niedziela, 24 września 2017

#103 "Lokatorka" JP Delaney


Tytuł: Lokatorka 
Autor: JP Delaney 
Tom/seria: - - - 
Wydawnictwo: Otwarte 
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Ilość stron: 416
Opis: 
Emma już nie mieszka przy Folger Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze – enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój. Co różni Emmę i Jane? Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak.

Cóż to była za historia(?)! 
Naczytałam się naprawdę sporo pozytywnych recenzji na temat tej książki. Wręcz na każdym kroku spotkałam same ohy i ahy, dlatego też byłam pewna, że będzie to historia, która wręcz mnie powali. Zmrozi mi krew w żyłach i nie da o sobie długo zapomnieć. Niestety z wielkim żalem, ale stwierdzam, że wcale tak nie było. Co prawda czytało się bardzo szybko ze względu na króciutkie rozdziały, ale nie było to coś co sprawiało, że nie mogłam się oderwać. Jednak zdecydowanie muszę przyznać, że pomysł na fabułę oryginalny i spotykam się z czymś podobnym po raz pierwszy. Na swój sposób była to bardzo ciekawa historia, chwilami przewidywalna, ale w większości udało się wywołać we mnie dużo emocji. Zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Do czego mogłabym się przyczepić jeśli chodzi o fabułę? Wydaje mi się, że koniec był lekko banalny aczkolwiek domysliłam się zakończenia chwilę przed za co wielki plus!

Pytania, nad którymi musisz pomyśleć
Takie małe i wydaje się nic nie znaczące zdania pomiędzy rozdziałami. Jednak gdy wczytujesz się w nie bardziej i jesteś pewna, którą odpowiedź byś zaznaczyła nagle zaczynasz mieć wątpliwości. U mnie było tak niejednokrotnie. Na pewno te pytania, zapewne z ankiety lokatorek, miały jakiś cel, być może zmuszenie nas do zastanowienia się nad nietypowymi sytuacjami. W każdym bądź razie wydaje mi się to bardzo ciekawym dodatkiem do całej historii i przyznam, że chwilami gdy nie działo się nic szczególnie ciekawego, czekałam właśnie na nie. Chciałabym jeszcze tu napisać kilka słów odnośnie stylu. Historia opowiadana w teraźniejszości przez Jane i przeszłość przez Emme, nie koniecznie lubię takie obroty spraw, ale tutaj było to dobrym posunięciem. Co prawda nie raz czytałam praktycznie to samo, ale wiem, że to miało wprowadzić mnie w ten nastrój i zasiać mętlik w mojej głowie. Jak wspomniałam rozdziały króciuteńkie i napisane na zmianę pomiędzy dziewczynami, za czym też do końca nie przepadam. A jednak, tutaj znowu jest inaczej. To, że wątki teraźniejszość/przeszłość były tak krótkie, mogłam się wczuć w oba, nie zapominając jednocześnie o poprzednim.

Wspaniały dom, okrutna zbrodnia
Już za sam wątek mieszkania dałabym wysoką ocenę. To jak wszystko zostało ciekawie opisane, nie tylko nietypowe lokum, ale również chore reguły w nim panujące. Jestem pewna, że nie udałoby mi się spędzić tam choćby tygodnia, a spędzanie ciągle czasu w takim otoczeniu przyprawiłoby mnie wręcz o przerażenie. I nawet te wszystkie nowoczesne technologie mające na celu pomoc nie dałyby rady mnie przekonać. Ale kolejny wielki plus, za oryginalność. Oprócz mega ciekawego wątku mieszkania i panujących tam zasad, mamy też okazję poznać właściciela, który na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć dziwny. Oczywiście zapewne mam to już po wątpliwościach zasianych wiedzą, że coś musi być nie tak, ale myślę, że same te wymyślone przez niego reguły byłyby powodem do zastanawienia się nad jego postacią. Jak wyszło? No cóż, na pewno nie tak jak na początku zakładam. Jeżeli chodzi o główne bohaterki to napiszę tylko, że jedna z nich totalnie mnie omamiła i nie spodziewałabym się, że byłaby zdolna do takich kłamstw. Bohaterowie na pewno na plus!

