niedziela, 15 września 2019

"Gałęziste" Artur Urbanowicz (nowe wydanie)


Tytuł: Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Vesper
Data wydania: 23 listopada 2019
Ilość stron: 475
Gatunek: horror
Ocena: 10/10


Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz… i w co do tej pory wierzyłeś.

Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej.
Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza.
Jest taki demon, o którym wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec.
Jest takie miejsce, w którym znajdziesz ten dom. Miejsce, które skrywa też to jezioro, miejsce, w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Kiedy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść.
Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości. Powieść grozy na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny, z zaskakującym zakończeniem godnym mistrzów gatunku. 
Odważysz się?
~lubimyczytac.pl


Nie jest tajemnicą, że swego czasu zakochałam się w twórczości pana Urbanowicza. Moja przygoda z Jego książkami rozpoczęła się właśnie od Gałęziste, zatem informacja o wznowieniu i ulepszeniu tego tytułu była dla mnie przemiłą niespodzianką. Sięgnęłam w ciemno i się nie zawiodłam. Po raz kolejny jestem bardzo mile zaskoczona.

Tomek i Karolina wyjeżdżają na święta i zatrzymują się po kilku niedogodnosciach w domu Prusów. Już pierwsze chwile tam naznaczone są dziwnymi sytuacjami i zjawiskami, które ciężko wytłumaczyć. Po raz kolejny autor stworzył niepowtarzalny świat i atmosferę, przy której przechodziły mnie ciarki, a jednocześnie nie chciałam odłożyć książki. Fabuła była dosyć rozbudowana i ciągle coś się działo, jednak nie odczuwałam przesady, wręcz momentami niedosyt. Budowanie napięcia pan Artur opanował do perfekcji. Chwila moment i czytelnik jest już na ostatniej stronie, nie wiedząc nawet kiedy się to stało. Pokochałam historię Karoliny i Tomka, pokochałam Gałęziste za chwile grozy, nieustanne napięcie i oczekiwanie na wyjaśnienie. Po prostu to kocham.



Waham się nadal nad postacią Karoliny. Nie jestem sama pewna, czy to boahterka ta posiada lubiane przeze mnie cechy. Wiecie, że za osobami mało pewnymi siebie i takimi, którym nic nie pasuje, na wiele rzeczy narzeka, nie przepadam. A ona po części taka była. Za wszystko przepraszała, każdemu chciała dogodzić. Nie jest to zła cecha, po prostu w połączeniu z tą historią, jej osoba wyszła na lekko denerwującą. Tomek natomiast był przeciwieństwem Karoliny, pewny siebie i stanowczy. Dlatego mieliśmy okazję obserwować wiele sytuacji, gdzie ich skrajne charaktery się łączyły i między nimi dochodziło do sprzeczek. Ich rozwój był dosyć ciekawy więc nie narzekam. Ponadto autor nie skupił się na tym wątku, więc był to tylko taki dodatek.

Koniecznie muszę wspomnieć o zakończeniu tej historii. To był sztos! Coś niesamowitego, zaskakującego i po prostu wow! Brak mi słów. Kiedy czytelnik w końcu odpoczywa po tylu emocjach danych przez autora, ten nagle serwuje coś takiego! Koniecznie, bezdyskusyjnie musicie poznać ten tytuł! Z całego serca Wam go polecam, obie wersje i inne książki autora także. Wszystkie są genialne i na długo zostają w pamięci.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 września 2019

"Roziskrzone noce" Beatrix Gurian


Tytuł: Roziskrzone noce
Autor: Beatrix Gurian
Seria/tom: Roziskrzone noce (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar
Data wydania: 3 października 2018
Ilość stron: 368
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 5/10


Matka Philii wychodzi za mąż za hrabiego Frederika, bogatego i wpływowego właściciela wspaniałego pałacu w Danii, nad samym brzegiem morza. Dziewczyna początkowo zachwyca się wspaniałymi strojami i olśniewającą biżuterią, która każdego dnia i nocy dodaje je blasku. Po pewnym jednak czasie okazuje się, że to cudowne miejsce kryje wśród niezliczonych sal balowych i wypełnionych starymi portretami komnat mroczne tajemnice. Odbijające się w lustrach świece przywodzą na myśl dawne czasy, działają na wyobraźnię.
Podczas balu Philia poznaje przystojnego Nielsa, syna hrabiego Fredericka. Wirują w tańcu, czując z minuty na minutę coraz silniejszy magnetyzm. Czy młodzieńcze uczucie będzie w stanie pokonać mroczne tajemnice z przeszłości?
~lubimyczytac.pl

Okładka tej książki przyciągnęła mój wzrok już od pierwszej chwili. Chociaż fanką świecących rzeczy nie jestem, to Roziskrzone noce spodobały mi się od razu. Sięgając po ten tytuł spodziewałam się raczej lekkiego romansu, podobnego do serii Rywalki, otrzymałam tymczasem książkę z wątkiem kryminalnym w głównej mierze.

Autorka przedstawiła nam świat osób bogatych i wpływowych. Jej matka za chwilę wyjdzie za mąż za hrabiego, a ona sama nagle zamieszka w jego ogromnym pałacu. Niespodziewanie jednak z Philią zaczyna dziać się coś dziwnego- jest ona świadkiem przedziwnych sytuacji, o których potem każdy, z wyjątkiem jej samej, zapomina. Kiedy sprawy posuwają się za daleko, dziewczyna postanawia sprawdzić na własne oczy co dzieje się w pałacu. Tutaj akcja się rozwija, w dosyć szybkim tempie, jednak razem z tym czytelnik otrzymuje masę rozpoczętych wątków i teorii,  a które przez bardzo długi czas nie dostaje zupełnie żadnych wyjaśnień. Mnie to męczyło, momentami irytowało. Bohaterka mogła robić co chciała, zachowywać się jak chciała (irracjonalne, jak osoba niezrównoważona psychicznie), a jednak nie miała z tego powodu zupełnie żadnych konsekwencji. Mało tego, i tutaj najlepsze i zarazem najgorsze przez co cała książka była dla mnie nie do zniesienia, Philia zakochała się w Nielsie już po... pierwszym spotkaniu! Tak! Ona go kocha i zrobi dla niego wszystko. Boże, jakie to było żenujące. To wyznawanie sobie miłości i ukradkowe spotkania. Po prostu zostawię to już bez dalszego komentarza.

Jak można się spodziewać główna bohaterka nie przypadła mi do gustu. Głównie z powodu wielkiej miłości po pierwszym spotkaniu, ale i dlatego, że musiała być wszędzie i wszystko wiedzieć. Okej, rozumiem, że szukała odpowiedzi, ale niektóre momenty były zwyczajnie przesadzone. Jej plusami na pewno były determinacja i dobre serce, ale to po prostu za mało do reszty jej charakteru. Niels ani trochę lepszy nie był, mimo tego, że kontaktu z nim za dużo nie mieliśmy. Był zmienny w nastroju, zachowywał się irracjonalnie, nie tak jak wymagała tego sytuacja. Kolejna rzecz, która mi się nie spodobała. Co do reszty postaci nie mam zastrzeżeń. Co prawda autorka mogłaby bardziej skupić się na ich emocjach i ich samych w ogóle, a nie na sprawie miłości Philii i próbuje rozwiązania zagadek. Może wtedy książkę czytałoby się przyjemniej.


