poniedziałek, 20 listopada 2017

Skam



Wow, wow! To już trzeci serial w niespełna rok, który udało mi się obejrzeć. Tak, dla mnie to nie lada wyczyn bo niejednokrotnie urywałam w połowie oglądanie. No cóż, nie myślcie, że to zależy od tego jak bardzo dany serial mi się spodobał. Nie, postanowiłam sobie po prostu, że jeżeli już coś zacznę to obejrzę do samego końca chociażbym miała męczyć się z tym latami (mam nadzieję, że nigdy tak nie będzie). Więc dzisiaj, kiedy to w końcu udało mi się dobrnąć do końca zapraszam do czytania.


Skam to serial, o którym dowiedziałam się przypadkowo. Najpierw usłyszałam, że rozmawiają o nim wielce zafascynowane koleżanki, potem odkryłam, że na filmwebie serial ten figuruje dość wysoko w rankingu i przyznam, że to właśnie to zaważyło na tym, że jednak obejrzałam. No więc co ja tu mogłabym napisać? Serial opowiada o życiu grupki nastolatków, z czego każde z nich boryka się z pewnymi problemami (i nie myślcie, że muszą być to poważne kłopoty, czasami były to zwyczajne nastoletnie zauroczenia). Każdy sezon jest poświęcony innemu bohaterowi, za co dzięki Ci Boże bo z pierwszymi na pewno dłużej bym nie wytrzymała. Ogólnie rzecz ujmując sam pomysł na serial i jego realizacja nie wypadła źle, to bohaterowie mi się nie spodobali. Fabuła może i była ciekawa, ale jednak nie na tyle, żebym nie mogła się oderwać.


Pierwszy sezon pochłonęłam prawie w dwa dni. Odcinki były bardzo krótkie (ok 16 min), a chwilowy szał na coś nowego na pewno dodał swoje. Jak już zaczęłam oglądać to na początku ciężko było mi się oderwać. Niestety z każdym kolejnym sezonem robiło się nudnej. A obejrzenie samego ostatniego odcinka zajęło mi ponad tydzień. Nie mam pojęcia o co mogło chodzić bo raz byłam zauroczona i wciągnęło mnie na maksa, a już przy następnym odcinku myślałam o czymś zupełnie innym. Szkoda bo serial miał potencjał, możliwe, że to ja go nie zauważyłam.


Bohaterowie jak wspomniałam w każdym sezonie inni. Fajny zabieg bo mamy okazję poznać każdego (prawie) z nich bliżej. Jednych lubiłam mniej, innych bardziej, ale tak przecież jest zawsze.
Dobra, koniec tego bo widzę, że piszę już byle o czym i bez sensu. Co chcę żebyście wiedzieli? Serial nie był zły. Na swój sposób bardzo mnie zainteresował, ale niestety miał też swoje gorsze chwile. Nie żałuję, że obejrzałam bo niejednokrotnie pękałam ze śmiechu. Jedną postać, która niestety nie była główna, pokochałam, a jego na sceny z jego udziałem czekałam z utęsknieniem. Fabuła zła nie była, bohaterowie nie najgorsi- ot typowy serial młodzieżowy.

środa, 15 listopada 2017

#117 "Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas


Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby 
Autor: Sarah J. Maas 
Tom/seria: Dwór cierni i róż (tom 3)
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 25 października 2017
Ilość stron: 524
Opis:
Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.

Ci, którzy często tu bywają, wiedzą, że zdecydowanie nie gustuję w fantastyce. Magia i dziwne stworki to na pewno nie moja bajka. A jednak już sięgając po tom pierwszy tej niezwykłej historii, wiedziałam że będę zadowolona. Nie mam pojęcia co takiego różni tę serię od innych tego typu, ale jednak to właśnie ta skradła moje serducho od pierwszej strony. Nie będę Wam tu streszczała pierwszego i drugiego tomu, ważne jest za to, żebyście wiedzieli, że pochłonęłam je w błyskawicznym tempie i nie mogłam doczekać się finałowej części. I tak oto przechodzimy do właściwej recenzji.

Muszę zacząć od tego, że niestety zapomniałam jak zakończyła się część poprzednia! To było okropne bo tak naprawdę wszystko musiałam przypominać sobie od nowa, wszystkie relacje, każdego bohatera nie mówiąc już zwyczajnie o treści. Momentami męczyłam się niemiłosiernie, ale tylko i wyłącznie z własnej winy.

Nawet w przypadku istot nieśmiertelnych w życiu nie było dość czasu, by marnować go na nienawiść.

A więc fabuła. Książka na pewno zwróciła Waszą uwagę swoją grubością bo do cienkich i krótkich historii to na pewno ona nie należy. Ale to przecież dobrze, prawda? Skoro seria tak Ci się podoba, że nie sposób się oderwać to jak najlepiej, że tak długo możesz ją czytać. I owszem, nie ukrywam, że było mi przykro kończąc ją, ale z drugiej strony będąc już w połowie zaczęłam się nudzić. Sama byłam w szoku, a po przeczytaniu jednej z recenzji, zaczęłam w ogóle inaczej odbierać bohatera, co siłą rzeczy zmieniło całe moje nastawienie. A więc wyszło na to, że mając połowę takiej cegiełki przed sobą byłam już naprawdę znudzona. Myślałam, że autorka przesadziła, dała zdecydowanie za dużo akcji, a może bardziej należałoby napisać, że ową akcję za długo przeciągała. Ale, ale! Zaraz potem, gdy nagle zaczęły spadać na mnie co i rusz nowe wątki, a ja nie wiedziałam czy zdążyłam już ochłonąć po poprzedniej rewelacji, tu znowu coś. Ale było to wspaniałe uczucie. Emocje mnie nie opuszczały ani na trochę, ledwo się uspokoiłam tu znowu musiałam wstać bo nie wiedziałam jak zareagować inaczej. Cudowne! Wszystko było ze sobą naprawdę wspaniale połączone i nie byłam w stanie się oderwać.

Chciałabym też napisać kilka zdań o bohaterach. Wspomniałam wyżej, że przeczytałam pewną recenzję, która bardzo zmieniła mój pogląd. I tak rzeczywiście było. Pewna dziewczyna stwierdziła, że nie lubi Rhysa ponieważ jest on pantoflarzem. Byłam w takim szoku, że nawet tego nie skomentowałam, ale wracając do lektury zaczęłam mu się baczniej przyglądać i doszłam do wniosku, że tamta osoba miała rację. Nie tylko odechciało mi się czytać, ale wszystkie sceny z jego udziałem- był taki słodki, czuły, wszystko co najlepsze, zero wad- po prostu wychodziły mi uszami. To było tak słodkie, że aż nierealne. Wtedy zaczęłam zauważać, że Feyra była do niego bardzo podobna (pomijając fakt, że w pewnym momencie zaczęła się za bardzo rządzić i w ogóle co to nie ja...). Koniec końców mimo że trzecia część pod względem fabuły była równie ciekawa co dwie poprzednie, to bohaterowie, a właściwie ich zachowanie, bardzo obniżyli moją ocenę (chociaż na końcu i tak nie mogłabym dać jej słabej).

Tryumfalna noc... i wieczne gwiazdy. Jeśli on był ciemnością, ja byłam migoczącymi gwiazdami, które dobrze widać tylko w jego ciemnościach.

Podsumowując te wszystkie moje wypociny, muszę Wam powiedzieć, że jest mi bardzo przykro, że już to skończyłam. Jestem pewna, że po latach wrócę jeszcze do całej tej serii bo pokochałam ją bardzo mocno. Fabuła była bardzo wciągająca, bohaterowie może tu się nie popisali, ale za to Ci poboczni sporo nadrabiali. Czuć było ich ciepło, ale i zadziorność z humorem. Pośmiałam się, wzruszyłam, zdenerwowałam, zirytowałam. Wszystkie emocje, a jednak będę wspominać bardzo miło. Naprawdę polecam!

Moja ocena:
9/10 (rewelacyjna) 

piątek, 10 listopada 2017

#116 "Szczęście w miłości" Kasie West


Tytuł: Szczęście w miłości 
Autor: Kasie West 
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Feeria Young 
Data wydania: 11 października 2017
Ilość stron: 408 
Opis:
Maddie nie jest impulsywna. Ceni ciężką pracę i lubi planować. Ale któregoś wieczora pod wpływem chwili kupuje los na loterię. I, ku własnemu zdziwieniu – wygrywa masę pieniędzy!
W jednej sekundzie Maddie nie poznaje swojego życia. Koniec ze stresowaniem się systemem stypendialnym w college’u. Ni stąd ni zowąd Maddie myśli o wynajęciu jachtu. A bycie w centrum uwagi całej szkoły jest super, dopóki nie zaczynają docierać do niej przykre plotki na jej temat, a przypadkowe osoby proszą ją o pożyczkę. I teraz Maddie nie ma pojęcia, komu można zaufać. Poza Sethem Nguyenem, z którym pracuje w miejscowym zoo. Seth jest miły i zabawny, i chyba wcale nie wie o wielkiej zmianie w życiu Maddie, a dziewczyna jakoś nie ma ochoty nic mu mówić. Co się stanie jednak, jeśli Seth pozna prawdę?


Często możecie się spotkać z napisanym przeze mnie zdaniem, że po książki tej autorki sięgam w ciemno bo tak bardzo polubiłam jej twórczość. Dwa pierwsze spotkania z nią totalnie oderwału mnie od rzeczywistości i nie mogłam się oderwać. Niestety dwa ostatnie spotkania coraz bardziej zaczynały mnie nużyć. Ostatnio już nie byłam zbyt mocno zadowolona, a tym razem zakończyło się bardzo podobnie. Historia kompletnie mnie nie porwała i czuję się co najmniej zawiedziona.

Zacznę od fabuły, którą na pewno nie można nazwać schematyczną. Z wygraniem na loterii w literaturze spotykam się po raz pierwszy więc liczyłam na coś porywającego. Tym czasem wyszło na to, że mimo iż książkę pochłonęłam w jeden dzień, to zadowolona na pewno nie jestem. Sięgając, liczyłam na lekki i przyjemny romans, tym czasem otrzymałam go tyle co nic. Ostatnio jestem nastawiona głównie na takie historie więc gdy autorka skupiła się głównie na wygranej poczułam się zawiedziona. Do końca liczyłam na coś porywającego pod tym kątem, ale niestety się nie doczekałam. Nawet ostatnie kulminacyjne wydarzenia mi tego nie wynagrodziły. Fabuła sama w sobie nie była zła, a to, że pani West skupiła się na relacjach międzyludzkich po wygranej mogłoby być dobre gdyby nie fakt, że było tego po prostu za dużo. Ciągle pieniądze i pieniądze, a wątki poboczne (mam tu na myśli oczywiście miłość) potraktowane jak dla mnie po macoszemu.

Kto powiedział, że pieniądze nie dają szczęścia? Kupiłabym temu komuś drobiazg lub dwa, od razu by zrozumiał.

Czas na bohaterów. O, tak. Tu mogłabym się rozpisać porządnie, ale nie mam zamiaru Wam niczego spojlerować. Oczywiście Maddy, główna bohaterka. Jaka była? Irytująca, zdecydowanie irytująca. Na początku się polubiłyśmy, byłam w stanie ją zrozumieć i postawić na jej miejscu. Jednak gdy dziewczyna wygrywa mnóstwo pieniędzy wszystko się zmienia jak można przewidzieć. Ja wiem, wiem, że każdego człowieka pieniądze zmieniają, ale tu mam dobrą okazję ponarzekać. Więc Maddy, ah Maddy... Na pewno można napisać, że miała dobre serce i intencje, ale spodziewacie się jak to się skończyło? No właśnie, mogła być na tyle rozsądna (i tu bardzo się dziwię bo autorka wykreowała ją jako mądrą osobę) i chociaż odrobinę się zastanowić czy te wszystkie nowe przyjaźnie są prawdzie. Ponadto dziwi mnie, że będąc tak rozsądną osobą, tak szybko i bezsensu wydawała te pieniądze. Po prostu mi się nie spodobała. Reszta bohaterów niestety również nie zbyt mocno mi się spodoba. Ogólnie rzecz ujmując to było średnio.

-Nie noszę przy sobie gotówki.
-Może powinnaś zacząć - stwierdził. -Kupisz sobie przyjaciół.

Chciałabym tu zaznaczyć, że książka nie jest zła. Daje dużo do myślenia chociaż mogłoby się wydawać, że wszystko już wiemy i takie historie nie są nam obce. Jednak każde nowe zdarzenie, każda nowa intryga sprawiały, że serce mnie ściskało bo zdawałam sobie sprawę, że w realnym świecie ludzie właśnie tacy są. Pani West może się nie popisała pod względem romantycznym, ale jeżeli chodzi o wątek wygranej to uważam, że opisała go dobrze. Książkę oceniam słabo dlatego, że nie porwała mnie w stu procentach i zabrakło mi miłości, ale zaznaczam: nie jest to zła historia.

Moja ocena: 6/10 (dobra) 

wtorek, 7 listopada 2017

#115 "Buntowniczka z pustyni" Alwyn Hamilton

Tytuł: Buntowniczka z pustyni 
Autor: Alwyn Hamilton 
Tom/seria: Buntowniczka z pustyni (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 26 kwietnia 2017
Ilość stron: 365
Opis:
Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji.
Buntowniczka wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przepuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.

Książka, która wywołała we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony jestem nawet zadowolona z lektury, a z drugiej jestem kompletnie rozczarowana. Wiecie, że fantastyka to zupełnie nie moja bajka, a skusiły mnie zachwyty jednej z blogerek. No jak widać nie koniecznie się udało i chyba mam lekko odmienne zdanie niż tamta dziewczyna.

Nieważne, gdzie się znajdujemy, nic nie zmieni tego kim jesteśmy (...). Jeśli tutaj byliśmy bezwartościowi, dlaczego miałoby to się zmienić gdzieś indziej?

Niw ukrywam, że od czasu do czasu lubię poczytać coś nierealnego zwłaszcza gdy pojawia się tam wątek miłosny. A gdy dwoje pozornie nie lubiących się bohaterów ucieka przed wrogami to jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw. A tu właśnie tak było więc dlaczego jestem tak zawiedziona? Wydaje mi się, że był to jedyny ciekawy wątek całej historii, a i tak nie skupiono się na nim w takiej mierze jakiej bym oczekiwała. Te wszystkie legendy i magiczne postacie po drodze po prostu zaczęły mi się mylić! Za dużo tego wszystkiego. A sama fabuła? Owszem, w porządku. Ale właśnie napchanie tego wszystkiego naraz, tyle informacji naraz sprawiło, że ledwo byłam przez to w stanie przebrnąć. A ciągnęłam to ze względu na relacje głównych bohaterów co i tak nie wyszło mi na dobre. Jestem ciekawa czy ich "związek" (o ile zaistnieje) rozwinie się w kolejnej części, ale mimo wszystko nie sprawdzę. Kompletnie nie mam ochoty na kontynuację.

Bohaterowie nie byli zbyt ciekawi. Pomijając fakt, że niektórzy zwyczajnie mi się mylili. Ot, postacie jakich wiele. Nie mocno nudni, ale i nie wystarczająco ciekawi. Tacy, że nie da się ich nawet opisać. Rozumiem, że każdy może mieć odmienne zdanie, ale prawda jest taka, że dla mnie cała ta historia była nijaka. Momentami akcja naprawdę ciekawie się rozwijała, ale już za moment pojawiały się nowe legendy, postacie, których nie sposób zapamiętać.

Jeśli ciągnęłam Jina przez pół pustyni tylko po to, żeby tu umarł, to chyba go zabiję.

Przepraszam za lekko bezsensowną i zdecydowanie krótką recenzję. Nie spodziewałam się takiego rozczarowania i nie za bardzo wiem co napisać. Po prostu brak słów, ale w negatywnym znaczeniu. Czy polecam? Owszem, myślę, że Ci, którzy mają więcej czasu i są w stanie porządnie się skupić, mogą być naprawdę zadowoleni.
A Wy czytaliście już Buntowniczkę z pustyni? A może planujecie?

Moja ocena: 5/10 (dobra) 

sobota, 4 listopada 2017

[9] Czas na film: Listy do M 2 (2015)


Wiecie, że nie przepadam za polską twórczością i nie ma tu dużej różnicy w filmie czy książce- co polskie najczęściej mnie od razu odrzuca. Staram się z tym walczyć i powoli zaczynam sięgać po nasze pozycje, ale niestety bardzo często się sparzam i mój zapał szybko się ostudza. Część pierwszą tej komedii obejrzałam dawno temu, zapewne niedaleko po jej premierze. Wspominam film jako średni, ale wiadomo, teraz moja opinia mogłaby znacznie ulec zmianie. Wczoraj w telewizji puszczono kolejną część, dalsze losy bohaterów i przyznam szczerze, że jestem naprawdę miło zaskoczona.


Zacznę od faktu, że w filmie mamy mnóstwo znanych osobowości. Zazwyczaj nie przepadam za takim zabiegiem bo historia wydaje mi się wtedy mało prawdziwa, ale tutaj na pewno było to przyjemne. Jak nie przepadam również za większością aktorów polskich, tak tu niejednokrotnie się uśmiałam zwłaszcza z Karolaka, którego śmiech jest po prostu zaraźliwy. Ogólnie rzecz ujmując pod kątem gry aktorskiej i bohaterów nie mogę nic zarzucić. Wiadomo, jednych lubię bardziej innych mniej, ale koniec końców wszystko zgrało się w logiczną i miłą całość, która naprawdę mocno mnie wciągnęła.


Fabuła jak to w takich filmach bywa dość skomplikowana, zwłaszcza na początku gdy oglądający dostaje tylko urywki pewnych scen. Dopiero gdy później wszystko zaczyna składać się w logiczną całość okazuje się jaki naprawdę jest film. Pod względem fabuły też nie mam czego zarzucić. Wątków było sporo, od tych zabawnych jak i po tych smutniejszych, ale każdy wnosił coś innego, dobrego czy pouczającego. Żałuję tylko, że historia jednej pary nie do końca została wyjaśniona, że nie zostało powiedziane wprost jak to się dalej potoczy.


Cóż jeszcze mogę napisać nie za wiele Wam zdradzając? Cieszę się, że obejrzałam ten film, to na pewno. Przyjemna i lekka historia, która naprawdę ma w sobie klimat świąt. Szkoda, że nie puścili jej trochę później, ale jest dobrze jak jest. Jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy par i czekam na część trzecią!

* wszystkie zdjęcia pochodzą z Google 

poniedziałek, 30 października 2017

#114 "Indeks szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel


Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Iuvi
Data wydania: 5 lipca 2017
Ilość stron: 372
Opis:
Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.
Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list.
Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
Do czego prowadzi grzebanie (dosłownie i w przenośni) w cudzych śmieciach?
Czy odkrywanie małych i wielkich tajemnic otaczających ją ludzi to jest właśnie to, czego Juniper potrzebuje, aby uporządkować własny życiowy bałagan?

Indeks szczęścia to książka, która przyciągnęła mnie przede wszystkim swoją uroczą okładką. Prostą, ale ładną. Sam opis niestety nie zbyt mnie przyciągał- odkrywanie tajemnic po śmierci bliskiej osoby? Niejednokrotnie już podobne historie czytałam. A jednak ta była inna chociaż nie mogę napisać, że w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na pewno jak wspomniałam fabuła nie była oryginalna. Juniper traci siostrę i odkrywa poszlakę, w którą próbuje na siłę brnąć. Co zatem odróżnia tę książkę od innych? To, że nie odkrywała ona zbyt wiele nowego, a samego najważniejszego się nie dowiadujemy (nie spojler bo nie wiecie o co chodzi ☺). Śmiało mogę tu napisać, że plusem była realność tej historii: nie zawsze musimy odkryć nowe rzeczy, a zakończenie nie koniecznie musi być takie jak zawsze. Inne wątki nie było może zbyt ambitne- romanse, przyjaźnie- ale czytało się w miarę przyjemnie.

Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie moment, gdy nie będziesz w stanie już czegoś cofnąć.

Parę słów o Juniper. Właściwie to nie wiem dlaczego jej nie polubiłam bo chyba tak właśnie się stało. Może nie było tak, że jest według mnie złą postacią, ale też na pewno nie jest super i nie będę za nią tęsknić. Co takiego mi zrobiła? No w sumie to nic. Drążyła na siłę i wciskała nos w nie swoje sprawy, ale robiła to z umiarem więc nie można tu niczego jej zarzucić. Wątek miłosny z nią? Też całkiem przyzwoity. O co więc może mi chodzić? To chyba po prostu nie było to. Historia jakich wiele bez szału.

Dzisiaj krótko, ale na temat. Wszystkiego dowiedzieliście się powyżej, a ja nie mam już za wiele do dodania. Czy polecam? Może. Zauważyłam, że wiele osób było zadowolonych z tej lektury więc nie chcę żebyście sugerowali się tylko moim zdaniem. Może Wam spodoba się bardziej i znajdziecie w niej to "coś".

Moja ocena: 6/10 (dobra) 

piątek, 27 października 2017

#113 "Tysiąc odłamków Ciebie" Claudia Gray

Tytuł: Tysiąc odłamków Ciebie 
Autor: Claudia Gray
Tom/seria: Firebird (tom1)
Wydawnictwo: Jaguar 
Data wydania: 10 maja 2017
Ilość stron: 366
Opis:
Rodzice Marguerite Caine są słynni ze swoich przełomowych odkryć w dziedzinie fizyki. Światło dzienne ujrzał właśnie najbardziej niezwykły z ich wynalazków, pozwalający przeskakiwać pomiędzy wymiarami i mogący zrewolucjonizować naukę. Wtedy jednak ojciec Marguerite zostaje zamordowany, zaś sprawca – jego przystojny, małomówny asystent Paul – ucieka do innego wymiaru.
Margueritenie zamierza pozwolić, by człowiekowi, który zniszczył jej rodzinę, uszło to na sucho. Wyrusza w pościg za Paulem przez różne wszechświaty, za każdym razem przeskakując do innej wersji samej siebie. Ale po drodze spotyka alternatywne wersje dobrze znajomych ludzi – w tym Paula, którego życie coraz ściślej splata się z jej życiem. Niebawem będzie musiała zacząć się zastanawiać, czy Paul naprawdę jest winny – i co czuje jej własne serce. Później zaś odkryje, że prawda o śmierci jej ojca jest o wiele bardziej złowroga niż się tego spodziewała. 

Dobrze wiecie, że jestem fanką przede wszystkim romansów. Nie pogardzę też dobrym kryminałem, a czasami nawet fantastyka przypadnie mi do gustu chociaż rzadko kiedy daję jej szansę. Sięgnęłam po tę historię, nie ukrywam, przede wszystkim ze względu na ładną okładkę. Przeczytałam pierwszą stronę i już coś zaczęło mi się nie zgadzać. Opis uświadamił mnie, że jest to typowa książka fantasy, nierealność wydarzeń o wielkim poziomie. Przez pierwsze sześćdziesiąt stron zastanawiałam się czy może po prostu nie dokończyć tej historii, ale przemogłam się i tak o to powstała ta recenzja.

Wiem teraz, że żałoba jest jak osełka. Szlifuje całą twoją miłość, wszystkie szczęśliwe wspomnienia, I czyni z nich ostrza, które rozrywają Cię od środka.

Fabuła? Koszmar! Być może nie chodzi tu o same wątki i zdarzenia bo one nawet na swój sposób były ciekawe, ale o ich wykonanie. Niestety już wiem, że z autorką się nie polubię. Oczywiście jestem trochę nie obiektywna bo bardzo nie lubię wątków 'kosmicznych' (w końcu przeskakiwali wymiary jakby nie było), ale postaram się coś sensownego z tego skleić. A jeśli mowa o sensownym sklejeniu.. No cóż, nie wiem o co chodzi, czy to wersja książki czy rzeczywiście autorka, ale ja momentami w ogóle nie wiedziałam co się dzieje! Z kim mam teraz doczynienia to już nie wspomnę. Meg (dopiero skończyłam lekturę, a już nie pamiętam imienia głównej bohaterki) przeskakiwała z wymiaru do wymiaru i nie dosyć, że były to naprawdę mało ciekawe miejsca (nienawidzę czasów carów i księżnych) to jeszcze nie zawsze wiedziałam gdzie ona w ogóle jest. A te wszystkie skomplikowane nazwy i działania, które zrozumieliby tylko fizycy? (o ile to chociaż trochę jest prawdziwe) Coś okropnego!

Może parę słów o bohaterach? A chętnie! Meg- no, no tu jest co opowiadać, ale się streszczę. Oczywiście schemat. Główna bohaterka, w której każdy się kocha, a ona jest teraz najważniejszą osobą w tym wymiarze... Banał. Jej uczucia oczywiście okropnie zagmatwane, a jej zachowanie nie do przyjęcia. Co to nie ja, musisz mnie zabrać ze sobą, ja jestem najważniejsza, jestem ci potrzebna. Kolejny koszmar. A ponownie z trójkącika miłosnego? O ile w ogóle miałam z tymi prawdziwymi doczynienia byli równie zagmatwani co Meg. To było po prostu nie do przyjęcia, a ja przez większość czasu musiałam się domyślać o czym może być teraz mowa w książce.

Nie potrzebuję świata bez ciebie.

Podsumowując, uważam, że książka nie jest warta swojej oceny na portalach. Ponad 7? W życiu bym jej tyle nie dała. Być może chodzi tu o to, że nie jestem fanką tego gatunku, ale nie raz byłam zauroczona fantasyką więc tym bym się za bardzo nie sugerowała. Liczyłam na dobre zakończenie, właściwie tylko to trzymało mnie do końca, a i tak się zawiodłam. Sama słodycz po tych wszystkich wydarzeniach z ich życia. No cóż, zdaje sobie sprawę, że wiele z Was może mieć zupełnie inne zdanie, ale jak dla mnie ta historia to była totalna porażka.

Moja ocena: 3/10 (słaba)