Podsumowując 
Same plusy! Nie spodziewałam się tego bo w gruncie rzeczy wcale nie było jakieś "wow, co za historia, genialna!". Owszem, książka bardzo dobra, ciekawa, pochłonęłam ją w jeden dzień. Bohaterowie w porządku, oryginalna fabuła. A jednak czegoś mi tam zabrakło, minimalnie, ale zabrakło. W każdym bądź razie na pewno Wam polecam, myślę, że będziecie zadowoleni!

Moja ocena: 9/10 (rewelacyjna) 

środa, 20 września 2017

#102 "Jedyna" Kiera Cass


Tytuł: Jedyna 
Autor: Kiera Cass 
Tom/seria: Selekcja (tom 3)
Wydawnictwo: Jaguar 
Data wydania: 10 września 2014
Ilość stron: 320
Opis:
America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami.
Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?

Tylko jedna dziewczyna może zostać królową. 
Ostatnia, finałowa części serii z Americą w roli głównej. Jak potoczyły się jej losy? Czy dowiedziała się w końcu co czuje i nie potrzebowała więcej czasu, którego tak bardzo pragnęła w poprzednim tomie? Przecież każda dziewczyna marzy o byciu księżniczką dlaczego więc ona wciąż nie może się zdecydować? Eliminacje wciąż trwają z trzydziestu pięciu dziewczyn została mała garstka, a pośród nich przyszła księżniczka. Uczucia Maxona są rozlokowane w przeróżny sposób. W jednym momencie America jest pewna wygranej, a już chwilę później dowiaduje się, że ma poważną rywalkę. Teraz musi walczyć o uczucia księcia bardziej zacięcie bo walka nie toczy się tylko o tytuł. Zresztą Ami nigdy nie zależało na byciu Jedynką czy zatem pokocha Maxona na tyle, żeby wejść w jego świat na stałe?

Wszędzie dramaty, a America jak zawsze w ich centrum.
No niestety zawsze znajdzie się coś, co sprawi, że książka nie będzie perfekcyjna. Tym razem było to zachowanie głównej bohaterki. W poprzednim tomie wiecie, że nie spodobało mi się jej niezdecydowanie w kwestii uczuć, a jak teraz było o niebo lepiej to Ami zaminusowała u mnie w inny sposób. Bardzo często Elicie zostały przydzielane zadania, z których potem musiały się oczywiście wywiązać, ale kto by się spodziewał, że z którymś będzie kłopot? Ale co tam, z każdym! Dosłownie za każdym razem czy to przed całym krajem czy tylko przed parą królewską America musiała się wyróżniać i prowokować. Zdaje sobie sprawę, że w większości nie robiła tego specjalnie, ale było to naprawdę mocno irytujące. Była zbyt pewna siebie i swojej pozycji w pałacu i wydaje mi się, że pomimo słów, które wypowiadała była pewna, że nie wróci do domu. Oczywiście w tej kwestii wielki minus dla niej.

Finał trylogii. Czy było warto? 
Spotkałam się z komentarzami, że ostatnia część jest słaba w porównaniu do pozostałych. Nie jestem pewna czy się z tym zgadzam, ale wiem, że nie było tu szału. Autorka na pewno o wiele mniej skupiła się na samym wątku Eliminacji i rywalizacji dziewczyn, a dodała za to wiele jak dla mnie niepotrzebnych wątków, które nagminnie się powtarzały. Rozumiem, że miało to na celu stworzenie napięcia, ale dla mnie trochę to wszystko się za bardzo przyciągało. Poza tym wkurzało mnie, że America pomimo wszystkiego złego co robi nadal jest praktycznie ulubieńcem każdego...

Podsumowując 
Cała seria Selekcja to ciekawa i lekka przygoda. Być może ostatni tom nie jest tak przynajmny jak poprzednie bo dzieje się w nim zdecydowanie więcej, ale i tak całość wypada bardzo dobrze. Żałuję zakończenia właściwie momentu przed, ale rozumiem, że musiało się tak stać (zaciekawiłam?). Bardzo żal mi kilku osób, które mocno polubiłam, a czego kompletnie się nie spodziewałam! Intrygujące zwroty akcji i zachowań bohaterów były tu bardzo częste, ale to tylko plus. I chociaż zakończenie nie było rewelacyjne to uważam, że napisane na poziomie dwóch pozostałych części. Z mojej strony to tyle jestem ciekawa dodatkowych tomów, a Was zachęcam do poznania całej serii.