Tak więc śmiało można stwierdzić, że Roziskrzone noce nie przypadły mi do gustu. Książka sama w sobie zła nie była, fabuła też nie najgorsza, jednak styl pisania autorki nie jest moim ulubionym. Za dużo wprowadzania nowego, a za mało skupienia się na tym co już jest. Mam nadzieję, że kolejna część będzie pod tym względem dużo lepsza.
Czytaj dalej »

wtorek, 3 września 2019

"Od urodzenia" Elisa Albert


Tytuł: Od urodzenia
Autor: Elisa Albert
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 15 marca 2016
Ilość stron: 272
Gatunek: literatura piękna
Ocena: 2/10

Minął już rok, odkąd Ari – doktorantka, feministka i żona o piętnaście lat starszego od niej profesora – urodziła Walkera. Kobieta przeżywa ogromne trudności w odnalezieniu się w nowej dla siebie rzeczywistości. Nie mogąc przyzwyczaić się do specyficznego rytmu opieki nad małym dzieckiem oraz do zmian, które zaszły zarówno w jej ciele, jak i w psychice, Ari zaczyna przypominać samotne, chyboczące się na zimowym wietrze drzewo, któremu ni stąd, ni zowąd wyrwano korzenie.
Kiedy w sąsiedztwie pojawia się Mina – niegdyś kultowa piosenkarka rockowa, a teraz przyszła matka w dziewiątym miesiącu ciąży – Ari, mimo że zwykle nie ufa kobietom, widzi w niej potencjalną bratnią duszę. Wkrótce kobiety się zaprzyjaźniają i łączą siły we wspólnej macierzyńskiej walce, jaką obie na co dzień staczają.
~lubimyczytac.pl

Muszę przyznać, że jestem bardzo rozczarowana i nie mam zielonego pojęcia co mogłabym dzisiaj tu napisać. Krótko i na temat, tak będzie chyba najlepiej. Autorka opowiedziała nam historię (nie pamiętam już po dniu imienia głównej bohaterki) Ari, młodej mamy, która w tej roli nie czuje się najlepiej. I myślałam, że na tym się skupimy, tymczasem pani Elisa urozmaiciła książkę w mnóstwo nic nieznaczących (według mnie) wątków. Owe wątki były króciutkie i przeskakiwano z nich z prędkością światła. Po pół strony już inna historyjka. No dla mnie był to istny koszmar, tym bardziej, że zdania były krótkie i często bezosobowe. Jako takiej fabuły tam nie uświadczyłam, nie wiem nawet jakie relacje panowały pomiędzy bohaterami ze względu na przeskoki czasowe. Tak, oprócz przeskokach w scenach mieliśmy również przeskoki w czasie. Życzę powodzenia, żeby się wkręcić w historię.


Prawda jest taka, że najchętniej już zamknęłabym temat tej książki i skończyła o niej pisać. Nie mam tutaj nic pozytywnego do napisania o powyższym tytule. Czytałam to co prawda dwa dni, ale były to dwa tak długie dni, że marzę, aby o nich zapomnieć. Wynudziłam się za wszystkie czasy, ciężki styl pisania autorki zupełnie nie przypadł mi do gustu. Bohaterowie byli dziwni ze względu na nagłe zmiany nastroju (typu jest kulturalna rozmowa i nagle jedna osoba do drugiej rzuca obelgi i bluznierstwa, po czym wracają do dalszej części rozmowy jak gdyby nigdy nic). 

Zatem książki Od urodzenia nie polecam nikomu. Jest równie chaotyczna co moja opinia o niej.

Czytaj dalej »

środa, 28 sierpnia 2019

"Z popiołów" Martyna Senator


Tytuł: Z popiołów
Autor: Martyna Senator
Tom/seria: Z miłości (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czwarta Strona
Data wydania: 8 listopada 2017
Ilość stron: 336
Gatunek: literatura obyczajowa i romans 
Ocena: 7/10


Wydarzenia z przeszłości zmieniły Sarę nie do poznania, odcisnęły piętno na jej poczuciu własnej wartości i zaufaniu do ludzi. Jest teraz pewna, że miłość sprowadza się jedynie do cierpienia. Przynosi ból, łzy i rozczarowanie. Przekonał się o tym także Michał, którego wykorzystała była dziewczyna.
Przypadkowe spotkanie dwóch poranionych dusz uruchamia ciąg niespodziewanych zdarzeń i pozwala im poznać życie na nowo. Budowany od lat mur, którym otaczała się Sara, zaczyna pękać za sprawą opiekuńczego Michała

~lubimyczytac.pl

O tej serii słyszałam bardzo wiele dobrego i trzeba przyznać, że okładki mają cudowne. Razem na półce prezentują się wspaniale, ale co z zawartością? Nie ukrywam, że do sięgnięcia zachęciły mnie liczne zachwyty nad tymi tytułami i sama miałam ochotę przekonać się, czy warto. Muszę przyznać, że czuję się lekko rozczarowana, ale nie było najgorzej.

Pani Senator postawiła na historię dwojga młodych osób, których drogi nagle się krzyżują i od tego momentu ich życie zaczyna się zmieniać. Obydwoje mają za sobą ciężką i bolesną przeszłość i na swój sposób próbują sobie z nią poradzić. Trzeba przyznać, że brzmi to banalnie i bardzo schematycznie. Tak też było, trzeba jednak zaznaczyć, że w jakiś niewytłumaczalny dla mnie sposób autorka potrafiła do mnie przemówić. Mimo że nie zachwyciła mnie całość, a i nie wciągnęło mnie tak, że nie byłam w stanie się oderwać, to przeczytałam ten tytuł w parę chwil. Niewiarygodnie szybko przelatywały mi rozdziały i ani się obejrzałam już skończyłam. I okazuje się, że wcale nie było tak tragicznie, a zakończenie ruszyło moje serce, chociaż nie było tam niczego skrajnego. Nie wiem jak to się stało, ale poczułam coś- sama nie wiem co.

Dawno już nie zdarzyło mi się, żebym od razu tak mocno polubiła oboje bohaterów. Zarówno Sarę, jak i Michała pokochałam od razu. Nie wyróżniali się niczym szczególnym, a jednak moje serce w jakiś sposób szło w ich stronę i mocno im kibicowało. Byli to bohaterowie spokojni, a jednak umieli zawalczyć o siebie. Nie zachowywali się jak nastolatki, nie miewali humorów. A dodatnie do tego innych barwnych postaci było strzałem w dziesiątkę. Z takim połączeniem musiało być tylko dobrze.


Mimo wielu zalet wyżej wymienionych jestem rozczarowana tą pozycją. Nie mogę niczego autorce zarzucić, a jednak oczekiwałam czegoś więcej. Czegoś co totalnie mnie poruszy. Nie sądzę, że nie brakowało tu emocji, jednak do mnie to nie przemówiło. Nie odradzam Wam sięgnięcia po ten tytuł- jest naprawdę dobrze napisany i w miarę ciekawy. To, że mnie nie zachwycił, nie znaczy, że z Wami też tak będzie :)
Czytaj dalej »

niedziela, 25 sierpnia 2019

"Gwiazdor" Laurelin Paige, Sierra Simone


Tytuł: Gwiazdor
Autor: Laurelin Paige, Sierra Simone
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 2017
Ilość stron: 472
Gatunek: literatura obyczajowa i romans (?)
Ocena: 3/10

Nie wiem co mnie podkusiło do zakupu tej książki. Chyba tylko jej bardzo niska cena, bo za erotykami od dawna nie przepadam. Łudziłam się, że po tak długiej przerwie może coś się zmieniło, ale jednak nie. Nadal nie trawię takich opisów, zwlaszcza w zbyt dużych ilościach. I chociaż książka ta miała nawet ciekawą fabułę, z sensem i dosyć szybkim tempem, to coś było nie tak. Logan i Devi to aktorzy filmów pornograficznych, on wielki weteran, ona gra tylko w filmach lesbijskich. Razem mimo to zagrali jedną scenkę przed trzema latami i od tamtej pory oboje są w sobie szaleńczo zakochani i sprawiają sobie przyjemność oglądając ten film na okrągło, mimo że przez te trzy lata w ogóle się nie widzieli. Tu zaczyna się wielkie rozczarowanie, już mnie to nie przekonuje i przewracam w tym momencie nawet w myślach oczami. Potem jest już tylko lepiej. Po kilku spotkaniach wyznają sobie wielką miłość, jest dramat, rozstanie i szczęśliwe zakończenie. Wybaczcie, ale musiałam. To tak wielki schemat, że aż boli. A w tym wszystkim pełno sprośnych opisów. Jestem na nie.



Ani Logan ani Devi nie przypadli mi do gustu. Oboje byli dziwni pod wieloma względami. Mówili jedno, robili drugie. Byli zmienni w zachowaniu, niestabilni. Takie coś zupełnie do mnie nie przemawia i ciężko było mi przebrnąć przez ten tytuł. Nie mam pojęcia co jeszcze napisać na temat tej książki. Wywołała we mnie wiele emocji, negatywnych emocji. Przykre było to, że nawet tak ważne momenty w ich życiu podszyte były seksem, a jedno z najważniejszych momentów w ich życiu w połowie przerwano właśnie tym. To kłuło w oczy i nie dało się tego czytać. Śmiało można było połowę stron odrzucić, były tam w kółko powtarzające się te same sceny i opisy. Ile można? Nie mam nic do erotyków, ale nie ma co na siłę opisywać tych spraw. Jest jakiś umiar. Niestety tytuł ten zupełnie nie przypadł mi do gustu. Nie polecam.


Czytaj dalej »

piątek, 16 sierpnia 2019

"Współlokatorzy" Beth O' Leary


Tytuł: Współlokatorzy
Autor: Beth O'Leary
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 maja 2019
Ilość stron: 432
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 6/10


Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał noce zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby.
Ona właśnie zerwała ze swoim zazdrosnym chłopakiem i ledwo wiąże koniec z końcem, pracując w niszowym wydawnictwie, on bardziej dba o innych niż o siebie – nocami zajmuje się pensjonariuszami domu opieki, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy wyciągną jego niesłusznie skazanego brata z więzienia.
Na przekór wszystkim i wszystkiemu, dwoje niezwykłych współlokatorów odkrywa, że jeśli wyrzuci się wszystkie zasady przez okno, można stworzyć całkiem przyjemne i ciepłe domowe ognisko.

~lubimyczytac.pl

Kto nie słyszał chociaż raz o tym tytule? Swego czasu był on wszędzie, a każdy zachwalało go pod niebiosa. Nic dziwnego, że w końcu i ja musiałam na własnej skórze przekonać się co do wartości tej książki.

Muszę jednak przyznać, że czuję się mocno rozczarowana lekturą. Początek zapowiadał się naprawdę obiecująco: dwoje zupełnie obcych ludzi zamieszkuje ze sobą, mało tego, dzielą jedno łóżko. Nigdy się nie spotkali, nigdy ze sobą nie rozmawiali. Po pewnym czasie zaczynają wymieniać między sobą liściki na karteczkach samoprzylepnych, a potem to już wiadomo... Niestety, ale od tego momentu książka staje się jednym wielkim schematem i wszyscy bez problemu mogą domyślić się zakończenia. Autorka postanowiła też wprowadzić kilka dramatycznych scen, które same w sobie nie są złe, nawet ciekawe, a jednak czytało się je ciężko, ale o tym już za chwilę. Jeżeli więc mam podsumować fabułę Współlokatorów to czuję się ogromnie rozczarowana. Niedosyt to zbyt lekkie słowo. Czułam potencjał, który nie został wykorzystany, autorka poleciała za bardzo w schematy i to ją zgubiło.

Tiffy jako główna bohaterka nie do końca przypadła mi do gustu. Nie miałam żadnych zastrzeżeń gdyby nie jej zachowanie odnośnie byłego faceta. Można kogoś zranić, ale jako dorosła kobieta nie powinna płakać po każdym byle jakim spotkaniu z byłym mężczyzną. Nie oszukujmy się to trochę śmieszne, a mnie tylko denerwowało. Poza tym nie mam zarzutów względem jej wykreowania. Sympatyczna, dająca się lubić kobieta z problemami, czasami lekko szalona. Leon natomiast to postać dosyć przeciętna. Właściwie oboje byli bohaterami, którzy dosyć szybko wylecą mi z głowy. Tacy jakich wiele, z momentami mniej lub bardziej iryrujacymi.



Niestety połączenie zachowania obojga nie przypadło mi do gustu. Uciekanie jedno przed drugim, nadmierny lęk przed spotkaniem i płacz, tak częsty, zraziły mnie do całej ich historii. Naczytanie się tylu pozytywów również negatywnie zadziałało na moją ocenę i w gruncie rzeczy w tej chwili jestem bardzo rozczarowana. Daruję sobie resztę komentarzy, bo po tym przesłodzonym zakończeniu, brak mi słów.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

"Dzikie dziecko miłości" Aneta Jadowska


Tytuł: Dzikie dziecko miłości
Autor: Aneta Jadowska
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 15 maja 2019
Ilość stron: 528
Gatunek: fantastyka
Ocena: 8/10

Spokój? W słowniku Namiestniczki Thornu ten wyraz nie istnieje.
W mieście grasuje zabójca, a terytorium wilków skrywa masowe groby. Jedyny trop prowadzi do młodziutkiej wampirzycy.
Kim właściwie jest Daria? I jaką rolę odegrała w tej zbrodni?
Namiestniczka Dora Wilk i Roman, książę wampirów, jednoczą siły i gromadzą sojuszników, by rozwiązać tajemnicę przerażających morderstw i wymierzyć sprawiedliwość.
Gęsta intryga, kryminalne śledztwo, skomplikowane relacje i niezmiennie spora dawka sarkazmu.
W świecie Thornu jeszcze nigdy nie czaiło się tak wielkie zło.


~lubimyczytac.pl

Po twórczość Pani Jadowskiej miałam już okazję sięgnąć. I chociaż wtedy także nie byłam przekonana do fantastyki, to jej książka przypadła mi do gustu, a po kolejny tytuł od niej, sięgam z zaciekawieniem i dosyć sporym oczekiwaniem. W Dzikie dziecko miłości pani Aneta po raz kolejny wprowadziła mnie w losy Dory Wilk, namiestniczki magicznego świata. W tej części jej przygód miałam okazję podziwiać ją podczas uganiania się za seryjnym zabójcą. Muszę przyznać, że to było naprawdę coś. Odnalezienie tylu ciał i kilka mrocznych dodatków skutecznie mnie wciągnęło, a ciągła akcja tylko umilała czytanie. Jednak jest pewien haczyk. Nie lubię fantastyki i nadal nie jestem w stanie się do niej przekonać. Mimo że pod względem fabuły historia podobała mi się przeogromnie, to tytuł ten i tak oceniam dosyć nisko. Nie zrażajcie się jednak, to historia pełna zwrotów akcji i z szybkim tempem, a takie książki są najlepsze.



Po raz kolejny śmiało mogę stwierdzić, że pani Jadowska zachwyciła mnie kreacją bohaterów. Śmieli, pełni charyzmy i z ciętym językiem. Coś co uwielbiam. Poczucie humoru i sarkazm spływały na mnie jednocześnie, co było cudownym uczuciem. Bardzo polubiłam za to autorkę. Wykreowanie magicznego świata samo w sobie jest dosyć ciężkie, a dodanie do nich tyle ciekawych i nietuzinkowych bohaterów to już nie lada wyczyn. Jestem pod wrażeniem.



Oczywiście nie znajdziecie w tej krótkiej recenzji ani jednego słowa o wadach powyższego tytułu. Ja owego nie znalazłam. Fabuła była ciekawa, główny wątek naprawdę mnie zaintrygował, bohaterowie po raz kolejny przypadli mi niezmiernie do gustu, a i czytało się dosyć szybko. Niestety jednak ja osobiście męczyłam tą historię ponad tydzień. I nie chodzi tu o brak zainteresowania. Po prostu fantastyka to nie moje klimaty i jest to jedyna wada tej książki. Będąc szczera ze sobą nie mogę dać jej najwyżej noty, ale was serdecznie zachęcam do poznania tej książki!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

"Bękarty z Pizzofalcone" Maurizio de Giovanni


Tytuł: Bękarty z Pizzofalcone
Autor: Maurizio de Giovanni
Tom/seria: Bękarty z Pizzofalcone (tom 2)
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 384
Gatunek: kryminał
Ocena: 8/10


Żona znanego notariusza zostaje zamordowana we własnym domu. Narzędziem zbrodni jest szklana kula, jedna z wielu, które zbierała kobieta. Nie ma śladów walki ani nic nie wskazuje na brutalne wtargnięcie. Czy ofiara znała mordercę? Pierwszym podejrzanym jest notariusz; ma kochankę, która domaga się, by porzucił żonę i związał się z nią oficjalnie.
Sprawą zajmuje się inspektor Lojacono przeniesiony do komisariatu w podupadłej dzielnicy Pizzofalcone, gdzie zgromadzono ekipę „bękartów”, czyli funkcjonariuszy niemile widzianych w innych placówkach. Mają zastąpić poprzednią obsadę, zamieszaną w skandaliczne przestępstwo narkotykowe. Jednocześnie dwoje policjantów sprawdza dziwne zgłoszenie dotyczące tajemniczego mieszkania w bloku, gdzie jak się wydaje, więziona jest młoda kobieta.
Czy przypadkowa zbieranina nieudaczników będzie w stanie zgrać się na tyle, by z sukcesem doprowadzić do końca obydwie te sprawy? Czy uda im się odzyskać zszarganą przez poprzedników reputację, by ocalić komisariat w Pizzofalcone?
~lubimyczytac.pl


Ten tytuł skusił mnie swoim tytułem. Nie wiem co w nim takiego szczególnego, ale od razu zwróciłam na niego uwagę i zapragnęłam go mieć. Liczyłam na dobry kryminał i w zasadzie nie zawiodłam się, chociaż mogło być zdecydowanie lepiej.



Fabuła książki skupia się wokół komisariatu w Pizzofalcone i jego pracowników- najgorszych z najgorszych, których nikt nie chce. Przynajmniej tak twierdzą. Każdy z nich ma swoją wadę, ale wspólnie starają się stworzyć nowe miejsce i lepszy zespół po poprzednim, przez który tak wiele już stracili na starcie. Kiedy w okolicy dochodzi do zabójstwa żony sławnego notariusza, sprawa ta staje się możliwością zyskania w oczach mieszkańców. Pracownicy Pizzofalcone za wszelką cenę starają się znaleźć sprawcę, zanim odbiorą im sprawę. Muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę, chociaż oklepany, jak to bywa często w kryminałach, przypadł mi do gustu. Brak wiary w komisarzy i ich pracę, brak wiary nawet w pracę kolegów, był czymś stosunkowo nowym i czytałam to z dreszczykiem emocji, czy aby może nie zdecydują się zamknąć owego miejsca. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że za nic w świecie nie mogłam zapamiętać imion bohaterów. Było ich dosyć dużo, wszystkie tak... egzotyczne? Po prostu inne, że nie dałam rady. Dlatego scenki myliły mi się, momentami nie wiedziałam co się dzieje. I chociaż akcja była szybka i intrygująca, mnie nie wciągnęła. A odnalezienie zabójcy? Z początku nie wiedziałam nawet kto nim był... Żałuję, że tak się stało, ale była to prawdopodobnie wina mojego braku skupienia się na początku. Samą jednak fabułę oceniam na plus, a wątki poboczne (jeden, który mnie mega zaciekawił nie został wyjaśniony) były miłym dodatkiem do reszty. Liczę na ich głębsze opisanie w dalszej części.n



Imion bohaterów dalej nie tylko nie pamiętam (nie umiałabym ich napisać), ale i mi się mylą, więc o nich samych napiszę krótko i na temat. Było wiele postaci, a każda miała pewien problem, nietypową, czasem mroczną przeszłość. Jedni, jak to bywa, przypadli mi do gustu mniej, inni bardziej. Nie znalazłam jednak osoby, która rażąco by mi się nie spodobała. Nie znalazłabym osoby, której bym nie polubiła. Każdy został wykreowany w swój specyficzny sposób i każdego z nich doceniłam i szanowałam. Z żadną jednak postacią się nie polubiłam, jedynie je tolerowałam. Ich historie mnie zaciekawiły, ale nic poza tym. Nie kibicowałam im jakoś szczególnie, ani nic w tym stylu. Chociaż nie mam tutaj na co narzekać, to nie mam również co zachwalać. Ot, bohaterowie jak bohaterowie. Muszą być, niech więc będą.

Nie chce żebyście myśleli, że książka ta zupełnie nie przypadła mi do gustu. Wymieniłam wiele jej wad i nieliczne zalety. Dla mnie liczy się wrażenie końcowe, a to wypadło zdecydowanie na plus. Podobał mi się klimat książki i styl autora. Pomimo wielu bohaterów i ich nietypowych imion czytało mi się szybko i przyjemnie, a szukanie zabójcy, tak jak i w innych książkach, zaplątało mi umysł przez większą część. Tutaj nie domyśliłam się kto nim może być, ale i nie zaskoczyło mnie jego ujawnienie. Nie było żadnego "wow" podczas czytania i nie przeżywałam niczego szczególnie, ale całość będę wspominać naprawdę dobrze. Mało tego, chciałabym jeszcze poznać dalsze losy bohaterów i ich osobiste historie, które jako jedyne naprawdę mnie zaciekawiły.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Odrobina brokatu" Shari L. Tapscott


Tytuł: Odrobina brokatu
Autor: Shari L. Tapscott
Tom/seria: Glitter and Sparkle (tom 1)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: czerwiec 2019
Ilość stron: 
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10

Ta książka od razu zapowiada lekką i niezobowiazującą lekturę. Nie można w tej kwestii zaprzeczyć, zwłaszcza po przeczytaniu.
Lauren ma prosty plan na życie, którego się mocno trzyma. Nie brakuje jej wiele, tym bardziej kiedy prowadzi swojego bloga. Jej życie ulega zmianie w momencie pojawienia się w jej domu Harrisona- najlepszego przyjaciela jej brata, który uwaga (!) jest niezwykle przystojny. Zamieszkuje on domek gościnny rodziny Lauren, przez co ta cały czas się z nim widuje. I na tym poprzestanę opisywać fabułę. Zacznę dodawać swoje komentarze. Co najważniejsze odnośnie akcji, to to jaka jest cukierkowata. Ciągłe spotkania bohaterów były aż zbyt nierealne, mimo że aktorka wcale nie wymyślała "przypadkowych" spotkań. Co prawda widać było, że pani Tapscott chce zrobić z Harrisona niedostepnego i wodzącego za nos przystojniaka z donieszką słodziaka, ale sami zobaczcie jak to brzmi. To po prostu nie wykonalne. Albo jedno albo drugie!


Pod względem fabuły mam do zarzucenia całkiem sporo. Jak napisałam wyżej, do tego kilka nieścisłości. Ta książka miała być realna, a do tego jej całkiem daleko. Nie mówię, że była zła, ale po prostu zbyt... dla dziewczynek wierzących w bajkową miłość.


Do tej nie zbyt wciągającej fabuły możemy dodać nietypowych bohaterów. Dziwnych w zachowaniu i reakcjach. Ja wiem że to miało być zalotne i budować atmosferę, ale zupełnie się nie udało. Zbyt wielkie skrajności w zachowaniu Harrisona, sprawiły że, mimo iż na początku skradł moje serce, potem sprawił, że biło wolno z nudów. Lauren jako główna bohaterka też nie do końca spełniła moje oczekiwania. Niby z charakterem, a jednak taka jakaś nijaka.

Niestety cała książka nie przypadła mi do gustu w stu procentach. Czytało się szybko, ale niekoniecznie przyjemnie. Chyba po prostu oczekuję już od książek czegoś więcej, a z historii miłosnych dla nastolatek dawno wyrosłam. Autora niczym nie wyróżniła się z tłumu i jej Odrobina brokatu okazała się przeciętniakiem.


Czytaj dalej »

sobota, 27 lipca 2019

"Jeszcze będziemy szczęśliwi" Enrico Galiano


Tytuł: Jeszcze będziemy szczęśliwi
Autor: Enrico Galiano
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 19 czerwca 2019
Ilość stron: 432
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 7/10

Gioia, wrażliwa siedemnastolatka, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami. Jej samotne życie nabiera barw, gdy pewnej nocy spotyka Lo. Tajemniczy chłopak lubi grać w rzutki w opuszczonym barze, zawsze ma przy sobie słoik kamieni i nie chce się spotykać z Gioią w miejscach publicznych. Któregoś dnia nagle znika. Okazuje się, że skrywa sekret, który może odkryć tylko Gioia. Podążając po śladach, dziewczyna dowiaduje się, że słowo miłość ma kilka różnych, nieraz zaskakujących odcieni i znaczen.
~lubimyczytac.pl

Muszę przyznać, że w dużej mierze sięgnęłam po ten tytuł ze względu na okładkę, która na swój sposób bardzo przyciągnęła moją uwagę. Sam opis wydał mi się przeciętny i wydawało mi się, że będzie to książka jakich wiele, niestety się nie pomyliłam...

Autor wykreował świat, w którym główną rolę gra Gioia Spada, dziewczyna uczęszczająca do szkoły i niezbyt popularna, można by się pokusić o stwierdzenie, że wręcz bardzo mało lubiana. W domu Gioia również nie ma lekko (problemy rodzinne), jednak ta stara się tym nie przejmować i żyje dalej, spędzając czas ze swoją wymyśloną przyjaciółką. Pewnego wieczoru Gioia spotyka na swojej drodze tajemniczego chłopaka, z którym po pewnym czasie zaczyna ją łączyć coś więcej niż tylko przyjaźń. I wtedy on znika... Szukając go dziewczyna odkrywa wiele szokujących informacji i czytelnik sam już nie wie, co się dzieje. Nie uważam, że było to złe- wręcz przeciwnie, byłam tak zszokowana i mile zaskoczona nagłym zwrotem akcji, że od tego momentu nie byłam w stanie się oderwać. Niestety muszę też zaznaczyć, że moim zdaniem, pod względem fabuły książka była raczej przeciętna. To wszystko już gdzieś było, nawet bohaterowie jakby tacy sami... Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach ciężko wymyślić coś nowego i nie obwiniam o nic autora, jednak dla mnie było to powtarzanie schematów. Dosyć ciekawych, ale jednak schematów.

Gioia jako główna bohaterka była postacią dosyć ciekawą. Z pozoru taką jak miliony innych szarych myszek w książkach, a jednak nieprzewidywalną i odbiegajacą od reszty. Potrafiła niejednokrotnie zaskoczyć czytelnika i dosyć szybko (sama nie wiem właściwie dlaczego) zaskarbiła sobie moje zaufanie. Polubiłam ją, dlaczego nie pytajcie. Miała dziwne momenty, kiedy wpadała na irracjonalne pomysły, ale polubiłam ją i jej kibicowałam. Luca natomiast to inna historia. Wiem, że nie do końca było z nim dobrze, a jednak nie mogę napisać, że to jedna z lepszych postaci. Był zmienny w charakterze, a tego nienawidzę. Ja wiem, że tak musiało być, ale nic nie poradzę na to, że nie przypadł mi do gustu. Z początku tajemniczy i mroczny, można by sądzić, że będzie z niego niezły bohater, ale z każdym kolejnym rozdziałem to uczucie i nadzieja na to przemijała.
Autor natomiast dodał wiele innych pobocznych postaci, bezpośrednich, zabawnych i kreatywnych, a każdego z nich ogromnie polubiłam. Wnosili wiele humoru, ciepła i zmuszali do refleksji, a takie osoby szanuję i podziwiam. Cieszę się, że znalazło się dla nich miejsce, nie odbiegając od wątku głównego.



Krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w szybkim przeczytaniu książki. Fajna sprawa, wielki plus. Najlepsze jednak w tym tytule były momenty. Wielokrotne chwile, kiedy autor zmuszał mnie do refleksji i przytaczał niezwykle ciekawe i pouczające historie. Najważniejsze jednak, że zupełnie mnie tym nie przytłoczył, chociaż było tego naprawdę sporo. Czytałam to i czekałam na te momenty cały czas, ogromnie podziwiam za tak wiele cytatów o życiu. Można by rzec, że cała książka opiera się na tych cudownych momentach, ja sama zaznaczyłam bardzo wiele z tych cytatów. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem.

Nie żałuję, że przeczytałam ten tytuł. Chociaż nie powalił mnie na kolana i nie zarwałam przez niego nocy, to była to dobra i pouczająca lektura. Trochę mnie rozczarowała końcówka, liczyłam po prostu na inne zakonczenie, ale wiem, że całość będę wspominać bardzo pozytywnie. Nie odradzam, a wręcz zachęcam do sięgnięcia. Można wiele dobrego wyczytać i zrelaksować się w chłodny wieczór.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

wtorek, 23 lipca 2019

"Milion nowych chwil" Katherine Center


Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 416
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 9/10

„Milion nowych chwil” to niezapomniana historia miłosna o odnajdywaniu radości nawet w najtrudniejszych okolicznościach.

Margaret Jacobsen ma przed sobą świetlaną przyszłość: narzeczonego, którego uwielbia, wymarzoną pracę i obietnicę doskonałego życia tuż za rogiem. Nagle wszystko, na co tak ciężko pracowała, obraca się wniwecz. Trafia do szpitala, gdzie zmuszona jest stawić czoła świadomości, że nic już nie będzie takie, jak wcześniej. Odnalezienie się w nowej sytuacji jest trudne, a sprawy nie ułatwią skrywane przez lata rodzinne sekrety…
„Milion nowych chwil” to książka, która zrobiła z Katherine Center gwiazdę literatury kobiecej w Stanach Zjednoczonych. To pełna uroku i nadziei romantyczna powieść, która z każdą stroną coraz bardziej rozmiękcza serca czytelników.

~lubimyczytac.pl

Kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Przeczytanie opisu i opinii innych tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziło. Nic dziwnego skoro każdy tak bardzo zachwala sobie ten tytuł.

Fabuła tej cudownej książki skupia się na losach Maggie, dziewczyny, której w życiu niewiele brakuje do szczęścia. W Walentynki, kiedy jej ukochany wreszcie się jej oświadcza, ulega ona poważnemu wypadkowi, w wyniku którego zostaje w szpitalu przez długi czas. Kiedy wreszcie dziewczyna dochodzi do siebie dowiaduje się, że prawdopodobnie nigdy nie będzie już chodzić. Nagle jej życie diametralnie się zmienia, a ona sama nie widzi już w nim celu. Ukochany coraz rzadziej ją odwiedza, a bliscy w dosyć dziwny sposób próbują ją zdeterminować do walki.
Muszę przyznać, że nie wiem czego konkretnie spodziewałam się po tej książce. Otrzymałam jednak pełną życiowych chwil historię, która od samego początku przypadła mi do gustu. Próby odzyskania przez główna bohaterkę władzy w nogach i powrotu do pełni sił, były opisane w dosyć interesujący, ale niestety momentami zbyt medyczny sposób. Wiele terminów naukowych zlewało się ze sobą i zwyczajnie mnie nudziło. To chyba jednak jedyna wada, jaką mogłabym znaleźć pod względem fabuły, która sama w sobie była dosyć unikatowa, ja osobiście się z taką jeszcze nie spotkałam. I mimo iż większa część akcji rozgrywa się w murach szpitala, to ani trochę nie dało się tego odczuć. Autorka zgrabnie manewrowała sytuacjami i czytelnik czytał całość z przyjemnością. A temat był ciężki. Jednak znalazły się chwilę śmiechu i radości, czego też się nie spodziewałam. Wplecenie jednak cudownych postaci musiało stworzyć coś tak dobrego.



Główną bohaterką była Maggie, o której już co nieco Wam odpowiedziałam wyżej. Polubiłam ją od samego początku, mimo że jej humorki niejeden raz mnie irytowały. Nie czułam do niej litości- wiedziałam, że to silna kobieta i potrzebuje i ona chwili użalania się nad sobą. Zdecydowaną jednak większość czasu autorka ukazała ją jako mądra i silną kobietę, która walczy i się nie poddaje. Jej postać, mimo wielu chwil zwątpienia i niechęci do życia, wniosła wiele ciepła i radości do książki. Jej siostra Kit to już inna sprawa. Czarna owca w rodzinie, która od wielu lat nie utrzymuje kontaktu z resztą, zjawia się nagle, kiedy dowiaduje się o wypadku młodszej siostry. To typ postaci, którą uwielbiam w każdego rodzaju książkach: pewna siebie, bezpośrednia i zabawna. Co myśli to mówi, nie boi się poruszać tematów tabu, a wręcz obraca je w żart, czy zwyczajnie strzela pytaniami z nimi związanymi, jak z karabinu. Zawstydza ludzi, wywołując u czytelnika uśmiech na całej twarzy. Ją również pokochałam od pierwszych stron z jej udziałem i mocno jej we wszystkim kibicowałam. Oczywiście pojawiło się również kilka męskich postaci, ale niestety żadna z nich w stu procentach nie przypadła mi do gustu. Narzeczony Maggie, który spowodował wypadek, a co za tym idzie, paraliż u swojej kobiety, w momencie ucieczki (nawet chwilowej) z miejsca wypadku, stracił wszystko w moich oczach. Każda kolejna scena z nim tylko mnie utwierdzała w przekonaniu, że wręcz go niecierpię. Terapeuta Maggie- Ian- też nie do końca skradł moje serce. Jego dosyć zmienne humorki nie przypadły mi do gustu i nawet jego tłumaczenia się przeszłością nie mogły tego naprawić.


Jeżeli chodzi o wątek miłosny, to jego fabuła była dosyć oklepana i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Reszta jednak pod każdym względem złapała mnie za serce. Milion nowych chwil okazała się uroczą i jednocześnie pełną bolesnych momentów książką, która warta jest uwagi. Autorka zwróciła uwagę na wiele istotnych problemów, ale opisała je w zabawny i sposób. Cieszę się też, że przy tak ciężkim temacie, udało się pani Center wpleść tyle wspaniałych postaci i tyle dobrego. Jestem zadowolona z lektury i chociaż nie powaliła mnie ona na kolana, to była cudowna. Zdecydowanie polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

czwartek, 18 lipca 2019

"Margo" Tarryn Fisher



Tytuł: Margo
Autor: Tarryn Fisher
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 11 stycznia 2017
Ilość stron: 352
Gatunek: literatura młodzieżową
Ocena: 4/10


Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zaplacić.

~lubimyczytac.pl

Do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę autorki i chociaż nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, to nie była również zła. Dlatego teraz, po pewnym czasie, nie miałam oporów przed sięgnięciem po kolejny tytuł pani Fisher. Nic jednak nie mogło przygotować mnie na to co otrzymałam...

Autorka skupiła się na życiu tytułowej Margo, dziewczyny z miasteczka Bone- pełnego narkomanów, patologicznych rodzin. Ona sama wychowuje się z matką, która sprzedaje swoje ciało, ale to brak zainteresowania z jej strony najbardziej rani dziewczynę. Kiedy los daje jej okazję na ucieczkę z miasta, ta nie waha się ani chwili. Zabiera pieniądze i już jej nie ma. I tutaj zaczyna się akcja. Uwaga spoilery! Margo nagle zmienia się w seryjną wręcz zabójczynie. Już wcześniej zdarzyło jej się zabić dwie osoby, a teraz po kolejnej jedyne co myśli to, uwaga cytuję "muszę przestać zabijać ludzi". Na luzie i spokojnie, tak sobie tylko o tym myślę przy okazji... Wiedziałam, że pani Fisher lubi pisać bezpośrednio i poruszać trudne i nietypowe tematy, ale sposób w jaki opisała historię Margo po prostu nie przypadł mi do gustu. Bardzo zirytowało mnie to, że opis z tyłu okładki zupełnie nie zgadzał się z treścią. To już przekreśliło tą książkę w moich oczach, a każde kolejne zawirowania w fabułę tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie polubię się z tym tytułem. Droga wybrana przez dziewczynę swoją drogą, ale ta zmienność w fabule i brak jej wytłumaczenia był nie do zniesienia. Sama już nie wiem czy cokolwiem co tam przeczytałam było prawdą, czy tylko wytworem wyobraźni Margo.


Śmiało można zauważyć, że postać Margo zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jej zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze. Nastolatka, która z dnia na dzień staje się morderczynią, która szczegółowo planuje zbrodnie, a potem z zimną krwią pozbawia życia swoje ofiary. I najgorsze jest to, że myśli iż zbawia świat. Nie, nie i jeszcze raz nie. Brak mi słów, to po prostu nie było to. Zupełnie nie to. Musicie tylko wiedzieć, że jak najszybciej chce zapomnieć o tej dziewczynie.


Po ogromnych oczekiwaniach co do tej książki, po kolejną boję się sięgnąć. Specyficzny styl autorki trochę mnie do siebie zraził. Czytało mi się opornie i długo, nie mogłam zmusić się do skończenia. Chyba na pewien czas odpuszczę sobie twórczość tej pani.
Czytaj dalej »

niedziela, 14 lipca 2019

"Chłopak, którego nie było" Elżbieta Rodzeń


Tytuł: Chłopak, którego nie było
Autor: Elżbieta Rodzeń
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Między Słowami
Data wydania: 31 lipca 2019
Ilość stron: 400
Gatunek: literatura obyczajowa i romans
Ocena: 7/10


Martyna od dawna czeka na swoją szansę w życiu. Pracuje ponad siły w nadmorskim pensjonacie rodziców i powoli przestaje wierzyć, że cokolwiek może się zmienić. Aż pewnego dnia spotyka na plaży tajemniczego mężczyznę…

James mógłby być spełnieniem marzeń każdej kobiety, jednak zwraca uwagę właśnie na Martynę. Jako pierwszy wierzy w nią bezgranicznie i postanawia pokazać jej inny świat. Przy Jamesie Martyna odzyskuje wiarę w siebie i w to, że szczęście jest możliwe. Żadne z nich nie ma wątpliwości, że rodzi się między nimi prawdziwa miłość, gorąca i szczera. Martynie nie daje jednak spokoju fakt, że James do złudzenia przypomina chłopaka, który kiedyś był dla niej całym światem…

~lubimyczytac.pl

W ubiegłym roku miałam okazję przeczytać jedną z książek autorki, która niezmiernie przypadła mi do gustu, dlatego też widząc ten tytuł nie wahałam się ani chwili. Nastawiłam się na romans z tajemnicą z w tle i taką właśnie historię otrzymałam. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami.

Fabuła skupia się wokół losów Martyny, którą poznajemy już jako dorosłą kobietę mieszkającą z rodzicami i zajmującą się sprawami ich hotelu, a konkretnie mówiąc: sprzątaniem tam. Jej najbliżsi nie wierzą w nią, jednocześnie nie dają jej szansy na rozwój. Przez jej chorobę, na którą rzekomo chorowała w dzieciństwie, jest teraz wykluczona nie tylko z życia towarzyskiego, ale i rodzinnego. Martyna jednak, chociaż bardzo jej przeszkadza owe zachowanie najbliższych, nie czuje się na siłach aby cokolwiek zmieniać w swoim życiu, dlatego też kiedy dostaje propozycje wyjazdu i nowej pracy, bardzo się przed tym wzbrania. Gdyby nie zawziętość jej nowego znajomego pewnie nigdy nie odważyłaby się na ten wyjazd i nie poznała Jamesa- chłopaka, który był tak podobny do jej dawnej miłości...

Muszę przyznać, że fabuła tej książki była bardzo nietypowa i oryginalna. Ja sama nigdy z podobną nie miałam styczności. Zawiłe losy bohaterów były w pewnym momencie tak przesłodzone, że czytało się to dosyć ciężko. Pomijam już fakt, że ta historia raczej nie mogła wydarzyć się naprawdę, są na to marne szansę, ale jej cukierkowatość mną wstrząsnęła. Z biednej Martyny dziewczyna w niecały rok stała się popularna, lubiana i przede wszystkim bogata. Miała wszystko o czym mogła tylko zamarzyć, a sama poza swoim talentem w pracy nie zrobiła zupełnie nic. To inni załatwili jej pracę, inni ją polecali. Ona sama tylko chciała niższą pensje bo dziwnie się czuła... Mnie to nie przekonało i uważam to za jedny, aczkolwiek ogromny minus książki. Reszta fabuły była naprawdę w porządku:  próba odkrycia tajemnicy z przeszłości i kwitnący związek dziewczyny. Całość utrzymana w przyjemnym stylu, ale autorka zdecydowanie dała się ponieść fantazji.



Muszę przyznać, że bohaterowie od razu przypadli mi do gustu. Mimo iż Martyna z początku dawała sobą pomiatać, każdy mógł obrazić ją przy innych w dowolny sposób, a ona reagowała wyłącznie ucieczką i płaczem, to w jakiś niewytłumaczalny sposób moje serce od razu zapałało do niej sympatią. Dzięki Bogu z biegiem akcji dziewczyna się zmienia i nie jest już szarą myszką, której można wszystko wcisnąć. James natomiast to biznesmen wielkiej klasy, gentleman i jednocześnie prosty chłopak, który boi się zranienia. Przeszłość dała mu mocno w kość i niejedna osoba nigdy by się po czymś takim nie podnosiła. On natomiast próbuje żyć dalej, mimo że obawia się zranienia innych. Kiedy spotyka Martynę w jakiś niewytłumaczalny sposób go do niej przyciąga i za wszelką cenę chce udowodnić jej i jej bliskim, że dziewczyna jest warta o wiele więcej niż myślą. Z początku jego zainteresowanie dziewczyną było dla mnie zbyt nadgorliwe, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej to rozumiałam. Skończyło się na tym, że kibicowałam im z całego serca i przeżywałam zakończenie ze ściśniętym właśnie sercem.

Cieszę się ogromnie, że miałam okazję przeczytać ten tytuł. Mimo słodkości w wielu momentach i nierealności pewnych chwil książkę czytało mi się nad wyraz przyjemnie i szybko. Nie ma tu zbyt wielu rzeczy, do których można by się doczepić. Autorka stworzyła piękną historię miłości dwojga zagubionych w życiu ludzi, którzy odnaleźli się pomimo tylu przeciwności i trudów w życiu. Pokazała nam co tak naprawdę w życiu się liczy i na co powinniśmy zwracać uwagę. Zmusiła do refleksji i zdecydowanie umiliła chłodny wieczór. Ze swojej strony jak najbardziej polecam,nawet pomimo tych kilku chwil przesłodzenia.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Premiera książki 31 lipca!
Czytaj dalej »

czwartek, 11 lipca 2019

"Zły król" Holly Black


Tytuł: Zły Król
Autor: Holly Black
Tom/seria: Okrutny książę (tom 2)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 27 luty 2019
Ilość stron: 400
Gatunek: fantastyka
Ocena: 6/10


Niemało trzeba sił, by zadawać cios za ciosem i nie poddawać się znużeniu. O tak, to pierwsza i najważniejsza lekcja: musisz być silna.
Gdy wyszło na jaw, że w żyłach Dęba płynie królewska krew, na Jude spadło brzemię odpowiedzialności za to, żeby jej braciszek po prostu dożył dnia, w którym będzie mógł założyć na swe skronie koronę

~lubimyczytac.pl

Całkiem niedawno udało mi się przeczytać pierwszą część tej magicznej serii. Zapewne wiecie, że owa nie do końca przypadła mi do gustu i miałam niemałe obawy co do kontynuacji. I nie pomyliłam się. Chociaż Zły Król był o niebo lepszy, to nadal nie było to.

Autorka po raz kolejny zaprowadziła nas do magicznego świata elfów, w którym aktualnie zagrywki polityczne nie mają końca. Chociaż na tronie zasiada już nowy władca to wiele stworzeń ma co do tego wątpliwości. I chociaż żadne z nich nie może kłamać, to nie jest wiadomo kto życzy źle królowi. Intrygom, knuciu i tajemnicom nie ma tu końca. Najpiękniejsze w tym było jednak to, w jaki sposób pani Black wszystko to opisywała. Mimo że śledziliśmy poczynania bohaterów od początku i znaliśmy ich plany, to ich zachowanie tak szokowało, że aż brak mi słów. Poważnie. Jude i jej pomysły były po prostu przegenialne i odbierały mi mowę jednocześnie sprawiały, że w napięciu czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. A akcji tutaj zdecydowanie nie brakowało. Pełno zwrotów owej akcji i ciągłe napięcie z powodu tak wielu istotnych kwestii. Cieszę się i zarazem smucę, że autorka nadal nie rozwinęła wątku romantycznego. Owszem, było go zdecydowanie więcej, ale dla mnie to i tak za mało. A końcówka? Nie mam słów, żeby to opisać. Błagam po prostu o kolejną część jak najszybciej!


Co do bohaterów tej części... Jude, ah ta Jude. Sama nie wiem co o niej sądzić, była to tak dziwna postać. Z jednej strony bardzo ją szanowałam za jej wysokie ambicje i dążenie do celu, z drugiej jednak jej sposób dążenia do tego celu był tak zaskakujący i nieprzystający dziewczynie, że czasem było to nie smaczne. Jej zachowanie kompletnie nie przypadło mi do gustu i jest to jedna z mniej lubianych przeze mnie głównych bohaterek. Cordian natomiast jako główny męski bohater ani trochę nie był lepszy. Zupełnie niezdecydowany, a takich bohaterów wręcz nienawidzę. Raz jest uwodzicielski, innym razem nawet nie spojrzy okiem na Jude. Męczyłam się bardzo, jedynie ta końcówka uratowała we mnie cokolwiek.


Chociaż wskazałam same minusy to nadal dziwnie mi pisząc, że była to zła pozycja. Być może chodzi o to, że dostałam od niej zupełnie coś innego, niż oczekiwałam. Marzyła mi się relacja od "nienawidzę Cię, do kocham Cię", ale w tej książce zupełnie nie o to chodzi. To tytuł pełen intryg, akcji i zawirowań. Leciutki romans jest tu zaledwie skromnym dodatkiem, lekką odskocznią. Żałuję, że autorka nie spełniła moich oczekiwań, ale co dziwne, pragnę więcej historii o Jude i Cardanie.
Czytaj dalej »

sobota, 6 lipca 2019

"Adwokat diabła" Andrew Neiderman


Tytuł: Adwokat diabła
Autor: Andrew Neiderman
Tom/seria: ---
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 17 lipca 2019
Ilość stron: 336
Gatunek: horror
Ocena: 10/10

Kiedy Kevin Taylor dołącza do wziętej, ekskluzywnej firmy prawniczej na Manhattanie, specjalizującej się w prawie karnym spółki John Milton i Wspólnicy, oznacza to dla niego długo wyczekiwaną poprawę losu. Wreszcie może się wraz z żoną cieszyć wszystkimi luksusami, jakich oboje pragnęli – pieniędzmi, limuzyną z szoferem, a nawet olśniewającą siedzibą w strzelistym apartamentowcu w samym sercu Nowego Jorku. Kevin nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że związał się właśnie z podejrzanym, mrocznym stowarzyszeniem…
Jego nowy szef, John Milton, z miejsca przydziela mu zapowiadającą się na jedną z najgłośniejszych spraw roku, wręczając mu w tym celu dokumentację sporządzoną jeszcze przed popełnieniem zbrodni. Kevin rzuca się w wir pracy, lecz rychło dostrzega niepokojące, wręcz złowrogie szczegóły, jakie stopniowo wyłaniają się spod atrakcyjnej fasady jego nowej firmy. Gdy zauważa, że jego współpracownicy zwyciężają w każdej potyczce na sali sądowej, a wszyscy ich klienci zostają oczyszczeni z zarzutów, jego narastające podejrzenia przeobrażają się w autentyczny strach. Kevin, nie wiedząc o tym jeszcze, został ADWOKATEM DIABŁA i nie ma dla niego ratunku przed światem potępionych…
~lubimyczytac.pl

Zapewne wielu z Was słyszało już o tym tytule, czy to w wersji papierowej, czy jako ekranizacji. Mnie osobiście nigdy nie udało się obejrzeć filmu, nie miałam nawet na to zbyt wielkiej ochoty. Książka jednak od razu zwróciła moją uwagę i chociaż obawiałam się, że nie są to moje klimaty, to bardzo przyjemnie zostałam zaskoczona. Na dobrą sprawę nie byłam w stanie się oderwać, ale o tym już za chwilę. Zacznijmy od początku.


Fabuła książki skupia się na losach Kevina, prawnika, który nie czuje się najlepiej w obecnej firmie. Kiedy wygrywa ważną sprawę i dostaje propozycję z innej firmy prawniczej nie waha się długo. Jego życie chociaż nadal podobne, zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Zaczyna więcej zarabiać, przeprowadza się do luksusowego mieszkania. I chociaż teraz ma wszystko o czym marzył zaczyna odczuwać niepokój. Zachowanie wspólników i żony daje mu dużo do myślenia, a to co odkrywa mrozi mu krew w żyłach. Czy sama odważyłabym się na podjęte przez niego kroki? Wykluczone! Gdyby tylko dotarła do mnie prawda uciekałabym gdzie się da, a i to nie wiem czy cokolwiek by zmieniło. Sytuacja bez wyjścia? Najgorsze i zarazem najlepsze w książce. Kiedy emocji jest tak wiele, że aż się trzęsiesz. Kiedy wiesz zbyt wiele i roznosi Cię fakt, że nic z tym nie możesz zrobić. Kiedy widzisz co się dzieje i nie masz na to wpływu. To wszystko otrzymamy w tej książce, a zrazem jeszcze więcej. Ogrom emocji, o których już wspomniałam, ale i szybką akcję, zwłaszcza pod koniec. Od samego początku z zaskakującą łatwością czytało mi się ten tytuł. Prawniczego żargonu na próżno tu szukać w wielu miejscach co zdecydowanie ułatwiło mi sprawę. A każda kolejna strona była po prostu tak ciekawa, że nie zorientowałam się nawet kiedy nadszedł koniec. Jest mi zdecydowanie mało i czuję niedosyt. Chcę więcej! Z pewnością obejrzę też film gdyż jestem ciekawa czy może dorównać tak dobrej książce.

Tradycyjnie też parę słów o bohaterach. Głównym jak już wspomniałam wyżej jest Kevin, dorosły mężczyzna, który przede wszystkim pragnie dobra swojej żony. To dla niej decyduje się odejść do konkurencji, wszystko co robi, robi z myślą o niej. Jego zachowanie było bardzo naturalne, a on sam okazał się niezwykle przyjazną postacią. Polubiłam to od pierwszej chwili i zostało tak już do końca. Co do reszty mam wiele zastrzeżeń, zwłaszcza do jego żony, która tak diametralnie zmienia się podczas trwania akcji. Jedyna postać, do której czułam szczerą niechęć i odrazę. Pusta i myśląca wyłącznie o sobie, kobieta, której pieniądze uderzyły do głowy. Co dziwne bo przecież wcześniej też na nie nie mogła narzekać. No ale cóż... Tak musiało być i to właśnie dzięki niej tak wiele w tej książce było emocji.


Adwokat diabła okazała się niezwykle udaną książką. Zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy niewiele napisałam o niej konkretów, ale to przez targające mną emocje. I chociaż minęło już wiele godzin od jej przeczytania, ja nadal nie jestem w stanie się pozbierać po tym zakończeniu. Ogromnie się cieszę, że poznałam ten tytuł i z pewnością jeszcze do niego powrócę. Jak już wspominałam obejrzę również film bo wciąż potrzebuję więcej. Żałuję, że tak szybko się skończyło, ale zdecydowanie wszystkim polecam. Naprawdę warto!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Premiera 17 lipca!
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |