piątek, 21 lutego 2020

"Władcy czasu" Eva García Sáenz de Urturi


Tytuł: Władcy czasu
                          Autor: Eva García Sáenz de Urturi
Seria/tom: Trylogia Białego Miasta (tom 3)
Wydawnictwo: Muza
Data wydania:  26 lutego 2020
Ilość stron: 506
Gatunek:  kryminał
Ocena: 10/10


Vitoria, rok 1192. Legendarny hrabia don Vela po dwóch latach nieobecności powraca z niebezpiecznej misji, jaką powierzył mu król Nawarry Sancho IV Mądry. Ze zdumieniem odkrywa, że jego własny brat poślubił jego narzeczoną, inteligentną i ambitną hrabiankę Onnecę de Maestu.

Unai López de Ayala – Kraken – musi rozwiązać zagadkę zabójstw popełnianych zgodnie ze średniowiecznym modus operandi. Wiadomo, że sprawca imituje morderstwa opisane w powieści Władcy czasu: truje jedną z ofiar proszkiem z hiszpańskiej muchy – średniowiecznego odpowiednika viagry, zamurowuje dwie ofiary żywcem, a jedną topi w rzece, zamkniętą w beczce razem z psem, kotem, kogutem i żmiją.
Śledztwo zaprowadzi Krakena do wieży Nograro, ufortyfikowanego donżonu, od tysiąca lat materiały wydawnictwa nieprzerwanie zamieszkiwanego przez pierworodnego dziedzica rodu. Unai odkrywa, że jego główny podejrzany cierpi na dysocjacyjne zaburzenie osobowości.
~lubimyczytac.pl


Trylogia Białego Miasta to jedna z moich ulubionych serii kryminalnych. Zakochałam się już w pierwszej części, a każda kolejna utrzymywała jej wysoki poziom. Zwieńczenie pezygod Krakena uwazam za udane i jest mi niesamowicie przykro, że seria ta była tak krótka.

W tej części autorka rozdziela książkę na dwie części: teraźniejszość i śledztwo z Krakenem, i lata 1200, gdzie możemy obserwować losy bohaterów książki. Nie spotkałam się jeszcze z podobną fabułą i tym pani Eva od razu skradła moje serce: zabójca wzoruje się na bestialskich śmieciach bohaterów książki. Może i brzmi to okrutnie, ale połączenie tego z umysłem Krakena i jego przyjaciół... Zagadka idealna, nie można było się oderwać. Po raz kolejny autorka stworzyła niesamowity klimat, dreszczyk emocji nie odstępował na krok. Działo się tu tyle, że ciężko to opisać, a jednak nie miałam wrażenia przytłoczenia. Wszystko miało ręce i nogi, idealnie wyważone, tak aby czytelnik czuł lekki niedosyt i nie mógł doczekać się kolejnej strony. Serce niejednokrotnie zabiło mi szybciej: autora się nie patyczkuje, może uśmiercić nawet główne postaci. To sprawia, że jej historie są tak niesamowite i bardziej realne. Jak śmiało można się domyślić, nie mam tutaj nic do zarzucenia. Było idealnie. Z każdym rozdziałem nowi podejrzani, nowe dowody. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. To było coś niesamowitego. Można by rzec: kryminał jakich wiele, a jednak autorka ma w sobie to coś, co sprawia, że jej książki są tak wyjątkowe i nie ma słów, aby sensownie je opisać. Musicie tylko wiedzieć, że kiedy zaczniecie już czytać, nie odejdziecie, dopóki nie skończycie. A jeżeli będziecie musieli odłożyć książkę w trakcie czytania? Ja musiałam, ale cały dzień myślałam tylko o powrocie do domu i Krakena. Cudowne uczucie!

Rzadko się zdarza, żebym polubiła główne postaci bez żadnego ale. Tym razem jednak po raz kolejny nie znalazłam w Krakenie i jego bliskich niczego, co mogłoby choć trochę mnie od nich odsunąć. Byli wykreowani idealnie pod daną sytuację, z każdym się dobrze rozumiałam i mu kibicowałam. Kiedy trafiałam na złe charaktery? Nie wiem nawet, czy takowe zauważyłam. Autorka umiejętnie manipulowała czytelnikiem i naprowadzała tylko na to, co chciała. Przez to miałam w głowie milion podejrzanych, a jednak żaden do końca mi nie odpowiadał. To było mistrzowskie zagranie: tak wykreować bohaterów, żeby czytelnik nie znalazł zabójcy. Po raz kolejny pani Eva utrzymała poziom i charakter. Nie zmieniła bohaterów, trzymała się tego co znamy i kochamy. Dlatego też pod względem postaci po raz kolejny nie można niczego zarzucić. Czapki z głów!



Chciałabym wspomnieć też o zakończeniu trylogii, którego zupełnie się nie spodziewałam, nawet przez sekundę nie przyszło mi takie do głowy. Jestem pod ogromny wrażeniem wyobraźni autorki i jej intelektu, brak mi słów, aby opisać jak bardzo ją szanuję za wymyślenie tak dobrej historii. Zdaję sobie sprawę, że po raz kolejny moja opinia jest chaotyczna i składa się głównie ze słów: genialna, brak mi słów, ale tak właśnie jest! Tyle emocji we mnie krąży, mimo że przespałam się i do pisania podeszłam na spokojnie. Wiele prób, wszystkie tak samo chaotyczne. Sądzę, że mimo wszystko dobrze świadczy to o książce. Takie poruszenie czytelnika to dobry znak.

Podsumowując, chciałabym jeszcze raz zebrać wszystko w jednym miejscu. Władcy czasu okazało się genialnym zwieńczeniem trylogii. Autorka po raz kolejny zachowała niezwykle wysoki poziom, nie mam jej nic do zarzucenia. Stworzyła świat i bohaterów, od których ciężko się oderwać i o których myśli się godzinami po skończeniu lektury. Doprowadziła śledztwo do perfekcji: idealna dawkowanie emocji i sekretów, mieszanie czytelnikowi w głowie. Do końca nie wiadomo komu można zaufać, kogo uznać za wroga. Każda postać wwykreowana tak, aby trudno było nawet pomyśleć o jej winie. A zakończenie? Zupełnie inne niż większość. Zaskakujące. Odbierające mowę. Polecam. Z całego serca polecam całą serię!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

środa, 12 lutego 2020

"Mroczne jezioro" Sarah Bailey


Tytuł: Mroczne jezioro
                          Autor: Sarah Bailey
Seria/tom: Gemma Woodstock (tom 1)
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 29 stycznia 2020
Ilość stron: 471
Gatunek:  kryminał
Ocena: 8/10


Położone w górach, nad brzegiem jeziora małe miasteczko ma wiele uroku. Ludzie się tu znają i wiedzą o sobie wszystko. Jest bezpiecznie i spokojnie. Tak przynajmniej było do dnia, w którym doszło do makabrycznego morderstwa. Jego ofiarą była Rosalind Ryan — młoda i piękna nauczycielka. Znaleziono ją w pobliskim jeziorze, a wokół jej ciała unosiły się czerwone róże.
Sprawę wyjaśnienia tej przerażającej zbrodni otrzymała detektyw Gemma Woodstock. Aby poprowadzić to śledztwo, zataiła fakt, że chodziła z Rosalind do liceum. Szybko okazuje się, że nie jest to jedyna tajemnica Gemmy. Dochodzenie nieuchronnie zmierza w kierunku przeszłości ofiary, powoli wciągając młodą policjantkę w sieć oszustw i mrocznych sekretów, których miasteczko za żadną cenę nie chce ujawnić. Tajemnice ofiary stopniowo stają się obsesją pani detektyw. Aby rozwiązać sprawę śmierci dawnej znajomej, Gemma musi stawić czoła duchom przeszłości i własnym lękom...

~lubimyczytac.pl

Mroczne jezioro to książka z zarówno wciągająca fabułą, jak i dobrze wykreowanymi postaciami. Głównym wątkiem jest tutaj morderstwo Rose, która zostaje znaleziona w jeziorze twarzą do dołu. Dla wszystkich to szok, gdyż była dobrze znaną i lubianą nauczycielką w tamtejszej szkole. Sprawę próbuje rozwiązać Gemma, jej dawna szkolna znajoma. Tylko że za tą znajomością kryje się coś znacznie głębszego, a czytelnik sam już nie wie co ma myśleć w trakcie lektury. Nie ukrywam, że mocno wciągnęła mnie ta historia, głównie ze względu na wartką akcję i ciekawe tajemnice z przeszłości. Kiedy myślisz już, że wiesz wszystko autorka raczy Cię kolejnym sekretem, który wywraca wszystko do góry nogami, a Ty sam starasz się od nowa ułożyć możliwe zakończenie. Do tego całe śledztwo jest opisane w ludzki sposób, nie ma tu geniusza, który sypie teoriami z rękawa. To prości ludzie, którzy za wszelką cenę chcą rozwiązać morderstwo. Dlatego też ta historia tak bardzo mnie urzekła. Oprócz tego wątku, mamy też życie codziennie Gemmy, jej małe dziecko i partnera. Ciekawym pomysłem było poprowadzenie fabuły od strony kobiecej, to dla mnie rzadkość, tym bardziej kiedy owa kobieta nie ma problemu z alkoholem. Całość czytało się nadzwyczaj dobrze i szybko, a zakończenia niestety nie udało mi się przewidzieć.

Oprócz porządnie napisanej fabuły, mamy też dobrze wykreowane postaci. Rose, którą poznajemy w chwili śmierci, zdawałam się poznać osobiście. Kiedy byłam pewna, że wiem o nien wszystko, na jaw wychodził kolejny sekret, a ona diametralnie zmieniała się w moich oczach, i tak wielokrotnie. W efekcie końcowym sama nie wiem, czy była ona dla mnie postacią pozytywną, czy wręcz przeciwnie.

Gemma, jako główna postać podobała mi się średnio. Chodzi tu raczej o jej charakter i brak zdecydowania w życiu prywatnym. Na poziomie zawodowym była prawie bez skazy, a jednak jej powroty do domu budziły we mnie mieszane uczucia. Romans, dziecko i kochający facet, którego nie docenia- to wszystko sprawiło, że zmalała w moich oczach jako kobieta, gdyż wciąż szukała szczęścia, mając to tuż pos nosem. Natomiast reszta bohaterów jak najbardziej w porządku. Na tyle dobrze opisana, że nie zorientowałam się, kto mógł zabić Rose, a podejrzewałam wiele osób. To tylko świadczy dobrze o autorce, brawo!



Śmiało mogę stwierdzić, że Mroczne jezioro mi się spodobało. Idealna książka na wieczór, taka na raz. Zabrakło mi tutaj tego czegoś, co mogłoby wbić mnie w fotel, ale mimo to jestem zadowolona z lektury. Fanom gatunku jak najbardziej polecam, można zapomnieć o otaczającym nas świecie.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

piątek, 7 lutego 2020

"Miasto dziewcząt" Elizabeth Gilbert


Tytuł: Miasto dziewcząt
                          Autor: Elizabeth Gilbert
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 3 września 2019
Ilość stron: 528
Gatunek:  powieść historyczna
Ocena: 9/10

W 1940 roku, 19-letnia Vivian Morris zostaje wyrzucona z prestiżowego Vassar College z powodu miernych osiągnięć na pierwszym roku. Zamożni rodzice wysyłają ją do Nowego Jorku, gdzie ma zamieszkać u ciotki Peg, właścicielki podupadłego teatru rewiowego. Vivian poznaje tylko liczne grono barwnych, charyzmatycznych postaci: frywolne tancerki, seksownych amantów, artystki szekspirowskich scen, autorów tandetnych dramatów kryminalnych, inspicjentów i reżyserów. Gdy jednak popełnia błąd, w wyniku którego wybucha skandal w środowisku, cały jej nowy świat staje na głowie, ale choć nie od razu pojmie w pełni, co się stało, to jednak dzięki temu doświadczeniu zrozumie, czego pragnie i jak to osiągnąć. I przede wszystkim znajdzie miłość swojego życia. Vivian wspomina te wydarzenia, które doprowadziły do wielkiego przełomu w jej życiu z perspektywy przeżytych 89 lat.
~lubimyczytac.pl


Piszę tą recenzję po raz drugi, takie emocje mną targają. Ciężko opisać mi słowami, jakie wrażenie wywarła na mnie ta pozycja. Zacznę od tego, że z reguły nie sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w zamierzchłych dla mnie czasach. Osadzenie fabuły w roku 1940 z początku mnie przeraziło, ale lekki i naturalny styl autorki, szybko przekonały mnie do lektury. Warto zaznaczyć też, że całość stworzono na wzór listu, który główna bohaterka kieruje do dawnej znajomej. Był to ciekawy zabieg i niezwykle urozmaicił mi lekturę.

Nie chcę tutaj opisywać i streszczać fabuły, bo działo się tam tyle, że ciężko objąć to w kilku zdaniach. Chcę tylko napisać, że nie spodziewałam się iż coś, co z początku wydało mi się niezwykle nudne, okazało się tak dobrą i pouczającą historią. Dzięki autorce mogliśmy prześledzić większość życia Vivian, dziewczyny która żyła w roku 1940. Wiem, że teraz część z Was może napisać: wszyscy wiemy co się wtedy działo, ale jednak czytanie suchych faktów, a "oglądanie" tego od strony codziennej, to zupełnie coś innego. Trudno uwierzyć, jak niewiele rożni nas od tamtych czasów... Szanuję panią Gilbert za pozyskanie tak wielu informacji na ten temat i opisanie tego w tak dobry sposób, że nawet osoba, która zupełnie się tym nie interesuje, nie mogła się oderwać od czytania. Bo tu nie chodzi o samą historię Vivian, chociaż jej losy były niezwykle ciekawe i barwne. Ale to sposób, w jaki autorka to opisała. Sposób w jaki pokazała mi ten świat. Nie tylko stworzyła poruszającą i barwną historię, ale sprawiła, że przez długi czas nie pozbędę się jej bohaterów z głowy. Po przeczytaniu ma się tyle myśli na raz, nachodzą takie refleksje...  I mimo że w fabule działo się non stop coś, ja sama nie napisałam o niej nic konkretnego. Nie da się, kochani. To po prostu trzeba samemu poznać. Do opisania jest to zawiłe i nie starczyło by mi czasu, ale kiedy już pozna się tą historię od podstaw, nie sposób jej nie polubić. Coś cudownego.

Tak samo jak o fabule, tak i o bohaterach nie jestem w stanie napisać nic konkretnego. Nie chodzi o to, że nie byłoby czego, to po prostu trzeba poznać samemu. Bo Vivian w swoim życiu poznała wiele osób, a każda z nich czegoś ją nauczyła. Każda z tych postaci, mimo że zupełnie różne i skrajne, wnosiła coś do historii. Każda z osobna przedstawiała sobą inną historię i inne wartości, a słowa płynące z ust niektórych na długo pozostaną w mojej pamięci. Piękne i pouczające, ponadczasowe. Jestem pod ogromnym wrażeniem w jaki sposób autorka wykreowała zarówno postaci, jak i fabułę. To było po prostu coś.



Niesłusznie obawiałam się tej lektury i z początku skazałam ją na porażkę. Wystarczyło kilka stron, abym zrozumiała swój błąd i dała się całkowicie porwać. Szybko się wciągnęłam, a barwne opisy tylko pomogły mi w wyobrażeniu sobie miejsc. Dodatkowo dialogi z pazurem i nie owijanie w bawełnę- to prosty przepis na sukces. Nie mogło być inaczej: Miasto dziewcząt okazało się naprawdę dobrą książką, która może i wymaga od czytelnika wiele, ale za to daje w zamian równie dużo. Serdecznie polecam, historia z górnej półki!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Czytaj dalej »

sobota, 1 lutego 2020

"Uwikłana" Natasha Preston


Tytuł: Uwikłana
                          Autor: Natasha Preston
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 16 stycznia 2019
Ilość stron: 380
Gatunek:  literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Czy potrafisz wyobrazić sobie sytuację, w której nie możesz zaufać nawet najlepszym przyjaciołom? Kiedy wiesz, że każdy z nich może być… mordercą? Wydaje ci się, że wiesz o nich wszystko… aż do momentu, gdy znajdujesz zwłoki. Później nic już nie jest pewne, a życie zamienia się w prawdziwy koszmar. Dla Mackenzie i jej sześciorga przyjaciół weekend w domku letniskowym miał być czasem totalnego resetu od problemów codziennego życia. Szalona impreza zakończyła się jednak makabryczną niespodzianką: dwoje uczestników znaleziono martwych. W kałuży krwi. Mackenzie wie jedno: morderca jest wśród nich, a wszyscy mieli własne powody, by zabić.
~lubimyczytac.pl

Książki pani Preston polubiłam dawno temu i po każdą jej nowość sięgam w ciemno. Wymyślone przez nią fabuły zawsze trzymają mnie przez cały czas w napięciu, a po zakończeniu ciężko mi się pozbierać. Tym razem było jednak inaczej. Bez emocji, bez celu... Zupełnie nie odnalazłam się w tej historii.

Siedmioro przyjaciół wyjeżdża na weekend do domku letniskowego. To ma być jedna długą impreza z niezliczoną ilością alkoholu. Jednak po pierwszej nocy dwoje z nich zostaje znalezionych w kuchni, w kałuży krwi. Akcja powinna nabrać teraz tempa, a jednak miałam wrażenie, że wziąć stoi w miejscu. Wszystko za sprawą głównej bohaterki, która kręciła się w kółko, nie tylko w myślach, ale i w czynach. Zdaję sobie sprawę, że każdy inaczej może zareagować na wiadomość o morderstwie i to w takich okolicznościach, ale moim zdaniem autorkę trochę poniosła wyobraźnia. Głównie czytałam o tym, że żadne z przyjaciół nie mogło tego zrobić i co będzie dalej. Prawie czterysta stron takiego gadania do siebie może zirytować, uwierzcie. Potem zaczęło się śledztwo na własną rękę, co swoją drogą było mało oryginalne, gdzie Kenzie nie była w stanie podejrzewać kogokolwiek, aby potem po kolei wszystkich właśnie podejrzewać. Kiedy tylko wpadła na pomysł, że może mają coś na sumieniu, przy następnym spotkaniu wszystkie skrywane od lat sekreciki wyszły na jaw. Nie. To do mnie w żaden sposób nie przemawia i cała ta historia zupełnie mnie nie zainteresowała. Całość tak oklepana i schematyczna, że to aż nie przyjemne.

Nie zabrakło tu także wątku miłosnego, o którym muszę po prostu wspomnieć. Znają się kilka godzin i idą ze sobą do łóżka, chociaż ona zarzeka się że taka nie jest. Okej, nie wnikam. Jednak potem łączy ich taka miłość, że Kenzie robi wszytko aby to bronić, za wszelką cenę. Nie powiem, że nie bolało- moje oczy nie mogły na to patrzeć. Dawno nie czytałam tak kiepsko poprowadzonego wątku.



Śmiało mogę napisać, że żadnego z bohaterów nie polubiłam. Kenzie z oczywistych powód, które wymieniłam wyżej, a z resztą jej przyjaciół po prostu zbyt mało miałam do czynienia. Co do Blake'a - ukochanego Kenzie, trochę się waham bo to postać z charakterkiem. Mroczny, z cięty językiem. Wykreowano go na bad boya, czasami zbyt pewnego siebie, ale chyba zraziło mnie w nim to, jak bardzo bronił (z miłość oczywiscie...) Kenzie, mimo że tak króciutko się znali. No porażka totalna.

Nie mam ani ochoty, ani słów na dalsze pisanie o tym tytule. Nastawiłam się na kolejną dobrą historię od autorki, a otrzymałam coś, co śmiało mogłabym napisać sama. Nie ukrywam, że zakończenie mogłoby się podobać, niektórych wprawiłoby w osłupienie. Ja natomiast prawie od razu domyśliłam się kto stoi za tą potworną zbrodnią i z ulgą tylko przerzuciłam ostatnią stronę. Na chwilę obecną chyba muszę odpocząć od pióra pani Preston, ale z sentymentu dam jej na pewno jeszcze jedną szansę.
Czytaj dalej »

wtorek, 28 stycznia 2020

"Bezwład" Jessica Barry


Tytuł: Bezwład 
                          Autor: Jessica Barry
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 21 stycznia 2020
Ilość stron: 416
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 8/10

Allison Carpenter przeżywa katastrofę lotniczą w Górach Skalistych, lecz to dopiero początek jej walki o życie. Dziewczyna zna straszną tajemnicę, a wpływowi ludzie gotowi są ją zabić, by ukryć szokującą prawdę. Jeśli dowiedzą się, że przetrwała, ruszą za nią.
Nie odnaleziono ciała Allison, więc Maggie Carpenter, mieszkanka niewielkiego Owl’s Creek w Maine, wciąż ma nadzieję. Ona także skrywa tajemnicę – od śmierci męża nie rozmawiała z córką i nie wie nic o niej.
Podczas gdy Allison brnie przez dzikie góry, Maggie rozpaczliwie szuka odpowiedzi na kolejne pytania. Zagłębiwszy się w życie Allison, odkrywa, że w świecie pieniędzy i luksusu jej córka zmieniła się nie do poznania. Czy zdąży odkryć prawdę, żeby ją uratować?
~lubimyczytac.pl

Wiecie, że kryminały i historie z dreszczykiem to zdecydowanie moje klimaty, a mroczne okładki zdecydowanie przyciągają mój wzrok. Bezwład skradł moje serce już tajemniczą okładką, a opis utwierdził mnie w przekonaniu, że chcę poznać bliżej losy Ali. Można by pomyśleć, że podobnych historii jest już na pęczki. Ktoś ginie, a jego bliski szukając odpowiedzi na niewygodne pytania, dowiaduje się wielu przerażających rzeczy i zmarłym. Tutaj zaczyna się podobnie, a jednak autorka szybko likwiduje schemat. Miałam wrażenie, że od początku wie ona do czego zmierza i konkretnie się tego trzymała. Pani Barry stworzyła świat, w którym główna bohaterka musi zniknąć, tak nam przynajmniej mówią pierwsze zdania. Każda jednak scenka z ową postacią utwierdza czytelnika w przekonaniu, że coś jest nie tak i powinniśmy się obawiać. Wątki z nią były niezwykle wciągające, nie tylko ze względu na jej próbę przetrwania (a to jest mój ulubiony wątek od zawsze, zarówno w filmie, jak i książce), ale i na same jej myśli. Wiesz, że coś jest nie tak, ale nadal nie wiesz co. To było równocześnie przerażające i... podniecające!

Drugą stroną medalu była przygoda matki Alison, która próbowała za wszelką cenę dowiedzieć się czegokolwiek o córce, z którą od dawna nie utrzymywała kontaktów. Tak jak wspominałam wcześniej, wcale a wcale nie było to nużące. Wprowadzono coś nowego, odwiedzającego w ten dosyć schematyczny już wątek. Otóż matka Ali była już starszą panią, zatem i sztuczki miała inne. W celu zdobywania potrzebnych jej informacji robiła po prostu to co musiała, nie ważne gdzie musiała się udać, czy z jakich kontaktów użyć. To wszystko miało po prostu ręce i nogi, czytając, nie czuło się zirytownia powtarzającymi się czynnościami, czy znudzenia. Autorka opisała to w taki sposób, że czytelnik chwila moment przeczytał całość, nie zorientowawszy się nawet kiedy to minęło. Fabuła była szybka i wartka, a krótkie rozdziały sprawiały, że chwila moment i już przerzucamy ostatnią stronę.

Nie byłabym sobą, nie wspominając o bohaterach. Ali- dziewczyna, która swoje w życiu przeszła, mimo to autorka zupełnie nie lituje się nad nią i nie opisuje tego w połowie książki, za co ogromny plus. To postać, która z początku przedstawiona jest jako płytka kobieta, której zależy tylko na dobrym życiu, dlatego też nie zapałałam do niej sympatią. Natomiast z każdym kolejnym rozdziałem z nią, moje zdanie o niej diametralnie ulegało zmianie, aby na końcu szczerze ją polubić. Nie chodzi tu o wielką przemianę, a raczej o społeczeństwo i jego postrzeganie innych. Ważna lekcja, a jak sprytnie opisana. Matka Alison, jako druga z głównych postaci była mi z lekką obojętna. Ani jej nie pokochałam, ani nie znielubiłam. Była w porządku, ale na tym dla mnie koniec. Jej wątki były intrygujące, ale bardziej ze względu na odkrywane tajemnice, niż na nią samą. Natomiast tak jak wspominałam już, trzeba przyznać, że w jakiś sposób jej "zwykle" szukanie tajemnic córki było opisane w sposób świeży i nienużący.



Warto wspomnieć jeszcze o zakończeniu, które okazało się zupełnie inne, niż się spodziewałam. Brałam różne warianty pod uwagę, a jednak to co otrzymałam, nawet przez ułamek sekundy nie przyszedł mi do głowy. Miłe zaskoczenie i kolejny plus dla autorki, za sprytne manewrowanie czytelnikiem.

Zatem Bezwład okazało się naprawdę dobrą książką, z intrygującą fabułą i nietuzinkowym zakończeniem. Zarówno mroczny klimat utrzymany przez całą książkę, jak i dobrze wykreowane postaci, sprawiły, że całość pochłonęłam raz dwa, a sam tytuł zapisuję do kolejnej udanej lektury. Jak najbardziej polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

niedziela, 26 stycznia 2020

"Nic o mnie nie wiesz" E. G. Scott


Tytuł: Nic o mnie nie wiesz
                          Autor: E. G. Scott
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Muza
Data wydania: 29 stycznia 2020
Ilość stron: 4888
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 8/10

Rebecca i Paul to kochające się małżeństwo z wieloletnim stażem. Mają przytulny dom w spokojnej okolicy, spełniają się zawodowo i ufają sobie bezgranicznie. Ale wszystko, co dobre, musi się kiedyś skończyć.
Po dwudziestu latach wspólnego życia kłamstwa i tajemnice z wyniszczającą siłą zaczynają trawić ich szczęśliwy związek. Uzależniona od opiatów Rebecca niespodziewanie zostaje zwolniona z pracy, a Paul w ramionach innej kobiety odreagowuje stres po utracie swojej firmy. Rozkoszna przygoda na boku szybko jednak zamienia się w koszmar, bo zazdrosna kochanka z coraz większą zuchwałością prześladuje Paula i jego żonę.
Rebecca w obawie, że mąż chce ją porzucić, obmyśla misterny plan, który ma pokrzyżować mu szyki. Rozpoczyna się nieprzewidywalna i pełna intryg gra, z której nikt nie może wyjść zwycięsko.
Napięcie od pierwszej do ostatniej strony oraz nieprzewidywalni bohaterowie, a w tle zemsta, obsesja i zbrodnia… Ten intensywny i szokujący thriller jest opowieścią o tym, że nawet idealne małżeństwa skrywają mroczne sekrety.


~lubimyczytac.pl

Czy ktoś z Was mógłby przejść obojętnie obok takiej okładki? Okazuje się jednak, że nie tylko okładka może przyciągnąć czytelnika. Nic o mnie nie wiesz to historia, która przez cały okres czytania utrzymuje czytelnika w lekkim niepokoju. Od pierwszych stron sieje mętlik w jego głowie, aby pod koniec zupełnie go zdezorietnować. Już pierwsze strony sprawiają, iż wiesz, że to będzie ta książka. Ta książka, z którą zarwiesz nockę, nie będąc w stanie się oderwać. Autorzy zaprezentowali nam historię dwojga ludzi, którzy po drodze się zagubili. Z udanego małżeństwa zaczęły odpadać kawałki miłości, tak że w pewnym momencie nie zostało już nic. Każde z nich ruszyło w swoją stronę, po drodze totalnie się gubiąc. Zaczęły się sekrety i tajemnice. Niedopowiedzenia, które zniszczyły wszystko. Bo kiedy żona podejrzewa najgorsze, może posunąć się do niewyobrażalnych rzeczy. Bardzo sprytnie autorzy lawirowali pomiędzy prawdą, a kłamstwem. Byłam w szoku, a jednocześnie zauroczona, jak można tak manewrować sytuacją, żeby bohaterka myślała o niej zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości ma to miejsce. A kiedy wprowadzony został wątek niezrównoważonej kochanki... Wtedy się dopiero zaczęło! Jako, że główna postać miała problem z lekami, nie wiedziałam już, czy ma ona urojenia, czy rzeczywiście w jej domu zaczyna się coś dziać. Można powiedzieć: wiadomo, że ktoś za tym stoi, to zbyt proste. Jednak nie tutaj. Autorzy tak umiejętnie poprowadzili fabułę, że ciężko było mi uwierzyć, że za wszystkimi tymi niewyjaśnionymi sprawami może ktoś stać.


Jak zapewne się domyślacie, w temacie fabuły nie za wiele mam do narzekania. Było naprawdę dobrze. Książkę przeczytałam jednego dnia, ciężko było mi się oderwać. Ten ciągle towarzyszący mi dreszczyk emocji... To naprawdę było coś!  Jedynym mankamentem, jaki mogę znaleźć w całej historii była główna bohaterka. Jej zachowanie doprowadzało mnie do szału, ze względu na totalny brak zaufania do męża i jej uzależnienie, a głównie to drugie. Bo skoro sama widzi, że jest źle, to bierze dalej, tak że urywa jej się film. Zostawię to bez komentarza. Jej brak zaufania miał z drugiej strony swoje plusy, na tym głównie opierała się fabuła. To dzięki temu czytelnik miał o czym rozmyślać, kiedy to co i rusz na jaw wychodziły kolejne sekrety. Jej mąż natomiast wzbudzał we mnie skrajne emocje. Z jednej strony opiekuńczy i kochany, z drugiej ma romans. Sama już nie wiedziałam w co wierzyć i chociaż autorzy jasno naprowadzali nas na jego prawdziwy motyw, to z biegiem czasu zaczęłam mieć wątpliwości, co do jego intencji. Tak więc kolejny znaleziony plus: mieszanie czytelnikowi w głowie, nic nie mogłam brać za pewnik, przez co nieźle się nagłówkowałam nad zakończeniem.


Właśnie zakończenie mocno mnie zdezorientowało. Dawno nie czytałam takiej historii, w której końcówka tak odbiega od schematu. Wielkie zaskoczenie, do tej pory nie wiem co o tym sądzić. Wstrząsnęło mną to, ale z drugiej strony cieszę się, że w końcu coś innego.

Jeżeli jeszcze wahacie się nad sięgnięciem po ten tytuł, to niech opuszczą Was obawy. To naprawdę dobrze napisana książka, od której ciężko się oderwać. Te kilka minusów znalezionych po drodze bardzo łatwo zamienić w zaletę, nie dla wszystkich też takie zachowanie bohaterki może być wadą. Ze swojej strony mogę Was zapewnić o wielu emocjach i nieprzespanej nocy. Dreszyk emocji i mroczny klimacik utrzymują się tutaj od początku do końca, a czytelnik nie może być pewien niczego. Z taką historią warto spędzić czas.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu.
Czytaj dalej »

wtorek, 21 stycznia 2020

"Szepty zmarłych" Simon Beckett


Tytuł: Szepty zmarłych
                          Autor: Simon Beckett
Seria/tom: Dr David Hunter (tom 3)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Data wydania: 9 listopada 2016
Ilość stron: 360
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 9+/10

David Hunter, ceniony londyński antropolog sądowy, o śmierci wie wszystko. Po kolejnym śledztwie, którego omal nie przypłacił życiem, wraca do miejsca, gdzie uczył się zawodu: Ośrodka Badań Antropologicznych, nazywanego potocznie Trupią Farmą. Tam, z pomocą Toma Liebermana, mentora i przyjaciela, ma nadzieję odzyskać spokój i pewność siebie. Tam też rozpoczyna śledztwo w sprawie koszmarnego morderstwa. Sprawy nabierają tempa, gdy David ze ścigającego stanie się ściganym…
~lubimyczytac.pl

Obawiałam się sięgnięcia po ten tytuł. Nie znam poprzednich części z tej serii, nie planowałam ich zakupu. Książkę otrzymałam w prezencie i mimo mojego zdziwienia, że to trzeci tom, najwidoczniej nie było podstaw do obaw. Bez problemu zagłębiłam się w świat bohaterów, tylko nieliczne scenki przypominały mi, że coś tam miało miejsce wcześniej. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, dlatego nie wiedziałam czego oczekiwać. Otrzymałam natomiast pełną emocji historię, od której nie mogłam się oderwać. Śmiałe opisy zmarłych trochę mnie przygnębiały, ale bez tego książka nie była by tym czymś. Fabuła skupia się na Davidzie i jego znajomych, którzy próbują rozwiązać morderstwo. Z czasem okazuje się jednak, że ciał przybywa, a sam sprawca bawi się nimi. Dostarcza im tyle dowodów, ile sam uważa za słuszne, pokazuje to, na co ma ochotę. Muszę tutaj zaznaczyć, że było to opisane w niezwykły sposób, tak samo jak wychwytywanie szczegółów dotyczących ciał. Dla takiego laika jak ja większość nie miała od razu sensu, ale autor od razu umiejętnie, i co najważniejsze, idealnie wplatając w dalszy dialog, wyjaśniał o co chodzi. Tak dobrze napisanej, tak dobrze przemyślanej i szczegółowej fabuły nie czytałam już od dawna. Jestem pod wielkim wrażeniem, tym bardziej, że emocje nie opuszczały mnie od początku do końca. Ciągle coś się działo, nie w takim jednak stopniu, aby przytłoczyć czytelnika. A zakończenie? Serce waliło mi tak mocno i szybko, że aż rozbolała mnie głowa. Dosłownie musiałam omijać pewne fragmenty (potem do nich oczywiście wracałam) i poznać co będzie miało miejsce za moment, tak mnie to wciągnęło.

Nie ukrywam, że ciężko było polubić tu jakiegokolwiek bohatera. Bardziej czułam się jakby będąc jednym z lekarzy, niż czytelnikiem, który chce bliżej poznać się z postaciami. Były to raczej osoby o mocnych charakterach, które wiedzą czego się od nich oczekuje, i nie pozwalają sobie dmuchać w kaszę. Dlatego też nie zapałałam do nich sympatią, a ich samych uważam raczej za osoby zimne, nawet Davida.



Cała książka wzbudziła we mnie wiele emocji, zafunfowano mi ich skrajny wachlarz. Od obrzydzenia opisami szczątków i czynności z nimi związanymi, do niedowierzania w wyrachowanie i pomysły zabójcy. Samo zakończenie wbiło mnie w fotel, zupełnie nie tego się spodziewałam. Byłam w kompletnym szoku jak autor umiejętnie oszukał wszystkich. Nie mam tu już nic do dodania. Ta książka pozostanie ze mną przez długi jeszcze czas, a ja sama muszę się z niej na razie otrząsnąć, ale Wam wszystkim lubiącym takie mroczne klimaty zdecydowanie polecam. Na pewno nie będziecie zawiedzeni!
Czytaj dalej »

piątek, 17 stycznia 2020

"Ślad po złamanych skrzydłach" Sejal Badani



Tytuł: Ślad po złamanych skrzydłach
                          Autor: Sejal Badani
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 26 październik 2017
Ilość stron: 488
Gatunek:  literatura obyczajowa, romans
Ocena: 6/10

Kiedy ojciec Sonyi zapada w śpiączkę, młoda kobieta niechętnie powraca na łono rodziny, którą zostawiła przed laty. Odkąd dziewczyna opuściła dom, żyła z dala od wszelkich zobowiązań, podczas gdy jej spokojna siostra Trisha odnalazła się w perfekcyjnym domu na amerykańskich przedmieściach, a ambitna Marin konsekwentnie budowała karierę zawodową. Wszystkie kobiety pamiętają czas, kiedy cała rodzina żyła szczęśliwie w Indiach i wszystkie starają się na swój sposób radzić sobie z dramatycznymi zdarzeniami, które spotkały je po przyjeździe do USA.
Jednak kiedy siostry i matka spotykają się ponownie, pogrzebane tajemnice zaczynają wychodzić na światło dzienne. Patrząc na nieprzytomnego ojca – ofiarę rasizmu, a później sprawcę okrutnej przemocy, kobiety zmagają się z osobistymi demonami. Rozdrapując wciąż niezagojone rany, muszą uporać się ze wstydliwym uczuciem nadziei, aby ich ojciec nigdy nie wyzdrowiał
~lubimyczytac.pl

Książka ta sporo już leżała na mojej półce, ale ciężko było mi się za nią zabrać. Skusiła mnie jej okładka, a teraz kiedy nadeszła pora jej przeczytania, zupełnie nie mogłam się do tego zmusić. Czytanie o dorosłych i ich problemach nie jest teraz czymś, na co mam ochotę, a właśnie z taką fabułą musiałam się tutaj zmierzyć. Losy indyjskiej rodziny, której spotyka wiele nieszczęść i opia tego, jak w dorosłym już życiu kobiety próbują sobie poradzić. Nie ukrywam, że przemoc w domu i jej wpływ na późniejsze życie to niezwykle ważny temat, a autorka opisała to umiejętnie, jednak ja liczyłam na coś innego. Czego oczekiwałam nie wiem nawet ja sama, ale temat ten był dla mnie po prostu zbyt ciężki. Czytanie o tym, jak życie zbudowane na przemocy i strachu zaczyna się rozpadać... zasmucało mnie. Zasmucało mnie jak dorosłe już kobiety zupełnie nie potrafią odnaleźć się w życiu, ciągle targane wspomnieniami przeszłości. Istotne jest nagłośnienie takich spraw, a duszenie tego w sobie i oczekiwanie, że przeszłość to przeszłość i nie trzeba do tego wracać jest głupim pomysłem, co pani Badani w przejrzysty sposób pokazuje. 

Ciężko było patrzeć jak życie niewinnych kobiet rozpada się z dnia na dzień, przez ich własną chęć dochowania tajemnicy. Irytowało mnie niezwykle ich zachowanie, kiedy to wolały zaprzepaścić budowaną od lat relację z własnym mężem bądź córką, byle tylko utrzymać pozory doskonałości. Nie mogłam pojąć dlaczego za wszelką cenę unikają szczęścia, myśląc, że skoro w dzieciństwie było źle, zawsze musi tak już być. Być może i nie byłam nigdy na miejscu takiej osoby, ale nie zrozumiem nigdy tego, że nie próbują chociaż one zawalczyć o swoje. 



Nie ukrywam, że męczyłam się z tą historią. Chciałam jak najszybciej mieć ją za sobą, nie czułam potrzeby zagłębiać się w to bardziej. To, jak każda z tych kobiet dawała w całości kontrolować swoje życie... Nie dla mnie są takie książki, nie mogę znieść wewnętrznej złości na nie. Nie sądźcie, że jest to zła książka. Nic bardziej mylnego. Autorka umiejętnie wykreowała postaci, stworzyła je idealnie na wzór takiej, a nie innej rodziny. Ich zachowanie, tok myślenia. Bardzo dogłębnie i poprawnie opisała ich przemianę i życie z konsekwencjami przemocy w dzieciństwie. To wszystko było dobre, w porządku. Ja jednak oczekiwałam czegoś innego, być może trochę lżejszego. Tymczasem Ślad po złamanych skrzydłach okazało się dosyć wymagającą lekturą. Bardzo dobrą, ale nie w moim guście, stąd też taka, a nie inna ocena.
Czytaj dalej »

niedziela, 12 stycznia 2020

"Gdyby ocean nosił Twoje imię" Tahereh Mafi


Tytuł: Gdyby ocean nosił Twoje imię
                          Autor: Tahereh Mafi
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo We Need Ya
Data wydania: 30 październik 2019
Ilość stron: 315
Gatunek:  literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Bycie inną nie musi oznaczać bycia gorszą. Ale świat nie jest idealny i Shirin naprawdę nie ma łatwego życia. Minęło kilkanaście miesięcy od głośnego zamachu z 11 września. To wyjątkowo burzliwy czas zwłaszcza dla szesnastoletniej muzułmanki, która nie zgadza się na to, co zgotował jej los.
Shirin doskonale wie, jak okropni mogą być ludzie. Jest zmęczona agresywnymi spojrzeniami, poniżającymi komentarzami, nawet przemocą fizyczną, które spotykają ją ze względu na hidżab. Z każdym dniem bardziej zamyka się w sobie i coraz silniej oddaje muzyce i tańcowi.
Wszystko jednak się zmienia, gdy na jej drodze staje Ocean James.
Jest pierwszą osobą, która chce poznać prawdziwą Shirin.
Ale czy dziewczyna jest gotowa, by komukolwiek zaufać?
~lubimyczytac.pl

Dawno temu pokochałam autorkę za serię Dotyk Julii, która od razu skradła moje serce. Nie miałam większych obaw sięgając po ten tytuł, byłam pewna kolejnej świetnej historii, tym bardziej po tylu zachwytach blogerów. Niestety. Tym razem szczęście mi nie dopisało, a książka wywołała we mnie sprzeczne emocje. Jestem totalnie zawiedziona i rozczarowana.


Głównym wątkiem powyższego tytułu jest rasizm. To na nim skupia się autorka i nie można nie napisać, że świat powinien czytać o tym dużo więcej. Pani Mafi jednak opisała to w sposób niekoniecznie do mnie przemawiający. Nie, stop. Inaczej. Sam wątek rasizmu był jak najbardziej w porządku, to relacja głównych bohaterów tak mnie zirytowała i rozproszyła. Zacznę od tego, że Shirin przeprowadza się dosyć często i kiedy pojawia się w nowym otoczeniu stara się za wszelką cenę unikać ludzi, tym bardziej kiedy są oni dla niej tak nie mili. Kiedy w jej życiu pojawia się Ocean- chłopak, z którym pracuje w parze na zajęciach, coś zaczyna się zmieniać. I można by rzec, że schemat goni schemat, a jednak postaci zarówno Shirin, jak i Ocean'a są tak niebanalne, że schemat zdecydowanie się tutaj kończy. Mogłabym teraz napisać, że ich historia złamała mi serce i nie mogłam się oderwać, ale byłaby to totalna bzdura. Przede wszystkim irytowały mnie ich dialogi. Miałam wrażenie, że głównie porozumiewają się ze sobą za pomocą "aha" i "okej". Dawno nie czytałam czegoś tak irytującego. Ich znajomość także rozwijała się w dziwny sposób. Raz byli pewni, że muszą być ze sobą, aby chwilę później odpuścić. I z jednej strony autorce zależało na pokazaniu skutków rasizmu, a z drugiej totalnie popsuła wątek miłosny. Ktoś powie: to nie jest istotny wątek w tej historii, a jednak to na tym oparła swoją książkę autorka. Więc albo w te stronę, abo w drugą.

Działo się tutaj wiele. Nie powiem, że nie wzruszyła mnie sytuacja Shirin, której łatwo w życiu nie jest. Jestem jednak zorientowana w świecie i wiem, jacy ludzie potrafią być okrutni. Oczywiście, było mi jej żal i uważam, że autorka umiejętnie przedstawiła jej sytuację jeżeli chodzi o pojawienie się w hidżabie w szkole pełnej amerykańskich nastolatków. Mam jednak żal, że tak wiele rzeczy zostało wyolbrzymionych. Możecie się ze mną nie zgodzić, ci którzy czytali, ale to co działo się pod koniec w życiu tych dwojga, momentami było lekką przesadą. A jeżeli chodzi o samych bohaterów to zupełnie nie przypadli mi oboje do gustu. Shirin sama nie wiedziała czego chce, i chociaż jej się nie dziwię po tym wszystkim co przeszła, to jednak mnie irytowało jej ciągle zmienianie zdania. Ocean byłby postacią idealną i chłopakiem, w którym sama mogłabym się zauroczyć, gdyby nie fakt, że dosyć często odpuszczał pod koniec i że tak często był niepewny swojego zachowania.



Sama relacja między bohaterami była ciekawa bo opisana w inny sposób. Gdzie ona kategorycznie nie chciała się z nim zaprzyjaźnić, a on bezceremonialnie wpraszał się do niej na obiad. Z jednej strony urocze, z drugiej nużące. Nie wiem dalej co sądzić o tej książce. Bardzo się zawiodlam i mam ogromny żal do autorki za to zakończenie. Na samą myśl aż mnie ściska w środku i nie przekonuje mnie to, że dzięki temu będę dłużej myślała o tej historii. Nie po tym co wcześniej mi zaserwowano. No cóż... Tym razem nie trafiono w mój gust, ale cieszę się że poznałam tę historię.

Czytaj dalej »

niedziela, 5 stycznia 2020

"Rywalka" Sandie Jones



Tytuł: Rywalka
                          Autor: Sandie Jones
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 2 lipca 2018
Ilość stron: 400
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 9/10


Pammie zachowuje się jak typowa zaborcza matka. Niechęć, jaką żywi do Emily, ukochanej Adama, z każdym dniem rośnie. Pammie wtrąca się w ich życie, psuje romantyczne chwile, a wreszcie – pod pretekstem choroby – wprowadza się do nich.
Stopniowo życie Emily zmienia się w koszmar. Adam zawsze staje po stronie matki, a im bliżej ślubu, tym bardziej oddala się od przyszłej żony. Kiedy Emily odkrywa, że to Pammie znalazła ciało poprzedniej narzeczonej syna, która zmarła w tajemniczych okolicznościach, uświadamia sobie, w jakim niebezpieczeństwie się znalazła...

~lubimyczytac.pl

Rywalka należy do tych książek, po których ciężko się pozbierać. Dzięki jej lekturze buzuje we mnie tyle skrajnych emocji, że ciężko to opisać. Spróbuję od początku, ale nic nie obiecuję.

Autorka opisała historię dwojga młodych ludzi, którzy chcą spędzić ze sobą resztę życia. Jednak matka pana młodego nie przepada za nową dziewczyną syna, a wie o tym tylko owa dziewczyna. Dla wszystkich dookoła Łamie, przyszła teściowa Emily, jest ucieleśnieniem dobra. Już tutaj emocje buzowały we mnie aż para uszami mi szła. Autorka opisywała sytuację, od których przerwcało mi się w środku z bezradności i wściekłości. Jak można być tak wyrachowanym, a jednak potrafić grać tak, aby nikt inny tego nie zauważył? Naprawdę kochani, to było coś. To jak umiejętnie ta staruszka odwracała kota ogonem i zawsze przekręcała wszystko na swoją korzyść aż mnie mroziło. Jestem pełna podziwu dla autorki za wykreowanie tak wyrazistej postaci i stworzenie tak niebanalnej historii. Oczywiście znajdę tu też parę minusów i kwestii, które zupełnie nie przypadły mi do gustu, jak przykładowo relacja Emily z bratem swojego ukochanego. Zupełnie niepotrzebne tam momenty, kiedy to on o nią dosyć mocno zabiega. Było twgo naprawdę dużo w pewnym momencie i już już zaczynałam czuć słabą lekturę, kiedy to autorce skończył się pomysł i zaczynają się banały. Mimo to mile zostałam zaskoczona, kiedy to ustało, a akcja nabrała niewiarygodnego tempa. Co potem się tam działo ciężko w ogóle pojąć. Zwroty akcji, szok, zatrzymanie serca. Byłam w szoku. Tyle.

Oczywiście nie polubiłam mamuśki z piekła rodem, ale nie można napisać, że była to zła postać. Jej osoba została wykreowana w sposób idealny. Ja sama niejednokrotnie dałam się nabrać na jej gierki, a czasami ogarniały mnie wątpliwości co do jej czynów. Pammie grała w kotka i myszkę nie tylko z przyszłą synową, ale i czytelnikiem. Jej zachowanie wzbudziło we mnie tyle skrajnych emocji...
Muszę tu też wspomnieć o Emily, głównej bohaterce. Ciężko było mi ją polubić w dalszej części historii. Na jej miejscu też zapewne popadałabym w lekką paranoję, ale jak nic irytował mnie fakt, że się ona poddaje. Nie zawsze, ale często odpuszczała, albo co gorsze, nie chciała nikomu nic mówić z obawy przed tym i tamtym. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie lubię takich postaci i dla mnie było wielkim minusem to co potem ona wyprawiała.



Mogłabym pisać o tej książce wiele, ale będzie się to powtarzało. W gruncie rzeczy ważna jest jedna rzecz: Rywalka na długo pozostanie w mojej pamięci przez emocje, które we mnie wywolała. Chociaż zabrzmi to dziwnie, to lubię kiedy czytając ze złości mam ochotę rzucić książką o ścianę, a tutaj było tak na każdym kroku. Nie wiedziałam co przyniesie kolejna strona, odkładając lekturę myślałam tylko o niej i tym, co będzie dalej. Coś wspaniałego i nawet postać Emily nie jest w stanie popsuć fabuły, która mocno mną wstrząsnęła. Cieszę się, że nowy rok zaczęłam z tak dobrą historią.
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2020

"Coraz większy mrok" Colleen Hoover


Tytuł: Coraz większy mrok
                          Autor: Colleen Hoover
Seria/tom: ---
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 19 czerwca 2019
Ilość stron: 320
Gatunek:  kryminał, thriller
Ocena: 10/10

Verity Crawford, sławna autorka thrillerów, zostaje sparaliżowana wskutek tragicznego wypadku. Jej mąż zatrudnia pisarkę Lowen Ashleigh, by dokończyła bestsellerową serię książek chorej żony. Podczas przygotowań do pracy w posiadłości Crawfordów Lowen w stosie notatek znajduje niepublikowany dotąd materiał. Tekst, który miał na zawsze pozostać tajemnicą, okazuje się wstrząsającą spowiedzią Verity. Odkrywając sekrety autorki, Lowen coraz bardziej pogrąża się w mroku i niebezpiecznie zbliża się do jej męża Jeremy'ego. Aż w pewnym momencie staje się częścią życia Crowfordów, jeszcze bardziej niepokojącego niż thrillery Verity...
~lubimyczytac.pl

Wiecie dobrze jak uwielbiam panią Hoover. To od niej zaczęła się moja przygoda z czytaniem, a teraz po jej twórczość sięgam w ciemno. Nie mogę jednak napisać, że zaczynając ten tytuł nie miałam obaw. Zdarzyło mi się już raz zawieść czytając Colleen, a po samych zachwytach blogerów nad Coraz większym mrokiem bałam się rozczarowania. Bałam się, że za wysoko mierzę i jako jedna z nielicznych nie zrozumiem przesłania. Ale to co otrzymałam? Przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Do tej pory ciężko mi poukładać to wszystko w głowie.

Po raz pierwszy mieliśmy okazję poznać panią Hoover od strony thrillera psychologicznego. Do tej pory jej historie, z reguły romantyczne, plasowały się u mnie na najwyższym podium wszelkich list. Dzisiaj dodaję to nazwisko do ulubionych pisarzy gatunku z dreszczykiem. Nic dodać, nic ująć: Hoover to mistrzyni. Od samego początku wciągnęłam się w fabułę. Pierwsze zdanie już zmusza czytelnika do poznania reszty. Tym razem jednak co innego sprawiało, że nie mogłam odłożyć lektury. To towarzyszący mi na każdym kroku dreszczyk emocji. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się to spodoba. Kiedy Laura wprowadza się do domu Crawford'ów napięcie nie odstępowało mnie na krok. Wiedziałam, że coś musi się wydarzyć, przerobiłam w głowie miliony wersji zakończenia, ale nic nie przygotowało mnie na to, co finalnie otrzymałam. Jeżeli chodzi o samą fabułę, to nie mam żadnych zarzutów. Całość od początku do końca poprowadzona perfekcyjnie. Najmniejszy szczegół był tu dopracowany, a wszystko potem zostało wyjaśnione, za co dzięki autorce.

Najważniejszy jednak był klimat. Klimat, który autorka oddała wyśmienicie. Zero opisów, jakoby dom, w którym zatrzymała się bohaterka był straszny, czy wielki, a jednak czytając takie właśnie odnosiłam wrażenie: że dom budzi lęk. Czytając jakiekolwiek fragmenty miałam wrażenie, że ktoś cały czas obserwuje główną bohaterkę, że zło czai się za rogiem. Naprawdę, naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Poruszyło mnie to, mimo że i tak przez cały okres czytania ledwo oddychałam. Będąc w pracy myślałam tylko o powrocie do tej historii, a kiedy już dorwałam się do lektury, nie odeszłam, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. Zleciało błyskawicznie, ale przy takiej książce nie mogło być inaczej.



Nie muszę chyba wspominać, że pani Hoover jak zwykle wykreowała niesamowite postaci. Nie tylko jeżeli chodzi o dialogi i ich charakter. Sprawiła, że w każdym podejrzewałam coś złego. Wszędzie rozglądałam się za złem, mrokiem. Ciężko mi odetchnąć, nadal żyję tym wszystkim. Brak mi słów i chociaż obiecałam sobie pisać porządne recenzje, to tutaj nie jestem w stanie skleić czegokolwiek. Hoover pozamiatała. Tyle w temacie.
Czytaj dalej »
© SZABLON WYKONAŁA: RONNIE | RC |