Moja ocena: 
8/10 (bardzo dobra) 



Zajrzyj również:

piątek, 15 września 2017

#101 "Piosenki o dziewczynie" Chris Russell


Tytuł: Piosenki o dziewczynie 
Autor: Chris Russell 
Tom/seria: Piosenki o dziewczynie (tom 1)
Wydawnictwo: Feeria Young 
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Ilość stron: 384
Opis:
„To było takie samo uczucie, jakie masz wtedy, gdy wspinasz się na bardzo wysoki budynek, stajesz na krawędzi dachu, trzymając się barierki, a jakiś głos w twojej głowie każe ci skoczyć, przechylić się przez balustradę i runąć w dół niczym spadająca gwiazda.”
Tak właśnie czuje się Charlie, gdy pierwszy raz patrzy na nią Gabe West – frontman najpopularniejszego boysbandu świata, Fire&Lights.
Do tej pory Charlie najlepiej czuła się schowana za obiektywem swojego aparatu – niewidzialna i niesłyszalna. Wcale nie chciała robić zdjęć na koncercie Fire&Lights, chociaż poprosił ją o to Olly, dawny kolega ze szkoły, a obecnie członek zespołu. Ktoś ją w to wrobił i nie mogła już odmówić.
Szalony, charyzmatyczny Gabe sprawia, że jej życie zmienia bieg. Charlie czuje, że jest między nimi niezwykła bliskość, związek, który trudno wytłumaczyć. Dlaczego wszystkie teksty Gabe’a są o niej? Jaka tajemnica kryje się w ich słowach?

Sławny zespół i dziewczyna od aparatu- skąd ja to znam? 
Kiedy tylko pojawił się wątek dziewczyny, która ma być fotografem znanego zespołu, przypomniałam sobie jedną z moich ulubionych historii Ostatnia spowiedź. I chociaż tutaj ułożyła się fabuła w zupełnie inny sposób to koniec końców wszystko było podobne. Oczywiście książce ustawiłam już wysoko poprzeczkę z tego powodu, ale nie zawiodłam się. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, ale widzę, że ma talent i potrafi go wykorzystać. Każdy wątek był napisany bardzo ciekawie i sprawiał, że nie byłam w stanie się oderwać.

(…) w życiu liczą się przede wszystkim dwie rzeczy. Rodzina i przyjaciele. Kiedy masz ich wokół siebie, cała reszta jakoś się układa.

Najlepszy blog fanów? Chyba najgorszy kicz! 
Tak, wiem. Przed chwilą napisałam, że wszystko czytało mi się przyjemnie, a już teraz wyjeżdżam z takim czymś. No cóż, zawsze w książce pojawi się coś co nie przypadnie nam do gustu. Tu mieliśmy owy blog. Nie jestem fanką nikogo w takim stopniu, żebym szalała za tą osobą i przesiadywała na portalach, które wypisują o nich same nowości. Być może dlatego też ten wątek mi się tak nie spodobał bo nie znam 'slangu' takich osób. I irytowało mnie jak nigdy to, że autor używał zakończeń ich zdań jako 'xxx' bądź 'LOL'. Dla mnie coś okropnego.

(…) przerażające, że ludzie w tłumie tak bardzo zmieniają swoje zachowanie, kiedy zaczyna się na kogoś nagonka.

Parę słów o bohaterach
Jak wiadomo część bohaterów to przyjaciele, którzy tworzą znany zespół. Większość z Was pomyśli pewnie "wow to musi być coś fajnego!". I owszem, tak było. Trasa koncertowa, fani, przygotowania. Wszystko mieliśmy tu pokazane, ale co najważniejsze wszystko to było ukazane w realny, prawdziwy sposób. Coś, co może spotkać każdego z nas. I nawet to, że szara myszka, nie mająca doświadczenia została poproszona o robienie zdjęć sławnemu zespołowi wcale nie okazało się tu dziwne. Jej reakcje i zachowanie były takie jakie okazałby normalny człowiek. A rzesze fanów jakie mieliśmy okazję poznać? Pokazano nam ich obie strony. Zarówno te miłe i kochane w stosunku do gwiazd, jak i te okrutne gdy poczują się zazdrosne. Charlie przypadła mi do gustu bo nie była pusta i różniła się od wielu bohaterek. Jeżeli chodzi o chłopaków z zespołu to nie mam zdania o każdym z nich. Autor niestety nie skupił się na nikim konkretnie, a mam wrażenie, że każdego przedstawił nam powierzchownie. Nawet tego, z którym Charlie zaczęło coś łączyć. Gdy pojawiały się ich wspólne sceny było to lekko dziwne i wydaje mi się, że znikły równie szybko co się pojawiały. Żałuję, że tym razem nie było tego czekania aż coś się wydarzy między nimi, jakiś kilkakrotnych spotkań. Zdarzyło się to nagle (bo nie liczę kilku minutowych spotkań w gronie wszystkich), chociaż jak tak myślę, to nie. To nie prawda, ale takie właśnie odniosłam wyrażenie. Niestety pod kątem relacje Charlie i chłopaków wypadła słabo. Rozmawiała z każdym po trochu, a nie skupiono się na najwyższym.

Co za zakończenie! 
Kompletnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. I nie chodzi tu o to, że stało się coś nieoczekiwanego. Właściwie w pewnym sensie tak było, ale na pewno nie takim o jakim myślicie. Nie spodziewałam się, że będzie jeszcze ciąg dalszy, ale końcówka zdecydowanie to sugeruje. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się relacja głównej bohaterki z zespołem i jak zareagują na to fani więc z niecierpliwością czekam na kolejną część! Mam tylko nadzieję, że tym razem będzie to opisane zdecydowanie bardziej szczegółowo.

Podsumowując 
Tym razem łatwiej było mi napisać recenzję. Zdaje sobie sprawę, że ostatnio nie wychodziło mi to najlepiej, ale trafiłam na takie książki, o których po prostu nie wiedziałam co napisać. Teraz jest inaczej, ta historia spodobała mi się na tyle mocno, że pochłonęłam ją w jeden wieczór i długo jej nie zapomnę. Fanom klimatów sławy, zespołów i fanów na pewno się spodoba. Polecam!

Moja ocena: 9/10 (rewelacyjna) 

wtorek, 12 września 2017

#100 "Hopeless" Colleen Hoover


Tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover
Tom/seria: Hopeless (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 16 czerwca 2014
Ilość stron: 424
Opis:
Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

Na setną recenzję wybrałam coś szczególnego
Mam dzisiaj przyjemność napisać już setną recenzję na moim blogu więc postanowiłam, że na tę okazję wybiorę coś dla mnie ważnego. Nie był to przypadkowy wybór. Hopeless to historia, od której wszystko się zaczęło. To pierwsza książka przeczytana przeze mnie z własnej woli i jedna z najlepszych jakie do tej pory przeczytałam. Zdaję sobie sprawę, że powrót do niej po latach nie koniecznie mógł okazać się pozytywny w końcu szokujące zakończenie już znam. Cieszę się jednak, że ułożyło się inaczej i jestem prawie równie zadowolona co za pierwszym razem.

Niesamowite co może zrobić Twojemu sercu brzmienie głosu, za którym tak się tęskniło.

Hopeless czyli beznadziejny
Sama okładka bardzo przyciąga wzrok. Jest prosta, ale jednocześnie ciekawa. O co chodzi z tym tytułem? Powiem, że na pewno bardzo pasuje do całej historii i wiele zmienia po dojściu do odpowiedniego fragmentu. Holder ma za sobą ciężki okres a gdy na jego drodze staje tajemnicza Sky, odcięta od mechanizacji, której nie sposób znaleźć w internecie zaczyna się nią interesować. Banał? Owszem, a jednak jak to pani Hoover potrafi to napisać w taki sposób, że po prostu nie sposób się oderwać i nudzić. Słodkość, za dużo słodkości? A co tam! Wybaczam. Chociaż przyznam, że to właśnie jedyna wada jaką po ponownym sięgnięciu znalazłam.

Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła.

Bezwarunkowa miłość?
Wydaje mi się, że ciężko jest napisać teraz coś naprawdę interesującego i oryginalnego. Pani Hoover ma niezaprzeczalnie duży talent i jej książki biorę w ciemno jednak są momenty, że i ja jej ogromna fanka nie zawsze jestem zadowolona. Tym razem wiadomo chodzi mi ową dużą ilość czułości Holdera względem Sky. Rozumiem, że być może to moja wina. Naczytałam się już tylu romansideł, że czasami aż rzygam tymi uroczymi słówkami i gestami. A tu pani Hoover zdecydowanie przesadziła. Zarówno w relacji głównych bohaterów jak i matki Sky. Bardzo, bardzo wątpię czy kiedykolwiek w życiu ktoś byłby w stanie aż tak się poświęcić, a na koniec jeszcze bezczynnie czekać co się wydarzy. Przykro mi to mówić, ale jestem lekko zawiedziona powrotem do tej lektury.

Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości.

Podsumowując
I tego właśnie się obawiałam. Bałam się sięgać po jedną ze swoich ulubionych pozycji i zmienić o niej zdanie. Wiem, że czytając ją jako dziecko miałam kompletnie co innego w głowie i teraz po prostu podchodzę do wszystkiego inaczej, ale tak chyba musi być. Mimo wszystko nie żałuję, że ponownie zapoznałam się z Hopeless. Nadal uważam, że jest to wspaniała historia i gdybym nie znała końcówki wiem, że nie oderwałabym się od niej nawet na moment. Nie pozostaje mi nic innego jak tym, którzy jeszcze jej nie znają koniecznie polecić i gorąco zachęcić do przeczytania. Naprawdę warto!

Moja ocena: 9/10 (rewelacyjna) 

niedziela, 10 września 2017

#99 "Elita" Kiera Cass


Tytuł: Elita 
Autor: Kiera Cass 
Tom/seria: Selekcja (tom 2)
Wydawnictwo: Jaguar 
Data wydania: 21 maja 2014
Ilość stron: 328
Opis:
Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu.

Czas. Mam jeszcze czas. 
W tej części America bardzo, ale to bardzo mocno mnie irytowała. Wiecznie była niezdecydowana, trójkąt miłosny urósł tu na ogromną skalę i nie było to wcale pozytywne. W jednym momencie była zdecydowana, że kocha Aspena, a już w drugiej sekundzie myślała czy dobrze robi wybierając Maxona. Na dodatek od początku serii potrzebowała ona czasu. Czas, czas i jeszcze raz czas. Ale co jeśli książę już za wiele go nie miał? Jeśli pragnął, żeby America w końcu określiła się względem jego uczuć? Niestety, żeby dowiedzieć się jak zakończył się ten wątek musicie sięgnąć sami!

"Być może kluczem do sukcesu jest zachowanie chłodnej głowy, kiedy inni wpadają w panikę".

Trójkąt miłosny? Czy nadal się tu rozwija? 
Zdaję sobie sprawę, że pisząc recenzje kolejnego tomu ciężko jest napisać cokolwiek bez spojlerowania. Chciałabym tylko, żebyście wiedzieli, że pod tym kątem autorka mnie totalnie zawiodła. America jest w tej części jedną z najbardziej niezdecydowanych bohaterek jakie miałam okazję poznać. Gdy na jej drodze pojawia się Aspen, jej dawna miłość ona nie wie co ma robić. Dobrze, rozumiem to. Ale dlaczego chce być trochę z tym, trochę z tym jednocześnie żadnemu nie dając dostatecznej nadziei? Kusi ich, rozpala płomyk nadziei, a zaraz mówi sobie stanowcze nie i odpycha każdego na swój sposób. Żeby było ciekawie, w tym czasie widząc ukochanych z innymi dostaje szału... Proszę, niech pani więcej nie pisze takich wątków! Jak zapowiadało się obiecująco tak dalsze losy totalnie ostudziły mój entuzjazm.

"Ponieważ teraz należałam do niego. Wiedziałam to. Nigdy nie byłam niczego tak pewna."

35 dziewczyn przybyło do pałacu. Tylko 6 zostało. 
Na szczęście wątek Eliminacji nie został pominięty, wręcz dzięki Bogu autorka skupiła się przede wszystkim na nim. Dziewczyny miały wiele ciekawych zadań, pomiędzy, które pani Cass bardzo zgrabnie wplatała nowe wątki. Widzę, że to wszystko ma potencjał, ale trochę zrobiło się za dramatycznie jeżeli chodzi o relacje pomiędzy Americą a chłopakami. To jak odpadały poszczególne kandydatki było przyznam oryginalne i naprawdę ciekawe. Z jednej strony trudno było zaakceptować takie zachowanie Americki, ale z drugiej ciężko było się oderwać.

"Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz.-przyznałam się.
-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat."

Podsumowując 
Dzisiaj na krótko ponieważ nie chce za dużo Wam zdradzać. Jeżeli chodzi o księcia to w tej części spodobał mi się zdecydowanie bardziej gdyż nabrał pewności siebie i przestał pozwalać tak źle się traktować przez Ami. Wielki plus dla niego! Kolejny tom niestety wypadł troszkę słabiej ze względu na te zmienne nastroje głównej bohaterki, ale poza tym jest dobrze. Mam wielką ochotę na ostatnią część, oby okazała się dobrym zakończeniem!

Moja ocena: 8/10 (bardzo dobra) 

środa, 6 września 2017

#98 "Panika" Lauren Olivier


Tytuł: Panika
Autor: Lauren Oliver
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:2 lutego 2016
Ilość stron:360
Opis:

Wyobraź sobie senne, pogrążone w beznadziei miasteczko.Wyobraź sobie dziewczynę, która nie wierzy, że może ją spotkać coś dobrego.Wyobraź sobie grę, w której każdy musi podjąć śmiertelne ryzyko, by wygrać wielką nagrodę – przepustkę do lepszego życia.Ta gra to Panika. Nikt nie wie, kim są sędziowie, którzy wymyślają zadania i czuwają nad przebiegiem rywalizacji. Uczestnicy zostają zmuszeni do przesunięcia własnych granic, do wyjścia poza strefę bezpieczeństwa, do stawienia czoła najgłębszym lękom.Dziewczyna ma na imię Heather. Od zawsze pogardzała grającymi w Panikę. Ale kiedy jej chłopak odchodzi do innej, pełna wściekłości, bólu i rozpaczy zmienia swoje podejście i decyduje się przystąpić do rywalizacji. Nigdy nie spodziewała się, że to zrobi. Aż do tego lata.

Chyba skądś to już kojarzę...
Od samego początku historia przypominała mi Nerve, film/książkę, o której zapewne większość z Was już słyszała. Tutaj również mamy podobną grę, która nie zawsze jest bezpieczna. Muszę przyznać, że był to bardzo ciekawy wątek chociaż uważam, że pani Oliver mogła rozwinąć go bardziej i skupić się przede wszystkim na nim. Po drodze mieliśmy jeszcze kilka pobocznych historii, które były równie ciekawe, ale mam wrażenie, że wszystko to było napisane tak pobieżnie i trochę napiszę tu, trochę tu. Wyszło w końcu tak, że czułam iż każdy wątek napisany był po najmniejszej linii oporu.

"Ale owady w zasadzie lubił, uważał je za fascynujące. W jakimś sensie były podobne do ludzi - głupie i czasami bezwzględne, kiedy zaślepiał je egoizm."

Co to za książka gdy główny bohater nie ma ciężkiego życia?
W większości książek jakie czytam mamy właśnie ten schemat. Okropne życie, albo dramatyczna przeszłość. Czasem nawet te dwie rzeczy połączone. Dla mnie jest to już męczące bo rzadko kiedy zdarza się, że autor umie to ciekawie i oryginalne wpleść w fabułę, a tutaj niestety nie było to takie. Tym bardziej, że Ci bohaterowie, których poznaliśmy i o których co nieco więcej wiemy, mają taką właśnie przeszłość. Nie podobało mi się to i czułam, że autorka nie wie co wymyślić, żeby miało to ciekawe połączenie.

"Ludzie zaskakiwali. I to w najbardziej nieoczekiwany sposób. To była właściwie jedyna rzecz, której można było być pewnym."

Znowu narzekam? Co jest ze mną nie tak?
Ostatnio większość książek, które czytam nie spełniają moich oczekiwań i wypadają słabo. Nie chcę żebyście myśleli, że i ta historia mimo samych wad, które wymieniłam była zła. Na swój sposób naprawdę mocno mnie zaciekawiła i pochłonęłam ją w błyskawicznym tempie. Czytało mi się bardzo przyjemnie i chociaż koniec mnie nie zadowolił (uważam, że autorka mogła więcej szczegółów podać) to całość wypadła dobrze.

"Nikt nie powinien być szczęśliwy, kiedy my sami jesteśmy przygnębieni - a już na pewno nie najlepsi przyjaciele. Takie powinno być prawo."

Podsumowując
Długo zwlekałam z sięgnięciem po tą książkę i nie wiem czy żałuję. Było fajnie, ale bez szału. Długo o niej pamiętać nie będę, ale też była to ciekawa i przyjemna przygoda. Po raz kolejny recenzja bez ładu i składu (za co przepraszam), ale znowu nie wiem co myśleć po przeczytaniu i co mogłabym napisać. Cóż, mimo to Panika to książka napisana na poziomie, pani Oliver pokazała, że nie obniża swojej poprzeczki więc Ci, którzy lubią jej twórczość na pewno będą zadowoleni.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

sobota, 2 września 2017

Breaking Bad


Chyba po raz pierwszy piszę cokolwiek o serialu. W końcu udało mi się obejrzeć jakiś od początku do końca więc jest się czym pochwalić. Teraz w końcu zacznę nadrabiać trzy pozostałe, ale nie o tym. Breaking Bad wyszukałam na filmwebie jako #top2. Według ludzi jest to drugi zaraz po Grze o tron najlepszy serial jaki powstał. Właściwie wcale się nie dziwię bo pomimo tego, że narkotykowy świat kompletnie mnie nie interesuje to tu jak już zaczęłam oglądać nie mogłam przestać. I nawet fakt, że dosłownie każdy mnie irytował tego nie zmienił.



Zacznijmy od początku. Walter White pięćdziesięcioletni nauczyciel chemii dowiaduje się, że ma raka. Wiadomo to straszna wiadomość i na pewno niezmiernie dołująca, ale nie sądzę, żebym ja z tego powodu potrafiła wejść w narkotykowy świat. No, ale przecież to nie serial o mnie, a o zwykłym mężczyźnie, który przez te pięć sezonów zmienia się nie do poznania. Nie pamiętam nawet jak to się stało, że zaczął on gotować (jak to się wyrażali). Muszę przyznać, że na początku nawet go lubiłam. Jest też to jeden z najlepszych aktorów na filmwebie więc wiadomo, jakoś tak inaczej się go postrzegało. Za to jego żony od pierwszego odcinka nie polubiłam i z tego co czytałam nie jestem jedyna, która ma takie zdanie. Jeżeli chodzi o jej grę aktorską to nie była najlepsza, ale samo jej zachowanie było czymś okropnym. Rozumiem, że znalazła się w trudnej sytuacji gdy wszystko wyszło na jaw, ale za nic nie powinna robić tego co zaczęła. Słowa jakie powiedziała do teraz mocno zapadają mi w pamięci, a sceny z jej udziałem były dla mnie najgorszymi.



Jeżeli chodzi o Waltera, do którego muszę wrócić to było tu zupełnie inaczej. Tak jak napisałam wcześniej, na początku polubiłam jego postać. Było mi go szkoda i zastanawiałam się co wymyśli, żeby jego plan odniósł sukces. Chyba nikt nie spodziewał się jaki to wszystko przyjmie obrót, ale jestem bardzo zadowolona. Jak mówiłam, nie interesuje mnie w żaden sposób wątek narkotykowy więc to dla mnie dziwne, że tak mocno wciągnęłam się w ten serial. A to z pewnością zasługa Waltera, którego pomysły i zachowanie totalnie mnie zaskakiwało. Co prawda nie znam się na chemii i nigdy jej nie lubiłam, ale to czego niejednokrotnie się dowiadywałam związanego z nią mnie zaskakiwało. Jestem pod wrażeniem sprytu i zachowania głównego bohatera, chociaż zdaję sobie sprawę, że to tylko rola, ale on zagrał ją fenomenalnie.



Co jeszcze muszę tutaj zaznaczyć to fakt, że jest to serial bardzo realny. Nie ma czegoś takiego, że jestem jedynym z głównych bohaterów to będę występował do końca. Wszystko dzieje się niespodziewanie jak to jest pomiędzy gangami i dilerami. Ludzie umierają zupełnie bez powodu. Jedni tracą życie przez kaprys zabójcy, inni znajdują się w nieodpowiednim momencie w niewłaściwym miejscu.



Serial wywołam we mnie wiele emocji. Przez radość i śmiech, do trwogi i obrzydzenia. Zdaje sobie sprawę, że dla zwykłej dziewczyny jest to dość trudny seans i nie każda wytrzymałaby do końca. Ja dzięki postaci Waltera nie potrafiłam ot tak przerwać oglądanie i każdy odcinek na nowo zaciekawiał mnie czymś innym. Myślę, że bardziej dojrzałe osoby docenią tą produkcję zdecydowanie mocniej, a mnie nie pozostaje nic innego jak napisać Wam, że nie żałuję obejrzenia tych pięciu sezonów i zgadzam się, że jest to bardzo dobry serial!

* wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu *