanie ze mną przez długi jeszcze czas, a ja sama muszę się z niej na razie otrząsnąć, ale Wam wszystkim lubiącym takie mroczne klimaty zdecydowanie polecam. Na pewno nie będziecie zawiedzeni!
Czytaj dalej »

piątek, 17 stycznia 2020

"Ślad po złamanych skrzydłach" Sejal Badani



Tytuł: Ślad po złamanych skrzydłach
                          Autor: Sejal Badani
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 26 październik 2017
Ilość stron: 488
Gatunek:  literatura obyczajowa, romans
Ocena: 6/10

Kiedy ojciec Sonyi zapada w śpiączkę, młoda kobieta niechętnie powraca na łono rodziny, którą zostawiła przed laty. Odkąd dziewczyna opuściła dom, żyła z dala od wszelkich zobowiązań, podczas gdy jej spokojna siostra Trisha odnalazła się w perfekcyjnym domu na amerykańskich przedmieściach, a ambitna Marin konsekwentnie budowała karierę zawodową. Wszystkie kobiety pamiętają czas, kiedy cała rodzina żyła szczęśliwie w Indiach i wszystkie starają się na swój sposób radzić sobie z dramatycznymi zdarzeniami, które spotkały je po przyjeździe do USA.
Jednak kiedy siostry i matka spotykają się ponownie, pogrzebane tajemnice zaczynają wychodzić na światło dzienne. Patrząc na nieprzytomnego ojca – ofiarę rasizmu, a później sprawcę okrutnej przemocy, kobiety zmagają się z osobistymi demonami. Rozdrapując wciąż niezagojone rany, muszą uporać się ze wstydliwym uczuciem nadziei, aby ich ojciec nigdy nie wyzdrowiał
~lubimyczytac.pl

Książka ta sporo już leżała na mojej półce, ale ciężko było mi się za nią zabrać. Skusiła mnie jej okładka, a teraz kiedy nadeszła pora jej przeczytania, zupełnie nie mogłam się do tego zmusić. Czytanie o dorosłych i ich problemach nie jest teraz czymś, na co mam ochotę, a właśnie z taką fabułą musiałam się tutaj zmierzyć. Losy indyjskiej rodziny, której spotyka wiele nieszczęść i opia tego, jak w dorosłym już życiu kobiety próbują sobie poradzić. Nie ukrywam, że przemoc w domu i jej wpływ na późniejsze życie to niezwykle ważny temat, a autorka opisała to umiejętnie, jednak ja liczyłam na coś innego. Czego oczekiwałam nie wiem nawet ja sama, ale temat ten był dla mnie po prostu zbyt ciężki. Czytanie o tym, jak życie zbudowane na przemocy i strachu zaczyna się rozpadać... zasmucało mnie. Zasmucało mnie jak dorosłe już kobiety zupełnie nie potrafią odnaleźć się w życiu, ciągle targane wspomnieniami przeszłości. Istotne jest nagłośnienie takich spraw, a duszenie tego w sobie i oczekiwanie, że przeszłość to przeszłość i nie trzeba do tego wracać jest głupim pomysłem, co pani Badani w przejrzysty sposób pokazuje. 

Ciężko było patrzeć jak życie niewinnych kobiet rozpada się z dnia na dzień, przez ich własną chęć dochowania tajemnicy. Irytowało mnie niezwykle ich zachowanie, kiedy to wolały zaprzepaścić budowaną od lat relację z własnym mężem bądź córką, byle tylko utrzymać pozory doskonałości. Nie mogłam pojąć dlaczego za wszelką cenę unikają szczęścia, myśląc, że skoro w dzieciństwie było źle, zawsze musi tak już być. Być może i nie byłam nigdy na miejscu takiej osoby, ale nie zrozumiem nigdy tego, że nie próbują chociaż one zawalczyć o swoje. 



Nie ukrywam, że męczyłam się z tą historią. Chciałam jak najszybciej mieć ją za sobą, nie czułam potrzeby zagłębiać się w to bardziej. To, jak każda z tych kobiet dawała w całości kontrolować swoje życie... Nie dla mnie są takie książki, nie mogę znieść wewnętrznej złości na nie. Nie sądźcie, że jest to zła książka. Nic bardziej mylnego. Autorka umiejętnie wykreowała postaci, stworzyła je idealnie na wzór takiej, a nie innej rodziny. Ich zachowanie, tok myślenia. Bardzo dogłębnie i poprawnie opisała ich przemianę i życie z konsekwencjami przemocy w dzieciństwie. To wszystko było dobre, w porządku. Ja jednak oczekiwałam czegoś innego, być może trochę lżejszego. Tymczasem Ślad po złamanych skrzydłach okazało się dosyć wymagającą lekturą. Bardzo dobrą, ale nie w moim guście, stąd też taka, a nie inna ocena.
Czytaj dalej »

niedziela, 12 stycznia 2020

"Gdyby ocean nosił Twoje imię" Tahereh Mafi


Tytuł: Gdyby ocean nosił Twoje imię
                          Autor: Tahereh Mafi
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo We Need Ya
Data wydania: 30 październik 2019
Ilość stron: 315
Gatunek:  literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Bycie inną nie musi oznaczać bycia gorszą. Ale świat nie jest idealny i Shirin naprawdę nie ma łatwego życia. Minęło kilkanaście miesięcy od głośnego zamachu z 11 września. To wyjątkowo burzliwy czas zwłaszcza dla szesnastoletniej muzułmanki, która nie zgadza się na to, co zgotował jej los.
Shirin doskonale wie, jak okropni mogą być ludzie. Jest zmęczona agresywnymi spojrzeniami, poniżającymi komentarzami, nawet przemocą fizyczną, które spotykają ją ze względu na hidżab. Z każdym dniem bardziej zamyka się w sobie i coraz silniej oddaje muzyce i tańcowi.
Wszystko jednak się zmienia, gdy na jej drodze staje Ocean James.
Jest pierwszą osobą, która chce poznać prawdziwą Shirin.
Ale czy dziewczyna jest gotowa, by komukolwiek zaufać?
~lubimyczytac.pl

Dawno temu pokochałam autorkę za serię Dotyk Julii, która od razu skradła moje serce. Nie miałam większych obaw sięgając po ten tytuł, byłam pewna kolejnej świetnej historii, tym bardziej po tylu zachwytach blogerów. Niestety. Tym razem szczęście mi nie dopisało, a książka wywołała we mnie sprzeczne emocje. Jestem totalnie zawiedziona i rozczarowana.


Głównym wątkiem powyższego tytułu jest rasizm. To na nim skupia się autorka i nie można nie napisać, że świat powinien czytać o tym dużo więcej. Pani Mafi jednak opisała to w sposób niekoniecznie do mnie przemawiający. Nie, stop. Inaczej. Sam wątek rasizmu był jak najbardziej w porządku, to relacja głównych bohaterów tak mnie zirytowała i rozproszyła. Zacznę od tego, że Shirin przeprowadza się dosyć często i kiedy pojawia się w nowym otoczeniu stara się za wszelką cenę unikać ludzi, tym bardziej kiedy są oni dla niej tak nie mili. Kiedy w jej życiu pojawia się Ocean- chłopak, z którym pracuje w parze na zajęciach, coś zaczyna się zmieniać. I można by rzec, że schemat goni schemat, a jednak postaci zarówno Shirin, jak i Ocean'a są tak niebanalne, że schemat zdecydowanie się tutaj kończy. Mogłabym teraz napisać, że ich historia złamała mi serce i nie mogłam się oderwać, ale byłaby to totalna bzdura. Przede wszystkim irytowały mnie ich dialogi. Miałam wrażenie, że głównie porozumiewają się ze sobą za pomocą "aha" i "okej". Dawno nie czytałam czegoś tak irytującego. Ich znajomość także rozwijała się w dziwny sposób. Raz byli pewni, że muszą być ze sobą, aby chwilę później odpuścić. I z jednej strony autorce zależało na pokazaniu skutków rasizmu, a z drugiej totalnie popsuła wątek miłosny. Ktoś powie: to nie jest istotny wątek w tej historii, a jednak to na tym oparła swoją książkę autorka. Więc albo w te stronę, abo w drugą.

Działo się tutaj wiele. Nie powiem, że nie wzruszyła mnie sytuacja Shirin, której łatwo w życiu nie jest. Jestem jednak zorientowana w świecie i wiem, jacy ludzie potrafią być okrutni. Oczywiście, było mi jej żal i uważam, że autorka umiejętnie przedstawiła jej sytuację jeżeli chodzi o pojawienie się w hidżabie w szkole pełnej amerykańskich nastolatków. Mam jednak żal, że tak wiele rzeczy zostało wyolbrzymionych. Możecie się ze mną nie zgodzić, ci którzy czytali, ale to co działo się pod koniec w życiu tych dwojga, momentami było lekką przesadą. A jeżeli chodzi o samych bohaterów to zupełnie nie przypadli mi oboje do gustu. Shirin sama nie wiedziała czego chce, i chociaż jej się nie dziwię po tym wszystkim co przeszła, to jednak mnie irytowało jej ciągle zmienianie zdania. Ocean byłby postacią idealną i chłopakiem, w którym sama mogłabym się zauroczyć, gdyby nie fakt, że dosyć często odpuszczał pod koniec i że tak często był niepewny swojego zachowania.



Sama relacja między bohaterami była ciekawa bo opisana w inny sposób. Gdzie ona kategorycznie nie chciała się z nim zaprzyjaźnić, a on bezceremonialnie wpraszał się do niej na obiad. Z jednej strony urocze, z drugiej nużące. Nie wiem dalej co sądzić o tej książce. Bardzo się zawiodlam i mam ogromny żal do autorki za to zakończenie. Na samą myśl aż mnie ściska w środku i nie przekonuje mnie to, że dzięki temu będę dłużej myślała o tej historii. Nie po tym co wcześniej mi zaserwowano. No cóż... Tym razem nie trafiono w mój gust, ale cieszę się że poznałam tę historię.

Czytaj dalej »

niedziela, 5 stycznia 2020

"Rywalka" Sandie Jones



Tytuł: Rywalka
                          Autor: Sandie Jones
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 2 lipca 2018
Ilość stron: 400
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 9/10


Pammie zachowuje się jak typowa zaborcza matka. Niechęć, jaką żywi do Emily, ukochanej Adama, z każdym dniem rośnie. Pammie wtrąca się w ich życie, psuje romantyczne chwile, a wreszcie – pod pretekstem choroby – wprowadza się do nich.
Stopniowo życie Emily zmienia się w koszmar. Adam zawsze staje po stronie matki, a im bliżej ślubu, tym bardziej oddala się od przyszłej żony. Kiedy Emily odkrywa, że to Pammie znalazła ciało poprzedniej narzeczonej syna, która zmarła w tajemniczych okolicznościach, uświadamia sobie, w jakim niebezpieczeństwie się znalazła...

~lubimyczytac.pl

Rywalka należy do tych książek, po których ciężko się pozbierać. Dzięki jej lekturze buzuje we mnie tyle skrajnych emocji, że ciężko to opisać. Spróbuję od początku, ale nic nie obiecuję.

Autorka opisała historię dwojga młodych ludzi, którzy chcą spędzić ze sobą resztę życia. Jednak matka pana młodego nie przepada za nową dziewczyną syna, a wie o tym tylko owa dziewczyna. Dla wszystkich dookoła Łamie, przyszła teściowa Emily, jest ucieleśnieniem dobra. Już tutaj emocje buzowały we mnie aż para uszami mi szła. Autorka opisywała sytuację, od których przerwcało mi się w środku z bezradności i wściekłości. Jak można być tak wyrachowanym, a jednak potrafić grać tak, aby nikt inny tego nie zauważył? Naprawdę kochani, to było coś. To jak umiejętnie ta staruszka odwracała kota ogonem i zawsze przekręcała wszystko na swoją korzyść aż mnie mroziło. Jestem pełna podziwu dla autorki za wykreowanie tak wyrazistej postaci i stworzenie tak niebanalnej historii. Oczywiście znajdę tu też parę minusów i kwestii, które zupełnie nie przypadły mi do gustu, jak przykładowo relacja Emily z bratem swojego ukochanego. Zupełnie niepotrzebne tam momenty, kiedy to on o nią dosyć mocno zabiega. Było twgo naprawdę dużo w pewnym momencie i już już zaczynałam czuć słabą lekturę, kiedy to autorce skończył się pomysł i zaczynają się banały. Mimo to mile zostałam zaskoczona, kiedy to ustało, a akcja nabrała niewiarygodnego tempa. Co potem się tam działo ciężko w ogóle pojąć. Zwroty akcji, szok, zatrzymanie serca. Byłam w szoku. Tyle.

Oczywiście nie polubiłam mamuśki z piekła rodem, ale nie można napisać, że była to zła postać. Jej osoba została wykreowana w sposób idealny. Ja sama niejednokrotnie dałam się nabrać na jej gierki, a czasami ogarniały mnie wątpliwości co do jej czynów. Pammie grała w kotka i myszkę nie tylko z przyszłą synową, ale i czytelnikiem. Jej zachowanie wzbudziło we mnie tyle skrajnych emocji...
Muszę tu też wspomnieć o Emily, głównej bohaterce. Ciężko było mi ją polubić w dalszej części historii. Na jej miejscu też zapewne popadałabym w lekką paranoję, ale jak nic irytował mnie fakt, że się ona poddaje. Nie zawsze, ale często odpuszczała, albo co gorsze, nie chciała nikomu nic mówić z obawy przed tym i tamtym. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie lubię takich postaci i dla mnie było wielkim minusem to co potem ona wyprawiała.



Mogłabym pisać o tej książce wiele, ale będzie się to powtarzało. W gruncie rzeczy ważna jest jedna rzecz: Rywalka na długo pozostanie w mojej pamięci przez emocje, które we mnie wywolała. Chociaż zabrzmi to dziwnie, to lubię kiedy czytając ze złości mam ochotę rzucić książką o ścianę, a tutaj było tak na każdym kroku. Nie wiedziałam co przyniesie kolejna strona, odkładając lekturę myślałam tylko o niej i tym, co będzie dalej. Coś wspaniałego i nawet postać Emily nie jest w stanie popsuć fabuły, która mocno mną wstrząsnęła. Cieszę się, że nowy rok zaczęłam z tak dobrą historią.
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2020

"Coraz większy mrok" Colleen Hoover


Tytuł: Coraz większy mrok
                          Autor: Colleen Hoover
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 19 czerwca 2019
Ilość stron: 320
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 10/10

Verity Crawford, sławna autorka thrillerów, zostaje sparaliżowana wskutek tragicznego wypadku. Jej mąż zatrudnia pisarkę Lowen Ashleigh, by dokończyła bestsellerową serię książek chorej żony. Podczas przygotowań do pracy w posiadłości Crawfordów Lowen w stosie notatek znajduje niepublikowany dotąd materiał. Tekst, który miał na zawsze pozostać tajemnicą, okazuje się wstrząsającą spowiedzią Verity. Odkrywając sekrety autorki, Lowen coraz bardziej pogrąża się w mroku i niebezpiecznie zbliża się do jej męża Jeremy'ego. Aż w pewnym momencie staje się częścią życia Crowfordów, jeszcze bardziej niepokojącego niż thrillery Verity...
~lubimyczytac.pl

Wiecie dobrze jak uwielbiam panią Hoover. To od niej zaczęła się moja przygoda z czytaniem, a teraz po jej twórczość sięgam w ciemno. Nie mogę jednak napisać, że zaczynając ten tytuł nie miałam obaw. Zdarzyło mi się już raz zawieść czytając Colleen, a po samych zachwytach blogerów nad Coraz większym mrokiem bałam się rozczarowania. Bałam się, że za wysoko mierzę i jako jedna z nielicznych nie zrozumiem przesłania. Ale to co otrzymałam? Przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Do tej pory ciężko mi poukładać to wszystko w głowie.

Po raz pierwszy mieliśmy okazję poznać panią Hoover od strony thrillera psychologicznego. Do tej pory jej historie, z reguły romantyczne, plasowały się u mnie na najwyższym podium wszelkich list. Dzisiaj dodaję to nazwisko do ulubionych pisarzy gatunku z dreszczykiem. Nic dodać, nic ująć: Hoover to mistrzyni. Od samego początku wciągnęłam się w fabułę. Pierwsze zdanie już zmusza czytelnika do poznania reszty. Tym razem jednak co innego sprawiało, że nie mogłam odłożyć lektury. To towarzyszący mi na każdym kroku dreszczyk emocji. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się to spodoba. Kiedy Laura wprowadza się do domu Crawford'ów napięcie nie odstępowało mnie na krok. Wiedziałam, że coś musi się wydarzyć, przerobiłam w głowie miliony wersji zakończenia, ale nic nie przygotowało mnie na to, co finalnie otrzymałam. Jeżeli chodzi o samą fabułę, to nie mam żadnych zarzutów. Całość od początku do końca poprowadzona perfekcyjnie. Najmniejszy szczegół był tu dopracowany, a wszystko potem zostało wyjaśnione, za co dzięki autorce.

Najważniejszy jednak był klimat. Klimat, który autorka oddała wyśmienicie. Zero opisów, jakoby dom, w którym zatrzymała się bohaterka był straszny, czy wielki, a jednak czytając takie właśnie odnosiłam wrażenie: że dom budzi lęk. Czytając jakiekolwiek fragmenty miałam wrażenie, że ktoś cały czas obserwuje główną bohaterkę, że zło czai się za rogiem. Naprawdę, naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Poruszyło mnie to, mimo że i tak przez cały okres czytania ledwo oddychałam. Będąc w pracy myślałam tylko o powrocie do tej historii, a kiedy już dorwałam się do lektury, nie odeszłam, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. Zleciało błyskawicznie, ale przy takiej książce nie mogło być inaczej.



Nie muszę chyba wspominać, że pani Hoover jak zwykle wykreowała niesamowite postaci. Nie tylko jeżeli chodzi o dialogi i ich charakter. Sprawiła, że w każdym podejrzewałam coś złego. Wszędzie rozglądałam się za złem, mrokiem. Ciężko mi odetchnąć, nadal żyję tym wszystkim. Brak mi słów i chociaż obiecałam sobie pisać porządne recenzje, to tutaj nie jestem w stanie skleić czegokolwiek. Hoover pozamiatała. Tyle w temacie.
Czytaj dalej »

piątek, 27 grudnia 2019

"Znajdź mnie" J. S. Monroe


Tytuł: Znajdź mnie
                          Autor: J. S. Monroe
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo W. A. B.
Data wydania: 4 kwietnia 2018
Ilość stron: 448
Gatunek:  kryminał
Ocena: 7/10

Rosa, dziewczyna Jara Costello, popełniła samobójstwo, kiedy oboje studiowali w Cambridge. Nie ma dnia, żeby Jar o niej nie myślał. Minęło pięć lat, ale mężczyzna nadal obsesyjnie podejrzewa, że Rosa – jego jedyna miłość – żyje. Dręczą go wizje dziewczyny, zaskakująco realistyczne i pojawiające się w nieoczekiwanych miejscach. Jego terapeuta twierdzi, że to halucynacje pożałobne. Po odnalezieniu jej pamiętnika podejmuje rozpaczliwe działania, by zrozumieć okoliczności jej śmierci. Im głębiej zanurza się w sprawę, tym bardziej czuje się zagubiony. Trafia do mrocznego półświatka, gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje i nikomu nie można ufać, trafia w sam środek szeroko zakrojonej intrygi, która zmienia wszystko wokół niego raz na zawsze.
~lubimyczytac.pl

Nie było mnie tutaj od dawna. Musiałam zrobić sobie przerwę od czytania i recenzowania. Ci, którzy są tutaj ze mną od dawna mogli zauważyć, jak bardzo moje opinie podupadły pod każdym względem. Pisanie byle czego, oby tylko coś się ukazało zupełnie mnie nie satysfakcjonowało. Dzisiaj mogę śmiało napisać, że wracam. Wracam z nową energią i mocą. Chcę znowu w pełni cieszyć się swoim małym światem.

Najzabawniejsze jest jednak to, że dzisiejsza recenzja należeć będzie jeszcze do tych gorszych. Z racji tego, że czytanie tego tytułu dosyć długo rozciągnęło się w czasie  (bo prawie cały miesiac) nie wiele z niej pamiętam i siłą rzeczy nie ma tu o czym pisać. Wspomnę tylko o najważniejszych według mnie kwestiach, które przyczyniły się do takiej a nie innej mojej oceny, która swoją drogą też zbyt subiektywna nie jest, właśnie ze względu na takie rozciągnięcie w czasie.

Znajdź mnie to książka z dreszczykiem. Młoda dziewczyna popełnia samobójstwo i każdy stara się żyć jak może po tej stracie. Jednak jej chłopak nawet po pięciu latach od jej śmierci nie wierzy w to, co wmawiają mu inni. Z racji tego, że nigdy nie zmaleziono ciała Rosy, ten zaczyna jej szukać. Robiąc to, odkrywa coraz mroczniejsze historie i tajemnice, a czytelnik sam już nie wie co jest prawdą, a co wymysłem wyobraźni bohatera. Nie ukrywam, że z początku dosyć mocno mnie to irytowało. Miałam wrażenie, że bohater sam już nie wie co się wokół niego dzieje, a autor nie zna celu swojej historii. Nie brałam na poważnie urojeń Jara, głównego bohatera. Sądziłam, że zakończenie okaże się jednym wielkim kłamstwem, a wszystko co do tej pory przeczytałam było snem, czy czymś tego typu. Autor pod tym względem sprytnie mylił czytelnika i trzeba było do tego nabrać dystansu. Albo ktoś to lubi albo nie. Sam pomysł na fabułę był jak najbardziej trafiony, a tajemnica śmierci Rosy zaciekawiła mnie mocno. Nie ukrywam, że każda nowa tajemnica wychodząca na jaw, każda nowa poszlaka zmuszała mnie do intensywnego myślenia i analizowania co dalej. A zakończenie? Nawet po miesiącu, kiedy nie miałam styczności z tym tytułem, mną wstrząsnęło. Myślę, że minie sporo czasu zanim zapomnę o tym co rzeczywiście miało tam miejsce.



Cała historia byłaby o niebo lepsza gdyby nie tak kiepska kreacja bohaterów. Postać Jara od samego początku w ogóle nie przypadła mi do gustu. Te jego ciągłe przywidzenia i teorie spiskowe skutecznie mnie od niego odepchnęły. Nie żył on niczym innym niż próba odnalezienia ukochanej. Olewał pracę tygodniami, a potem po prostu mógł do niej wrócić. Ta nierealnoścć była kolejnym minusem. O innych bohaterach nie ma co tu wspominać, wszystko było napisane pod Jara i autor miałam wrażenie skupia się wyłącznie na nim. Nie powiem, inni również się pojawiali i co nieco o nich można się było dowiedzieć, jednak Jar przysłaniał mi wszystko inne.

Co sądzić o tej książce nie wiem nawet ja sama. I nie chodzi tu o to, że czytałam ją długo. Po prostu przez jedną osobę cała reszta, mimo że dobra, zupełnie mi nie podpasowała. Nie żałuję, że przeczytałam, bo końcówka wynagrodziła mi wiele, a jednak czuję niedosyt. Chyba sami musicie zdecydować, czy chcecie bliżej poznać losy bohaterów.
Czytaj dalej »

sobota, 14 grudnia 2019

"Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr


Tytuł: Historia pewnej dziewczyny
                          Autor: Sara Zarr
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Data wydania: 18 lipca 2018
Ilość stron: 272
Gatunek:  literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Pacifica w stanie Kalifornia. Na restauracyjnym parkingu ojciec nakrywa swoją trzynastoletnią córkę i jej starszego chłopaka w jednoznacznej sytuacji. Nie potrzeba wiele czasu, by o tym wydarzeniu dowiedziała się cała okolica. Dziewczynie szybko przypięto łatkę, której nie może się pozbyć mimo upływu kolejnych lat, a od nieprzychylnych spojrzeń nie jest wolna nawet we własnym domu. Czeka ją trudna walka o zmianę osądu na jej temat i szansę na wyrwanie się z upokarzającej roli miejscowej puszczalskiej.
~lubimyczytac.pl



Nie ukrywam, że ten tytuł skusił mnie swoją okładką. Dawno temu, ale skusił. Książka kurzyła się na półce wiele miesięcy, uznałam, że w końcu czas na nią. Przeczytałam w kilka godzin. Nie rozumiem nic. Zaskoczenie totalne.

Mam wrażenie, że autorka rozpoczęła historię od środka. Niby zawsze poznajemy bohatera w jakimś momencie jego życia, ale tutaj jednak odniosłam inne wrażenie. Zabrakło mi wdrożenia, opisów. Tak jakbym nagle bohaterkę zaczęła obserwować, nie wiedząc o niej zupełnie nic. A w zasadzie bardzo niewiele. Sama jej historia nie porwała mnie zupełnie. Nie zrozumiałam jej przesłania. Ciężkie życie nastolatki nie rozumianej przez rówieśników i rodzinę. W sumie nawet nie wiem o czym była ta książka. Opisano w niej kilka problemów jednocześnie, ale głównie chodziło o przeszłość bohaterki i jej niemoc w stosunku do całego świata. Było to dziwne, tym bardziej, że historia urwała się w połowie. Nie ma innego wytłumaczenia. Cały czas niby się coś działo, ale nie było też żadnego napięcia. Zero budowania atmosfery, cały czas ten sam poziom emocji. Czekałam aż wydarzy się cokolwiek, aż tu nagle przewróciłam ostatnią stronę. Porażka.

Bardzo chętnie wspomnę o głównej bohaterce. Była okropna. To już by wystarczyło, ale z przyjemnością rozpiszę się nieco. Po pierwsze: postać sprzeczna. Wykreowana na szarą myszkę, a jednak znana wszędzie przez swoją przeszłość. Chciała zrealizować swoje marzenie, a jednak przy pierwszej przeszkodzie odpuściła. I to jej zachowanie...  Sama nie wiedziała czego chce, a to najbardziej mnie irytuje. Ciężko mi nawet to opisać. Nie walczyła o swoje, zgadzała się praktycznie na wszystko. Chciała zmienić coś w swoim życiu, a jednak wciąż robiła rzeczy, przez które nikt nie zmieniłby o niej zdania. Śmiało mogę stwierdzić, że to jedna z najgorszych postaci tego roku. Takiej mimozy dawno nie poznałam. Jedyny plus, że już nie muszę wracać do całej tej pokręconej historii.



No cóż... Nie polecam. Czytało się szybko, ale nie o to w tym chodzi. Z jednej strony było to nawet ciekawe, z drugiej jednak zupełnie, mam wrażenie, niedopracowane. Zdania momentami zdarzały się jak u kilkulatka, całość pokręcona. Wydaje mi się, że autorka sama do końca nie wiedziała o czym miała być ta historia i wyszło jak wyszło. Brak celu w książce drażni czytelnika niemiłosiernie, mnie zraził do autorki na długi czas. Nie planuję w przyszłości sięgać po żadne inne jej książki.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |